<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763</id><updated>2012-02-16T14:15:54.791+01:00</updated><category term='chemia'/><category term='przyroda'/><category term='odżywianie się'/><category term='ekologia'/><category term='człowiek'/><category term='drzewa'/><category term='przyroda polska'/><category term='dom'/><category term='zwierzęta'/><category term='ochrona środowiska'/><category term='czas'/><category term='fale elektromagnetyczne'/><category term='dźwięk'/><category term='geologia'/><category term='psychologia'/><category term='fizyka'/><category term='Kosmos'/><category term='optyka'/><category term='owady'/><category term='życie'/><category term='skóra'/><category term='elektryczność'/><category term='fizjologia'/><category term='biologia'/><category term='zdrowie'/><category term='książki'/><category term='woda'/><category term='ewolucja'/><category term='paleontologia'/><category term='meteorologia'/><category term='chmury'/><category term='pory roku'/><category term='wychowywanie'/><category term='hydrologia'/><category term='rośliny'/><category term='atmosfera'/><category term='astronomia'/><title type='text'>A dlaczego?</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>87</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2408553716449584075</id><published>2010-08-14T19:51:00.005+02:00</published><updated>2010-08-14T20:26:35.257+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/08/czy-to-naprawde-juz-koniec-o-nie-nie.html"&gt;Czy to naprawdę już koniec?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TGbYLJ0F4BI/AAAAAAAAAyA/3URD5w-Ka-0/s1600/CIMG2555.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 180px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5505325280631578642" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TGbYLJ0F4BI/AAAAAAAAAyA/3URD5w-Ka-0/s320/CIMG2555.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;- O, nie! Nie może ci jakiś pan kazać zamknąć bloga! Nie zgadzam się! – Kacper zdenerwował się nie na żarty.&lt;br /&gt;Też było mi żal. Kilka dni temu dotarliśmy do USA, gdzie spotkałem się z moim obecnym szefem i jeszcze raz przeprowadziłem z nim poważną rozmowę. Co prawda nie kazał mi zamknąć bloga, ale bardzo to zalecał. Jego argumenty były przekonywujące. Przyznałem mu rację. To będzie więc ostatni już wpis na blogu „A dlaczego?”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;„Mój obecny szef” to &lt;a href="http://www.philiphilts.com/" target="_blank"&gt;Philip Hilts&lt;/a&gt; - dyrektor &lt;a href="http://web.mit.edu/knight-science/index.html" target="_blank"&gt;programu stypendiów dla dziennikarzy naukowych&lt;/a&gt; na jednej z najlepszych uczelni wyższych w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nosi ona angielską nazwę &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Massachusetts_Institute_of_Technology" target="_blank"&gt;Massachusetts Institute of Technology&lt;/a&gt; - w skrócie MIT - i znajduje się w miasteczku &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cambridge_(Massachusetts)" target="_blank"&gt;Cambridge&lt;/a&gt; tuż obok dużego miasta Bostonu. Od 27 lat co roku MIT funduje stypendia dla 12 dziennikarzy naukowych. Zazwyczaj przyjmują sześć osób z USA i sześć z innych krajów. Szczęśliwcy, którzy zostaną wybrani spośród wielu nadesłanych podań, mają prawo do uczestnictwa w dowolnych zajęciach na MIT oraz na znajdującym się tuż obok &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Uniwersytet_Harvarda" target="_blank"&gt;Uniwersytecie Harvarda&lt;/a&gt;. Bardzo chciałem uzyskać takie stypendium. Składałem kiedyś podanie, ale zostało odrzucone. W tym roku spróbowałem po raz kolejny. Tym razem powiodło mi się. Moje podanie spodobało się, dobrze wypadłem też w rozmowie kwalifikacyjnej i tym samym zostałem stypendystą MIT. Hura!!!&lt;br /&gt;Dlatego 10 sierpnia całą czwórką – ja, moja żona oraz Ida i Kacper - wylądowaliśmy w Bostonie. Znaleźliśmy wcześniej mieszkanie do wynajęcia w Cambridge i takim to sposobem od kilku dni jesteśmy w USA. Jeszcze zbyt wiele nie zdążyliśmy tutaj zwiedzić. Wybraliśmy się jedynie do tutejszego &lt;a href="http://www.neaq.org/index.php" target="_blank"&gt;oceanarium&lt;/a&gt;. Bardzo się tam Idzie i Kacprowi podobało. Wielką frajdę sprawiła im też położona niedaleko fontanna, w której szalały amerykańskie dzieciaki. Widać to na zdjęciu, które zamieściłem na górze.&lt;br /&gt;Tak naprawdę jednak większość czasu spędzamy póki co na załatwianiu rozmaitych formalności. Oj, dużo tego jest. Dzieci czasem marudzą, ale i tak dzielnie wytrzymują wszelkie wizyty w bankach, urzędach i sklepach. A musimy się śpieszyć, bo zajęcia na MIT i Harvardzie zaczynają się z początkiem września. Dodatkowo będę też miał wykłady organizowane specjalnie dla nas - dziennikarzy-stypendystów. A także zajęcia, na których będą nas uczyć przygotowywać nagrania dźwiękowe, krótkie filmy i sam-już-nie-wiem-co-jeszcze. Tak, dni będę miał zapełnione po brzegi. I właśnie dlatego warunkiem otrzymywania stypendium jest powstrzymywanie się od pracy zawodowej przez cały rok akademicki. Phil Hilts zaleca też, by rezygnować z prowadzenia blogów. Szczególnie zaś takich, jak mój, które wymagają pracowitego poszukiwania informacji i zbierania materiałów.&lt;br /&gt;- Chcąc dalej prowadzić blog, musiałbyś rezygnować z części zajęć – tłumaczył mi. – A nam zależy, byś właśnie tego nie robił.&lt;br /&gt;Tak, Phil ma rację. Ale i tak mi smutno. Podporządkowuję się więc jego prośbie, choć z wielkim, wielkim żalem. I powtarzam sobie, że za rok, jak już wrócę z USA, założę jeszcze lepszą stronę internetową. Będę więcej umiał, więcej wiedział, lepiej znał się na nowych technologiach… &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;Kacper, nie martw się! Jeszcze mu pokażemy!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2408553716449584075?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2408553716449584075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2408553716449584075' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2408553716449584075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2408553716449584075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/08/czy-to-naprawde-juz-koniec-o-nie-nie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TGbYLJ0F4BI/AAAAAAAAAyA/3URD5w-Ka-0/s72-c/CIMG2555.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-9206199367186754488</id><published>2010-08-04T10:28:00.003+02:00</published><updated>2010-08-04T11:01:09.905+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meteorologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='atmosfera'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/08/dlaczego-pioruny-sa-powyginane-gdy-to.html"&gt;Dlaczego pioruny są powyginane?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2wY_t7zVIXY&amp;amp;hl=en_US&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2wY_t7zVIXY&amp;amp;hl=en_US&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Gdy to piszę za moim oknem zaczyna się burza. Ciemne chmury zakryły niebo, zerwał się wiatr, słychać pierwsze grzmoty. Czekam jeszcze na deszcz i błyskawice. Taka sceneria doskonale nadaje się, by wreszcie odpowiedzieć na pytanie Kacpra, nad którym męczę się już dobrych kilka tygodni. Ale już wiem! Udało się! Hura!&lt;br /&gt;Pytanie pojawiło się jakiś miesiąc temu. Niebo za oknem wyglądało podobnie jak dziś. Tyle że burza była wówczas jeszcze większa. Od grzmotów drżały szyby w oknach, a błyskawice przecinały niebo żółtymi zygzakami. Właśnie: ZYGZAKAMI. I to zaintrygowało bardzo mojego synka.&lt;br /&gt;- Tato – zapytał – a dlaczego pioruny są takie powyginane, a nie proste? I co to w ogóle są te pioruny? Skąd się biorą? &lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Oj, synuś... Ale dobrze. Zacznijmy od burzy. A raczej od ciężkich, burzowych chmur. Jak już &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/skad-sie-bierze-deszcz-alez-lao-nasz.html" target="_blank"&gt;tu&lt;/a&gt; kiedyś pisałem złożone są one z drobnych kropelek wody lub kryształków lodu. Jeśli chmura jest duża, pomiędzy jej składnikami przeskakują ładunki elektryczne. Wciąż nie ma całkowitej pewności, jak to dokładnie się dzieje. Być może w wyniku tarcia o siebie kropelek wody i kryształków lody – na tej samej zasadzie, jak &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/dlaczego-balon-przykleja-sie-do-sufitu.html" target="_blank"&gt;elektryzuje się pocierany balon czy bursztyn&lt;/a&gt;. Tarcie między składnikami chmury zwiększają zaś gwałtowne wiatry czy zderzenie ciepłego powietrza z zimnym. Niezależnie jednak z jakiej przyczyny by się to nie działo, w efekcie część składników chmury ładuje się dodatnio, a część ujemnie. Ujemnie naładowane elementy przemieszczają się zaś w dolną część chmury, a naładowane dodatnio – w górną. A – że przypomnę – odmienne ładunki się przyciągają. Początkowo nic z tego nie wynika. Przed połączeniem się ich chroni warstwa powietrza. Stopniowo jednak ilość cząsteczek naładowanych elektrycznie rośnie. W końcu jest ich tak dużo, że już nic nie potrafi ich powstrzymać przed połączeniem się. Nagłym rzutem przemieszczają się tworząc piorun. Przy czym ujemne ładunki są wielokrotnie szybsze od dodatnich. Dlatego to, co widzimy jako błyskawicę, jest właśnie strumieniem ujemnych ładunków, czyli prądem elektrycznym.&lt;br /&gt;Takie wyładowanie może mieć miejsce wewnątrz chmury, między chmurami oraz między chmurą a ziemią. Cząsteczki, które gnają na swoje spotkanie, wybierają drogę najłatwiejszą. Ale uwaga! Najłatwiejsza droga wcale nie jest drogą najprostszą! Na przeszkodzie stoją przecież zarówno cząsteczki powietrza jak i kropelki wody czy kryształki lodu. A ponieważ nie są one rozłożone równomiernie, piorun omija ich większe skupiska, lecąc tam, gdzie jest ich mniej. Dodatkowo cząsteczki w powietrzu mogą być obojętne elektrycznie, naładowane ujemnie lub dodatnio. Pioruna, który jest strumieniem ujemnych ładunków, przyciągają ładunki dodatnie a odpychają ujemne. To kolejny powód, dla którego jego droga raz po raz zakręca. W ostateczności to, co widzimy, czyli błyskawica, nie dość, że się „wygina”, to również rozdwaja, roztraja, rozgałęzia, a czasem znów się łączy. Widać to dobrze na filmiku, który zamieściłem na górze strony.&lt;br /&gt;Wewnątrz pioruna jest straszliwie gorąco. Temperatura może dojść do blisko 30 tys. stopni Celsjusza – kilkakrotnie więcej niż na powierzchni Słońca (ale o wiele mniej niż w jego wnętrzu). Jeśli tak wielki żar trafi w drzewo, rozgrzewa jego wnętrze tak, że pień rozrywa się na kawałki. Czasem może się zapalić, co staje się początkiem pożaru.&lt;br /&gt;Jeśli piorun trafi w człowieka, to… no, nie będę straszył. W każdym razie to bardzo, bardzo niebezpieczne. Dlatego w czasie burzy trzeba uważać, by nie zostać rażonym piorunem. Przede wszystkim należy omijać samotne drzewa, wszelkie zbiorniki wodne, wysokie maszty, większe elementy metalowe czy szczyty gór. Samotny człowiek w pozycji stojącej na płaskim terenie też może przyciągać pioruny. Dlatego – jeśli nie mamy gdzie się skryć – dobrze jest przykucnąć, podciągnąć kolana i przysunąć stopy do siebie. Najlepiej jednak schować się w domu lub w samochodzie. Co prawda piorun może też uderzyć w budynki, wywołując pożar. Na szczęście większość z nich ma dziś piorunochrony – specjalne urządzenia, które odprowadzają cały ten burzowy prąd. Dzięki temu nawet jeśli piorun uderzy w budynek, nie uczyni mu żadnej szkody. Ludzie wewnątrz mogą czuć się w pełni bezpieczni.&lt;br /&gt;- Tato, a nasz blok ma piorunochrony? – spytał Kacper po wysłuchaniu tych wyjaśnień.&lt;br /&gt;- Chyba tak.. – odparłem niepewnie, ale widząc jego wystraszoną minę zaraz się poprawiłem: - Tak! Oczywiście, że tak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Ro%C5%BCek_(dziennikarz)" target="_blank"&gt;Tomkowi Rożkowi&lt;/a&gt;, fizykowi i dziennikarzowi, za pomoc w znalezieniu poprawnej odpowiedzi na trudne pytania Kacpra. Muszę się też zastrzec, że mój opis pioruna i przyczyn powstawania jego „powyginanych” kształtów jest uproszczeniem. Kto by chciał poznać więcej szczegółów, zachęcam do zajrzenia na stronę &lt;a href="http://www.komonews.com/weather/blog/27184454.html" target="_blank"&gt;Komonews.com&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://discoverytimes.blogspot.com/2009/06/fact-about-lightning-flashes-why-are.html" target="_blank"&gt;Discovery Discovered&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Piorun" target="_blank"&gt;polskiej Wikipedii&lt;/a&gt;. Polecam też książkę Hansa Häckela &lt;a href="http://multicobooks.pl/przyroda/pogoda-i-klimat_8840.html" target="_blank"&gt;„Pogoda i klimat”&lt;/a&gt;, z której zaczerpnąłem część informacji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-9206199367186754488?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/9206199367186754488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=9206199367186754488' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/9206199367186754488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/9206199367186754488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/08/dlaczego-pioruny-sa-powyginane-gdy-to.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-631871116494933813</id><published>2010-07-28T21:40:00.003+02:00</published><updated>2010-07-28T21:49:46.246+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rośliny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='paleontologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chemia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html"&gt;O co pytają czytelnicy? Cz. 4&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1fzT6ifrhL8&amp;amp;hl=en_US&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/1fzT6ifrhL8&amp;amp;hl=en_US&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Już niedługo wyjeżdżamy całą rodziną daleko, daleko... Mam nadzieję, że mimo to uda mi się nadal prowadzić ten blog. Dam znać za dwa tygodnie. A póki co nadszedł czas na odpowiedzi na kilka pytań od naszych czytelników. &lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;Jakie jest największe zwierzę świata?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ e-mail, który otrzymaliśmy, jest przemiły zacytuję go w całości: „Dzień dobry. Nazywam się Krzyś i interesuję się dinozaurami i nie tylko. Podoba mi się pana strona i postanowiłem zadać panu pytanie: jakie jest największe stworzenie jakie kiedykolwiek żyło na ziemi? Na razie wg mnie to &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Amficelias" target="_blank"&gt;&lt;em&gt;Amphicoelias&lt;/em&gt; &lt;/a&gt;(60m) Ale nie jestem pewien...”.&lt;br /&gt;Ja też nie jestem pewien, drogi Krzysiu. Stawiałbym jednak nie na żadnego dinozaura, lecz na płetwala błękitnego – przeogromnego, wciąż żyjącego wieloryba, który osiąga ponad 30 metrów długości i sto kilkadziesiąt ton (można go zobaczyć na filmiku powyżej). Tak, wiem, że daleko mu do 60 metrów amficeliasa. Tyle że zarówno ten dinozaur, jak i inne równie wielkie dinozaury, są znane tylko z pojedynczych kości. Na tej podstawie trudno precyzyjnie oszacować ich wielkość i ciężar. A wszystkie pradawne zwierzęta znane z większych kawałków szkieletów mimo swego ogromu nie dorównują wielkością płetwalowi błękitnemu. Nadal więc to on dzierży pierwsze miejsce w rankingu „największe zwierzę świata”. Co nie znaczy, że przysługuje mu ono na stałe. Kto wie, może wkrótce ktoś znajdzie inne kości amficeliasa i okaże się, że naprawdę przerastał on płetwala błękitnego? Kto wie, może Ty kiedyś tego dokonasz?&lt;br /&gt;Trzymam kciuki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego mydło pęka?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Chodzi mi o mydło w kostce – wyjaśnia nasza czytelniczka, Kasia Jaroszyńska. – Po pewnym czasie zaczyna pękać, nawet jeśli się go używa…”.&lt;br /&gt;To prawda, mydło pęka. Zanim jednak pęknie, nasyca się wodą. Łatwo do dostrzec w łazience, gdy leży blisko prysznica czy kranu. Mięknie wówczas i lekko pęcznieje. Gy zostawimy je w spokoju, z dala od wody, zaczyna stopniowo wysychać. Ponieważ zwykle nie jest nawilżone równomiernie, również nierówno wysycha. Jedne partie mydła schną i tym samym kurczą się szybciej, inne wolniej. Tak tworzą się naprężenia, które skutkują pojawianiem się szczelin. Podobne zjawisko można obserwować w wysychającym błocie.&lt;br /&gt;A odpowiedź pomogli mi znaleźć Krzysztof Orliński, nauczyciel chemii oraz &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Ro%C5%BCek_(dziennikarz)" target="_blank"&gt;Tomasz Rożek&lt;/a&gt;, fizyk i dziennikarz naukowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy poparzenie się pokrzywą jest zdrowe?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Ostatnio mój 2 -leni syn przewrócił się twarzą w kierunku pokrzyw, w ostatniej chwili rozłożył ręce i nie upadł na twarz – napisała &lt;a href="http://mamanietylkoadama.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Mama_Adama&lt;/a&gt; pod postem &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/czym-parzy-pokrzywa-co-ty-wyprawiasz.html" target="_blank"&gt;„Czym parzy pokrzywa?"&lt;/a&gt;. - Bez płaczu się nie obyło a dłonie miał spuchnięte przez ok. godzinę. Wtedy przypomniało mi się, że kiedyś słyszałam, że takie oparzenia są podobno zdrowe. Czy to prawda? Ten sok ma jakieś właściwości lecznicze?”.&lt;br /&gt;A ja z kolei pamiętam, jak mój dziadek „biczował” się pokrzywą. Szczególnie ostro siekł swoje nogi, twierdząc, że to pomaga mu na reumatyzm. Ściśle biorąc – jak wyjaśniła mi Małgosia T. Załoga, chirurg i dziennikarka medyczna – poparzenia pokrzywą nie leczą, a jedynie pobudzają nerwy odpowiedzialne za uczucie pieczenia. One zaś „rywalizują” z nerwami odpowiedzialnymi za ból reumatoidalny i… wygrywają. Do mózgu dociera zatem informacja o pieczeniu, a nie o reumatyzmie. Dlatego ludzie chorzy na reumatyzm, tacy jak mój dziadek, po kuracji pokrzywowej odczuwają przez pewien czas ulgę i zadowolenie. Dziecko jednak już nie będzie tak szczęśliwe po oparzeniu się pokrzywami. Bólów reumatycznych i tak nie ma, a taki wypadek zdrowia mu nie doda. Co nie znaczy, że pokrzywa nie ma własności leczniczych! Ma i to całe mnóstwo. Wymieniać ich tu nie będę, ale radzę zajrzeć do &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pokrzywa_zwyczajna" target="_blank"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt; albo na stronę &lt;a href="http://luskiewnik.pl/urtica/fitofarmakologia.htm" target="_blank"&gt;Łuskiewnik.pl&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;By skorzystać z dobrodziejstw pokrzywy nie należy jednak nią się „biczować”, lecz zrobić z niej napar lub wyciąg. Stosowanie do potrzeb można go wypić lub użyć zewnętrznie np. do płukania włosów. Młode liście można też jeść na surowo jako dodatek do sałatki. Sam kiedyś jadłem. Smaku już jednak nie pamiętam. Dawno to było.&lt;br /&gt;Hm, może warto znów spróbować? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-631871116494933813?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/631871116494933813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=631871116494933813' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/631871116494933813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/631871116494933813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3716545344302940350</id><published>2010-07-21T16:58:00.003+02:00</published><updated>2010-07-21T17:06:36.691+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/co-jest-wazniejsze-mozg-czy-serce-panie.html"&gt;Co jest ważniejsze: mózg czy serce?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/jIG-ulibw0o&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/jIG-ulibw0o&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Panie Wojtku, ale miałem dziś przygodę – opowiadał kolega Kacpra, Michał, który odwiedził nas tuż przed wakacjami. Był w wyjątkowo dobrym humorze. – Szedłem sobie po klatce w moim bloku i nagle potknąłem się o własną nerkę. Upadłem i patrzę, a tu leży mój mózg! Zgubiłem go wcześniej i nie mogłem znaleźć. A on po prostu leżał sobie na trzecim piętrze. Uff, dobrze, że go znalazłem…&lt;br /&gt;Wystraszonym tą makabryczną historią wyjaśnię od razu: Michał to świetny żartowniś. Kacper i Ida wprost pokładali się ze śmiechu, gdy opowiadał o poszukiwaniu swojego mózgu. No dobrze, przyznam się: ja też nieźle się bawiłem. A cała historia miała jeszcze jedną dobrą stronę: dzieciaki zaintrygował sam mózg. Zastanawiały się, czy gdyby naprawdę wypadł z głowy, dałoby się żyć?&lt;br /&gt;Nie, nie dałoby się.&lt;br /&gt;A gdyby wypadło serce?&lt;br /&gt;Też nie dałoby się.&lt;br /&gt;W końcu jakiś tydzień czy dwa po rozstaniu z Michałem, gdy już wyjechaliśmy na wakacje na Podlasie i wybraliśmy się do lasu na poziomki, Ida zapytała:&lt;br /&gt;- Tato, a właściwie co jest ważniejsze: mózg czy serce?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Rzecz w tym, że w języku potocznym oba słowa mają znaczenie symboliczne. Gdy mówi się „serce”, często ma się na myśli uczucia, szczególnie zaś miłość. Gdy mowa o „mózgu”, chodzi o rozum, intelekt czy inteligencję. W rzeczywistości zarówno uczucia, jak i rozum mieszczą się w jednym organie: mózgu. Ale to wiadomo od dość niedawna. Wielki grecki filozof Arystoteles, uważany za twórcę nauki, uważał, że najważniejszym ludzkim organem jest serce. To ono miało zarządzać odczuciami, zmysłami i ruchami. Do niego miały spływać informacje z oczu i uszu. A rolą mózgu byłoby jedynie… odprowadzanie nadmiaru ciepła.&lt;br /&gt;Trzeba było setek lat, by odkryć, że serce nie pełni aż tak wielu funkcji. Jego rolą jest pompowanie krwi w naszym ciele. To ogromny mięsień, który rozpycha krew po całym ciele. Posyła ją do płuc, gdzie zostaje ona natleniona. Gdy stamtąd wraca, znów do serca, ono pcha ją do reszty ciała, by roznosiła życiodajny tlen wszystkim komórkom. Jeśli serce przestanie działać, krew zatrzymuje się, a komórki nie dostają tlenu. Żyć się więc bez serca nie da.&lt;br /&gt;Ale pracą serca, jak dziś wiemy, kieruje mózg. Ściśle biorąc: jego najbardziej pierwotna część. Ona zawiaduje także oddychaniem, przełykaniem, kasłaniem i innymi odruchowymi czynnościami. W innych partiach mózgu znajdują się ośrodki kierujące mięśniami, słuchem, wzrokiem, pamięcią czy inteligencją. Mózg tak naprawdę kieruje całym naszym ciałem. To on tworzy naszą osobowość, nasz charakter, to, kim jesteśmy. To w nim znajdują się substancje, które odpowiadają za odczuwanie przyjemności, szczęścia, miłości, a także wstrętu, nienawiści, smutku. To jemu my, ludzie, zawdzięczamy inteligencję, rozum, który umożliwił nam podbój świata. I dlatego, jeśli muszę wybierać, co jest ważniejsze, to stawiam na mózg. Nawet jeśli bez serca też się nie da żyć. I tak właśnie odpowiedziałem Idusi.&lt;br /&gt;Na to wszystko odpowiedziała krótko:&lt;br /&gt;- Aha.&lt;br /&gt;Po czym zabrała się za zbieranie poziomek w lesie. Potem podzieliła się nimi ze mną. Były przepyszne. Tak przynajmniej stwierdził to mój mózg. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3716545344302940350?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3716545344302940350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3716545344302940350' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3716545344302940350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3716545344302940350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/co-jest-wazniejsze-mozg-czy-serce-panie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5794449553552171192</id><published>2010-07-13T11:28:00.003+02:00</published><updated>2010-07-13T11:33:57.612+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chemia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odżywianie się'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/dlaczego-makaron-mieknie-po-ugotowaniu.html"&gt;Dlaczego makaron mięknie po ugotowaniu?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/PbbnssHHO2k&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/PbbnssHHO2k&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ileż tajemnic kryje w sobie zwykła zupa pomidorowa! Już &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/dlaczego-mleko-jest-biae-oj-chyba.html" target="_blank"&gt;tu&lt;/a&gt; kiedyś pisałem, jak jej obserwacja doprowadziła Idę do pytania, dlaczego mleko jest białe. Tym razem moją córkę zaciekawił makaron, jaki znajdował się w owej zupie. Zdaje się, że go nieco nie dogotowałem. W efekcie nie był tak miękki, jak powinien. No, był wręcz twardawy. Ale to przecież nieważne. Ważne jest jedynie to, że gdy się usprawiedliwiałem, Ida zapytała:&lt;br /&gt;- Dlaczego właściwie makaron mięknie po ugotowaniu?&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Uff, mogłem zmienić temat rozmowy. Zamiast rozmawiać o błędach, jakie popełniłem podczas gotowania makaronu, mogłem zająć się poszukiwaniem naukowej odpowiedzi. Kluczem do rozwiązania tej zagadki jest mąka, z jakiej wyrabia się makaron. A właściwie nie sama mąka, lecz jej główny składnik chemiczny zwany skrobią. Związek ten składa się z wielu małych cząsteczek cukru połączonych w długie łańcuchy. Układają się one równo wzdłuż siebie i to tak blisko, że pakują się ciaśniej niż sardynki w puszce. Z racji tak małych odległości między poszczególnymi łańcuchami tworzą się między nimi nowe więzy chemiczne. I właśnie to powiązania rozpadają się, gdy cząsteczki skrobi są podgrzewane. Między ich łańcuchami robi się wówczas miejsce, w które wciska się woda. To jeszcze bardziej narusza ich ścisłą strukturę. Budowa skrobi staje się chaotyczna, pełna wody i w efekcie zamienia się w miękki żel. Jego objętość jest zdecydowanie większa niż twardej, suchej skrobi i dlatego ziarna skrobi pod wpływem gotowania pęcznieją, wręcz puchną, co doskonale widać na załączonym na górze filmiku.&lt;br /&gt;Z punktu widzenia ludzkiej diety ta zamiana gęstej, twardej skrobi w rozpulchnioną „papkę” jest niezwykle ważnym procesem chemicznym. Cukier ten stał się bowiem jednym z podstawowych pokarmów ludzkości. Ze względu na dużą jego zawartość taką popularnością cieszą się na świecie pszenica, owies, jęczmień, ryż, ziemniaki i jeszcze parę bardziej egzotycznych roślin typu taro, maniok czy chlebowiec. Przy czym w stanie surowym skrobia jest dla nas praktycznie nie do strawienia. Jej łańcuchy są tak ściśle upakowane, że nasze enzymy nie potrafią się do nich dobrać. By móc wydobyć energię z pokarmów skrobiowych, należy je ugotować, upiec czy też w inny sposób podgrzać w obecności nawet niewielkich ilości wody. Wtedy właśnie zaczyna się proces rozrywania łańcuchów skrobi i wciskania się między nie cząsteczek wody. Dlatego makaron, ziemniaki, kasza czy ryż miękną i powiększają się w trakcie gotowania, mąka ziemniaczana pęcznieje tworząc krochmal, kisiel lub budyń, a bułki i chleby stają się tak pożywne. Gdy jemy tak przygotowany pokarm, nasze enzymy trawienne mogą już bez większego problemu wnikać między łańcuchy skrobi, pozwalając na wydobycie z niej tak potrzebnej nam do życia energii.&lt;br /&gt;I na koniec zagadka: a dlaczego jajka zachowują się dokładnie na odwrót i podczas gotowania zamiast mięknąć twardnieją?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za pomoc w odszukaniu odpowiedzi na pytanie Idy po raz kolejny dziękuję panu Krzysztofowi Orlińskiemu, nauczycielowi chemii. Informacje o zmianach zachodzących w skrobi podczas gotowania znalazłem też w świetnej audycji &lt;a href="http://www.basf.com/group/corporate/en/news-and-media-relations/podcasts/chemical-reporter/potatoes-eggs" target="_blank"&gt;„Chemicznego reportera”&lt;/a&gt;, na stronie &lt;a href="http://food.oregonstate.edu/learn/starch.html" target="_blank"&gt;Food Resource&lt;/a&gt; oraz w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Starch_gelatinization" target="_blank"&gt;angielskiej Wikipedii&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5794449553552171192?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5794449553552171192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5794449553552171192' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5794449553552171192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5794449553552171192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/dlaczego-makaron-mieknie-po-ugotowaniu.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-947329902055377149</id><published>2010-07-06T22:07:00.003+02:00</published><updated>2010-07-06T22:15:56.520+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/czy-bakterie-od-prochnicy-jedza-zeby.html"&gt;Czy bakterie „od próchnicy” jedzą zęby?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/6HCyi9Y6WdU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/6HCyi9Y6WdU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Proszę – powiedziała Ida i otworzyła zaciśniętą dłoń. Leżał na niej ząb.&lt;br /&gt;- Ojej! – zachwyciła się jej mama. – Jaki piękny!&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc, ząb nie był jakoś szczególnie piękny. Ba, można by powiedzieć, że nawet był brzydki. Wszystko przez próchnicę, która się na nim rozwinęła. Staramy się oczywiście bardzo dbać o zęby dzieci. Ida i Kacper regularnie chodzą do dentysty i codziennie myją zęby. Ale i tak co i rusz rozwija się u nich jakaś plama próchnicy. Podczas ostatniej wizyty u dentysty nasza pani doktor namierzyła u Idy duży ubytek w dwójce. Ponieważ jednak ząb ten jeszcze był mleczakiem i już się chwiał, czy wręcz „tańczył”, stomatolog uznała, że nie będzie męczyć Idy uciążliwym borowaniem, bo ząb i tak zaraz wypadnie. Zabezpieczyła jedynie chore miejsce tak, by bakterie nie rozsiewały się dalej po jamie ustnej. Mijał tydzień za tygodniem, ząb chwiał się i tańczył coraz bardziej, a wypaść – jak na złość – wcale nie zamierzał.&lt;br /&gt;I wreszcie nadszedł ten dzień! Dlatego mama Idy i Kacpra tak bardzo się ucieszyła. Dzieci również były bardzo szczęśliwe. Położyły ząbek i dokładnie go oglądały. Najbardziej zaintrygował je ów feralny ubytek w zębie. Wiedziały, że spowodowały go bakterie. Ale bardzo je zaintrygowało, co właściwie one robią na zębach.&lt;br /&gt;- Tato, czy te bakterie jedzą ząb?&lt;br /&gt;- A czy teraz, gdy ząb wypadł, zdechną?&lt;br /&gt;- Czy bakterie od próchnicy mogą w ogóle jeść martwy ząb? – pytały jedno przez drugie.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Popełniły jednak podstawowy błąd. Bakterie, które uszkadzają nam zęby, wywołując próchnicę, wcale nie jedzą zęba. One żywią się resztkami jedzenia, jakie znajdują na zębach. Ich ulubionym pokarmem jest cukier pod różnymi postaciami. To właśnie trawiąc go, wytwarzają szkodliwy kwas mlekowy.&lt;br /&gt;- To tak jakby bakterie wysikiwały kwasy? – dopytywał się Kacper.&lt;br /&gt;Tak, tak jakby. W dodatku bakterie często łączą się ze sobą w warstwę zwaną płytką nazębną. Trudno je wówczas usunąć. Mogą spokojnie zajadać się cukrem i „wysikiwać” kwas na nasze zęby. On zaś powoli rozpuszcza najbardziej zewnętrzną i jednocześnie najtwardszą część zęba, czyli szkliwo. Jeśli bakterii się nie powstrzyma, to niszczenie idzie dalej – dochodzi do środka zęba, atakuje miększą jego część zwaną zębiną; potem dociera do naczyń krwionośnych i nerwów, wreszcie wnika w korzeń zęba. Na początku nic to nie boli. Potem pojawia się niemiłe uczucie przy jedzeniu pokarmów kwaśnych, słodkich, czasem też ciepłych lub zimnych. Z czasem pojawia się ból. Najpierw delikatny. Potem regularny. Staje się codzienną uciążliwością. Na koniec może przemienić się w ból nie do wytrzymania.&lt;br /&gt;I właśnie, żeby do tego nie dopuścić trzeba dbać o zęby. Należy myć je regularnie, porządnie przy tym szczotkując. Drobne ubytki należy leczyć jeszcze zanim rozwiną się w wielkie dziury. Dlatego najlepiej jest odwiedzać dentystę przynajmniej raz na pół roku. A od czasu do czasu można pozazdrościć dzikim zwierzętom, które prawie nie miewają próchnicy. Przyczyna jest prosta: nie jedzą cukru. Z tego samego powodu bakterie, które wypadły razem z zębem Idusi raczej nie przetrwają. Cukru już przecież nikt im nie dostarczy. A zębem – czy to żywym, czy martwym - przecież się nie żywią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdecznie dziękuję pani doktor Annie Brzezińskiej-Sak, naszej stomatolog, która cierpliwie wytłumaczyła nam zasady powstawania próchnicy. Kto by chciał zaś wiedzieć więcej, zachęcam do odwiedzenia strony &lt;a href="http://www.medserwis.pl/?p=4097,622,10" target="_blank"&gt;Medserwisu&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pr%C3%B3chnica_z%C4%99b%C3%B3w" target="_blank"&gt;polskiej&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Dental_caries" target="_blank"&gt;angielskiej&lt;/a&gt; Wikipedii.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-947329902055377149?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/947329902055377149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=947329902055377149' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/947329902055377149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/947329902055377149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/07/czy-bakterie-od-prochnicy-jedza-zeby.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5374167279935792856</id><published>2010-06-29T18:47:00.004+02:00</published><updated>2010-06-29T18:53:21.013+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odżywianie się'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/czy-krewetka-moze-zjesc-czowieka-czy-sa.html"&gt;Czy krewetka może zjeść człowieka?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TCoj4-gfJQI/AAAAAAAAAwg/uM2C5MyKp64/s1600/Krewetka.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5488238557663274242" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TCoj4-gfJQI/AAAAAAAAAwg/uM2C5MyKp64/s200/Krewetka.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- A czy są taaaakie krewetki? – Ida rozłożyła ramiona najdalej jak potrafiła.&lt;br /&gt;- A czy są krewetki jak od tej ściany aż do tamtej? – mówiąc, biegła na drugą stronę pokoju. Rozkręciła się tak, że wcale nie czekała na odpowiedź.&lt;br /&gt;Kacper zaś jej sekundował, ale, jak to on, w wersji bardziej naukowej:&lt;br /&gt;- A czy są krewetki tak duże jak rekiny?&lt;br /&gt;- A czy są krewetki drapieżne?&lt;br /&gt;Ida szybko dodała:&lt;br /&gt;- A czy są takie krewetki, że mogą zjeść człowieka?! – pytając aż uniosła ręce.&lt;br /&gt;Tymczasem sprawcy całego zamieszania, pół kilo mrożonych krewetek, nadal leżeli w lodówce. I nadal nie bardzo wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. Zasługę za ich kupno ponosił Kacper. Trochę też jego mama. A jeszcze trochę ja. &lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;A wszystko zaczęło się od wyprawy, jaką przedsiębrał Kacper razem ze swoją mamą i siostrą. Wybrali się na zakupy do supermarketu. Jest to jedna z najbardziej męczących wycieczek, w jakich uczestniczy nasza rodzina, ale niestety niezbędna nam do przetrwania. Mi tym razem się upiekło. Ale mama Idy i Kacpra, pozostawiona samotnie wobec pełnych półek i dwójki rozbrykanych dzieci, mocno się zmęczyła. Gdy nasz synek stanął przed stoiskiem z rybami i skorupiakami, była na skraju wyczerpania.&lt;br /&gt;– O jakie piękne krewetki! – zawołał. – Mamo, kupmy je, kupmy je!&lt;br /&gt;- Dobrze, synuś – wycedziła mama. – Ale nie teraz. Potem.&lt;br /&gt;- Dzisiaj?&lt;br /&gt;- Dobrze, synuś, dzisiaj. Potem – powiedziała z nadzieją, że Kacper zapomni o tej obietnicy.&lt;br /&gt;Niestety, nie zapomniał. Tyle że mama już naprawdę nie miała sił, by wrócić do supermarketu. I to tylko po krewetki. Nie chcieliśmy jednak, by Kacper uznał, że nie dotrzymujemy obietnic. W kolejną wyprawę do sklepu wybrałem się więc ja. Synek doprowadził mnie do stoiska z krewetkami, a ja zakupiłem je w ilości pół kilograma. Gdy już znalazły się w naszym domu, wywiązała się owa długa rozmowa na temat tego, czym w ogóle są krewetki.&lt;br /&gt;Na większość z pytań moich dzieci udało mi się jednak znaleźć odpowiedź. Krewetki, naukowo mówiąc, to kilka grup skorupiaków z rzędu dziesięcionogów. W sumie znanych jest około 1,5 tysiąca gatunków krewetek. Większość z nich nie ma polskich nazw. Żyją głównie w ciepłych morzach, ale znane są też gatunki słodkowodne, a i w naszym zimnym Bałtyku też mieszka kilka.&lt;br /&gt;Wielkość krewetek waha się od kilku milimetrów do około 20-25 centymetrów. Żadna z nich nie jest więc aż tak duża jak rekin, ani „od ściany do ściany”, ani nawet jak dziecko. Wiele z nich żywi się drobnymi glonami, które zdrapuje w morzu z roślin i skał. Są też krewetki, które preferują rozmaite cząstki pokarmu unoszące się swobodnie w wodzie lub opadłe na dno. Istnieją także liczne gatunki drapieżne. Z racji swej wielkości nie są jednak w stanie zapolować na człowieka.&lt;br /&gt;A mimo to, jak się dowiedziałem, niektóre gatunki mogłyby trochę podjadać ludzi. Mam na myśli krewetki padlinożerne. Gdyby napotkały ciało człowieka, który utonął w morzu, zapewne chętnie by skorzystały z tej masy pokarmu. Ponieważ jednak mają dość słabe szczęki, musiałyby najpierw poczekać, aż inne zwierzęta rozdrobnią im pokarm. Same nie mogłyby komuś odgryźć palca.&lt;br /&gt;Ale krewetki, które kupiliśmy z pewnością nie były padlinożerne. Domyślamy się, że pochodziły z farm. Ponieważ wiele gatunków krewetek jest jadalnych, a w dodatku smacznych i zdrowych, hoduje się je w specjalnie ogrodzonych rejonach mórz. W Polsce nie ma tradycji ich jadania – choćby z racji tego, że niewiele ich u nas żyje. Stąd i nie ma zwyczaju przygotowywania z nich potraw. Na szczęście przyszedł mi w końcu do głowy dobry pomysł. Zaproponowałem dzieciom, byśmy zrobili pizzę z krewetkami. Spodobało im się. Z zapałem zabrały się do pracy. Efekt był wspaniały! Objedliśmy się pizzą z krewetkami tak, że aż nam brzuchy pękały. Musimy to kiedyś powtórzyć.&lt;br /&gt;Chociaż, prawdę mówiąc, boję się wybrać z Kacprem do tego supermarketu raz jeszcze. Bo tuż obok krewetek leżały mrożone kraby. Mój syn też pewnie by chciał je spróbować. Ale jak je przyrządzić? Na pizzę się nie nadają…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak zwykle na koniec wielkie podziękowania. Aż dwóch profesorów pomogło mi w poszukiwaniu odpowiedzi na „krewetkowe” pytania: &lt;a href="http://www.iopan.gda.pl/ekologia/marcin.htm" target="_blank"&gt;prof. Jan Marcin Węsławski&lt;/a&gt; z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie oraz &lt;a href="http://www.biol.uni.lodz.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=540&amp;amp;Itemid=160" target="_blank"&gt;prof. Krzysztof Jażdżewski&lt;/a&gt; z Uniwersytetu Łódzkiego w Łodzi. Obaj to świetni specjaliści i na dodatek bardzo mili ludzie. A zdjęcie krewetki na górze pochodzi &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/03/Heterocarpus_ensifer.jpg" target="_blank"&gt;Wikimedia Commons&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5374167279935792856?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5374167279935792856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5374167279935792856' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5374167279935792856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5374167279935792856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/czy-krewetka-moze-zjesc-czowieka-czy-sa.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TCoj4-gfJQI/AAAAAAAAAwg/uM2C5MyKp64/s72-c/Krewetka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7538453945718385265</id><published>2010-06-22T18:27:00.004+02:00</published><updated>2010-06-22T18:36:31.656+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/czym-zajmuje-sie-watroba-teraz-juz-wiem.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;Czym zajmuje się wątroba?&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/r3U2mxD_qK0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/r3U2mxD_qK0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Teraz już wiem, że wątroba nie boli. Ale tego dnia o tym nie wiedziałem. Zjadłem akurat jakąś tłustą potrawę i poczułem jakby kłucie w brzuchu, po prawej stronie, tuż poniżej żeber.&lt;br /&gt;- Wątroba mnie boli – oznajmiłem dzieciom.&lt;br /&gt;- O, a gdzie jest wątroba? – zapytały.&lt;br /&gt;- No w środku, gdzieś tutaj – zakreśliłem ręką szerokie koło na swoim ciele. To w końcu nasz największy narząd wewnętrzny, który waży około 1,5 kilograma.&lt;br /&gt;- A czym się ona zajmuje? – dopytywały się dalej dzieci.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Próbowałem im odpowiedzieć, ale w połowie przerwałem. Jakoś mi się wszystko poplątało. I nic dziwnego. Bo wątroba, jak się wkrótce dowiedziałem, zajmuje się kilkuset sprawami! Wszystkich ich wymienić tutaj nie sposób. Ale, po konsultacjach, wybrałem trzy, które wydają mi się najważniejsze. Przede wszystkim więc wątroba zajmuje się oczyszczaniem organizmu. Wszelkie szkodliwe substancje, które trafiają do naszego ciała, przesyłane są do tego właśnie narządu. Wątroba stara się je unieszkodliwić, przetwarzając na inne związki. Tak robi z różnymi truciznami, lekami, alkoholem, narkotykami i całą masą innych substancji.&lt;br /&gt;Drugą funkcją wątroby jest pilnowanie poziomu cukru, konkretnie glukozy, we krwi. Jeśli jest jej za dużo, narząd ten przekształca glukozę w glikogen i magazynuje. Jeśli za mało, zamienia glikogen z powrotem w glukozę i „wpuszcza” ją w obieg krwionośny.&lt;br /&gt;A wreszcie trzecia funkcją jest produkcja żółci. Część z niej wątroba magazynuje potem w woreczku żółciowym, skąd płyn ten przedostaje się do układu pokarmowego. Zadaniem żółci jest rozbijanie tłuszczów na małe kulki, dzięki czemu łatwiej mogą zostać strawione.&lt;br /&gt;I właśnie dlatego myślałem, że gdy najem się tłustego, to wątroba, zajęta intensywną produkcją żółci, zaczyna boleć. Tymczasem dowiedziałem się, że w tym narządzie nie ma nerwów bólowych. Wątroba więc nie może boleć. I na tym polega problem. Bo choć ludzie szanują swe serce, mózg, nerki, to zupełnie lekceważą wątrobę. Tymczasem mamy ją tylko jedną i bez niej nie potrafimy żyć. Bierzmy więc leki wtedy, gdy trzeba, a nie gdy mamy na nie ochotę. Nie zatruwajmy organizmu alkoholem czy narkotykami. Krótko mówiąc: kochajmy naszą wątrobę!&lt;br /&gt;A co mnie bolało? Do dziś nie jestem pewien. Dowiedziałem się, że jak wątroba ciężko pracuje, to zwiększa swoją objętość. Wtedy może uciskać sąsiednie narządy, które zaczynają nieco pobolewać. Może też pojawić się ból w woreczku żółciowym. A to może oznaczać kamienie. Hm, mnie w każdym razie, gdyż tego wszystkiego się dowiedziałem, wątroba przestała boleć. I to całkowicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec dziękuję &lt;a href="http://www.agora.pl/agora_pl/1,66409,1005943.html" target="_blank"&gt;Sławkowi Zagórskiemu &lt;/a&gt;z „Gazety Wyborczej” i &lt;a href="http://www.eko.uj.edu.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=category§ionid=4&amp;amp;id=31&amp;amp;Itemid=37" target="_blank"&gt;prof. Pawłowi Kotei z Uniwersytetu Jagiellońskiego&lt;/a&gt;, którzy pewnego dnia wieczorem długo opowiadali mi o funkcjach wątroby. Sławek opublikował dwa bardzo ciekawe artykuły na ten temat, które gorąco polecam (zwłaszcza dorosłym): &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,91002,7938120,Wrogowie_watroby.html" target="_blank"&gt;„Wrogowie wątroby”&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7830366,Smiertelne_przypadki_watroby.html" target="_blank"&gt;„Śmiertelne przypadki wątroby”&lt;/a&gt;. Ciekawe informacje o wątrobie znalazłem również w &lt;a href="http://multicobooks.pl/biologia/biologia_8290.html" target="_blank"&gt;„Biologii” Solomon, Berg i Martin&lt;/a&gt;, stronie &lt;a href="http://www.mamashealth.com/organs/liver.asp" target="_blank"&gt;„Mama's Health”&lt;/a&gt; oraz „Wikipedii” &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C4%85troba" target="_blank"&gt;polskiej&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Liver" target="_blank"&gt;angielskiej&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7538453945718385265?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7538453945718385265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7538453945718385265' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7538453945718385265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7538453945718385265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/czym-zajmuje-sie-watroba-teraz-juz-wiem.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3954393779145940772</id><published>2010-06-15T21:03:00.003+02:00</published><updated>2010-06-15T21:18:07.773+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chemia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odżywianie się'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/dlaczego-mleko-jest-biae-oj-chyba.html"&gt;Dlaczego mleko jest białe?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/9O-Q5vJ-GHk&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/9O-Q5vJ-GHk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Oj, chyba ukręciłem na siebie bicz. Odkąd się ukazała nasza &lt;a href="http://multicobooks.pl/varia/tato--a-dlaczego_8926.html" target="_blank"&gt;książka&lt;/a&gt;, dzieci są tak dumne, że za punkt honoru wzięły sobie zadawanie mi jak największej ilości pytań. O, choćby ostatnio Ida, której do obiadu podałem zupę pomidorową. Obok postawiłem śmietanę, by, jeśli ma ochotę, dodała jej sobie trochę. Miała ochotę. Nabrała łyżką śmietany, wrzuciła do zupy i rozmieszała. Potem wpatrywała się dłuższą chwilę w efekt i w końcu zapytała:&lt;br /&gt;- A dlaczego zupa zrobiła się taka jakaś bielsza?&lt;br /&gt;- Iduś, przecież dodałaś śmietany, a śmietana jest biała – odpowiedziałem.&lt;br /&gt;- Ale dlaczego śmietana jest biała? – nie ustępowała Ida.&lt;br /&gt;- Bo wytwarza się ją z mleka, które jest białe – odparłem, już nieco zmęczony.&lt;br /&gt;- Ale dlaczego mleko jest białe? – brnęła dalej moja córka.&lt;br /&gt;- Nie wiem, Iduś, po prostu nie wiem!&lt;br /&gt;- A może jest białe, bo pochodzi od krowy? – pytała Ida.&lt;br /&gt;- A niby dlaczego? – tym razem ja się zdziwiłem, bo jakoś nie mogłem pojąć toku rozumowania dziecka.&lt;br /&gt;- Krowa jest przecież biało-czarna. Więc daje białe mleko – usłyszałem.&lt;br /&gt;- No, nie Iduś – zaoponowałem. – Krowy mogą być czerwone, brązowe, czarne. Biało-czarne to tylko najpopularniejsza rasa hodowlana. I niezależnie od koloru sierści wszystkie krowy dają białe mleko. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego! A poza tym jedz tę zupę!&lt;br /&gt;- To w takim razie dlaczego mleko jest białe?&lt;br /&gt;- Ida, wreszcie zacznij jeść zupę!&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Zaczęła. W końcu pomidorówka to jej ulubiona zupa. Ale ja nadal nie wiedziałem, dlaczego mleko jest białe. O ratunek poprosiłem Krzysztofa Orlińskiego, nauczyciela chemii, który ostatnio pomaga mi w rozwiązywaniu niektórych zagadek. Otóż z chemicznego punktu w mleko to woda, w której znajdują się kuleczki tłuszczu, cząsteczki białek, cukrów, witamin i soli mineralnych. Kiedy światło pada na mleko, cząsteczki białka oraz niektórych tłuszczów rozpraszają jego fale. Oznacza to że nieco zmieniają kierunek, w którym one biegną. Nie pochłaniają jednak żadnej konkretnej barwy i dlatego do naszego oka dociera potem mieszanina wszystkich kolorów światła. A taki skład my odbieramy jako biały.&lt;br /&gt;Gdy mleko jest pełne tłuszczu lub zawiera dużo witaminy A, może nabrać lekko żółtego koloru. W krowim mleku ilość tłuszczu wynosi ok. 4-5 procent. To, które kupujemy w sklepach ma między 0,5 a 3,2 procenta tłuszczu. Ale na przykład mleko ssaków morskich – fok czy wielorybów może składać się aż z 50 procent tłuszczu! Nigdy go nie widziałem, ale moim zdaniem musi więc mieć kolor żółty.&lt;br /&gt;Mleko to też bardzo ciekawa substancja z biologicznego punktu widzenia. Umiejętność jego wytwarzania jest cechą charakterystyczną zwierząt z grupy ssaków. Podobno gruczoły mlekowe powstały z przekształconych gruczołów potowych. Mają je samice i samce ssaków, ale tylko u samic produkcja mleka występuje naturalnie. Wytwarzają je one, by karmić swoje młode. Zazwyczaj małe ssaki piją mleko ssąc pierś matki – stąd zresztą ich nazwa. Sztucznie można doprowadzić do produkcji mleka również w piersiach samców czy mężczyzn. Niedawno czytałem, że samce niektórych nietoperzy jednak czasem wytwarzają mleko naturalnie. Ale nie obserwowano, by karmiły nim swe młode. Nie wiadomo więc po co im to.&lt;br /&gt;Ale dobra, rozgadałem się. Starczy już tej opowieści o mleku. To, z którego powstała śmietana dodana przez Idę do zupy, z pewnością pochodziło od samicy bydła domowego, czyli po prostu od krowy. I Ida zjadła całą pomidorówkę z miski. Chyba była smaczna!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3954393779145940772?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3954393779145940772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3954393779145940772' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3954393779145940772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3954393779145940772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/dlaczego-mleko-jest-biae-oj-chyba.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2819618032915709035</id><published>2010-06-08T21:20:00.005+02:00</published><updated>2010-07-01T12:06:11.889+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/czy-zywia-sie-zuki-gnojowe-no-nie-to.html"&gt;Czym żywią się żuki gnojowe?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TA6YBuxQqvI/AAAAAAAAAr4/unCbeEKKtAI/s1600/Geotrupes_stercorarius2.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5480484952058407666" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TA6YBuxQqvI/AAAAAAAAAr4/unCbeEKKtAI/s200/Geotrupes_stercorarius2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- No nie! To już przesada! – mama Idy i Kacpra zdenerwowała się nie na żarty.&lt;br /&gt;Byliśmy właśnie na wycieczce w &lt;a href="http://www.polskaniezwykla.pl/attraction/20002089.id" target="_blank"&gt;Lasach Chojnowskich &lt;/a&gt;pod Warszawą. Akurat tam obfite deszcze, jakie ostatnio nawiedziły Polskę, nie zaszkodziły, lecz wręcz pomogły przyrodzie. Roślinność wybujała jak nigdy przedtem. Gdy więc wędrowaliśmy śródleśną ścieżką, z obu stron otaczała nas gęsta zielona ściana. A na środku naszego szlaku leżały, hm… odchody konia. W nich zaś kręciło się chyba z dziesięć ciemnych, metalicznie błyszczących żuków. Kacpra to wprost zafascynowało. Usiadł nad nimi i przyglądał im się z wielką ciekawością. A nawet w pewnym momencie, hm… patykiem zaczął im pomagać „bo jeden przewrócił się na grzbiet i nie mógł wstać, więc musiałem mu pomóc”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;I właśnie wtedy mama Idy i Kacpra nie wytrzymała.&lt;br /&gt;- Nie, nie zgadzam się! Kacper odsuń się od tej kupy! A ty, Wojtek, nie pozwalaj dzieciom na takie akcje!&lt;br /&gt;- Dobrze, dobrze – powiedział Kacper i trochę się odsunął od zajętych pracą żuków.&lt;br /&gt;- Dobrze, dobrze – odparłem i ja. I też się nieco odsunąłem.&lt;br /&gt;Ale obaj nadal przyglądaliśmy się, co też te owady wyprawiają.&lt;br /&gt;- Tato – zapytał w końcu Kacper – ale czym się odżywiają dorosłe żuki gnojaki? Bo larwy to wiem, że kupą. Dorosłe też?&lt;br /&gt;Tak, Kacper już sporo na ten temat wie. Ale najpierw może trochę wyjaśnień dla osób mniej obznajomionych z tajnikami przyrody. Bo Polacy zwykle mylą słowa „chrząszcze” i „żuki”. Tymczasem to niedokładnie to samo. Chrząszcze są najliczniejszą grupą owadów na świecie. Jest ich na pewno ponad 350 tysięcy gatunków. Wszystkie wyróżniają się tym, że ich przednia para skrzydeł przekształciła się w twarde pokrywy. Jedną z grup chrząszczy są żuki. A zatem każdy żuk jest chrząszczem, ale tylko część chrząszczy jest żukami.&lt;br /&gt;W Polsce żyje ich kilka gatunków, spośród których najczęściej spotyka się trzy: żuka leśnego, żuka gnojowego oraz żuka wiosennego. Większość z nich, jak słusznie zauważył Kacper, jako larwy żywi się odchodami – głównie ssaków roślinożernych. Dorosłe zaś dbają, by młodym nie zabrakło pokarmu. Dlatego jedne toczą kule z nawozu, w których składają jaja a potem zakopują w ziemi. Inne kopią chodniki wprost pod odchodami. Potem te norki zapełniają nawozem i na koniec składają do środka jaja. Podziemne korytarze żuka gnojowego są rozgałęzione, a w każdej odnodze owady upychają odchody ssaków i jedno jajo. Larwy, które się potem wylęgną, mają więc pożywienia pod dostatkiem. Wyjątkiem w tej gromadzie wielbicieli nawozu są larwy żuka leśnego. One nad odchody zwierząt przedkładają gnijące liście, mchy oraz korę drzew.&lt;br /&gt;No dobrze. A co jedzą dorosłe żuki? Ano to samo, co larwy: odchody zwierząt roślinożernych!&lt;br /&gt;A zatem smacznego, drogie żuki: gnojowe, leśne i wiosenne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kto chce więcej wiedzieć o ich obyczajach niech zajrzy na &lt;a href="http://www.lp.gov.pl/Members/Sniegocki/opisy-gatunkow/zuki-sanitariusze-lasu" target="_blank"&gt;stronę internetową Lasów Państwowych&lt;/a&gt;, do książki Henryka Sandnera „Owady” oraz V. J. Staneka „Wielki atlas owadów”.&lt;br /&gt;Na górze zaś zamieściłem zdjęcie żuka gnojowego rodem z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:Geotrupes_stercorarius2.jpg" target="_blank"&gt;Wikimedia Commons&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2819618032915709035?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2819618032915709035/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2819618032915709035' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2819618032915709035'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2819618032915709035'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/czy-zywia-sie-zuki-gnojowe-no-nie-to.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TA6YBuxQqvI/AAAAAAAAAr4/unCbeEKKtAI/s72-c/Geotrupes_stercorarius2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7352992743509877538</id><published>2010-06-02T09:31:00.005+02:00</published><updated>2010-06-02T09:35:55.921+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chemia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/dlaczego-glina-podczas-wypalania.html"&gt;Dlaczego glina podczas wypalania twardnieje zamiast się topić?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TAYI6uO3AiI/AAAAAAAAArs/B910CQFRWLw/s1600/Glina.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 111px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5478075801678578210" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TAYI6uO3AiI/AAAAAAAAArs/B910CQFRWLw/s200/Glina.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ida razem ze swoją siostrą cioteczną, Mają, od dłuższego czasu chodzą na zajęcia „z gliny”. Obie bardzo się w nie wciągnęły. Aż miło patrzeć, jak, ubrudzone po łokcie, z wielkim przejęciem lepią kolejne dzieła. W domu już mamy śliczne talerzyki autorstwa Idy, do tego kubki, filiżanki, dzbanki, gliniane figurki domów, kur i już sam nie pamiętam czego. No, dużo tego, to prawda.&lt;br /&gt;W każdym razie nic a nic nie zdziwiłem się, że w gdy szkole ogłoszono konkurs „Mam marzenie, na który można było przygotować pracę wykonaną w dowolnej technice, Ida postanowiła zrobić coś z gliny. Dołączył się do niej Kacper, któremu też podobają się te zajęcia, ale rzadko na nie chodzi, bo „Tam są same dziewczyny!”. Ida dość szybko zdecydowała, co chce ulepić. Od dawna marzy o psie. Póki mieszkamy w bloku, nie chcemy się jednak zgodzić na przygarnięcie tak wymagającego zwierzaka. Tym bardziej, że Ida ma już pod opieką świnkę morską.&lt;br /&gt;Kacper z kolei zastanawiał się bardzo długo. W końcu doszedł do wniosku, że najbardziej to by chciał mieć jaszczurkę, najlepiej gekona. A ponieważ ma już kraba, też nie zgadzamy się na kolejne stworzenie w jego pokoju.&lt;br /&gt;Oboje więc ruszyli na zajęcia, gdzie z zapałem zabrali się za lepienie swoich marzeń. Potem pani prowadząca zajęcia zabrała ich figurki do wypalenia. Gdy po 10 dniach wybraliśmy się, by odebrać gotowe już dzieła, Ida zapytała:&lt;br /&gt;- Ale właściwie dlaczego glina podczas wypalania twardnieje zamiast się topić?&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Słuszne spostrzeżenie. Większość materiałów przecież – podgrzana odpowiednio wysoko – zaczyna się topić, czyli przechodzić ze stanu stałego w płynny. Dlaczego tak się nie dzieje z gliną?&lt;br /&gt;Otóż, jak się dowiedziałem, glina też się topi. Tylko że właśnie o to chodzi, by do tego nie dopuścić. Glinę podgrzewa się w specjalnych piecach do temperatury około 1000 stopni Celsjusza, przy której jeszcze się nie topi, a już twardnieje.&lt;br /&gt;Ale dlaczego twardnieje? Co się wówczas dzieje?&lt;br /&gt;Zacznijmy od tego, że glina, z której formuje się naczynia bądź figurki, musi być zmieszana z wodą. Inaczej przecież nie dałoby się z niej nic ulepić. I właśnie ta woda podczas ogrzewania gliny odparowuje. Przy czym to dopiero pierwsza część zmian, jakie zachodzą w trakcie wypalania. Bo związki chemiczne, które budują glinę, mają w swojej strukturze cząsteczki wody. One też oddzielają się w wysokiej temperaturze. Gdy związki chemiczne gliny pozbędą się ich, zaczynają zmieniać swoje ułożenie, formując coś w rodzaju gęstej sieci. Wszystkie te procesy razem wzięte nie tylko prowadzą do twardnienia materiału, ale też powodują, że staje się on porowaty. Innymi słowy: pojawia się w nim dużo małych dziurek i pęcherzyków. Naczynie z takiego materiału byłoby więc niezbyt szczelne. Dlatego na koniec pokrywa się je polewą i jeszcze raz podgrzewa. Polewa topi się i tworzy szczelną warstwę wokół naczynia.&lt;br /&gt;I tak właśnie zrobili Ida i Kacper. Swoje marzenia, twarde i pokryte polewą, zanieśli na konkurs. Dostali piękne nagrody w postaci książek. Dzięki ich pracy będziemy mieli jeszcze mnóstwo do czytania!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec serdecznie dziękuję dwóm osobom, które cierpliwie wyjaśniały mi naukowe zagadki wypalania gliny. To Krzysztof Orliński, nauczyciel chemii oraz dr Cecylia Dziubak z &lt;a href="http://www.isic.waw.pl/zaklad_ceramiki.php" target="_blank"&gt;Instytutu Ceramiki i Materiałów Budowlanych&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7352992743509877538?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7352992743509877538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7352992743509877538' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7352992743509877538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7352992743509877538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/06/dlaczego-glina-podczas-wypalania.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/TAYI6uO3AiI/AAAAAAAAArs/B910CQFRWLw/s72-c/Glina.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2142574265745514849</id><published>2010-05-25T22:16:00.006+02:00</published><updated>2010-05-25T22:28:45.659+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rośliny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/czym-parzy-pokrzywa-co-ty-wyprawiasz.html"&gt;Czym parzy pokrzywa?&lt;/a&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_wwZaFwtyI/AAAAAAAAArM/Lafaqp6iur4/s1600/Urtica_dioica.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 113px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5475304460034029346" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_wwZaFwtyI/AAAAAAAAArM/Lafaqp6iur4/s200/Urtica_dioica.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Co ty wyprawiasz Kacper?! – krzyknąłem, gdy zobaczyłem, że mój syn klęczy na trawniku, wyrywa rośliny i owija sobie nimi ręce.&lt;br /&gt;- Zrywam pokrzywę – wyjaśnił, nie przerywając swojej pracy. – Michał już zerwał.&lt;br /&gt;Rzeczywiście, jego kolega Michał stał obok i trzymał w ręku pokrzywę, którą machał na wszystkie strony. Wyglądało na to, jakby niedługo miała się zacząć bitwa. Na pokrzywy, rzecz jasna. Dlatego właśnie Kacper też chciał zerwać broń. I nadal się trudził. Owijał ręce trawą, żeby potem móc ją chwycić, nie dając się poparzyć. Tylko że osłonki na dłonie wciąż mu się rozsypywały. Postanowiłem mu pomóc. Przyjrzałem się uważniej pokrzywie.&lt;br /&gt;- E, ona nie powinna zbyt mocno parzyć – powiedziałem i zerwałem pokrzywę gołymi rękami. – Trzymaj! – podałem ją Kacprowi. Trochę się przestraszył, ale wziął do ręki. I rzeczywiście, nie poczuł żadnego bólu.&lt;br /&gt;- Tato – zawołał, zdziwiony – a czym tak normalnie parzy pokrzywa?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Najkrócej można powiedzieć, że włoskami parzącymi. Każdy włosek jest pojedynczą komórką, rozszerzoną u dołu i zwężony u góry. W jej środku znajduje się mieszanina kilku toksycznych związków chemicznych. Na samym zaś końcu tkwi mała kulka czy też główka. Ma ona tę właściwość, że gdy tylko jej się dotknie, to się odłamuje. Koniec włoska przybiera wówczas kształt ostrego szpica, niemal igły, która wbija się w ciało intruza. Jednocześnie koktajl toksycznych substancji wylewa się przez utworzony na górze otwór. To właśnie te toksyny wywołują pieczenie, zaczerwienienie i miejscowy stan zapalny. Objawia się to w postaci małego pryszcza, który wykwita w miejscu, gdzie wbił się włosek.&lt;br /&gt;Włoski parzące pokrywają wszystkie liście i łodygę pokrzywy (zdjęcie na dole). Te rośliny jednak, które rosną w cieniu lub w innych gorszych warunkach, wytwarzają mniej włosków parzących, często też słabszych. Ich dotknięcie nie jest aż tak nieprzyjemne jak zdrowych i silnych pokrzyw (zdjęcie na górze). Tak właśnie było z rośliną, którą zrywał Kacper. Kiedy już miał ją w ręku, wyglądał na uszczęśliwionego. Bo teraz już mógł stanąć do walki z Michałem. Po chwili obaj okładali się pokrzywami.&lt;br /&gt;Na szczęście, żaden nie został mocno poparzony.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Urtica_dioica38_ies.jpg&amp;amp;filetimestamp=20070804073323"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 175px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5475304604102227682" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_wwhyyS9uI/AAAAAAAAArU/8yvy1rgUgjg/s200/Urtica_dioica38_ies.jpg" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;A zdjęcia znów z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Urtica_dioica38_ies.jpg&amp;amp;filetimestamp=20070804073323" target="_blank"&gt;Wikimedia Commons&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Urtica_dioica38_ies.jpg&amp;amp;filetimestamp=20070804073323"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2142574265745514849?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2142574265745514849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2142574265745514849' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2142574265745514849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2142574265745514849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/czym-parzy-pokrzywa-co-ty-wyprawiasz.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_wwZaFwtyI/AAAAAAAAArM/Lafaqp6iur4/s72-c/Urtica_dioica.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1846146490817657972</id><published>2010-05-18T11:33:00.006+02:00</published><updated>2010-05-18T12:54:44.439+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/dlaczego-wiewiorki-maja-pedzelki-na.html"&gt;Dlaczego wiewiórki mają pędzelki na uszach?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_Jfbd4HAXI/AAAAAAAAAqs/YW0fZ-nUu9Q/s1600/Wiewiorka.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 134px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5472541422689649010" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_Jfbd4HAXI/AAAAAAAAAqs/YW0fZ-nUu9Q/s200/Wiewiorka.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Idusiu, nie pisze się „końe”, tylko „konie”; nie pisze się „przczoły”, tylko „pszczoły”; nie pisze się „wiewiurka” tylko „wiewiórka” – tłumaczyłem cierpliwie.&lt;br /&gt;- Dobrze, tato – odparła grzecznie Ida i zaczęła poprawiać pracę domową.&lt;br /&gt;Całe szczęście, że zajrzałem do jej zeszytu. Błędów było jeszcze więcej, ale wszystkich nie będę tu przecież wymieniać. Prawdę mówiąc, dopiero teraz, gdy moje dzieci uczą się polskiej ortografii, zrozumiałem, jak bardzo jest ona trudna. Ja po prostu pamiętam, jak się co pisze, bo dużo czytam. Dzieci jednak muszą to wykuć. Oj, ciężka to sprawa. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nasza ortografia to pamiątka z historii. Bo kiedyś „ó” wymawiało się inaczej niż „u”, a „rz” inaczej niż „ż”. Problem w tym, że dziś wymawia się je dokładnie tak samo. Dzieci zupełnie nie mogą więc pojąć, dlaczego i kiedy tę samą głoskę zapisuje się raz tak, a raz inaczej.&lt;br /&gt;Rozmyślając tak nad ciężką dolą młodych Polaków, zajrzałem Idusi przez ramię. Poprawiła już większość błędów, ale w pewnym momencie przerwała pracę. Intensywnie przyglądała się rysunkowi wiewiórki, jaki znajdował się w jej zeszycie ćwiczeń.&lt;br /&gt;- Tato – zapytała nagle – ale dlaczego wiewiórka ma takie coś na uszach?&lt;br /&gt;- Takie pędzelki?&lt;br /&gt;- No. Inne zwierzęta też je mają. Po co im to?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;I znów okazało się, że dzieci potrafią zadać pytanie, na które naukowcy wciąż jeszcze nie znają dobrej odpowiedzi. Mają za to kilka różnych hipotez. I to mi się podoba. Na tym przecież polega nauka: na konstruowaniu rozmaitych hipotez, które potem należy obalić lub potwierdzić. Badacze wymyślają eksperymenty, których wyniki przeczą lub wspierają konkretne pomysły. W ten sposób zwykle większość hipotez zostaje odrzucona, ale część trwa. Tak zbliżamy się do prawdy.&lt;br /&gt;Dobrze, dobrze, wracam już do zagadki pędzelków na uszach. Oprócz wiewiórek mają je też rysie oraz liczne sowy. Najbardziej oczywista hipoteza, które wyjaśnia ich pochodzenie, brzmi: pędzelki wspomagają uszy przy słyszeniu, gdyż działają jak anteny wychwytujące fale dźwiękowe. Tyle że podobno akurat gatunki sów o najlepszym słuchu nie wytwarzają pędzelków na uszach. To dość mocno podkopuje tę hipotezę. Przejdźmy więc do kolejnej. Zgodnie z nią sowy mają pędzelki, by przypominać ssaki. To ma odstraszać potencjalnych drapieżników. Ale też brzmi mało prawdopodobnie. Bo po co w takim razie ssakom pędzelki? By udawać sowy? Hm…&lt;br /&gt;A wreszcie według trzeciej hipotezy pędzelki na uszach to rodzaj kamuflażu, czyli „stroju ochronnego”. Dzięki nim sylwetka zwierzęcia bardziej przypomina plątaninę gałęzi w koronie drzew. Drapieżnikowi lub ofierze trudniej dostrzec sowę, rysia czy wiewiórkę. Zwierzętom z pędzelkami na uszach łatwiej więc uniknąć ataku prześladowcy, a jednocześnie złapać ofiarę.&lt;br /&gt;I na razie ta hipoteza wydaje się najbardziej prawdopodobna. Co nie znaczy, że jest już udowodniona. Nadal czeka na eksperymenty, które ją sprawdzą lub obalą. Być może zresztą do tego czasu pojawią się nowsze, jeszcze lepsze hipotezy. Droga do odkryć jest otwarta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec dziękuję &lt;a href="http://www.zbs.bialowieza.pl/artykul/385.html" target="_blank"&gt;dr. Rafałowi Kowalczykowi&lt;/a&gt; z Zakładu Badania Ssaków PAN w Białowieży, który pomógł mi w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie Idy. Sporo informacji znalazłem też na popularnonaukowym blogu &lt;a href="http://scienceblogs.com/tetrapodzoology/2008/07/owl_ear_tuft_mystery.php" target="_blank"&gt;„Tetrapod Zoology”&lt;/a&gt; a pewne sugestie zaczerpnąłem ze strony &lt;a href="http://www.experts123.com/q/why-do-eurasian-red-squirrels-have-ear-tufts.html" target="_blank"&gt;Experts 123&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://animals.nationalgeographic.com/animals/mammals/lynx.html" target="_blank"&gt;National Geographic&lt;/a&gt;. Zdjęcie wiewiórki zaś pochodzi z &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/15/Squirrel_by_mareckr.jpg" target="_blank"&gt;Wikimedia Commons&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1846146490817657972?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1846146490817657972/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1846146490817657972' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1846146490817657972'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1846146490817657972'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/dlaczego-wiewiorki-maja-pedzelki-na.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S_Jfbd4HAXI/AAAAAAAAAqs/YW0fZ-nUu9Q/s72-c/Wiewiorka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1792910546120754346</id><published>2010-05-11T21:32:00.002+02:00</published><updated>2010-05-11T22:05:29.161+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fale elektromagnetyczne'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/co-jest-szybsze-od-swiata-prosze-pana.html"&gt;Co jest szybsze od światła?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UcaTKIpLpkU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UcaTKIpLpkU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Proszę pana, ja wiem, co jest szybsze od światła – oznajmił mi kolega Kacpra, Staś.&lt;br /&gt;- Co? – zdumiałem się.&lt;br /&gt;- Rzeczywistość – odparł z przekonaniem 10-latek.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Do rozmowy włączył się drugi przemądrzały chłopak, czyli mój syn.&lt;br /&gt;- E, tam – powiedział – nie można być szybszym od światła. Bo wtedy czas by się cofał. Prawda, tata?&lt;br /&gt;Znów się zdumiałem. Nie sądziłem, że Kacper tak dobrze zapamiętał, co mu kiedyś opowiadałem.&lt;br /&gt;- Chyba prawda – odparłem. – Ale jeszcze to sprawdzę. Popytam znajomych.&lt;br /&gt;Moja trochę niepewna odpowiedź nie przeszkodziła Kacprowi w dalszym wymądrzaniu się:&lt;br /&gt;- O, bo w filmach często jest ten błąd. Statek kosmiczny nagle znika i pojawia się gdzie indziej szybciej niż światło, a z załogą nic się nie dzieje. A przecież musieliby wtedy stać się dziećmi.&lt;br /&gt;Stasia te wywody nie przekonały.&lt;br /&gt;- Ale zobaczcie – tłumaczył dalej – co by się stało jakby teraz nagle słońce przestało świecić? Zanim by światło zgasło, już byśmy zobaczyli, że coś się zmienia. Dlatego rzeczywistość jest szybsza od światła.&lt;br /&gt;Uwielbiam, jak dzieci tak sobie rozmyślają. Nawet jeśli nie mają racji. Gdyby bowiem słońce nagle zgasło, to przez 8 minut nic, dosłownie nic byśmy nie zauważyli. Tyle czasu zajmuje bowiem wędrówka światła z naszej gwiazdy na naszą planetę. Inne gwiazdy są jeszcze bardziej oddalone. Światło od nich dociera do nas po tysiącach, a czasem i milionach lat. Widzimy je więc nie takimi, jak są teraz, ale jak były dawno, dawno temu. I nie mamy żadnej możliwości sprawdzenia, co się z nimi dzieje teraz.&lt;br /&gt;Dopytałem się jeszcze o to Piotrka Cieślińskiego, fizyka i dziennikarza naukowego „Gazety Wyborczej”. Dzięki temu wiem już z całą pewnością, że im szybciej się poruszamy, tym wolniej płynie czas. To dlatego ktoś, kto wybrałby się w podróż superszybkim statkiem kosmicznym, a potem wrócił na Ziemię, byłby młodszy od swego brata bliźniaka. Bo jemu czas by płynął wolniej.&lt;br /&gt;A gdyby osiągnął prędkość światła, to czas by się jemu całkowicie zatrzymał. Tyle że to jest niemożliwe. Taką prędkość może osiągnąć tylko to, co nie ma masy. Tak jak na przykład cząstki światła, czyli fotony. Człowiek swoje waży i nigdy raczej nie osiągnie prędkości światła.&lt;br /&gt;Gdyby jednak popuścić wodze fantazji i wyobrazić sobie coś, co wręcz przekracza prędkość światła. Co by się stało? - Ha, tego nikt nie jest pewien – napisał Piotrek. - Zdaniem niektórych fizyków teoria względności Einsteina dopuszcza istnienie cząstek, które poruszają się szybciej od światła. Dla nich wszystko byłoby na odwrót. A czas by dla nich płynął wstecz! Niestety, nikt jeszcze nie odkrył takich cząstek. Gdyby jednak istniały, a my nauczylibyśmy się przekraczać prędkość światła, czyli wejść do świata tych cząstek, to rzeczywiście zaczęlibyśmy się cofać w czasie.&lt;br /&gt;Ładne rzeczy. Fizyka potrafi zadziwiać.&lt;br /&gt;A na koniec gratuluję Stasiowi, Kacprowi oraz wszystkim innym dzieciom, które tak chętnie rozmyślają nad światem. I w nagrodę dla nich piosenka z ulubionej bajki Idy i Kacpra „Mój sąsiad Totoro”, którą zamieszczam na górze. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1792910546120754346?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1792910546120754346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1792910546120754346' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1792910546120754346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1792910546120754346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/co-jest-szybsze-od-swiata-prosze-pana.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-546545986573826453</id><published>2010-05-04T23:27:00.006+02:00</published><updated>2010-05-18T11:42:21.097+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ochrona środowiska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/do-czego-potrzebne-sa-bagna-pamietam.html"&gt;Do czego potrzebne nam są bagna?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S-CRc95C5dI/AAAAAAAAAqA/q_REq1535-4/s1600/ZebraZubra.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467529874463974866" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S-CRc95C5dI/AAAAAAAAAqA/q_REq1535-4/s200/ZebraZubra.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Pamiętam, jak Wojtek jako dziecko uwielbiał taplać się w błocie – powiedział mój wujek podczas rodzinnego obiadu.&lt;br /&gt;- Do dziś lubię – odparłem, wywołując zdziwienie i śmiech.&lt;br /&gt;Ale kiedy to prawda. No, nie siedzę, jak to dawniej bywało, na środku kałuży. Teraz podchodzę do tego bardziej naukowo: uwielbiam przyrodę bagien. Już kilka razy wybierałem się na wycieczki na Białoruś, gdzie, jak odkryłem, leżą jedne z największych, najpiękniejszych i najbogatszych przyrodniczo bagien w Europie. A ostatnio nawet zaszczepiłem trochę tej mojej dziwnej pasji dzieciom. Zrozumiałem to, gdy całkiem niedawno wybraliśmy się do Puszczy Białowieskiej na krótki szlak zwany &lt;a href="http://www.bialowieza-info.eu/pl/zebra.php" target="_blank"&gt;Żebrami Żubra&lt;/a&gt;. Wiedzie on przez bagna, ale dzięki kładkom, położonym nad grząskimi kawałkami, można się nie pobrudzić i nie zamoczyć. Hm, ściślej mówiąc, jak ktoś chce, to się nie pobrudzi i nie zamoczy. Ida i Kacper jednak wcale nie chcieli. Regularnie zeskakiwali w bok od ścieżki. Przecież tam tyle interesujących rzeczy można znaleźć! A to setki larw komarów, a to jakieś mchy na gnijącym pniu, a to dziki czosnek, a to… sam już zresztą nie pamiętam, co. Koniec końców lądowali w błocie po kostki albo wodzie po kolana. Żadne z nich nie wróciło ze spaceru suche i czyste. Ech…&lt;br /&gt;Tak czy owak okazji do rozmów o przyrodzie mieliśmy wreszcie co niemiara. I wreszcie padło pytanie: - Tato, a do czego nam potrzebne bagna?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że wielu ludzi najchętniej powiedziałoby, że bagna nam są w ogóle niepotrzebne. Jeszcze przecież nie tak dawno temu uważano, że do obowiązków dobrych ludzi należy ich osuszanie. Bo przecież w ich wodach lęgną się uciążliwe ślepaki, meszki i komary, które w dodatku mogą przenosić różne zarazki (akurat w Polsce zdarza się to bardzo rzadko!). Zajmują też miejsca, które można przekształcić w żyzne pola uprawne i uprawiać na nich pszenicę, kukurydzę czy buraki. A wreszcie bywają niebezpieczne, przeszkadzają w spacerach i budowie dróg. Ich zlikwidowanie miało przynosić same pożytki.&lt;br /&gt;I w paru przypadkach rzeczywiście przyniosło. Bagna osuszano jednak na tak wielką skalę, że wkrótce pojawiły się i złe tego skutki. Ludzie zdali sobie sprawę, że tereny podmokłe też są potrzebne. Dla miłośników przyrody, takich jak ja, żal było tych licznych gatunków zwierząt i roślin, które ginęły. Wodniczka, żółw błotny czy rosiczka po prostu nie miały gdzie się podziać. Ich losem było wymarcie razem z mokradłami. W dodatku po osuszeniu bagien zmienia się cała przyroda. Tak stało się na przykład w Puszczy Białowieskiej, gdy 50 lat temu zmeliorowano bagno Diki Nikor znajdujące się w białoruskiej części lasu. W konsekwencji wkrótce potem obniżył się poziom podziemnych wód w całej puszczy. Drzewa, nieprzyzwyczajone do suchszych warunków, osłabły. Zaatakowały je pasożyty. Ucierpiał cały pierwotny las.&lt;br /&gt;Takie same rzeczy dzieją się w innych rejonach. Wraz z osuszaniem mokradeł, obniża się poziom wód gruntowych. Wszystko schnie. Zaczyna brakować wody – i dla przyrody, i dla ludzi. Nawet jeśli pojawi się woda z deszczem, to szybko spływa kanałami i rzekami. Przy okazji może prowadzić do katastrofalnych powodzi. Bo właśnie to między innymi bagna utrzymują wodę w miejscu, gdzie spadła. Po ulewnych deszczach woda nie spływa od razu, lecz spory czas „leżakuje” w mokradłach. Dzięki temu nasyca się nią gleba i podziemne strumienie. Potem nie braknie słodkiej wody ani w studniach, ani w lesie. A jej nadmiar odpływa do rzek wolniej i bardziej stopniowo. W efekcie zmniejsza się liczba gwałtownych i niespodziewanych powodzi. A to są sprawy ważne również dla tych, których nie interesuje obserwacja dzikich zwierząt. Ale może też dadzą się przekonać, że przyroda bagien potrafi być zaskakująca? Polecam na próbę wycieczkę Żebrami Żubra w Puszczy Białowieskiej. Kacper i Ida mogą zaświadczyć, że była to fascynująca przygoda. Na górze ich zdjęcie z naszej wyprawy. Naprawdę, dobrze się podczas niej bawili. Polecam!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-546545986573826453?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/546545986573826453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=546545986573826453' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/546545986573826453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/546545986573826453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/05/do-czego-potrzebne-sa-bagna-pamietam.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S-CRc95C5dI/AAAAAAAAAqA/q_REq1535-4/s72-c/ZebraZubra.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2725851557250534142</id><published>2010-04-27T22:23:00.003+02:00</published><updated>2010-04-27T22:44:16.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/czy-kijanki-wiedza-kto-jest-ich-mama.html"&gt;Czy kijanki wiedzą, kto jest ich mamą?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/G3vVlJC7lV4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/G3vVlJC7lV4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Właściwie to wszyscy mieli już mokre nogi. Poza mną. Ja brodziłem w wodzie ubrany w wysokie kalosze. Dzieci ich nie miały. Ale i tak nie rezygnowały z prób obserwacji tego, co się działo. A działo się dużo, oj dużo. Wiosna przecież wybuchła w całej krasie. Na jej zew z odrętwienia zimowego wybudziły się wszelkie płazy: &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBaba" target="_blank"&gt;żaby&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ropucha" target="_blank"&gt;ropuchy&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Traszka" target="_blank"&gt;traszki&lt;/a&gt;. Zdążały do stawów, kałuż i rozlewisk, by zacząć gody i złożyć jaja. Wiele z nich już tam zresztą dotarło. A my właziliśmy do kolejnych zbiorników, by podglądać ich obyczaje. &lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Tak wreszcie udało nam się zobaczyć niebieskie samce &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBaba_moczarowa" target="_blank"&gt;żaby moczarowej&lt;/a&gt;. Błękitny kolor przybierają one zwykle tylko na kilka dni. I co roku jakoś nasze wyprawy w teren mijały się z ich godami. Tym razem w przydrożnym rozlewisku kumkało sporo modrych samczyków. A jeden z nich, ku naszemu rozbawieniu, pomylił się i uściskiem miłosnym obejmował nie samicę swego gatunku, lecz wielką ropuchę. W innym miejscu oglądaliśmy kolorowe samce &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Traszka_zwyczajna" target="_blank"&gt;traszek zwyczajnych&lt;/a&gt; – jedne z moich ulubionych zwierząt, bo w czasie godów wyglądają na piękne podwodne „smoki”. Zresztą, samiczki, choć mniej barwne, też mają swój urok. W wielu miejscach w wodzie aż roiło się już od skrzeku – czyli płazich jaj. Żaby składają je w postaci kłębów, ropuchy – sznurów, a traszki przyczepiają pojedynczo do podwodnych roślin. W wielu jajach już kręciły się podrośnięte kijanki, a czasem już i wykluły się, choć jeszcze nie pływały aktywnie w wodzie, lecz tkwiły nieruchomo przyczepione do pustych osłonek jajowych.&lt;br /&gt;- Tato, a co one jedzą? – zapytał Kacper, przyglądając się kijankom.&lt;br /&gt;Nie byłem pewien, więc o pomoc poprosiłem Anię Zaborowską ze &lt;a href="http://www.biol.uw.edu.pl/_2008/index_2501.php?b_2501=142" target="_blank"&gt;Stacji Terenowej Wydziału Biologii UW w Urwitałcie&lt;/a&gt;, która właśnie prowadzi badania płazów. – Kijanki traszek są drapieżne. Polują na drobne bezkręgowce oraz na inne kijanki – usłyszałem. – Natomiast kijanki żab jedzą niemal wszystko. Na początek pożerają osłonki własnych jaja. Potem żywią się glonami, roślinami, a jeśli trafi im się jakieś drobne zwierzę, to też chętnie na nie zapolują.&lt;br /&gt;Uzbrojeni w tę wiedzę wybraliśmy się jeszcze raz w teren. Tym razem Idę coś męczyło.&lt;br /&gt;- Tatusiu – zapytała – a czy kijanki wiedzą, kto jest ich mamą?&lt;br /&gt;Nie, niestety nie wiedzą. Żaba, ropucha czy traszka składa jaja i pozostawia je własnemu losowi. W ogóle się nimi nie interesuje. Gdy wyklują się z nich kijanki, nigdy nie dowiedzą się, czyimi są dziećmi. Ba, ich rodzice też nie wiedzą, które spośród tysięcy larw, uwijających się w wodzie, to ich potomstwo. Może się wręcz zdarzyć, że je zjedzą. W końcu są drapieżnikami, które polują na wszystko, co się porusza i nie jest zbyt duże.&lt;br /&gt;Zresztą, jak pisze &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Konrad_Lorenz" target="_blank"&gt;Konrad Lorenz&lt;/a&gt; w świetnej książce „Tak zwane zło”, brak umiejętności rozpoznawania swoich krewnych jest dość powszechny w świecie zwierząt. Ławice ryb, grupy szpaków czy chmary szarańczy to przykłady stada anonimowego. Zwierzęta takie razem czują się lepiej, ale nikt tam nikogo konkretnego nie rozpoznaje. Czasem nawet w sytuacjach, gdy my widzimy bliskość, tak naprawdę jej nie ma. Dobitnym przykładem są bociany białe. Wielu ludzi podziwia ich rytuały powitalne, sądząc, że są oznaką zakochania i bliskości małżeńskiej. Tymczasem, jak twierdzi Lorenz, bociany rozpoznają wyłącznie gniazdo, czyli miejsce wspólnego pożycia rodzinnego, a nie siebie nawzajem. Jeśli spotkają się z dala od niego, na przykład na łące, to już nie wiedzą, czy mają do czynienia z członkami własnej rodziny czy obcymi ptakami. Podobne zachowania słynny zoolog obserwował też choćby u jaszczurek. Bo zdolność do tworzenia więzi między konkretnymi osobnikami jest zaawansowaną cechą. Gdy się ona pojawia, zwierzęta muszą się nauczyć rozpoznawać. Tak pingwiny wiedzą, kto jest ich młodym, a młode wie, kto jest ich rodzicem. Podobnie rozpoznają się gęsi oraz liczne gatunki małp. Być może to właśnie społeczność oparta na więzi i rozróżnianiu konkretnych osób, doprowadziła do rozwoju tak wielkiego mózgu jak nasz.&lt;br /&gt;No ale kijanki jakoś sobie radzą i bez tego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2725851557250534142?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2725851557250534142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2725851557250534142' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2725851557250534142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2725851557250534142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/czy-kijanki-wiedza-kto-jest-ich-mama.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3122349560710132378</id><published>2010-04-20T12:39:00.005+02:00</published><updated>2010-04-20T12:54:28.250+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fale elektromagnetyczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chemia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;O co pytają czytelnicy? Cz. 3.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/C9xlL874H8M&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/C9xlL874H8M&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Nazbierało się trochę pytań od czytelników i sympatyków naszego bloga. Bardzo im wszystkim dziękuję za zainteresowanie. Nadszedł czas, by wreszcie na nie odpowiedzieć. A przy lekturze polecam słuchanie jednego z odcinków świetnej audycji p. Kasi Stoparczyk „Dzieci wiedzą lepiej”. Ja odpowiadam na pytania dzieci, a pani Kasia słucha ich odpowiedzi :)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego człowiek się uzależnia?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pytanie, które przysłał 14-letni Paweł, jest dziś bardzo ważne. Ludzie nagminnie wpadają ostatnio w przeróżne uzależnienia: od alkoholu, papierosów, narkotyków, komputera, gier, hazardu, czekolady i tak dalej, i tak dalej. Mnożyć można by długo. Wie to moja żona, mama Idy i Kacpra, która pracuje jako terapeuta osób uzależnionych. Pracy dla niej nie brakuje. Oj nie. A wszystko przez nasz mózg, który nie do końca dobrze radzi sobie w nowoczesnych czasach dostatku i obfitości. Przystosował się przecież do radzenia sobie w całkiem innych warunkach: gdy nasi przodkowie biegali po afrykańskiej sawannie, poszukując pożywienia i chroniąc się przed drapieżnikami. Wyewoluował wówczas mechanizm bacznego zwracania uwagi na rzeczy ważne dla przetrwania: zarówno bardzo nieprzyjemne (jak lew), jak i bardzo przyjemne (jak słodkie owoce). Dzięki temu praludzie uciekali szybko przed niebezpieczeństwem, i równie szybko zdobywali smaczne pożywienie. W tym drugim przypadku w mózgu wydzielały się substancje, które dawały poczucie przyjemności, wręcz rozkoszy. Tak samo działają one dziś. Tyle że w zamierzchłych czasach słodkości były czymś bardzo rzadkim. Dziś są powszechnie dostępne. Nadal dają nam poczucie rozkoszy, tyle że z czasem, gdy się objemy, przyjemność nieco blednie. Przyzwyczajamy się. By rozkosz wróciła, potrzebujemy trochę więcej słodkości. A potem jeszcze więcej. W końcu słodkiego jemy tyle, że przeciwnie niż naszym przodkom, zaczyna nam ono szkodzić. Wiemy o tym, ale nadal pochłaniamy czekoladę. I to się właśnie nazywa uzależnieniem. Podobnie mogą działać inne naturalne potrzeby: grania (rywalizacji), walczenia, picia alkoholu, plotkowania i tak dalej. Ludzie wynaleźli też sztuczne sposoby pobudzania przyjemności w mózgu. Są to właśnie narkotyki czy papierosy. Rozkosz, którą nam dają, jest jeszcze silniejsza, a przez to łatwiej w nią wpadamy. Potem niszczy ona nasze życie. Wiemy o tym, ale trudno się od tego uwolnić. Na szczęście w mózgach istnieje też mechanizm, który pozwala na racjonalne przemyślenie strat, jakie przynosi nam uzależnienie. Dzięki niemu zawsze mamy szansę, by się uwolnić. Jest to jednak bardzo, bardzo trudne. To też wie moja żona.&lt;br /&gt;Więcej o mechanizmach uzależnienia w artykułach tygodników &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.time.com/time/magazine/article/0,9171,1640436,00.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;„The Time”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; oraz &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.newscientist.com/article/mg19125661.200-hooked-why-your-brain-is-primed-for-addiction.html?page=1" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;„New Scientist”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego, gdy rana się goi odczuwamy swędzenie?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To pytanie od anonimowego czytelnika. A odpowiedź pomogła mi znaleźć Ania Jakubiuk-Tomaszuk, lekarz-genetyk z &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.genetics.com.pl/strona_glowna.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Poradni „Genetics”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; w Białymstoku. Otóż gojeniem rany zajmują się zarówno płytki krwi jak i białe krwinki. Te pierwsze zasklepiają „dziurę” w ciele, by krew dalej nie wypływała. Te drugie zaś walczą z wszelkimi zarazkami, które próbują się przedostać przez ranę do wnętrza organizmu. I to właśnie białe krwinki wytwarzają substancje, które pobudzają zakończenia nerwów w skórze wokół rany. A to my odczuwamy jako swędzenie. – Podkreślę, że jeżeli rana swędzi, to znaczy, że doszło do zakażenia i rozwoju miejscowej reakcji zapalnej – uściśla Ania Jakubiuk-Tomaszuk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ile waży światło?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To niezwykle trudne pytanie zadał 10-letni Staś Cieślik, kolega Kacpra. Chciał mnie zagiąć, ale dzięki &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.kawiarnianaukowa.pl/index.php?id=stowarzyszenie&amp;amp;l=stowarzyszenie_l" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Tomkowi Rożkowi&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; mu się to nie udało! Światło jest zbudowane z cząstek zwanych fotonami. Nie mają one żadnej masy. Gdyby je zatrzymać i „położyć” na wadze, to nie pokazałaby ona nic. Fotony – a zatem i światło – są zbudowane wyłącznie z energii. Tyle że, jak wykazał wielki fizyk Albert Einstein, energię można zamienić w materię. Znając energię konkretnej wiązki światła, można by więc przeliczyć, jakiej masie ona odpowiada. W ten sposób da się powiedzieć, ile ważyłoby światło, gdyby jego energię zamienić na materię. Gdyby więc Staś wyjaśnił, o jakie światło mu dokładnie chodzi, ktoś mógłby się pokusić o takiego obliczenia. Ale obawiam się, że dla mnie byłoby to zbyt trudne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego powietrze pływa?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pytanie zadała mi 9-letnia Marta Laskowska, koleżanka Kacpra z klasy. Razem z mamą czyściła komputer, używając sprężonego powietrza zamkniętego w metalowym pojemniku. Gdy się naciśnie przycisk, powietrze uchodzi i wydmuchuje wszelkie brudy z klawiatury czy ekranu komputera. Ale gdy się potrząśnie pojemnikiem, w środku coś chlupocze – tak jakby w nim powietrze pływało. Dlaczego? Może najpierw wyjaśnię, że gaz od cieczy różni się stopniem upakowania budujących je cząsteczek. W gazie są one dość luźno ułożone i śmigają swobodnie po świecie. W cieczy cząsteczki są wolniejsze i gęściej ułożone. Gaz przechodzi w ciecz podczas obniżania temperatury. Wówczas cząsteczki spowalniają swoje ruchy, dzięki czemu mogą się do siebie zbliżyć i gęściej upakować. Ten sam proces można wywołać przez sztuczne upchnięcie dużej ilości gazu w małym pojemniku. Nazywa się to sprężaniem. Im więcej cząsteczek gazu wciśniemy, tym gęstszy się on staje. W pewnym momencie cząsteczki są tak ściśle upakowane jak w cieczy. Właściwie są wówczas cieczą. Tak właśnie stało się z powietrzem sprężonym w pojemniku do czyszczenia komputerów. I dlatego mogło ono pływać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Po co są łaskotki?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Pytanie nadeszło od 5-letniej Jagienki Samojlik, córki &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.zbs.bialowieza.pl/artykul/46.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Tomka Samojlika&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;, autora książek o &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.pompik.pl/" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;żubrze Pompiku&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;. Sprawa pochodzenia łaskotek, podobnie jak i w ogóle śmiechu, wygląda bardzo zagadkowo. Hipotez jest wiele, ale wciąż nie wiadomo, która z nich leży najbliżej prawdy. Pozwolę więc sobie postawić na jedną, bo z jej autorem, rosyjskim fizykiem Igorem Susłowem, rozmawiałem swego czasu w Moskwie, a potem opisałem ją w &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,1291.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;artykule w „Przekroju”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;. Otóż zdaniem Susłowa śmiech, jaki w nas wywołują łaskotki, to efekt błędu mózgu. Łaskotanie to przecież szybkie i nieprzewidywalne zmiany miejsca, w które ktoś nas dotyka – szczególnie na tych częściach ciała, gdzie znajduje się dużo zakończeń nerwów. Mózg przewiduje, że skoro ktoś nas dotknął tutaj, to powinien za chwilę, konsekwentnie, dotknąć niedaleko. Ale tak się nie dzieje. Dotykani jesteśmy w zupełnie nieprzewidzianym miejscu. Mózg musi zmienić swoje plany, a energii, którą przygotował do reakcji na przewidziany dotyk, pozbywa się na drodze drgań ciała i śmiechu. Tak samo, zdaniem Susłowa, działa na nas dowcip. Jego zakończenie musi być całkowicie niezgodne z przewidywaniami. Mózg przygotowuje się do reakcji, ale ponieważ zostaje zaskoczony, pozbywa się energii na drodze śmiechu. Czy rosyjski fizyk ma rację – nie wiadomo. Zagadka łaskotek i śmiechu czeka na swego odkrywcę!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3122349560710132378?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3122349560710132378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3122349560710132378' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3122349560710132378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3122349560710132378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3361423828122532994</id><published>2010-04-13T11:47:00.007+02:00</published><updated>2010-04-13T12:07:10.257+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='optyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/dlaczego-asfaltowa-droga-czasem-odbija.html"&gt;Dlaczego asfaltowa droga czasem odbija obrazy jak lustro?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S8Q-ndD6E1I/AAAAAAAAApw/y4loqP2yhUE/s1600/Hot_road_mirage.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 134px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5459557495816721234" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S8Q-ndD6E1I/AAAAAAAAApw/y4loqP2yhUE/s200/Hot_road_mirage.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Długo nie uzupełniałem blogu, bo byłem w niesamowitej podróży, całkowicie poza zasięgiem internetu. Na razie nie zdradzę gdzie, ani po co zawędrowałem, bo może niedługo uda mi się opublikować artykuł na ten temat w &lt;a href="http://www.focus.pl/magazyn" target="_blank"&gt;„Focusie”&lt;/a&gt;. W każdym razie podczas jazdy znów natrafiłem na przedziwne zjawisko: kilkadziesiąt metrów przed samochodem, na asfalcie, zaczęły pojawiać się jakby lustra. Czasem wyglądały jak kałuże, ale po chwili zdawałem sobie sprawę, że to odbicia nieba, chmur oraz nadjeżdżających z naprzeciwka samochodów. Na górze zdjęcie, które to pokazuje, przekopiowane z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:Hot_road_mirage.jpg" target="_blank"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt;. Gdy tylko zbliżaliśmy się do tych miraży, znikały albo przesuwały się dalej do przodu. Tak jak do &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-nie-da-sie-dojsc-do-teczy.html" target="_blank"&gt;tęczy&lt;/a&gt; – nie dało się do nich dotrzeć. Przypomniało mi to samochodowe podróże z dziećmi, podczas których też wielokrotnie widzieliśmy to zjawisko. Dzieci obserwowały je z uwagą i bardzo chciały się dowiedzieć, dlaczego droga asfaltowa odbija obrazy jak lustro. Wreszcie już to wiem!&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;A w wyjaśnieniu, co to jest, znów pomógł mi nieoceniony &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Ro%C5%BCek_(dziennikarz)" target="_blank"&gt;Tomek Rożek&lt;/a&gt; (oraz strona &lt;a href="http://www.islandnet.com/~see/weather/elements/infmrge.htm" target="_blank"&gt;Weather Elements&lt;/a&gt;). To dzięki niemu dowiedziałem się, że to zjawisko nosi oficjalną nazwę &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mira%C5%BC" target="_blank"&gt;mirażu dolnego&lt;/a&gt;. By pojawiło się, tuż nad ziemią musi wytworzyć się cienka warstwa gorącego powietrza, a zaraz nad nią – powietrze znacznie chłodniejsze. Takie zróżnicowanie temperatury prowadzi do różnic w gęstości powietrza. Światło, które przechodzi z jednej warstwy do drugiej zakrzywia się. Można to zobaczyć w innej sytuacji - na przykładzie wody, która jest gęstsza od powietrza. Jeśli do pełnej szklanki wstawimy słomkę czy łyżeczkę, to z powodu zakrzywienia promieni świetlnych, wygląda ona jakby nierówna, wręcz zgięta. To samo dzieje się przy przenikaniu promieni między warstwą chłodnego i rozgrzanego powietrza. Tyle że wówczas dzieje się to na tak dużą skalę, że światło w końcu częściowo znów kieruje się w górę i wpada do naszego oka (widać to na rysunku, który załączam na dole). Jeśli światło niesie ze sobą obrazy chmur czy nieba, to my je wtedy widzimy, ale wydaje nam się, że leżą one na ziemi. Zależnie od różnicy temperatur obrazy, które docierają do naszego oka, mogą być ostre albo zamazane, wydłużone lub skrócone. Często widać je na asfalcie, który z racji ciemnej barwy szybko się nagrzewa. Ale obserwuje się je też na piasku, skałach, rozgrzanym metalu, karoserii samochodów, dachach domów, a nawet na śniegu lub lodzie!&lt;br /&gt;To, że miraż dolny widać tylko z pewnej odległości, wynika z niewielkiego zakrzywienia promieni świetlnych. Gdy się do nich zbliżymy, przestają docierać do naszego oka. Pojawia się za to nowy miraż, odległy o kilkadziesiąt metrów.&lt;br /&gt;Radzę to uważnie obserwować w czasie jazdy samochodem. Bywa z tego niezła zabawa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S8Q-eevJ7gI/AAAAAAAAApo/5pLUNqt4AuE/s1600/Mira%C5%BC.bmp"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 186px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5459557341647728130" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S8Q-eevJ7gI/AAAAAAAAApo/5pLUNqt4AuE/s320/Mira%C5%BC.bmp" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3361423828122532994?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3361423828122532994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3361423828122532994' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3361423828122532994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3361423828122532994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/dlaczego-asfaltowa-droga-czasem-odbija.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S8Q-ndD6E1I/AAAAAAAAApw/y4loqP2yhUE/s72-c/Hot_road_mirage.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-9208682833454208648</id><published>2010-04-02T08:04:00.004+02:00</published><updated>2010-04-19T09:36:54.220+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/dlaczego-jak-spimy-to-czas-pynie.html"&gt;Dlaczego jak śpimy, to czas płynie szybciej?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EXy5KURe52c&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EXy5KURe52c&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Tato, mamo! – usłyszałem nagle głos w środku nocy. To Ida, nie wiedzieć czemu, obudziła się i wołała nas, chyba przestraszona ciemnością. Akurat jeszcze nie spałem, czytałem, więc odłożyłem tylko książkę i szybko poszedłem do jej pokoju. Siedziała na łóżku, zaspana, przecierając oczy.&lt;br /&gt;- Połóż się – powiedziałem i otuliłem ją kołdrą.&lt;br /&gt;- A kiedy będzie rano? – zapytała, już leżąc.&lt;br /&gt;- Jeszcze masz bardzo dużo czasu. 6 czy 7 godzin.&lt;br /&gt;- Ojej, nie wyleżę aż tak długo – odparła Ida.&lt;br /&gt;- Śpij. Jak się śpi, to czas płynie szybciej.&lt;br /&gt;- A dlaczego jak śpimy, to czas płynie szybciej? – zapytała. I po chwili już zasnęła, nie czekając na odpowiedź.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Z jednej strony można powiedzieć, że nie miałem racji. Czas płynie tak samo szybko, niezależnie, czy śpimy, czy nie. Owszem, jak odkrył wielki fizyk Albert Einstein, czas może płynąć szybciej lub wolniej, ale tylko wówczas, gdy znacznie zmienia się prędkość, z jaką się poruszamy. Im bliżej maksymalnej szybkości, jaka istnieje we Wszechświecie, czyli prędkości światła, tym czas płynie wolniej. Gdyby więc jeden bliźniak wybrał się w podróż niezwykle szybką rakietą kosmiczną i powrócił na Ziemię po wielu latach, to byłby znacznie młodszy od swego brata bliźniaka. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale udowodniono to już jednoznacznie. Na przykład precyzyjne zegary, które zainstalowano na szybko poruszających się odrzutowcach i satelitach, chodziły wolniej niż te pozostawione na Ziemi. To nam wydaje się to nielogiczne, bo żyjemy w świecie takich samych prędkości. Tu, na Ziemi, czas przecież płynie tak samo szybko.&lt;br /&gt;Ale – uwaga! – możemy inaczej odczuwać jego upływ. Dzieciom zwykle czas się dłuży. Im się wydaje, że płynie bardzo wolno. Gdy jesteśmy starsi, czas nam się skraca. Wydaje nam się, że płynie bardzo szybko, o wiele szybciej niż byśmy sobie tego życzyli. Pewien amerykański psycholog poprosił osoby młode, w średnim wieku i starsze, by odliczyły trzy minuty. Najmłodsi zrobili to dość dokładnie, osoby w średnim wieku odliczyły o 16 sekund za dużo, a osoby starsze – aż o 40 sekund więcej. To, skąd się bierze ta różnica jest zagadką. Najprawdopodobniej jednak prędkość czasu, jaką odczuwamy, zależy od ilości informacji, jaka do nas dociera w ciągu sekundy. Na przykład muchy, które żyją krótko i szybko, a do tego latają w zawrotnym tempie, muszą przetwarzać dużo informacji naraz, by się nie zderzyć z przeszkodami i zdążyć złożyć jaja przed śmiercią. Jej więc wydaje się, że czas płynie o wiele wolniej niż nam. Choć żyje krótko, to w jej odczuciu wcale tak nie jest. Prawdopodobnie również dzieci odbierają więcej informacji i bodźców na sekundę niż dorośli. W ciągu sekundy tyle się dzieje w ich głowie, że czas wydaje im się znacznie dłuższy niż ludziom starszym. Im więcej lat jednak człowiekowi przybywa, tym wolniej odbiera bodźce, uzyskuje mniej informacji w ciągu sekundy, a przez to czas w jego odczuciu przyśpiesza.&lt;br /&gt;I z tego samego powodu, jak sądzę, w czasie snu czas płynie tak szybko. Muszę się od razu przyznać, że nie znalazłem takiej odpowiedzi w żadnym źródle naukowym. Wyjaśnienie, które proponuję, jest więc hipotezą. Ale, moim zdaniem, brzmi bardzo prawdopodobnie. Otóż w czasie snu nasze zmysły (wzrok, słuch, dotyk) częściowo się wyłączają. Z tego powodu dociera do nas bardzo mało bodźców, czyli we śnie otrzymujemy znacznie mniej informacji niż na jawie. Dlatego, jak przypuszczam, wydaje nam się, że podczas snu czas pędzi jak szalony. Podobnie powinno być w czasie utraty przytomności. Ale czy na pewno to jest prawdą, nie mogę zaręczać. Może ktoś kiedyś to sprawdzi w jakimś ciekawym eksperymencie. Czekam niecierpliwie na jego wyniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I, jak jeszcze podam źródła, z których czerpałem te informacje. Na początek dziękuję prof. Bronisławowi Cymborowskiemu z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego za pomoc w poszukiwaniu odpowiedzi. Sięgnąłem też do książki Douwe Draaismy &lt;a href="http://www.piw.pl/fragmenty/draaisma.htm" target="_blank"&gt;„Dlaczego życie płynie szybciej, gdy się starzejemy”&lt;/a&gt;, Bolesława Orłowskiego i Zbigniewa Przyrowskiego „Księga odkryć” oraz Franka Ashalla „Przełomowe odkrycia”. Ważnych informacji dostarczyła mi także strona internetowa BBC &lt;a href="http://www.bbc.co.uk/dna/h2g2/A3577241" target="_blank"&gt;„The Nature of Time”&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-9208682833454208648?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/9208682833454208648/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=9208682833454208648' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/9208682833454208648'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/9208682833454208648'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/04/dlaczego-jak-spimy-to-czas-pynie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3120369290166204512</id><published>2010-03-26T12:42:00.006+01:00</published><updated>2010-04-19T09:39:30.016+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psychologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/czy-sikorki-sa-madre-oj-sporo-fajnych.html"&gt;Czy sikorki są mądre?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S6ydx4O4KaI/AAAAAAAAApQ/2C75J-r5Mvk/s1600/Parus_major.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 134px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452906729072765346" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S6ydx4O4KaI/AAAAAAAAApQ/2C75J-r5Mvk/s200/Parus_major.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Oj, sporo fajnych dziecięcych pytań czeka jeszcze na opracowanie. Skoro jednak wreszcie nadeszła wiosna, to wybrałem odpowiedź jak najbardziej wiosenną. Pozostałe pytania, w tym od czytelników, będą musiały jeszcze trochę poczekać.&lt;br /&gt;A wiosnę podglądaliśmy podczas niedawnej wycieczki do Lasów Chojnowskich koło Warszawy. Tym razem wybrałem się tylko z Kacprem i jego bratem ciotecznym Markiem. Gdy chłopaki są razem, ich rozmowa zwykle kręci się wokół gry komputerowej „Lego Star Wars”. Podczas wycieczki docierały więc do mnie strzępki ich zdań, w których wciąż powtarzały się słowa „droidy”, „dżedaje” oraz „misiaczki”. Wiosna była, to pewne, ale jeszcze nie tak nachalna, by łatwo przerwać im dyskusje. Parę razy jednak chłopaki zmienili temat rozmowy. Najpierw wówczas, gdy zainteresowali się drzewami ściętymi przez bobry. Potem rozśmieszył ich „toitoi” wrzucony do rzeczki Zielonej. Prawdę mówiąc, nie jestem pewien, czy ten śmieć naprawdę był przenośną toaletą, ale tak uznali Marek z Kacprem. A wreszcie na koniec ja zwróciłem im uwagę na stado ptaków, które rozśpiewały się nad naszymi głowami. Jeden z nich, &lt;a href="http://ptaki.luzik.proste.pl/sikora-bogatka" target="_blank"&gt;sikorka bogatka&lt;/a&gt;, przysiadł na drzewie ledwie parę metrów od nas. Ciekawie nam się przyglądał, a my wymienialiśmy lornetkę, by obejrzeć go dokładniej. Tak zaczęły się dyskusje o przyrodzie.&lt;br /&gt;- Tato – zapytał w końcu Kacper – a czy sikorki są mądre?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Hm.. Zawsze uwielbiałem sikorki – to jedne z moich ulubionych ptaków. Prawdziwą przyjemność sprawia mi ich obserwacja przy karmniku. Pamiętałem też dobrze historię, jak to angielskie sikorki nauczyły się kiedyś otwierać butelki z mlekiem. W Wielkiej Brytanii był zwyczaj, że mleczarz rankiem zostawiał butelki pod drzwiami domów. Gdy mieszkańcy się obudzili, zabierali mleko. Przez krótki czas jednak butelki stały na podwórku, nieruszone, przykryte jedynie kapslem z folii aluminiowej. Sikorki – być może przypadkiem – zorientowały się, że można kapsle rozerwać dziobkiem, a dzięki temu dorwać się do tłustej śmietanki na górze. Gdy jedna grupa ptaków opanowała tę umiejętność, kolejne uczyły się od nich. A to świadczyło o ich niebagatelnej inteligencji.&lt;br /&gt;Ale ponieważ mimo wszystko nie byłem pewien, czy można te ptaki uznać za mądre, poprosiłem o radę dr. Jarosława Nowakowskiego, szefa &lt;a href="http://www.akbalt.strony.univ.gda.pl/ab_ab_pl.php" target="_blank"&gt;Akcji Bałtyckiej&lt;/a&gt; na Uniwersytecie Gdańskim i badacza sikor. Ornitolog przyznał na początek, że „ptaki są dość głupie”, bo „jeśli jeśli ktoś działa na zasadzie instynktów i genetycznych nakazów nawet w bardzo wyrafinowany i ‘zmyślny sposób’, ale nie potrafi tych zachowań zmienić przy kompletnej zmianie warunków to to dla mnie wielka mądrość nie jest”. Ale są i ptaki słynące z tego, że umieją zmienić swe zachowania. Najsłynniejsze to papugi oraz ptaki krukowate, czyli kruki, wrony, kawki, gawrony i sroki. Ich inteligencja nieraz zadziwiła badaczy. Sikorki w sumie też wypadają nieźle. „Robiono wiele eksperymentów dowodzących ich możliwości uczenia się (aktywne nabywanie wiedzy niewątpliwe świadczy o inteligencji), ciekawości świata i możliwości rozwiązywania problemów dość abstrakcyjnych – napisał mi dr Nowakowski. - Klasyczne, choć nie najnowsze, eksperymenty polegały na zawieszaniu w szklanym pojemniku orzechów na sznurku. Przysmak był więc dobrze widoczny i żeby się do niego dostać, trzeba było podciągnąć sznurek, przekładając go z łapki do łapki. Sikory były w stanie tego dokonać, a tu trzeba inteligencji, żeby nie walić ‘głową w szkło’ dosłownie i w przenośni, ale skojarzyć dość abstrakcyjny w tym kontekście sznurek i wykorzystać go jako narzędzie. Przy okazji stwierdzono, że osobniki znacznie różniły się czasem potrzebnym do ‘wpadnięcia’ na pomysł ze sznurkiem (czyli różniły się inteligencją), a także, że ptaki które widziały jak robią to inne, już umiejące, najczęściej od razu próbowały wykorzystać ten sposób”.&lt;br /&gt;Na pytanie Kacpra można więc odpowiedzieć tak: nie ma pewności, czy sikorki są mądre, ale na pewno nie są głupie.&lt;br /&gt;I jeszcze krótkie wyjaśnienie. Kiedyś na blogu odpowiadałem na pytanie &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/czy-krab-mysli-tato-czy-krab-mysli.html" target="_blank"&gt;„Czy krab myśli?”&lt;/a&gt;. Zagadka „Czy sikorki są mądre?” może się wydać podobna, ale tak nie do końca jest. W pierwszym wypadku pisałem o świadomości zwierząt, czyli wiedzy o własnych uczuciach, o tym, że się jest i o tym, co inni myślą o nas. Teraz skupiłem się na inteligencji, czyli rozwiązywaniu zagadek i zdolności uczenia się. Choć obie zdolności często idą w parze – zwierzę świadome siebie zwykle jest też inteligentne – to jednak są to inne cechy. Wcale nie muszą się ze sobą łączyć. Stąd różne odpowiedzi.&lt;br /&gt;A zdjęcie sikorki bogatki, zamieszczone na górze, pochodzi ze strony &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/68/Parus_major_2_%28Marek_Szczepanek%29.jpg" target="_blank"&gt;Wikimedia Commons&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3120369290166204512?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3120369290166204512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3120369290166204512' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3120369290166204512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3120369290166204512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/czy-sikorki-sa-madre-oj-sporo-fajnych.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S6ydx4O4KaI/AAAAAAAAApQ/2C75J-r5Mvk/s72-c/Parus_major.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4368137851520411008</id><published>2010-03-19T17:24:00.005+01:00</published><updated>2010-03-24T12:00:41.891+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skóra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/co-to-sa-piegi-i-pieprzyki-krete-bywaja.html"&gt;Co to są piegi i pieprzyki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S6OlZs1TXJI/AAAAAAAAApI/-Yk-3lt732w/s1600-h/DSC00883.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5450381834998471826" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S6OlZs1TXJI/AAAAAAAAApI/-Yk-3lt732w/s200/DSC00883.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Kręte bywają ścieżki rozmów. Zaczęło się przecież od dyskusji o kolorach skóry różnych ludzi. I właściwie nie pamiętam, co ją sprowokowało.&lt;br /&gt;– Nas nazywa się białymi, a przecież nasza skóra wcale nie jest biała – tłumaczyłem dzieciom. – A jaka jest?&lt;br /&gt;– Różowa – grzecznie odpowiedziały.&lt;br /&gt;– No właśnie. A ludzie czarni wcale nie są czarni, tylko… yy …o tacy ciemnobrązowi jak pieprzyki na naszym ciele – wyciągnąłem rękę, by pokazać dzieciom jakiś pieprzyk. Przyglądały mu się jakąś chwilę, by w końcu zapytać:&lt;br /&gt;- Ale co to są w ogóle te pieprzyki?&lt;br /&gt;Gdy milczałem, padło zaraz następne pytanie:&lt;br /&gt;- I piegi. Co to są piegi?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Bo z jednej strony i pieprzyki, i piegi wyglądają podobnie: drobne ciemne plamki na naszej skórze. Z drugiej każdy z nas potrafi je odróżnić.&lt;br /&gt;Obie struktury są efektem nagromadzenia w skórze ciemnego barwnika zwanego melaniną. Ale powstają nieco inaczej. Pieprzyki możemy mieć od urodzenia, choć większość z nich pojawia się w późniejszym wieku. Są grupami komórek barwnikowych z głębszej warstwy skóry. Mogą występować właściwie w każdym miejscu ciała i mieć rozmaite kształty i wielkości. Pod wpływem słońca niejednokrotnie jeszcze bardziej ciemnieją.&lt;br /&gt;Natomiast piegi pojawiają się u osób o jasnej cerze. Nie ma się ich od urodzenia – tworzą się dopiero pod wpływem słońca. Bo skóra, która wystawiona jest na działanie promieni słonecznych, chroni się przed nimi wytwarzając więcej melaniny. To właśnie nazywamy opalaniem. Osoby z jasną cerą wytwarzają mniej barwnika i przez to trudniej się opalają. Ale są na ich skórze miejsca, gdzie komórki barwnikowe wytwarzają melaniną szybciej i w większych ilościach. I to właśnie one, pod wpływem słońca, ciemnieją i zamieniają się w piegi. Z tego też względu piegi zmniejszają się lub nawet znikają na zimę. I dlatego też najczęściej pojawiają się na tych częściach ciała, których skóra najmocniej wystawiona jest na słońce – czyli przede wszystkim na twarzy.&lt;br /&gt;Tak na przykład jak u Idusi.. Na dowód załączam zdjęcie na górze. I jeszcze podaję linki do stron, gdzie można poczytać więcej o piegach i pieprzykach: &lt;a href="http://kidshealth.org/kid/talk/qa/freckles.html" target="_blank"&gt;Kids Health&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.mayoclinic.com/health/skin/an00399" target="_blank"&gt;Mayo Clinic&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.netdoctor.co.uk/diseases/facts/moles.htm" target="_blank"&gt;Net Doctor&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.webmd.com/skin-problems-and-treatments/guide/moles-freckles-skin-tags" target="_blank"&gt;Web MD&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4368137851520411008?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4368137851520411008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4368137851520411008' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4368137851520411008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4368137851520411008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/co-to-sa-piegi-i-pieprzyki-krete-bywaja.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S6OlZs1TXJI/AAAAAAAAApI/-Yk-3lt732w/s72-c/DSC00883.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2289918956814398313</id><published>2010-03-12T16:44:00.003+01:00</published><updated>2010-03-12T16:47:02.406+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/po-co-oku-jest-zrenica-o-nie-nie-chce.html"&gt;Po co oku jest źrenica?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/15P8q35vNHw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/15P8q35vNHw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- O nie, nie chcę, bo mi pani będzie w oko dmuchać! – sprzeciwił się Kacper.&lt;br /&gt;Pamiętał z poprzedniej wizyty, że to było dość nieprzyjemne. Bo w ciągu pół roku Kacper po raz trzeci trafił do okulisty. Wszystko przez to, że coś dziwnego dojrzano na dnie jego oka. Na szczęście wreszcie dotarliśmy do przychodni, w której zamierzano przeprowadzić ostateczne badania. Miały one jednoznacznie rozstrzygnąć, czy coś złego dzieje się z Kacpra okiem, czy też po prostu taką ma urodę, która w niczym mu nie szkodzi.&lt;br /&gt;I jak zwykle zaczęło się od wpuszczenia kropelek do oczu. Potem miało być badanie ostrości wzroku oraz ciśnienia w oku. A w tym drugim przypadku komputer lekko dmucha w gałkę oczną. Kacper tego okropnie nie lubił.&lt;br /&gt;Póki co usiedliśmy w poczekalni. Pod wpływem kropelek źrenice Kacpra powoli się rozszerzały. Im były większe, tym bardziej światło go raziło. W końcu musiał założyć ciemne okulary. I wtedy właśnie zapytał:&lt;br /&gt;- Tato, ale po co oku jest źrenica?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Otóż właśnie po to, by wpuścić do środka światło. Komórki światłoczułe znajdują się bowiem dokładnie po drugiej stronie oka. A to one wzbudzają się pod wpływem światła i przesyłają sygnał do mózgu, który tworzy obraz tego, co widzimy. Promienie świetlne muszą więc do nich jakoś dotrzeć. I to w takim stanie i w takiej ilości, by obraz, który się wytworzy, był jak najlepszy. Ich wędrówka do wnętrza zaczyna się dzięki źrenicy. Otacza ją zbudowana z mięśni tęczówka. Gdy znajdujemy się w miejscu, gdzie jest pełno światła, zmniejsza ona źrenicę. Dzięki temu do wnętrza oka nie wpada zbyt dużo światła. Gdy z kolei przejdziemy do przyciemnionego pomieszczenia, mięśnie tęczówki rozszerzają źrenicę. Teraz wpada przez nią więcej światła, które mocniej pobudza komórki światłoczułe. Dzięki temu widzimy dobrze zarówno w pełnym, jak i ograniczonym świetle. Można też sztucznie zmusić tęczówkę do rozszerzenia źrenicy. To pozwala potem lekarzom okulistom na zajrzenie do środka oka.&lt;br /&gt;Wracając jednak do promieni świetlnych, które przedostały się przez źrenicę do wnętrza oka. Na swej drodze napotykają teraz soczewkę. Jej zadaniem jest skupienie promieni na warstwie komórek światłoczułych zwanej siatkówką. Soczewka zmienia kształt w zależności od tego, czy patrzymy na obiekty położone daleko, czy blisko. W ten sposób umożliwia nam ostre widzenie rzeczy, na których akurat skupiamy wzrok.&lt;br /&gt;I wreszcie odpowiednio uregulowane promienie świetlne docierają do siatkówki. Znajdują się na niej dwa rodzaje komórek światłoczułych. Najwięcej, bo aż 125 mln, jest tam komórek pręcikowych. Działają one w słabym świetle, odbierając ruch i kształt obiektu, ale nie rozróżniając jego kolorów. Bardziej więc przydają się w półmroku.&lt;br /&gt;Druga grupa komórek światłoczułych nosi nazwę czopków. Mamy ich ledwie 6,5 mln, ale są one dla nas niezwykle ważne. To one bowiem pozwalają na widzenie kolorów. Reagują też na silniejsze światło, przez co umożliwiają dostrzeżenie nawet drobnych szczegółów obrazu. Czopki leżą głównie pośrodku siatkówki, a najwięcej jest ich na niewielkim jej obszarze zwanym plamką żółtą. To na niej okuliści dostrzegali u Kacpra jakieś dziwne zmiany. Żeby się dowiedzieć, co tam tak naprawdę się dzieje, trzeba było wykonać dokładne zdjęcie tej struktury. I po to znaleźliśmy się w kolejnym gabinecie okulistycznym. Kacper w końcu zgodził się na zmierzenie ciśnienia w oku. Następnie udaliśmy się na oglądanie plamki żółtej. Pan doktor długo ją fotografował. Potem pokazał nam na ekranie komputera jej przekroje w różnych miejscach i na koniec skomentował:&lt;br /&gt;- Moim zdaniem plamka żółta jest w porządku. Żadnych zmian chorobotwórczych nie widzę. Po prostu ma trochę nietypowy kształt.&lt;br /&gt;Gdy Kacper to usłyszał, głośno zakrzyknął:&lt;br /&gt;- Hura! Jestem zdrowy! Jestem zdrowy! Jestem zdrowy!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2289918956814398313?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2289918956814398313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2289918956814398313' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2289918956814398313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2289918956814398313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/po-co-oku-jest-zrenica-o-nie-nie-chce.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1249372745133427436</id><published>2010-03-05T08:47:00.004+01:00</published><updated>2010-03-06T15:10:52.509+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/po-co-pszczoy-robia-miod-mam-doskonaa.html"&gt;Po co pszczoły robią miód?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/sSk_ev1eZec&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sSk_ev1eZec&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Mam doskonałą okazję, by nadrobić braki. Otóż rok temu odpowiadałem tutaj na pytanie &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/02/dlaczego-miod-jest-zdrowy-idusia.html" target="_blank"&gt;„Dlaczego miód jest zdrowy?”&lt;/a&gt;. Wciąż jednak miałem wrażenie, że informacje, które znalazłem są niepełne. Na szczęście już wiem, czego tam brakowało. I zaraz podzielę się wiedzą, którą udało mi się zdobyć. Najpierw jednak odpowiedź na pytanie tytułowe, które tym razem zadał Kacper.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Pszczoły przygotowują miód z nektaru, który zbierają z kwiatów. Słodkim płynem napełniają swoje wole. Potrafią tam zmieścić nektar z tysiąca kwiatów! Działają w nim enzymy, rozbijające cukry złożone na prostsze. Pszczoła, która poczuje, że już więcej nektaru jej się nie zmieści, wraca do ula. Tam oddaje go tym robotnicom, które pracują „w domu”. One umieszczają go w komórkach plastra. Dbają, by z płynu jeszcze odparowała woda. Dzięki temu staje się on gęsty. I to właśnie nazywamy miodem. Pszczołom służy on do dożywiania się. Karmi się nim larwy oraz te robotnice, które pozostają w ulu. Lwia jego część jest jednak magazynowana na zimę. Dzięki temu owady te mogą przetrwać tę porę roku, podczas której kwiaty nie kwitną i nigdzie nie można znaleźć słodkiego, smakowitego nektaru.&lt;br /&gt;My zaś to właśnie im zabieramy. A co, też chcemy mieć trochę zdrowego, pożywnego miodu! Podkreślam „zdrowego”. Teraz już to wiem na pewno, bo dodzwoniłem się do prof. Bogdana Kędzi z &lt;a href="http://www.iripz.pl/page.php/1/3/show/3" target="_blank"&gt;Instytutu Roślin i Przetworów Zielarskich w Poznaniu&lt;/a&gt;, autora książki &lt;a href="http://www.pwrsa.pl/ksiazki/autorzy/bogdan-kedzia-elzbieta-holderna-kedzia/miod-sklad-i-wlasciwosci-biologiczne.html" target="_blank"&gt;„Miód. Skład i właściwości biologiczne”&lt;/a&gt;. I okazało się, że, owszem, miód zawiera drobne ilości witamin, głównie C i B. Znajdują się w nim też związki mineralne, przeciwutleniacze, kwasy organiczne i olejki. To one nadają miodowi smak i zapach, ale nie jest ich dużo i nie one decydują o jego zdrowotnych własnościach. – Bardzo istotne są zawarte w nim enzymy – przekonuje prof. Kędzia. Zostawiły je tam pszczoły. I to te związki potrafią walczyć z chorobotwórczymi bakteriami. Dlatego właśnie w czasie przeziębienia miód jest jak znalazł. Ale – uwaga! – enzymy zostają zniszczone w temperaturze powyżej 45-50 stopni Celsjusza. – Słodzenie gorącej herbaty miodem niszczy jego przeciwbakteryjne właściwości – przekonuje prof. Kędzia. Najlepiej więc miodem słodzić ciepłe, a nie gorące napoje. Dopiero taka mieszanka pomoże nam szybciej pozbyć się infekcji.&lt;br /&gt;Badacz chwali też cukry, które znajdują się w miodzie. Pszczoły bowiem, które trzymały nektar w swoim wolu, rozłożyły już cukry złożone na proste. Można powiedzieć, że wykonały za nas część roboty. Dzięki temu nasz organizm łatwo wchłania cukry zawarte w miodzie. Szybko przechodzą one do krwiobiegu i są dostarczane do wątroby, serca czy płuc, gdzie wydobywana jest z nich energia.&lt;br /&gt;Cieszę się, że udało mi się rozwiązać kolejną zagadkę!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1249372745133427436?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1249372745133427436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1249372745133427436' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1249372745133427436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1249372745133427436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/03/po-co-pszczoy-robia-miod-mam-doskonaa.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5117917549788189589</id><published>2010-02-26T10:06:00.005+01:00</published><updated>2010-04-19T09:34:49.957+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psychologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/czy-krab-mysli-tato-czy-krab-mysli.html"&gt;Czy krab myśli?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S4ePM6SL8MI/AAAAAAAAAo8/DJQt2oWCIW8/s1600-h/Krab.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 124px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442476126667272386" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S4ePM6SL8MI/AAAAAAAAAo8/DJQt2oWCIW8/s200/Krab.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Tato, a czy krab myśli? – zapytał Kacper.&lt;br /&gt;Pół godziny wcześniej skończyliśmy czyszczenie akwarium, w którym trzymamy pięknego &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Krab_t%C4%99czowy" target="_blank"&gt;kraba tęczowego&lt;/a&gt;. Ten oficjalnie padlinożerny, a tak naprawdę wszystko-, czy wręcz śmieciożerny skorupiak jest dość łatwy w hodowli. Mamy go już prawie dwa lata i wciąż wygląda na zadowolonego (obok jego zdjęcie). No, prawie zadowolonego. Gdy odszorowaliśmy ścianki jego akwarium z glonów, gdy wymyliśmy filtr, kamienie jego schronienia i nalaliśmy mu czystej wody, jakoś jakby stracił humor. I ten widok kraba wzbudził w Kacprze podejrzenia.&lt;br /&gt;- Boję się – wyjaśniał – że on teraz myśli, że zmarnował sobie życie… Bo przecież całe przesiedział w takim akwarium. Tato, czy on może myśleć?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Ha, pytanie, czy zwierzęta myślą, należy chyba do jednych z największych zagadek nauki. Najlepiej byłoby spytać kraby, foki czy gęsi wprost. Ale tego nie umiemy. Trzeba więc szukać jakichś innych oznak zdolności do myślenia. Jednym z nich jest stopień rozwoju układu nerwowego, czyli zespołu tych komórek, które odpowiadają za przetwarzanie informacji. Im jest ich więcej, ułożonych w struktury przypominające mózg, tym większa szansa, że zwierzę myśli. Ale to wciąż szansa, a nie pewność. Tę można dopiero zyskać sprawdzając umiejętności zwierząt. Wiadomo, im inteligentniejsze, tym lepiej potrafią poradzić sobie w labiryncie czy rozwiązać przeróżne zagadki, podsuwane im przez naukowców. Ale nawet jeśli świetnie zdają takie testy, to wciąż nie ma pewności, że myślą.&lt;br /&gt;Dlatego ostatnio naukowcy skupili się na badaniu dwóch innych umiejętności. Pierwsza z nich to świadomość samego siebie. Człowiek nabywa ją w wieku około 2 lat. Wszystkie małe dzieci mówią przecież o sobie „Kacper zrobił”, „Ida zrobiła”. Dopiero w pewnym momencie zaczynają używać zdań „ja zrobiłem”, „ja zrobiłam”. To ogromny skok w rozwoju. Udało się go pokonać jedynie nielicznym zwierzętom. Sprawdza się go za pomocą eksperymentu z czerwoną kropką. Zwierzę usypia się, maluje mu się na czole czerwoną plamę, a potem, gdy się obudzi, sadza się je przed lustrem. I teraz trzeba je obserwować. Jeśli próbuje zdrapać czerwoną plamę ze swego odbicia w lustrze, to znaczy, że nie ma świadomości siebie. Jeśli jednak, patrząc na lustro, dotyka własnego czoła i je czyści, to znaczy, że opuściło już etap „zwierzę jest brudne” i weszło na poziom „ja jestem brudne”. Zaczyna myśleć!&lt;br /&gt;Kolejnym etapem rozwoju jest „teoria umysłu”, czyli myślenie o tym, co myślą inni. My, ludzie, robimy to codziennie. U zwierząt trudniej to zbadać. Najczęściej o jej istnieniu wnioskuje się na podstawie zdolności do… oszukiwania. Dzięki temu wiemy, że o tym, co myślą inni, myślą niektóre gatunki ssaków naczelnych – szympansy czy rezusy. Prawdopodobnie mogą się nią poszczycić delfiny. Niektórzy podejrzewają, że to cecha kruków oraz pokrewnym im gatunków ptaków. Najbardziej śmiali doszukiwali się tej umiejętności u kałamarnic. Pisałem o tym kiedyś w &lt;a href="http://www.focus.pl/magazyn/" target="_blank"&gt;„Focusie”&lt;/a&gt;, w artykule &lt;a href="http://www.focus.pl/przyroda/zobacz/publikacje/kto-nas-zastapi/nc/1/" target="_blank"&gt;„Kto nas zastąpi?”&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;A jak z krabami? Jak na skorupiaki mają one dość dobrze rozwinięty układ nerwowy. Posiadają nawet spory mózg głowowy oraz dużą masę komórek nerwowych w tułowiu. Inteligencją też potrafią czasem błysnąć. Naszemu krabowi zdarzyło się rozmontować filtr w akwarium. Zdaje się, że przeszkadzał mu hałas, jaki się z niego wydobywał. Innym razem wspiął się i dotarł do otworu w pokrywie akwarium, przez który do środka wchodzi kabel filtra. Już wystawiał na zewnątrz szczypce, gdy go zobaczyliśmy. Ale to wciąż za mało, by uznać go za świadomego siebie. Nie znalazłem informacji, by ktokolwiek robił na nim test czerwonej kropki. Może więc powinniśmy my to zrobić?&lt;br /&gt;Tylko co zrobić, jak się okaże, że on naprawdę myśli? I że rzeczywiście jest załamany, bo zmarnował sobie życie?&lt;br /&gt;Oj, chyba lepiej o tym nie myśleć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5117917549788189589?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5117917549788189589/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5117917549788189589' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5117917549788189589'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5117917549788189589'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/czy-krab-mysli-tato-czy-krab-mysli.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S4ePM6SL8MI/AAAAAAAAAo8/DJQt2oWCIW8/s72-c/Krab.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2709248042776584319</id><published>2010-02-18T09:44:00.007+01:00</published><updated>2010-04-19T09:24:54.371+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fale elektromagnetyczne'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/co-robia-promienie-rentgenowskie-w.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co robią promienie rentgenowskie&lt;/span&gt;?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S3z96at5QDI/AAAAAAAAAos/el3AoUn-iFM/s1600-h/hand.gif"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 136px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5439501630002774066" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S3z96at5QDI/AAAAAAAAAos/el3AoUn-iFM/s200/hand.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;W ostatniej chwili, gdy widzieliśmy Idę, jeszcze się uśmiechała. Ale czuło się, że była trochę przestraszona. Potem zniknęła nam z oczu. Drzwi, na których przyklejono tajemniczy czarny znak na żółtym tle, zamknęły się.&lt;br /&gt;- Tato – zapytał cicho Kacper – a co ten znak oznacza?&lt;br /&gt;- Ostrzega, że tam są promienie rentgenowskie, które mogą być niebezpieczne dla zdrowia. Dlatego bez potrzeby nie należy tam wchodzić.&lt;br /&gt;- Ojej, to Ida może po tym zachorować? – przeraził się.&lt;br /&gt;- Nie, w małych dawkach jest nieszkodliwe. Dopiero jak za dużo się ich otrzyma, to może zaszkodzić.&lt;br /&gt;- Jak?&lt;br /&gt;- A, można mieć poparzenia, źle się czuć, i w ogóle zdrowie się pogarsza – nie chciałem wchodzić w szczegóły, bo już widziałem, że Kacper odsunął się od tajemniczych drzwi na najdalszą możliwą odległość. – Przecież mówiłem ci, że w małych dawkach jest zupełnie nieszkodliwe! – zawołałem.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście, zanim zdążyłem się na poważnie zirytować, na powrót pojawiła się Ida w towarzystwie pani doktor. Uśmiechała się i tym razem wyglądała na prawdziwie zadowoloną. Zażądała też wyjaśnień, co tam z nią robiły te promienie rentgenowskie.&lt;br /&gt;Otóż mają one przedziwną właściwość: przenikają przez nasze ciało. Ale nie równomiernie. Tkanki miękkie, czyli na przykład mięśnie, są dla nich niemal zupełnie przezroczyste. Natomiast duża część promieni zatrzymuje się na kościach. Jeśli teraz za ciałem ustawi się kliszę fotograficzną, to naświetli się ona nierówno. Mocniej tam, gdzie promienie rentgenowskie mogą przechodzić bez większych przeszkód. Na wywołanym obrazku będzie to miało kolor czarny. Natomiast w tych miejscach kliszy, gdzie dotrze mniej promieni, bo po drodze zatrzyma je kość, pojawią się białe plamy, ściśle odwzorowujące zarys szkieletu. Dzięki temu można obejrzeć kości człowieka bez przecinania jego ciała.&lt;br /&gt;Odkrycia tego dokonał &lt;a href="http://nobelprize.org/nobel_prizes/physics/laureates/1901/rontgen-bio.html" target="_blank"&gt;Wilhelm Conrad Roentgen&lt;/a&gt; już ponad sto lat temu. Prowadził badania nad innym rodzajem promieniowania. Przy okazji zauważył, że z jego urządzeń wydobywają się promienie, które przenikają przez czarny papier. Ze względu na ich tajemniczość nazwał je X i tak się do dziś określa je w wielu krajach. Po polsku przyjęła się jednak nazwa promienie rentgenowskie lub promienie Roentgena – na cześć odkrywcy. Uczony nie poprzestał jednak na prostej obserwacji nowego zjawiska. Tak się przejął tym, co odkrył, że podobno na parę tygodni przeniósł łóżko do laboratorium i nakazał, by przynoszono mu tam posiłki. W pewnym momencie poprosił żonę, by pozwoliła sfotografować swoją rękę za pomocą nowo odkrytych fal. Za jej dłonią ustawił płytkę fotograficzną, po czym przepuścił przez nią promienie X. Gdy potem wywołał zdjęcie, zobaczył na nim kości oraz pierścionki swojej małżonki. I to do dziś jest jedna z najsłynniejszych fotografii na świecie. Wciąż jej reprodukcję można obejrzeć w podręcznikach (oraz u góry tej strony). I nic w tym dziwnego. Od niej zaczęła się rewolucja w medycynie. Lekarze byli zachwyceni, bo teraz przed operacją mogli najpierw obejrzeć kości pacjenta i sprawdzić, co się z nimi dzieje. Wieść rozniosła się szybko. Wkrótce potem zdjęcia rentgenowskie stały się bardzo popularne. I wtedy właśnie okazało się, że choć to dobrodziejstwo, to trzeba je stosować z umiarem. Zbyt częste naświetlania promieniami X prowadziły do oparzeń, osłabienia odporności, a w skrajnych przypadkach nawet rozwoju nowotworów. Dlatego właśnie obecnie stosuje się ograniczenia w ich wykorzystywaniu. Na drzwiach pomieszczeń, w których robi się zdjęcia rentgenowskie, umieszcza się znak ostrzegawczy. Wchodzą tam tylko ci, co muszą. A pacjentom, którym wykonuje się prześwietlenie, na ciało zakłada się ołowiany fartuch, nieprzepuszczający promieni Roentgena. Dzięki temu naświetla się tylko te części ciała, które trzeba. W przypadku Idy były to szczęki. Musieliśmy bowiem zobaczyć, jak wyglądają jej zęby.&lt;br /&gt;Ida była tym zachwycona. Gdy więc po paru minutach, przyniesiono zdjęcie rentgenowskie obu jej szczęk, wcale się nie zmartwiła, że było trochę niewyraźne.&lt;br /&gt;- To zrobimy drugie, tak? – zachwyciła się.&lt;br /&gt;- Ida, poczekaj, mówiłem, że robi się tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba.&lt;br /&gt;- Ale u mnie trzeba. Koniecznie – odparła rezolutnie Ida. – Muszę zobaczyć swoje zęby.&lt;br /&gt;Może kiedyś…&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2709248042776584319?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2709248042776584319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2709248042776584319' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2709248042776584319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2709248042776584319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/co-robia-promienie-rentgenowskie-w.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S3z96at5QDI/AAAAAAAAAos/el3AoUn-iFM/s72-c/hand.gif' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4583685079773986014</id><published>2010-02-11T11:35:00.004+01:00</published><updated>2010-04-19T09:40:47.170+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dźwięk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/jak-powstaje-echo-ech-juz-czekamy-na.html"&gt;Jak powstaje echo?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0QYHcQbGNhE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0QYHcQbGNhE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ech, już czekamy na wiosnę! Tym razem więc zignoruję zimę i wrócę do &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/po-co-jest-wszystko-wreszcie-mielismy.html" target="_blank"&gt;wspomnień z Beskidu Niskiego&lt;/a&gt;. Pewnego dnia wędrowaliśmy pełną uroku doliną. Ścieżka prowadziła lekko zrudziałą łąką, którą po obu naszych stronach zamykał ciemny las. Było późne lato, słońce grzało, koniki polne grały, trzmiele buczały, muchy brzęczały. Mimo tak pięknego dnia, Ida miała zły humor i awanturowała się właściwie bez szczególnego powodu. Bywa.&lt;br /&gt;Nagle zatrzymałem się, bo coś dotarło do mojego uszu.&lt;br /&gt;- Słyszysz, Ida? Jakaś dziewczynka płacze tak samo jak ty – powiedziałem.&lt;br /&gt;- Gdzie? – Ida spytała przez łzy.&lt;br /&gt;- No, tam, w lesie – wskazałem w stronę ściany drzew. – Posłuchaj.&lt;br /&gt;Wszyscy zamilkliśmy.&lt;br /&gt;- Może to było echo? – spytała w końcu mama Idy i Kacpra.&lt;br /&gt;- Może to było echo? – od strony las dobiegło nas to samo zdanie, jedynie nieco cichsze. A zatem prawda. To było echo. Ale jakież wyraźne! Zdanie dotarło do nas całe, w dobrej głośności. Zaczęliśmy więc dalej testować jego możliwości.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;- To ja, Kacper – powiedział Kacper.&lt;br /&gt;- To ja, Kacper – odparło echo.&lt;br /&gt;Ida krzyknęła. Identyczny krzyk dobiegł nas z lasu. Irena zaśpiewała krótki fragment piosenki. Usłyszeliśmy go w idealnej powtórce. Ja wrzasnąłem. Echo grzecznie powtórzyło. To nas tak rozochociło, że przekrzykiwaliśmy się jedno przez drugie. Echu to w ogóle nie przeszkadzało. Uprzejmie powtarzało każdy dźwięk, który mu podsyłaliśmy. Tak pięknego echa nie słyszeliśmy jeszcze nigdy!&lt;br /&gt;- Dobra, chodźmy już, bo nie zdążymy przejść naszego szlaku – zmitygowałem w końcu naszą rodzinkę. Z ociąganiem się, ale wszyscy ruszyli w dalszą drogę. I tylko dzieci koniecznie chciały się dowiedzieć, jak echo powstaje.&lt;br /&gt;W wyjaśnieniu zagadki pomógł mi wspominany już &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt; &lt;a href="http://www.kawiarnianaukowa.pl/index.php?id=stowarzyszenie&amp;amp;l=stowarzyszenie_l" target="_blank"&gt;Tomek Rożek&lt;/a&gt;. Otóż gdy wydajemy jakikolwiek dźwięk, w tym krzyk, mowę czy śpiew, to wprawiamy w drgania cząsteczki powietrza. One poruszają się tam i z powrotem i wprawiają w drgania sąsiednie cząsteczki. W ten sposób fala dźwiękowa przemieszcza się. Gdy napotyka na swej drodze przeszkodę – skałę, ścianę lub pnie drzew – może się od niej odbić i wrócić do nas. Jeśli przeszkoda była bardzo blisko, to fala dźwiękowa powróci na tyle szybko, że zleje się z naszym głosem i w sumie jej nie usłyszymy. Jeśli przeszkoda jest nieco dalej, to fala dźwiękowa wróci, gdy już skończyliśmy mówić lub krzyczeć. Wtedy ją usłyszmy. I to jest właśnie echo.&lt;br /&gt;Powietrze, które przenosi falę, trochę ją wytłumia. To dlatego, gdy ktoś do nas woła z bardzo daleka, nie słyszymy go. Tak samo jeśli echo dotrze do nas jako fala odbita od odległej przeszkody, też go nie usłyszymy. Właściwości powietrza też mają wpływ na jakość echa. Zależnie od wilgotności czy temperatury, może ono wytłumiać dźwięk bardziej lub mniej. To dlatego o różnych porach dnia w tym samym miejscu echo może być głośniejsze lub cichsze.&lt;br /&gt;Przekonaliśmy się o tym, wracając z naszej wycieczki. Szliśmy tą samą drogą, więc już z góry cieszyliśmy się, że znów pobawimy się z „naszym” echem. Tym razem jednak nas zupełnie rozczarowało. Było takie słabiutkie. W dodatku gdzieś się zgubiła mama Idy i Kacpra. Szybko więc opuściliśmy to miejsce i pognaliśmy na poszukiwanie zaginionej.&lt;br /&gt;Ale do dziś wspominamy to beskidzkie echo. Obiecujemy sobie, że jeszcze tam wrócimy. I to o takiej porze, że będzie najgłośniejsze na świecie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na górze zamieszczam filmik, który obala dość powszechny mit. Wiele osób twierdzi bowiem, że kwakanie kaczki nie wywołuje echa. To nieprawda. Tyle że fala echa kwakania jest niemal identyczna z samym „gadaniem” kaczki. Dlatego ucho człowieka ma kłopoty z jej odróżnieniem od właściwego kwakania. Dowód na górze.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4583685079773986014?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4583685079773986014/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4583685079773986014' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4583685079773986014'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4583685079773986014'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/jak-powstaje-echo-ech-juz-czekamy-na.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2135825996265764737</id><published>2010-02-05T09:18:00.006+01:00</published><updated>2010-04-19T09:31:23.150+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dźwięk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meteorologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hydrologia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;O co pytają czytelnicy? Cz. 2&lt;/span&gt; &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/9dfWzp7rYR4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/9dfWzp7rYR4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Starym już obyczajem nasamprzód muszę przeprosić czytelników, że tak długo czekali na odpowiedzi na swoje pytania. I – tak jak przy poprzednim &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/o-co-pytaja-czytelnicy-na-poczatek.html" target="_blank"&gt;wpisie&lt;/a&gt; - usprawiedliwiam się tym, że pierwszeństwo daję dzieciom. Z tego też względu zacznę od pytania, które zadała córeczka naszej wiernej czytelniczki Pikinini. Dodam, że sama prowadzi interesujący &lt;a href="http://blog.pikinini.pl/" target="_blank"&gt;blog&lt;/a&gt;, którego lekturę serdecznie polecam.&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego woda w jeziorze nie wsiąka w ziemię?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Ostatnio moja 6-letnia Zosia zapytała, dlaczego woda w jeziorze nie wsiąka w ziemię, skoro woda z kałuż tak?” – napisała Pikinini. O pomoc poprosiłem &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Zbigniew_Czachorowski" target="_blank"&gt;prof. Stanisława Czachorowskiego&lt;/a&gt; z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Otóż woda w jeziorze – jak mi wyjaśnił naukowiec - nie wsiąka w ziemię, bo pod nią znajduje się nieprzepuszczalna warstwa zbudowana z gliny i iłów. W kałużach woda też często nie wsiąka w ziemię, lecz po prostu wyparowuje. Najlepiej to widać na gliniastych drogach, w których koleiny zapełniają się wodą po deszczu. Jeśli są ocienione i słońce ich nie ogrzewa, mogą utrzymywać się tygodniami. Czasem na tyle długo, że żaby zdążą w nich złożyć skrzek, z którego wylęgają się kijanki i po miesiącach przeobrażają w dorosłe osobniki. „Oczywiście – dodaje prof. Czachorowski - dno nie jest ‘granicą’ jeziora, bo łączy się ono z wodami podziemnymi. Stąd w jeziorach na dnie np. wybijają źródła”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy można zobaczyć dźwięk?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tu znów pytanie od kolejnego wiernego czytelnika, Konstatantego. I jak zwykle bardzo trudne. Bo – pisze Konstatanty – nie interesują go „fale stojące generowane w różny sposób i ich niezwykłe wzory. Przyszło mi do głowy, ze gdyby wziąć jakąś super kamerę i zarejestrować dobrze oświetlone zadymione pomieszczenie w chwili, gdy włączamy generator dźwięku, to przecież dźwięk, jako zagęszczenia ośrodka, dałby efekt zagęszczenia dymu. Byłoby widać taką falę czy nie?”&lt;br /&gt;Spytałem Tomka Rożka, doktora fizyki, który kilka lat temu przerzucił się na dziennikarstwo i stworzył m. in. &lt;a href="http://www.kawiarnianaukowa.pl/" target="_blank"&gt;Śląską Kawiarnię Naukową&lt;/a&gt;. Otóż Tomek twierdzi, że to jest niemożliwe. Dodaje, że można zobaczyć efekty fal dźwiękowych na powierzchniach np. posypanych piaskiem. Układa się on wtedy w charakterystyczne wzory, odmienne dla fal o różnej częstotliwości. Ale, jak rozumiem, to właśnie nie interesuje Konstatantego. Pozostaje mi wiec odpowiedzieć: nie, nie można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego śnieg jest biały?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dwie osoby chciały to wiedzieć. Pierwsza wpisała się anonimowo pod notką „Dlaczego płatki śniegu wyglądają jak gwiazdki?”. Bo tuż pod nim jest anonimowy komentarz z tym pytaniem. Drugą osobą jest moja znajoma &lt;a href="http://www.facebook.com/#!/profile.php?id=100000713642133" target="_blank"&gt;Ania Karasińska&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Zacznijmy od podstaw. Po pierwsze to, co nasz mózg odbiera jako światło białe, jest tak naprawdę mieszaniną wszystkich fal świetlnych, czyli wszystkich kolorów. Po drugie płatek śniegu jest kryształkiem lodu. Po trzecie wreszcie lód wydaje się przezroczysty. Dlaczego więc śnieg, który jest mieszaniną małych kryształków lodu i powietrza, które dostaje się między nimi, nie jest również przezroczysty? Otóż dlatego, że lód tak naprawdę nie jest idealnie przezroczysty. Część światła się od niego odbija. To dlatego nawet na idealnie płaskiej tafli lodu możemy dostrzec swoje odbicie albo też zobaczyć odbijające się od niego promienie słoneczne. Ta zaś część światła, która przechodzi przez lód, też nie robi tego idealnie. Zawsze się trochę zakrzywia. I teraz wyobraźmy sobie bezładną mieszaninę małych kryształków lodu, czyli śnieg. Oczywiście, malutki kawałek obejrzany osobno będzie wyglądać jak przezroczysty. W rzeczywistości jednak trochę zakrzywia i trochę odbija światło. Część promieni odbije się więc od niego, a część przejdzie, trafi na kolejny płatek, znów się nieco zakrzywi, potem znów trafi na kolejny płatek, których na ziemi leżą ogromne miliony. W końcu tak się zakrzywi, że się odbije z powrotem. I w końcu śnieg odbije większość promieni światła, które będą tworzyć bezładną mieszaninę wszystkich kolorów. Czyli biel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ponieważ dziś mamy dobry humor, to załączam na górze dowcipny filmik BBC. Czyli odkrycie kolonii pingwinów, które potrafią latać. Cudo! I w dodatku na białym śniegu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2135825996265764737?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2135825996265764737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2135825996265764737' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2135825996265764737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2135825996265764737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/02/o-co-pytaja-czytelnicy-cz.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5435275026817877329</id><published>2010-01-28T12:43:00.005+01:00</published><updated>2010-04-19T09:19:13.511+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/jak-szybko-rosna-drozdze-wchodzac-do.html"&gt;Jak szybko rosną drożdże?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S2F4cNvF1rI/AAAAAAAAAok/rN9xsIHbrvQ/s1600-h/Dro%C5%BCd%C5%BCe.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431755051704374962" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S2F4cNvF1rI/AAAAAAAAAok/rN9xsIHbrvQ/s200/Dro%C5%BCd%C5%BCe.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Wchodząc do domu, wyczułem niepokojąco intensywny zapach alkoholu. Doprowadził mnie on do pokoju Kacpra. Nieco przestraszony zajrzałem do środka. Na parapecie stała miska. To z niej buchały alkoholowe opary. I wtedy dopiero zrozumiałem, co się stało. Prawdę mówiąc, nieco mi ulżyło. Choć w życiu nie spodziewałem się, że to się tak zakończy.&lt;br /&gt;Początkiem całej sprawy była pizza, którą razem robiliśmy. Dostaliśmy nowy przepis. Prosty na szczęście. Ale do ciasta trzeba było dodać drożdże, potem je odstawić w ciepłe miejsce i poczekać aż urośnie. I to właśnie zafascynowało dzieci. – Co to w ogóle są drożdże? Jak szybko rosną? Co robią, że dzięki nim rośnie ciasto? – pytały.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Po kolei, po kolei! Po pierwsze, drożdże są grzybami. Ale jednokomórkowymi. Nigdy nie tworzą pięknych owocników, które tak chętnie ludzie zbierają w lesie. Zawsze mają postać pojedynczych komórek. Tak drobnych, że widocznych dopiero pod mikroskopem (na górze zdjęcie). Nowy organizm najczęściej powstaje poprzez pączkowanie. Na jednej komórce drożdży tworzy się wówczas małe wypuklenie, które stopniowo się powiększa. Gdy wreszcie osiągnie dostateczną wielkość, oddziela się i rozpoczyna samodzielny żywot. W dobrych warunkach drożdże mogą się tak rozmnażać co 20 minut.&lt;br /&gt;Ale to wcale nie ich szybki wzrost odpowiada za spulchnianie ciasta. Wręcz odwrotnie, drożdże, które się prędko rozmnażają, nie sprawdzają się w tej roli. Najlepiej działają te, które rosną powoli i mają dużo cukru. Wtedy skupiają się na jedzeniu, a nie rozmnażaniu. A ich podstawowym pokarmem są właśnie cukry. To z nich wydobywają niezbędną do życia energię. Co prawda my, ludzie, również. Tyle że u nas dzieje się to dzięki połączeniu cząsteczki cukru z tlenem. W ostatecznym rachunku zostaje z niego dwutlenek węgla oraz woda. Natomiast drożdże wydobywają energię w procesie fermentacji. W efekcie powstaje dużo dwutlenku węgla oraz alkoholu. I to właśnie dwutlenek węgla prowadzi do spulchnienia ciasta. Im intensywniej drożdże się zajadają, tym więcej tworzą bąbelków gazu. Grzęzną one potem w gęstej masie, przez co podnoszą ją i powiększają jej objętość. Gdyby nie dwutlenek węgla, ciasto byłoby gęste i płaskie. A coś takiego zwie się zakalcem.&lt;br /&gt;Moja opowieść o drożdżach bardzo zafascynowała Kacpra. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście te grzyby rosną w tak szybkim tempie. Przygotował więc prawdziwy eksperyment. W ciepłej wodzie rozpuścił kawałek kostki drożdży. Do tego dodał kilka łyżek cukru – żeby grzyby miały co jeść. Całość zamieszał i postawił na parapecie, tuż nad kaloryferem, bo drożdże nie rozmnażają się i nie fermentują w niskiej temperaturze. Tak spreparowany eksperyment obserwował kilka dni. W misce wkrótce rzeczywiście pojawiły się liczne bąbelki gazu. A potem po mieszkaniu zaczął się rozchodzić zapach alkoholu. Bo zapomniałem Kacprowi dodać, że w wyniku fermentacji drożdże – oprócz dwutlenku węgla – wytwarzają też sporo alkoholu. Dlatego są używane nie tylko do pieczenia ciast, ale również do produkcji piwa, wina i wódki. I właśnie ten proces niechcący uruchomił mój syn na swoim parapecie.&lt;br /&gt;- Kacper, normalnie zrobiłeś bimber! – oznajmiłem mu.&lt;br /&gt;- A co to jest bimber? – zdziwił się.&lt;br /&gt;- To taka wódka wytwarzana w domu – wyjaśniłem.&lt;br /&gt;- Naprawdę? Naprawdę zrobiłem bimber? Ojej! – wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego.&lt;br /&gt;Na szczęście chwilę potem wylał całość miski to toalety. Uff…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej o drożdżach na stronach &lt;a href="http://home.earthlink.net/~ggda/biology_of_yeast_cells_simplified.htm" target="_blank"&gt;„Yeast Treatise”&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.dakotayeast.com/yeast_production.html" target="_blank"&gt;Yeast Production&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dro%C5%BCd%C5%BCe" target="_blank"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt;. Zdjęcie komórek drożdży zamieszczone na górze wpisu pochodzi z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:S_cerevisiae_under_DIC_microscopy.jpg" target="_blank"&gt;Wikimedia Commons&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5435275026817877329?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5435275026817877329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5435275026817877329' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5435275026817877329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5435275026817877329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/jak-szybko-rosna-drozdze-wchodzac-do.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S2F4cNvF1rI/AAAAAAAAAok/rN9xsIHbrvQ/s72-c/Dro%C5%BCd%C5%BCe.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1571376968556015612</id><published>2010-01-22T09:20:00.005+01:00</published><updated>2010-01-22T09:31:11.111+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chemia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/dlaczego-klej-klei-dlaczego-powiedziaes.html"&gt;Dlaczego klej klei?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S1lgBQ5mrrI/AAAAAAAAAoc/x3CC6lhQpcE/s1600-h/DSC00807.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429476400604556978" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S1lgBQ5mrrI/AAAAAAAAAoc/x3CC6lhQpcE/s200/DSC00807.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- A dlaczego powiedziałeś, że ja więcej pytam o człowieka? – zaciekawiła się Ida.&lt;br /&gt;– Bo tak uważam – odparłem.&lt;br /&gt;Ida nie wydawała się przekonana. Niedawno byliśmy gośćmi TVN Warszawa. Trochę to było zaskoczeniem dla nas. Co prawda już kiedyś opowiadałem o naszym blogu w radiu TOK FM oraz w „Pytaniu na śniadanie” w TVP 2. Zawsze jednak zapraszano mnie samego. Tym razem poproszono, bym przyszedł do studia razem z Idą i Kacprem. Uznałem, że tę decyzję dzieci powinny podjąć same. Kacper powiedział „Jak ci bardzo zależy tato, to pójdę to tej telewizji”. Zależało mi. Ida wahała się dłużej, ale po dwóch dniach doszła do wniosku, że ma ochotę zobaczyć, jak wyglądają kamery. I dlatego wybraliśmy się do studia całą trójką. Na początku obydwoje byli bardzo onieśmieleni. O naszym blogu opowiadałem więc przede wszystkim sam. Potem Kacper trochę się rozkręcił. Ida nadal milczała. Ale i tak była bardzo kochana! Tutaj &lt;a href="http://www.tvnwarszawa.pl/1638468,nie_wiesz__co_odpowiedziec_dziecku_sprawdz_na_blogu,bawsie.html" target="_blank"&gt;link do strony&lt;/a&gt;, na której można obejrzeć kilkuminutową audycję „Rytm miasta” z naszym udziałem.&lt;br /&gt;Po powrocie dzieci komentowały to, co mówiłem w telewizji. Idę dziwił mój pogląd jakoby ona pytała głównie o człowieka, a Kacper o przyrodę. Poszła do swojego pokoju, gdzie zajęła się rysowanie i klejeniem. Po pewnym czasie opuściła go i podeszła do mnie. – A dlaczego klej klei? – spytała. – I to nie jest pytanie o człowieka, prawda?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Prawda, Idusiu kochana, prawda. To jest pytanie o fizykę i chemię. Bo choć klejów jest mnóstwo na świecie, to wszystkie muszą mieć dwie właściwości: przyczepność i spójność. Przyczepność polega na skłonności do przylegania do innych substancji. To dzięki niej klej trudno oderwać od sklejonego materiału. Ale bez sił spójności sklejone rzeczy nie trzymałyby się razem. Ta właściwość polega na skłonności cząsteczek kleju do trzymania się razem. Dlatego właśnie trudno je od siebie oderwać.&lt;br /&gt;By te dwie siły miały pełne możliwości działania, klej na początku musi mieć płynną konsystencję. Rozsmarowuje się po powierzchni materiału, zapełniając wszelkie pory. Dzięki temu przyczepia się mocniej. Na przeszkodzie mogą mu stać różne brudy. Wtedy klej przyczepia się nie do materiału, lecz do cząstki pyłu czy kurzy i wszystko się potem rozpada. Dlatego właśnie przed sklejaniem trzeba wyczyścić powierzchnie.&lt;br /&gt;Potem klej musi stwardnieć, bo to zwiększa jego siłę spójności. Twardnienie kleju szkolnego, jakim dzieci najczęściej się posługują, polega po prostu na odparowaniu wody z niego. Dlatego dobrze skleja on papier, przez który łatwo ucieka para wodna, a gorzej radzi sobie z metalami czy szkłem. Gdy więc chcemy skleić materiały nieprzepuszczalne dla wody, należy wykorzystać kleje, które twardnieją w inny sposób. Gdy stykają się one z powietrzem, zaczynają w nich zachodzić bardziej skomplikowane reakcje chemiczne, takie jak na przykład łączenie się cząsteczek w dłuższe łańcuchy.&lt;br /&gt;Najtrudniejszym pytaniem pozostaje to, dlaczego właściwie klej przyczepia się do innych substancji. Albo na czym polega jego przyczepność. I tu, o dziwo, nie ma jednej odpowiedzi. Prawdopodobnie bierze w tym udział kilka różnych sił – a to, która jest najważniejsze zależy od rodzaju kleju i materiału klejonego. Ale to już wyższy stopień wtajemniczenia. Kto chce go zdobyć, niech zajrzy do książki Jana Rurańskiego „Dlaczego woda jest mokra?”, prezentacji polskich licealistów, laureatów konkursu &lt;a href="http://www.wfis.uni.lodz.pl/ptf/konkurs09/" target="_blank"&gt;„Fizyka da się lubić”&lt;/a&gt; oraz strony &lt;a href="http://www.straightdope.com/columns/read/2257/how-does-glue-work" target="_blank"&gt;StraightDope&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;A tak na koniec dodam, że nadal uważam, iż Ida częściej pyta o człowieka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1571376968556015612?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1571376968556015612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1571376968556015612' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1571376968556015612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1571376968556015612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/dlaczego-klej-klei-dlaczego-powiedziaes.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S1lgBQ5mrrI/AAAAAAAAAoc/x3CC6lhQpcE/s72-c/DSC00807.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2093704841441629790</id><published>2010-01-13T12:03:00.004+01:00</published><updated>2010-04-19T09:36:09.783+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skóra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/skad-sie-biora-zmarszczki-ida-ze-swoja.html"&gt;Skąd się biorą zmarszczki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/GPYFydFPI4c&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/GPYFydFPI4c&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ida ze swoją mamą oglądały się w lustrze. – O Boże! – zawołała Irena. – Mam kolejną zmarszczkę! – a w jej głosie słychać było co najmniej przestrach. Na wszelki wypadek nie komentowałem. Ida jednak dobrze zapamiętała, że mama tak się przejęła nowymi zmarszczkami. Bardzo ją ta reakcja zaciekawiła. Gdy więc wkrótce potem siedliśmy do śniadania, nie omieszkała zapytać: - A skąd właściwie biorą się zmarszczki?&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Otóż nasza skóra składa się z trzech warstw. Najbardziej na zewnątrz znajduje się cienki naskórek. Stanowi on barierę przed środowiskiem i jest wodoodporny. Tuż pod nim rozciąga się skóra właściwa. Jest najgrubszą warstwą skóry. W niej znajdują się naczynia krwionośne oraz receptory dotyku, temperatury czy bólu. Ale najwięcej jest tam elementów, które tworzą rusztowanie skóry, nadając jej sprężystość, elastyczność i wytrzymałość. Najgłębiej położona jest warstwa podskórna, która zawiera głównie komórki tłuszczowe. Gdy jest się młodym i zdrowym te trzy warstwy trzymają się dobrze, dzięki czemu skóra jest gładka, elastyczna, sprężysta i wytrzymała. Z wiekiem niestety trochę się to psuje. Komórki naskórka stają się cieńsze i wolniej się mnożą. Grubość tej warstwy zmniejsza się. Ale najgorzej dzieje się w skórze właściwej. Niszczeją bowiem włókna, które tworzą jej rusztowanie. Z ich braku skóra zaczyna się marszczyć i obwisać. A ponieważ jednocześnie zmniejszają się komórki tłuszczowe w warstwie poniżej, nie mogą zapełnić ubytków w skórze właściwej. I dlatego właśnie, chcąc nie chcąc, z wiekiem skóra się marszczy [&lt;a href="http://dermatology.about.com/cs/beauty/a/wrinklecause_2.htm" target="_blank"&gt;tu &lt;/a&gt;więcej informacji].&lt;br /&gt;Ten naturalny proces może zostać przyśpieszony. Najbardziej sprzyja mu nadmierne opalanie. Podkreślam: nadmierne, bo nie można z opalania całkowicie zrezygnować. Pod wpływem słońca przecież tworzy się w naszym organizmie niezbędna dla zdrowia witamina D.&lt;br /&gt;Bardzo rzadko rodzą się też dzieci z tak zwanym &lt;a href="http://www.zespolwilliamsa.org/czytelnia_pliki/informacje_z_prezentacji_dr_pyrkosza.pdf" target="_blank"&gt;zespołem Williamsa&lt;/a&gt;. Brakuje im kilku genów, przez co ciężko chorują. Jednym z objawów tego zespołu jest pojawienie się zmarszczek i siwienia włosów już w dzieciństwie. I tak z rozpędu opowiedziałem o tym Kacprowi i Idzie. Mój syn po chwili doszedł do zadziwiającego wniosku: - Wiesz, tato, ja na to choruję.&lt;br /&gt;- Dlaczego?&lt;br /&gt;- Bo mnie tak drapie w gardle.&lt;br /&gt;A potem dostałem burę od żony, że za dużo dziwnych rzeczy opowiadam dzieciom. Postaram się poprawić. I tylko jeszcze dołączam na górze fragmenty filmu „Ruchomy zamek Hauru”. Jego bohaterka w wieku 18 lat została przemieniona przez czarownicę w pomarszczoną staruszkę. Na szczęście zachowała młodzieńczy umysł. Oby to nam się udało, gdy już pokryją nas zmarszczki!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2093704841441629790?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2093704841441629790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2093704841441629790' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2093704841441629790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2093704841441629790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/skad-sie-biora-zmarszczki-ida-ze-swoja.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7871540592441086256</id><published>2010-01-05T14:25:00.006+01:00</published><updated>2010-04-19T09:31:45.428+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meteorologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chmury'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/dlaczego-patki-sniegu-wygladaja-jak.html"&gt;Dlaczego płatki śniegu wyglądają jak gwiazdki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S0M95i5yyuI/AAAAAAAAAoM/IaDD_eNgrn8/s1600-h/SnowflakesWilsonBentley.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 156px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423246435115256546" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S0M95i5yyuI/AAAAAAAAAoM/IaDD_eNgrn8/s200/SnowflakesWilsonBentley.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Taką właśnie zimę lubię. Mróz nie tęgi, ale wystarczająco duży, by ściąć wodę w lód i poprószyć śniegiem po świecie. Święta i Nowy Rok spędziliśmy na Podlasiu. Narew wylała, potem zamarzła i piękne lodowisko ciągnęło się kilometrami przez całą dolinę. Ech, fajnie było tak wędrować, brodząc w śniegu. Podczas jednej z wypraw Kacper zaczął opowiadać: - A wiesz co tato? Dzisiaj widziałem jak na plecy jednemu panu spadł śnieg i on wyglądał jak gwiazdki, o zobacz, jakie duże – pokazał.&lt;br /&gt;- E, tam, takie duże nie mogły być – byłem pełen niedowierzania.&lt;br /&gt;- A właśnie że były! Naprawdę!– mój syn nie ustępował. – I miały kształt gwiazdek. Ciekawe, dlaczego płatki śniegu tak wyglądają? &lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Otóż, gdy woda zamienia się w lód, to jej cząsteczki łączą się ze sobą szóstkami, tworząc sześciokąt. Ta figura nie jest oczywiście widoczna gołym okiem. Ale jeśli obok siebie układają się kolejne szóstki cząsteczek, to powstaje bryła, którą już da się zobaczyć. Tak właśnie dzieje się w chmurach. Tam – jak już tu na blogu kiedyś pisałem – dociera para wodna, czyli woda w stanie gazowym, która może się skraplać do postaci ciekłej. Ale zimą najczęściej od razu zamienia się w stan stały, czyli lód. Kryształki tworzą się wokół różnych drobinek pyłu. To wokół nich stopniowo narasta lód. Przybiera on wówczas kształt blaszek, płytek, słupków, igiełek, ale najczęściej właśnie gwiazdek. To, jaką formę przyjmie kryształek, zależy od ilości pary wodnej w powietrzu i od temperatury. Gwiazdki powstają, gdy jest wilgotno, ale temperatura spada tylko nieznacznie poniżej zera stopni Celsjusza. Lód, który tworzy się w takich warunkach z pary wodnej, przyczepia się do sześciu ramion. Wydłużają się one, rozgałęziają i obrastają w ornamenty. „Każda gwiazdka krystalizuje indywidualnie, jest więc poddawana ciągle zmieniającym się czynnikom temperatury, ciśnienia, ruchu powietrza i zawartości pary wodnej. A są one różne w różnych częściach nawet tej samej chmury” – pisze Jacek Jania w książce „Zrozumieć lodowce”. To dlatego poszczególne gwiazdki tak bardzo różnią się od siebie, że praktycznie nie sposób znaleźć dwóch takich samych. Gdy osiągną już na tyle dużą wielkość i masę, że nie są w stanie utrzymać się w chmurze, spadają w postaci śniegu.&lt;br /&gt;Również płatki śniegu innych kształtów często zachowują postać sześcioboczną lub sześcioramienną. W książce Jacka Jani wyczytałem, że tę formę można też dostrzec w taflach lodu. Jak się spróbuje je rozbić, to podobno powstają sześcioramienne rysy (czasem trójramienne). Sprawdziliśmy. Właściwie niechcący. Po prostu koleżanka Idy i Kacpra, Ewelina, która towarzyszyła nam w wędrówce, w pewnym momencie wywaliła się jak długa. Chrupnęło – na szczęście to lód pękł, a nie jej kości. A rysy ułożyły się elegancko we wzór sześcioramienny. Zupełnie jak śniegowe gwiazdki.&lt;br /&gt;Potem lód pękł pode mną. Tym razem jednak powstała tylko jedna rysa. Za to bardzo długa. Dalej już nie eksperymentowaliśmy. Żałuję bardzo, bo nie możemy powtórzyć tych doświadczeń. Wróciliśmy już do Warszawy.&lt;br /&gt;A na górze zdjęcie różnych płatków śniegu z &lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:SnowflakesWilsonBentley.jpg" target="_blank"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7871540592441086256?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7871540592441086256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7871540592441086256' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7871540592441086256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7871540592441086256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2010/01/dlaczego-patki-sniegu-wygladaja-jak.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/S0M95i5yyuI/AAAAAAAAAoM/IaDD_eNgrn8/s72-c/SnowflakesWilsonBentley.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-6581601043014873829</id><published>2009-12-30T17:54:00.007+01:00</published><updated>2010-04-19T09:22:22.209+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/co-wytwarza-krew-w-czowieku-o-taka.html"&gt;Co wytwarza krew w człowieku?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/CRh_dAzXuoU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/CRh_dAzXuoU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;- O taka głęboka rana! – Kacper pokazał palcami przynajmniej centymetr grubości. – Do kości doszło! Żyła na pewno przecięta, krew tryska! – płakał i krzyczał.&lt;br /&gt;A ja nie wiedziałem, czy go głaskać po głowie, czy raczej tłumaczyć mu, że nieco przesadza. Owszem, miał ranę na palcu. I to prawda, że krew poleciała. „Tryskaniem” tego jednak nazwać raczej się nie dało. Kość też nie została naruszona, a żyła nie przecięta. Choć zapewne skaleczenie musiało boleć. Wciąż przecież trzymał przecież na framudze, gdy mocno trzasnął drzwiami. Zostać tak silnie uderzonym w palce na pewno nie jest przyjemne. A gdy boli, wyobraźnia pracuje. To dzięki niej rana pogłębiła się i powiększyła. Na szczęście mimo to udało się ją szybko zakleić zwykłym plasterkiem.&lt;br /&gt;A gdy syn mój już leżał w łóżku i uspokoił się, naszła go chęć poznawania świata. – Tato – powiedział cicho – a co wytwarza krew w człowieku? Czy to naprawdę jest kość?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;To może od początku. Krew składa się z części płynnej i zawieszonych w niej komórek. Generalnie dzieli się je na trzy rodzaje: krwinki czerwone, krwinki białe i płytki krwi. Czerwonych jest najwięcej. Ich główne zadanie polega zabieraniu tlenu z płuc i przenoszeniu go do wszystkich pozostałych komórek ciała. Dzięki temu mogą one oddychać. Ponieważ w procesie oddychania powstaje dwutlenek węgla, czerwone krwinki zabierają go z powrotem i odnoszą do płuc. A my go potem wydychamy.&lt;br /&gt;Białe krwinki z kolei tworzą naszą armię obronną. Walczą z zarazkami, które chcą opanować ciało. Białych krwinek jest w sumie o wiele mniej niż czerwonych, ale za to są dużo bardziej różnorodne. Każda ich grupa wyspecjalizowała się w innej metodzie walki z intruzami.&lt;br /&gt;Rolą trzeciej grupy komórek – płytek krwi – jest zasklepianie ran. Docierają wszędzie tam, gdzie żyła lub tętnica zostaną uszkodzone. Od razu zabierają się za łatanie dziury, dzięki czemu krew przestaje wypływać z organizmu.&lt;br /&gt;Trzy grupy krwinek różnią się mocno wyglądem i funkcją. A jednak wszystkie powstają w tym samym miejscu: w szpiku, który wypełnia wnętrze kości. Przy czym nie w każdym szpiku, lecz tylko w czerwonym. To w nim znajdują się wyjątkowo komórki, które w zależności od potrzeb potrafią przekształcić się zarówno w białą krwinkę, czerwoną jak i płytkę krwi.&lt;br /&gt;U dzieci czerwony szpik wypełnia większość kości. U dorosłych duża jego część zamienia się w szpik żółty, który już nie zajmuje się produkcją komórek krwi. Czerwony pozostaje między innymi w kręgosłupie, żebrach, mostku i niektórych częściach kości ramion oraz nóg.&lt;br /&gt;Oczywiście, jak to w przyrodzie bywa, w szczegółach sprawa powstawania krwi jest bardziej skomplikowana. Niektóre białe krwinki na przykład powstają poza kośćmi. Te zaś, które wytworzyły się ze szpiku, muszą przedostać się do innych narządów, by dojrzeć. A jeszcze mamy w krwi część płynną – osocze – wraz z rozpuszczonymi w niej substancjami. One dostają się do żył i tętnic z jeszcze innych organów.&lt;br /&gt;Ale o szczegółach tego procesu już nie będę opowiadał. Generalnie można przyjąć, że Kacper miał rację. To kość wytwarza krew. Brawo, synu!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-6581601043014873829?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/6581601043014873829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=6581601043014873829' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/6581601043014873829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/6581601043014873829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/co-wytwarza-krew-w-czowieku-o-taka.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5326268012821422544</id><published>2009-12-21T11:18:00.006+01:00</published><updated>2010-04-19T09:28:13.344+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/z-czego-zrobione-sa-paznokcie-alez.html"&gt;Z czego zrobione są paznokcie?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sy9Lf-XTdRI/AAAAAAAAAoE/o5kbyWFO3Ko/s1600-h/Leukonychia.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417631889438766354" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sy9Lf-XTdRI/AAAAAAAAAoE/o5kbyWFO3Ko/s200/Leukonychia.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Ależ długie! – jęknąłem, spojrzawszy na paznokcie Kacpra. Jak udało mu się takie hodować? Zaraz, zaraz… Przyjrzałem się im się uważniej. Na paznokciach dostrzegłem małe białe plamki. Zaniepokoiło to mnie. – Ojej, chyba jesz za mało witamin? – zawołałem. To zapewne była prawda, bo Kacper nie jest wielkim miłośnikiem owoców i warzyw. Jeśli już się da namówić, to najwyżej na jabłko lub ogórka. A wszelkie marchewki, szpinaki czy sałaty – które ja uwielbiam – mój syn ewentualnie, na specjalne życzenie, łaskawie zje w niewielkich ilościach. Najchętniej jednak je wówczas połyka, zamykając przy tym oczy…. Ech!&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;No ale wracając do paznokci. Nieco się wystraszyłem tymi małymi białymi plamkami. Nie dowierzając całkowicie mojej pamięci, zacząłem szukać bardziej pewnej informacji. I owszem, okazało się, mogą one być oznaką niedoborów w diecie – najczęściej cynku. Plamy są jednak wówczas dużo większe, a w dodatku towarzyszą im o wiele poważniejsze objawy: wypadanie włosów czy osłabienie układu odpornościowego. Podobne zmiany na paznokciach pojawiają się także podczas rozmaitych chorób czy w wyniku alergii. Także wtedy traktuje się je tylko jako jeden z symptomów i to wcale nie najważniejszy. Takie małe białe plamki, jakie ma Kacper czy inne dzieci, najczęściej są po prostu wynikiem drobnych urazów. Podkreślam: drobnych. Czyli bardziej od uderzenia palcem o ścianę niż od walnięcia w rękę młotkiem.&lt;br /&gt;W miejscu, gdzie tworzy się paznokieć, ukrytym przed naszym wzrokiem, jego struktura ulega wtedy zaburzeniu lub też do wnętrza dostaje się drobny pęcherzyk powietrza. Zanim ta zmiana wyjdzie na zewnątrz, mija nawet kilka tygodni. Każdy do tego czasu zdąży zapomnieć, co się stało. Można wręcz powiedzieć, że małe białe plamki na paznokciach są odpowiednikiem niewielkich siniaków na ciele.&lt;br /&gt;- No dobrze – odpowiedział Kacper, gdy mu to wszystko starałem się wyjaśnić. – Ale w takim razie z czego zrobione są paznokcie?&lt;br /&gt;Ha! Rzeczywiście, to ważne. Otóż paznokcie to wytwór naskórka, czyli cienkiej warstwy, która pokrywa większość naszego ciała. Część jego komórek przeładowuje się bardzo twardą substancją – &lt;a href="http://portalwiedzy.onet.pl/5356,,,,keratyna,haslo.html" target="_blank"&gt;keratyną&lt;/a&gt;. Obumierają wtedy i mocno się zbijają. Gdy taka struktura jest już gotowa, wychodzi na zewnątrz tworząc twardą płaską warstwę czyli właśnie paznokieć. Ponieważ jest on przezroczysty (jeśli nie liczyć małych białych plamek) prześwituje przez niego skóra i naczynia krwionośne. Dlatego wydaje nam się, jakby paznokcie miały różowy kolor.&lt;br /&gt;W podobny sposób do paznokci – z keratyny tworzonej przez naskórek – powstają u ludzi włosy, a u zwierząt sierść, pazury oraz kopyta. Wszystkie te struktury są martwe i rosną cały czas. W dzikiej przyrodzie w naturalny sposób ścierają się jednocześnie z drugiego krańca. My zaś musimy je sobie sami obcinać. I właśnie dlatego zaraz po tej rozmowie dałem Kacprowi nożyczki. Niech skróci te swoje długie pazury!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;A dla zainteresowanych podaję linki do stron z informacją o paznokciach i małych białych plamkach: &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Leukonychia" target="_blank"&gt;Wikipedia&lt;/a&gt; (z tej strony pochodzi też zdjęcie paznokcia zamieszczone na górze), &lt;a href="http://www.wisegeek.com/what-causes-white-spots-on-fingernails.htm" target="_blank"&gt;WiseGeek&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.straightdope.com/columns/read/643/what-causes-white-spots-on-your-fingernails" target="_blank"&gt;The Straight Dope&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://skincare.lovetoknow.com/White_Spots_on_Fingernails" target="_blank"&gt;LoveToKnow&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://dermatology.about.com/cs/nailanatomy/a/nailanatomy.htm" target="_blank"&gt;About.com&lt;/a&gt;. Sporo dowiedziałem się też z książki &lt;a href="http://multicobooks.pl/biologia/biologia_8290.html" target="_blank"&gt;„Biologia Villego”&lt;/a&gt; (ale więcej, o dziwo, ze starszego wydania niż z nowszego).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5326268012821422544?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5326268012821422544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5326268012821422544' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5326268012821422544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5326268012821422544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/z-czego-zrobione-sa-paznokcie-alez.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sy9Lf-XTdRI/AAAAAAAAAoE/o5kbyWFO3Ko/s72-c/Leukonychia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2485288649481399144</id><published>2009-12-14T11:14:00.009+01:00</published><updated>2010-04-19T09:25:48.597+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rośliny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/czy-nasiona-oddychaja-oj-mam-za-swoje.html"&gt;Czy nasiona oddychają?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQK9jZzZI/AAAAAAAAAnk/ptvxq_VPo8E/s1600-h/DSC00778.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415033382467390866" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQK9jZzZI/AAAAAAAAAnk/ptvxq_VPo8E/s200/DSC00778.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Oj, mam za swoje. Na parapetach w pokojach dzieci wykwitła już cała oranżeria. Któregoś dnia Ida i Kacper namówili mamę, by kupiła im ziaren fasoli. Postanowili, że posadzą je i będą hodować. Bardzo mi się spodobał ten pomysł. Wkrótce jednak z kuchni zniknęła doniczka, kubek, słoik, parę rozmaitych pokrywek, spodków i talerzyków. Do niektórych z tych naczyń dzieci wsypały ziemi. Pozostałe pokryły wilgotną gazą. A wszędzie powkładały nasionka fasoli. – To kiedy one wykiełkują? – spytały. – No, to potrwa kilka dni, a może i dłużej – tłumaczyłem cierpliwie. – To już minęło? – Ida spytała po godzinie. – Mówiłem, że kilka dni – wyjaśniałem już nieco mniej cierpliwie. – To znaczy kiedy? – pytała dalej Ida. Moja cierpliwość była na wykończeniu. Tym większym, że Kacper miał inny problem. – A co się stanie z tymi nasionami? – martwił się, wskazując na fasolki, które odłożył na zapas. Bał się, że przemarzną na parapecie. Dlatego je przykrył. Ale zaraz potem zdenerwował się, że bez dostępu do powietrza się uduszą. – Tato, a czy nasiona w ogóle oddychają? – zapytał.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;To może najpierw wyjaśnię, co to w ogóle takiego te „nasiona”. Cykl życiowy roślin jest trochę bardziej skomplikowany niż ludzi. Ale też wytwarzają one komórki męskie i komórki żeńskie. Męskie znajdują się wewnątrz ziaren pyłku, który wysypuje się z licznych pręcików otaczających wnętrze dojrzałego kwiatu. Komórka żeńska tkwi wewnątrz słupka – struktury obecnej najczęściej pośrodku kwiatu. Gdy komórka męska z ziarna pyłku połączy się z komórką żeńską ze słupka, zaczyna rozwijać się zarodek. Ale - przeciwnie niż u zwierząt – jego rozwój w pewnym momencie się zatrzymuje. Tkanki, które go otaczają przekształcają się w łupiny i materiały zapasowe. Tak powstaje nasienie. Na zewnątrz może się także wytworzyć miąższ i skórka owocu. Z owocem, czy bez nasionko staje się rodzajem przechowalni dla znajdującej się wewnątrz malutkiej roślinki. Dzięki temu może ona przetrwać dłuższy czas i zostać przeniesiona przez wiatr, wodę lub zwierzęta w nowe miejsce. Roślinom jest to potrzebne, gdyż przeciwnie do zwierząt, nie mogą się same poruszać i kolonizować kolejnych obszarów. Rolę ryzykownych podróżników przejmują nasiona. Zarodek, który tkwi wewnątrz nich, cały czas żyje. A skoro tak, to i zużywa zapasy pokarmowe oraz oddycha. Odbywa się to jednak niezwykle powoli, wyjątkowo wręcz ślamazarnie. Dlatego nasiona mogą trwać w takim stanie długimi latami. Dopiero, gdy wokół nich zapanują dobre warunki: ciepło i wilgoć, zarodki przyśpieszają tempo życia. Oddychają coraz częściej, zużywają zapasy i zaczynają kiełkować. Wypuszczają łodyżkę, korzonek i pierwsze liście. Gdy się zazielenią, roślinka zaczyna sama produkować pożywienie ze światła, wody, dwutlenku węgla i związków mineralnych. Produktem odpadowym tej reakcji jest tlen, który nam i nasionkom służy do oddychania. I także samym zielonym roślinom. Bo one również nigdy nie rezygnują z oddychania. Tyle że w sumie więcej produkują tlenu niż go zużywają. Na szczęście dla nas.&lt;br /&gt;– To znaczy, że nasiona oddychają tak: uuu – Kacper wciągnął powietrze i wstrzymał oddech. Po dłużej chwili zrobił wydech: - Uuuuu.&lt;br /&gt;- Nawet wolniej – powiedziałem. – O, o wiele wolniej.&lt;br /&gt;Kacprowi ulżyło. Przykrył swoje fasolki i przestał się martwić, że się uduszą. Na tak powolne oddychanie starczy im przecież powietrza.&lt;br /&gt;A po kilku dniach nasionka w doniczkach, słoikach i na spodkach wykiełkowały. Dzieci tak się ucieszyły, że zabrały się do realizacji kolejnych pomysłów. Ida posadziła kukurydzę. Wykiełkowała. Kacper włożył ziemniak do słoika. Też puścił korzenie. Ale najbardziej wariacki pomysł miały po powrocie znad Morza Czerwonego w Egipcie, gdzie spędziliśmy ostatni tydzień listopada. Przywieźliśmy stamtąd zaschniętą i zwiniętą gałązkę &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCa_jerycho%C5%84ska" target="_blank"&gt;róży jerychońskiej&lt;/a&gt;. W domu włożyliśmy ją do wody, pod wpływem której martwa roślina rozłożyła swoje pędy i wysypała nasionka. Dzieci pracowicie je zebrały i położyły na wilgotnej gąbce, którą z kolei przykryły plastikową przykrywką. W tak utworzonej szklarence nasionka czekały. Nie chciałem ich martwić, ale nie przypuszczałem, by róża jerychońska zechciała wykiełkować grudniową porą na ciemnym parapecie w Warszawie.&lt;br /&gt;- Tato, tato, róża jerychońska wykiełkowała! Wykiełkowała!!! – któregoś dnia przybiegły do mnie dzieci. Ida i Kacper, gdy się czymś przejmują, nie potrafią ustać. Muszą albo biegać albo przynajmniej podskakiwać. Tym razem podskakiwały. Rzeczywiście, egipskie nasionka wypuściły delikatne, zielone łodyżki. Ida pracowicie przełożyła je ze szklarenki do doniczki. Czekamy, czy dalej urosną. Nie chcę dzieci martwić, ale nie przypuszczam, by róża jerychońska zechciała urosnąć grudniową porą na ciemnym parapecie w Warszawie…&lt;br /&gt;Hm, chyba już to mówiłem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQamjX2GI/AAAAAAAAAn8/1WSsdlH54jw/s1600-h/DSC00782.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 150px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415033651171154018" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQamjX2GI/AAAAAAAAAn8/1WSsdlH54jw/s200/DSC00782.JPG" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;Hodowla Kacpra: fasolka w doniczce i ziemniak w słoiku. Na zdjęciu na górze - fasolki Idusi w kubku. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQTOi-bbI/AAAAAAAAAns/im2tRmugasE/s1600-h/DSC00779.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 150px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415033524467953074" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQTOi-bbI/AAAAAAAAAns/im2tRmugasE/s200/DSC00779.JPG" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;Kukurydza posadzona przez Idusię. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQWuR88pI/AAAAAAAAAn0/gFlStdHpPdE/s1600-h/DSC00781.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 150px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5415033584526094994" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQWuR88pI/AAAAAAAAAn0/gFlStdHpPdE/s200/DSC00781.JPG" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;Nasionka róży jerychońskiej w szklarence. Jedno z nich już kiełkuje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2485288649481399144?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2485288649481399144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2485288649481399144' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2485288649481399144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2485288649481399144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/czy-nasiona-oddychaja-oj-mam-za-swoje.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SyYQK9jZzZI/AAAAAAAAAnk/ptvxq_VPo8E/s72-c/DSC00778.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3403499876505030327</id><published>2009-12-06T23:52:00.004+01:00</published><updated>2010-04-19T09:35:30.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/dlaczego-ta-sama-woda-dla-nog-jest.html"&gt;Dlaczego ta sama woda dla nóg jest gorąca, a dla rąk ciepła?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ohlllfBZApU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ohlllfBZApU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Łazienka w jakiś tajemniczy sposób sprzyja rozmyślaniom. O, choćby wtedy, gdy Ida poszła się wykąpać i dziwnie długo lała na siebie wodę z prysznica. Raz polewała na ręce, raz na nogi, potem znowu ręce i tak na przemian. I to – jak się wkrótce okazało – był kolejny łazienkowy eksperyment. „Tato, tato!” - zawołała w końcu moja córka. – „Patrz! Jak leję tę samą wodę na ręce, to jest ciepła. A jak na nogi to gorąca. Albo zimna”. Hm… Nie musiałem sprawdzać, by wiedzieć, że Ida ma rację. Sam tego wielokrotnie doświadczyłem, ale, przyznam, że nigdy się nie zastanawiałem, dlaczego tak się dzieje. Postanowiłem więc rozwiązać tę zagadkę.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;To, że w ogóle cokolwiek odczuwamy zawdzięczamy zakończeniom komórek nerwowych, które nazywa się receptorami. W nosie mamy na przykład receptory węchu, na języku receptory smaku, w oczach receptory światła, w skórze receptory bólu, dotyku oraz temperatury. I to te ostatnie nas teraz interesują. Są ich dwa rodzaje: jedne odpowiadają za wyczuwanie zimna, drugie – ciepła. Wzbudzają się, gdy temperatura skóry zaczyna odbiegać od naszych stałych 36,6 stopnia. Receptory zimna zaczynają działać, gdy spadnie ona poniżej 35 stopni Celsjusza. Im bardziej temperatura skóry się obniża, tym mocniej wzbudzają się receptory, a my odczuwamy coraz większe zimno. Ale – uwaga – najmocniej działają one przy temperaturze skóry 20-30 stopni, a przy dalszym ochładzaniu się, ich siła spada. Poniżej pewnego progu przestają zupełnie działać. To dlatego skostniałe z zimna ręce właściwie nie czują zimna.&lt;br /&gt;Receptory odpowiedzialne za ciepło wzbudzają się oczywiście, gdy temperatura skóry się podnosi. Najsilniej działają, gdy dochodzi do ok. 45 stopni Celsjusza. Czujemy to jako wielkie gorąco. Przy wyższej temperaturze skóry receptory ciepła w zasadzie przestają działać. Wzbudzają się za to receptory bólu. Wtedy już nie zastanawiamy się, czy jest nam gorąco – chcemy, żeby wreszcie przestało boleć.&lt;br /&gt;Receptory temperatury są obecne na skórze całego naszego ciała. Ale nierówno. Są miejsca, gdzie znajduje się ich najwięcej. Przede wszystkim na twarzy, uszach, nosie, języku, w jamie ustnej, na wargach, oczach, rękach oraz nogach. To dlatego ciepło czy zimno łatwiej wyczuwamy dłonią niż ramieniem, stopą niż udem, uchem niż czubkiem głowy. Generalnie też mamy aż cztery razy więcej receptorów zimna niż ciepła!&lt;br /&gt;Receptory te potrafią się też przyzwyczajać do określonej temperatury. To dlatego z upływem czasu nasza skóra słabiej odczuwa zimno lub gorąco. Łatwo to sprawdzić przekładając ręce z zimnej wody do ciepłej i na odwrót. Przyzwyczajeni do chłodu, silniej potem odczuwamy ciepło, a przyzwyczajeni do ciepła, silniej odczuwamy chłód. Ta sama temperatura może więc przez nas odczuwana raz jako cieplejsza, a raz jako zimniejsza. Być może też dlatego inaczej czujemy dłońmi, a inaczej stopami. Po prostu ręce, zwykle odkryte, są przyzwyczajone do niższych temperatury niż schowane w skarpetkach i butach nogi.&lt;br /&gt;Pewną rolę może też odgrywać stopień ukrwienia skóry. Bo – powtórzę – receptory nie tyle reagują na temperaturę otoczenia, co na temperaturę skóry. A ta może zwiększać się wraz z dopływem krwi. Niektórzy ludzie z natury mają lepiej ukrwioną skórę. Wadą tego jest to, że szybciej ucieka z ich ciała ciepło, a zaletą – że słabiej odczuwają zimno (bo skóra jest cieplejsza). Z tego samego powodu po natarciu śniegiem rąk odczuwamy ciepło mimo panującego wokół mrozu. Myślę, że w ogóle dłonie, zwykle bardziej aktywne, a przez to lepiej ukrwione, mogą być przyzwyczajone do wyższych temperatur niż stopy. I dlatego tę samą temperaturę wody rękoma odczuwamy jako ciepłą, a nogami jako gorącą.&lt;br /&gt;Dla rozgrzania się załączam więc film „Krecik i węgiel”. I tradycyjnie już podaję źródła informacji: Ania Jakubiuk-Tomaszuk (która &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-nie-pamietamy-wszystkiego-jak.html" target="_blank"&gt;już gościła &lt;/a&gt;na naszym blogu), &lt;a href="http://www.britannica.com/EBchecked/topic/591718/thermoreception/64739/Properties-of-thermoreceptors" target="_blank"&gt;Encyclopaedia Britannica&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.hometrainingtools.com/article.asp?ai=1386&amp;amp;bhcd2=1257339696" target="_blank"&gt;Home Science Tools&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.timesonline.co.uk/tol/life_and_style/health/article5106854.ece" target="_blank"&gt;„Times Online”&lt;/a&gt;. A na koniec wyznam, że w żadnym z tych źródeł nie znalazłem całkiem jednoznacznej odpowiedzi na zagadkę Idy. Ech, te dziecięce pytania bywają tak trudne…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3403499876505030327?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3403499876505030327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3403499876505030327' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3403499876505030327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3403499876505030327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/12/dlaczego-ta-sama-woda-dla-nog-jest.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1984611467619657757</id><published>2009-11-30T23:51:00.006+01:00</published><updated>2009-12-01T00:03:35.031+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/tata-to-co-dzis-poczytamy-pompika-teraz.html"&gt;Tata, to co dziś poczytamy?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SxRMiDmp5mI/AAAAAAAAAnY/AEMj4mLtcGQ/s1600/pompik_black.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 164px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5410033200345507426" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SxRMiDmp5mI/AAAAAAAAAnY/AEMj4mLtcGQ/s200/pompik_black.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;„Pompika! Teraz Pompika!” – zawołała Ida, gdy zasiedliśmy do obiadu. Od dawna praktykujemy obyczaj, że gdy dzieci jedzą posiłek, to ja czytam im jakąś książkę. Niektórych z naszych gości wprawia to w podziw („Ojej, jakie to urocze!”), innych oburza („To tato nie ma czasu, żeby czytać wam o innych porach dnia?!”), ale my się tym nie przejmujemy. Stało się to dla nas rodzajem rytuału rodzinnego, który wszyscy lubimy i z którego rezygnować nie zamierzamy. Czytamy przeróżne książki i już mamy za sobą naprawdę pokaźną biblioteczkę. Zwykle jeszcze przed końcem lektury przygotowujemy sobie następną. Czasem dzieci pytają wówczas „Tata, to co dziś poczytamy?”. Innym razem przekrzykują się przekonując mnie, do jakiej lektury powinienem się zabrać. Bywa, że się kłócą. Ostatnio jednak były zdumiewająco zgodne.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Niedawno dotarł do nas prezent od mojego kolegi, &lt;a href="http://www.zbs.bialowieza.pl/artykul/46.html" target="_blank"&gt;dr. Tomasza Samojlika&lt;/a&gt;, pracownika naukowego &lt;a href="http://www.zbs.bialowieza.pl/" target="_blank"&gt;Zakładu Badania Ssaków PAN &lt;/a&gt;w Białowieży. Rok temu Tomek wydał przesympatyczną książeczkę &lt;a href="http://www.pompik.pl/" target="_blank"&gt;„Żubr Pompik”&lt;/a&gt;, którą &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75476,6247999,Ksiazka__Zubr_Pompik__Tropy_na_sniegu_i_inne_opowiesci.html" target="_blank"&gt;recenzowałem na łamach „Gazety Wyborczej”&lt;/a&gt;. Ida i Kacper bardzo polubiły przygody małego żuberka. Gdy więc zobaczyły, jak z koperty świeżo wydane dwie nowe książeczki o Pompiku, natychmiast zażądały, by właśnie je teraz przeczytać. Chętnie się ich posłuchałem. Seria ta bowiem w zabawny sposób opowiada o przygodach młodego żubra Pompika i jego siostry Polinki. Kudłate rodzeństwo poznaje las i zwierzęta w nim żyjące. Słuchając, co im się wydarza, dzieci świetnie się bawią, a przy okazji uczą wraz z żuberkami o przyrodzie.&lt;br /&gt;Książki mego kolegi cieszą mnie tym bardziej, że przyświeca im bardzo podobna idea, co mojemu blogowi. Obaj – choć na różne sposoby – staramy się łączyć opowieści o przygodach z popularyzacją nauki czy wiedzy o przyrodzie. A nie jest to bardzo powszechny obyczaj. Na szczęście, nie jesteśmy w tym dziele tak zupełnie osamotnieni. Mamy też paru wielkich poprzedników. Moim hobby stało się wręcz wyszukiwanie autorów książek, którzy tym się zajmują teraz lub zajmowali dawniej. Dla – jak mawia Kacper – „dzieci w średnim wieku” polecam na przykład powieści Lucy i Stephena Hawkingów: &lt;a href="http://www.nk.com.pl/engine/index.php?page=ksiazka&amp;amp;id=878&amp;amp;tytul=Jerzy" target="_blank" autorzy="Autorzy:"&gt;„Jerzy i tajny klucz do Wszechświata” oraz „Jerzy i poszukiwanie kosmicznego skarbu”&lt;/a&gt;. Bohater obu z nich przeżywa fascynujące przygody, a jednocześnie zdobywa najnowszą wiedzę o kosmosie. Pierwsza książka z tej serii podbiła nas zupełnie. Druga trochę mniej, ale i tak przeczytaliśmy ją z przyjemnością.&lt;br /&gt;Po polskiej przyrodzie z kolei oprowadzają książki bardzo znanej swego czasu Marii Kownackiej. Dziś jest trochę zapominana – być może dlatego, że sporo jej książek się już zestarzało. Tak popularne niegdyś „Przygody Plastusia” są nie do końca zrozumiałe dla współczesnych dzieci. Mnóstwo tam odnośników do kleksów, stalówek i kałamarzy, czyli rzeczy zupełnie nieznanych pokoleniu komputerowców. Na szczęście, w miarę dobrze trzyma się jeszcze „Rogaś z doliny Roztoki”. Ale najlepiej czytało się nam napisaną przez Marię Kownacką razem z Kazimierzem Garstką powieść o przyrodzie Bieszczadów „Na tropach węża Eskulapa”.&lt;br /&gt;Ida i Kacper chętnie też słuchali serii książek o przyrodzie Hanny Zdzitowieckiej, z której ich ulubioną stała się „Nad wodą”. Podobały im się również książki Bohdana Dyakowskiego „Sąd nad żabami” i „Królowa górskiego źródła”.&lt;br /&gt;Wciąż jednak nie zaryzykowałem lektury im książek &lt;a href="http://www.nencki.gov.pl/ptetol/biogramy/majewski.htm" target="_blank"&gt;Erazma Majewskiego&lt;/a&gt;, choć traktuję go jako mistrza. To właśnie jego powieść „Doktor Muchołapski”, wydana pod koniec XIX wieku, przetarła w polskiej literaturze szlaki dla popularyzacji nauki poprzez przygodowe opowieści. W tamtych czasach to był prawdziwy majstersztyk. Dziś jednak jej staromodny styl chyba nie znalazłby uznania u młodych czytelników. Nie czytam też dzieciom „Lata leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny, choć swego czasu była to moja ulubiona książka. To od niej uczyłem się lubić przyrodę. Jej treść sprawia jednak pewien kłopot. Głównie chodzi mi o podejście do przyrody. Za słuszne uważa się tam na przykład zabijanie strasznego rysia. Dziś wiemy, że by chronić i lubić przyrodę trzeba szanować ją całą, razem z jej roślinożercami, drapieżnikami i pasożytami. Nawet jeśli jej prawa wydają nam się okrutne.&lt;br /&gt;A gdyby ktoś z Państwa znał inne lektury, które udanie łączą popularyzację nauki lub wiedzy o przyrodzie z barwną opowieścią, bardzo proszę o wpisywanie swoich sugestii w komentarzach. Będziemy przeszczęśliwi, mogąc kiedyś przeczytać te książki podczas obiadu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1984611467619657757?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1984611467619657757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1984611467619657757' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1984611467619657757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1984611467619657757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/tata-to-co-dzis-poczytamy-pompika-teraz.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SxRMiDmp5mI/AAAAAAAAAnY/AEMj4mLtcGQ/s72-c/pompik_black.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4142243436920561475</id><published>2009-11-21T08:53:00.005+01:00</published><updated>2009-11-21T08:59:56.990+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='elektryczność'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/dlaczego-balon-przykleja-sie-do-sufitu.html"&gt;Dlaczego balon przykleja się do sufitu, a włosy do balonu?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Swec4dqZgyI/AAAAAAAAAnQ/kiKDN_wtmdE/s1600/DSC00740.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406462371530638114" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Swec4dqZgyI/AAAAAAAAAnQ/kiKDN_wtmdE/s200/DSC00740.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Balonów ci u nas dostatek! Wręcz nadmiar. Wszystko przez urodziny Idy, które obchodziliśmy niedawno. Moja córka wybrała się do sklepu razem z mamą. Wróciły obładowane wszystkim, co niezbędne na przyjęciu urodzinowym. I jeszcze paroma rzeczami całkowicie zbędnymi, jak na przykład 225 słomek do napojów. „Aj, rzeczywiście 225? Przecież my wzięłyśmy tylko jedno pudełko… – usprawiedliwiały się. Ech…&lt;br /&gt;No ale wróćmy do rzeczy niezbędnych. Wśród nich były trzy opakowania balonów. Nie, tym razem nie po 225 sztuk w każdym, a jedynie po 10. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie napisy. Po rozpakowaniu balonów odkryliśmy, że na każdym widnieje zdanie: „Wszystkiego najlepszego z okazji drugich urodzin”. Drugich! Tymczasem Ida skończyła lat siedem. Gdy zobaczyła, co jest napisane na balonach najpierw się rozpłakała. Potem próbowała flamastrem zmienić dwójkę na siódemkę. A gdy to się nie udało, wpadła w rozpacz.&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Zlitowałem się w końcu nad Idusią i kupiłem nowe – tym razem bez żadnych napisów. Ale w naszym domu pozostało 30 nikomu niepotrzebnych balonów. Walają się po mieszkaniu do dziś dnia. I to one stały się przyczyną zadziwiających wydarzeń.&lt;br /&gt;„Tato, tato, balon przykleił się do sufitu!” – przybiegły dzieci do mnie. „Ta, jasne…” – powiedziałem, nie przerywając pracy przy komputerze. Wydało mi się to niemożliwe. Balony w domu pompujemy tradycyjnym sposobem, czyli je po prostu nadmuchujemy. Wypełnia je więc zwykłe powietrze, przez co po prostu nie mogą się one unosić w górę. To udaje się jedynie tym balonom, które napełni się gazem lżejszym od otaczającego je powietrza. Może to być hel, wodór albo ostatecznie ciepłe powietrze. A taka sztuka nie mogła się dzieciom udać.„Tato, naprawdę! Chodź tutaj, chodź” – powtarzały dzieciaki. Sprawa zaczęła wyglądać na poważną. Czyżby dzieci wysmarowały czymś balon? Już kiedyś Kacprowi zdarzyło się ponakładać kleju na klamki, bo pokłócił się z babcią i nastawił na nią pułapkę. Niestety, naprawdę w nią wpadła… Ale nie wnikajmy w szczegóły. W każdym razie pobiegłem do przedpokoju. A balon rzeczywiście wyglądał jakby przykleił się do sufitu. Ale, prawdę mówiąc, ulżyło mi. Nie było na nim żadnego kleju, smoły, farby czy jakiegokolwiek innego wynalazku, który zostawiłby plamy na suficie i dzieciach. „A dlaczego on się tam przykleił?!” – pytały podekscytowane dzieci.&lt;br /&gt;„Z powodu &lt;a href="http://wiki.wolnepodreczniki.pl/Fizyka:Gimnazjum/Elektrostatyka" target="_blank"&gt;sił elektrostatycznych&lt;/a&gt;"– odparłem. „Lekkoatletycznych?” - zdumiał się Kacper. „Lekko estetycznych?” zdziwiła się Ida. „E-LEK-TRO-STA-TYCZ-NYCH” - powtórzyłem. „Chodzi o elektryczność. – tłumaczyłem dalej. – Coś jak prąd. Tylko że prąd to elektryczność, która się porusza, płynie. A tu jest nieruchoma, czyli właśnie statyczna”.&lt;br /&gt;W obu przypadkach chodzi o elektrony. Tak drobne cząstki, że nie da się ich zobaczyć pod żadnym mikroskopem. Mają one ujemny ładunek elektryczny. Prąd to właśnie ich przepływ. W przypadku zjawisk elektrostatycznych, elektrony przeskakują z jednego materiału na drugi i tak już zostają. To ciało, który pozbywa się elektronów, zyskuje ładunek dodatni. To zaś, do którego przybywają, staje się naładowane ujemnie. Oba ciała zaczynają się wówczas przyciągać. Przyciągają też skrawki papieru, włosy, ubrania. W ogóle jakby chętnie się przyczepiają do różnych materiałów. Nawet do sufitu. Tak właśnie jak uczynił nasz balon.&lt;br /&gt;Odczepiłem go i pokazałem dzieciom, jak go naelektryzować. Wystarczy bowiem potrzeć go ubraniem lub ściereczką. Na dowód tak przygotowany balon umieściłem nad głową Idusi. Natychmiast część jej włosów uniosła się i poszybowała w stronę balonu, co widać na zdjęciu na górze. Potem znów go próbowaliśmy przyczepić do sufitu. Po paru próbach udało się to nam. I jeszcze dodaliśmy mu kolegę. Na dowód załączam fotografię poniżej.&lt;br /&gt;Dzieci były przeszczęśliwe. Wkrótce potem biegały po domu krzycząc na przemian „Mamy siły lekkoatletyczne”, „lekko estetyczne” i „lekko ascetyczne”. Słowo „elektrostatyczne” jakoś nie utkwiło w ich pamięci. Widać, że moje wysiłki edukacyjne nie zawsze przynoszą efekty. Ech…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SweczY_1V-I/AAAAAAAAAnI/AKX3xWoWh6s/s1600/DSC00738.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 163px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406462284379019234" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SweczY_1V-I/AAAAAAAAAnI/AKX3xWoWh6s/s200/DSC00738.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4142243436920561475?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4142243436920561475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4142243436920561475' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4142243436920561475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4142243436920561475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/dlaczego-balon-przykleja-sie-do-sufitu.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Swec4dqZgyI/AAAAAAAAAnQ/kiKDN_wtmdE/s72-c/DSC00740.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-820230086504425696</id><published>2009-11-14T17:46:00.009+01:00</published><updated>2010-04-19T09:23:13.134+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/dlaczego-jak-mowimy-to-nie-mozemy.html"&gt;Dlaczego jak mówimy, to nie możemy oddychać?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OAPY6WkNY1A&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OAPY6WkNY1A&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ida i Kacper potrafią naprawdę dużo i długo mówić. Czasem aż ogarnia mnie zmęczenie. Całe szczęście, że od czasu do czasu muszą przerwać, by nabrać powietrza w płuca. I to właśnie zaintrygowało Idę. „A właściwie dlaczego nie możemy oddychać, jak mówimy?” zapytała mnie. „A naprawdę nie możemy?” odparłem. I zaraz zaczęliśmy próbować. Rzeczywiście, normalnie mówimy wyłącznie podczas wydychania powietrza z płuc. Gdy próbowaliśmy mówić wciągając powietrze, szło nam bardzo kiepsko. Ćwiczyliśmy wielokrotnie, nawet po drodze do szkoły. Nasze próby musiały dziwić innych uczniów i rodziców spieszących na lekcje. Po pewnym czasie doszliśmy już do pewnej wprawy, ale nadal było to trudne i bardzo, bardzo męczące.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego? Otóż mowa polega na wprawianiu w ruch powietrza dzięki strunom głosowym, ruchom krtani, języka i zębów. Udaje się to lepiej podczas wydechu, gdyż wymaga wówczas od nas mniej energii. Wypuszczanie powietrza z płuc łatwiej też kontrolować z prostego powodu – nie boimy się, że się udusimy. Możemy więc wydychać powoli, odpowiednio kierując powietrze tak, by tworzyły się potrzebne nam głoski. Gdy zaś wciągamy powietrze w płucach jest pusto, nieświadomie więc chcemy jak najszybciej wtłoczyć do nich nową dostawę tlenu i zapobiec uduszeniu się. Gdy się uprzemy, z pewnością uda nam się więc coś powiedzieć na wdechu. Będzie to jednak mówienie bardzo szybkie i w efekcie byle jakie. Dlatego i po polsku, i w większości innych języków świata, mówi się wyłącznie na wydechu. By zrobić wdech, trzeba na chwilę przestać mówić.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Istnieją jednak języki, w których używa się dźwięków wydawanych także na wdechu! Najsłynniejsze czy też najdziwniejsze z nich można usłyszeć na południu Afryki, wśród plemion Khoisan. Mówiąc, stosuje się w nich rozmaite mlaski, które tworzą się podczas wciągania powietrza z jamy ustnej do płuc. Dla użytkowników języków europejskich jest to bardzo trudne do powtórzenia. Widać to (i słychać) na filmiku, który załączam na górze tej notatki (oraz w drugim nagraniu, do którego link podaję &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=c246fZ-7z1w" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;Z kolei niektóre grupy Indian z Kanady i Alaski oraz mieszkańcy Kaukazu stosują tzw. &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sp%C3%B3%C5%82g%C5%82oska_glottalizowana" target="_blank"&gt;głoski glottalizowane&lt;/a&gt;. Wiem, wiem, że brzmi to bardziej tajemniczo niż abrakadabra. Ale cóż, nie ma na to innej nazwy. Takie głoski tworzone są poprzez ruch zamkniętej krtani, która działa jak tłok pompy i albo, podnosząc się, wypycha powietrze na zewnątrz, albo je wciąga.&lt;br /&gt;W każdym razie mlaski wzbudziły wielkie zainteresowanie Idy. Zapytała mnie nawet, czy mogłaby się nauczyć takiego „mlaskanego języka”. W sumie nie mam nic przeciwko. Ale gdzie tu znaleźć nauczyciela?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Odpowiedź na pytanie Idy udało mi się uzyskać dzięki pomocy Małgosi Załogi, dziennikarki medycznej oraz &lt;a href="http://www.pol.uni.opole.pl/show.php?id=96&amp;amp;lang=pl" target="_blank"&gt;dr hab. Doroty Brzozowskiej&lt;/a&gt;, lingwistki z Uniwersytetu Opolskiego, którą znam dzięki temu, że parę lat temu przeprowadziłem z nią dwa wywiady dla „Gazety Wyborczej” (&lt;a href="http://szukaj.wyborcza.pl/archiwum/1,0,1669348.html?kdl=20020215GW&amp;amp;wyr=A%2Blekarz%2Bte%25BF%2Bbaba%2B" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt; link do pierwszego, a &lt;a href="http://szukaj.wyborcza.pl/archiwum/1,0,1795661.html?kdl=20020629GWOBC&amp;amp;wyr=Babskie%2Bgadanie%2B" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt; do drugiego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-820230086504425696?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/820230086504425696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=820230086504425696' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/820230086504425696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/820230086504425696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/dlaczego-jak-mowimy-to-nie-mozemy.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-829740671255980126</id><published>2009-11-08T12:47:00.008+01:00</published><updated>2010-04-19T10:06:20.231+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/gdzie-sie-podziay-zwierzeta-przyznam.html"&gt;Gdzie się podziały zwierzęta?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401698309225962690" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Svav_ik93MI/AAAAAAAAAmw/SI8ZdCia_MY/s200/DSC00735.JPG" /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Przyznam się, że nawet bawią mnie takie zajęcia. Organizowałem je już parokrotnie. Niedawno wymyśliłem temat „Przyroda jesienią” i kilka dni temu poprowadziłem go w klasie Idusi. Najpierw wyjaśniłem dzieciom, skąd w ogóle biorą się pory roku, a potem wybraliśmy się na krótką wycieczką do Lasku Kabackiego. Koledzy i koleżanki Idy mieli szukać śladów życia i sprawdzać, co się z przyrodą dzieje jesienią. Pierwsze, co ich uderzyło po wejściu do lasu, to cisza i brak zwierząt.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Dopiero po dłuższej chwili jeden z chłopaków usłyszał jakieś ciche popiskiwania. Gdy zwrócił na nie naszą uwagę, również inne dzieci dosłyszały te głosy. Co bardziej spostrzegawczym udało się nawet dostrzec ruch w koronach drzew. To sikorki uwijały się w poszukiwaniu pokarmu. Z kolei wokół paśnika (zdjęcie na dole) dzieciaki dostrzegły pogryzione kawałki ogórków i marchewek. Znak, że sarny lub dziki niedawno tu przychodziły i korzystały z jedzenia zostawianego przez leśników. Generalnie jednak rzeczywiście w lesie panowała cisza. Większość ptaków odleciała przecież do ciepłych krajów. Nie słychać było też brzęczenia owadów, które latem rozbrzmiewa niemal bez przerwy. „Może robale też odleciały do ciepłych krajów?” – zastanawiał się jeden z kolegów Idy. Nie, owady raczej nie odlatują. Jeśli mają skrzydła, to zwykle zbyt słabe, by wybrać się na tak długą podróż. Udaje się to tylko nielicznym gatunkom. Zdecydowana większość zostaje w kraju. Gdzie więc się podziewają?&lt;br /&gt;Ruszyliśmy więc na poszukiwania „robali”, czyli wszelkich bezkręgowców. Pierwsza coś odkryła Ida. Pogrzebała w liściach na dnie lasu i znalazła jednego chrząszczyka oraz dżdżownicę. Zachęceni jej przykładem również inni uczniowie zabrali się do roboty. Wkrótce widzieliśmy już pajęczynę, w którą zaplątało się kilka mszyc. Potem &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kosarze" target="_blank"&gt;kosarza&lt;/a&gt; i jeszcze kilka owadów. W sumie niewiele. Wszystkie „robale” były przy tym dość niemrawe. Przeciwnie do nas czy do ptaków nie wytwarzają stałej temperatury ciała. Mówi się, że są &lt;a href="http://aneksy.pwn.pl/biologia/1478357_1.html" target="_blank"&gt;zmiennocieplne&lt;/a&gt;, czyli mają taką zmienną ciepłotę – mniej więcej taką, jaka panuje w środowisku. A ponieważ w listopadzie jest dość chłodno, i one się wyziębiają. Z powodu zaś niskiej temperatury ciała nie mogą się szybko poruszać. I to jest jeden z głównych powodów, dla których muszą się jakoś chronić przed nadchodzącą zimą. Część z dorosłych „robali” ginie jesienią. Zostawiają jedynie jajeczka, których zadanie polega na dotrwaniu do wiosny. Inne gatunki zimę przeżywają w postaci larw lub poczwarek. Ukrywają się one wówczas pod ziemią, w dziuplach, zakamarkach kory, wśród liści lub w ludzkich siedzibach. Takie same sztuczki stosują te zwierzęta, które jednak postanawiają przetrwać najtrudniejszy czas w postaci dorosłej. Też ukrywają się i zapadają w stan letargu. Liczą, że uda im się pozostać niezauważonymi przez całą zimę. Bywa to jednak trudne. Właśnie te ptaki, które, jak sikorki spędzają zimę w kraju, specjalizują się w wyszukiwaniu takich poukrywanych gdzieniegdzie przysmaków. Latają stadkami i oglądają każdą gałązkę czy załomek kory. I rzeczywiście, sporo udaje im się znaleźć. Dzięki temu mogą dotrwać do wiosny.&lt;br /&gt;Bardzo mi się podobało, że dzieci tak zaangażowały się w poszukiwanie zwierząt w lesie. Naprawdę je to ciekawiło. Ida przygotowała nawet obrazek – trochę rysunek, trochę wyklejankę – z widokiem jesiennego lasu. A mnie jeszcze czeka podobna wycieczka z klasą Kacpra. Bardzo jestem ciekaw, jakie zwierzęta tym razem uda nam się zobaczyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SvawGoDxefI/AAAAAAAAAm4/dZdE0tawqBw/s1600-h/DSC00734.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401698430956435954" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SvawGoDxefI/AAAAAAAAAm4/dZdE0tawqBw/s200/DSC00734.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-829740671255980126?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/829740671255980126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=829740671255980126' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/829740671255980126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/829740671255980126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/gdzie-sie-podziay-zwierzeta-przyznam.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Svav_ik93MI/AAAAAAAAAmw/SI8ZdCia_MY/s72-c/DSC00735.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3252993709689173124</id><published>2009-11-02T09:32:00.009+01:00</published><updated>2010-04-19T10:05:59.822+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rośliny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='drzewa'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/jak-liscie-odpadaja-z-drzew-z.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;Jak liście odpadają z drzew?&lt;/span&gt; &lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Su6ZIxDjCHI/AAAAAAAAAmo/tdV1GmJM5HE/s1600-h/DSC00730.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5399421379150022770" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Su6ZIxDjCHI/AAAAAAAAAmo/tdV1GmJM5HE/s200/DSC00730.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Z jesiennymi liśćmi ostatnio mieliśmy sporo roboty. I nie mówię o sobotniej wycieczce do lasu, podczas której z przyjemnością w nich brodziliśmy. To ciekawe zresztą, jak wielu ludzi uwielbia „szurać” w stosach opadłych jesiennych liści. Najwięcej roboty z nimi mieliśmy jednak tydzień wcześniej. Kacper dostał bowiem zadanie domowe, które polegało na wyczyszczeniu z miąższu jesiennych liści klonu tak, by została jedynie siateczka ich nerwów.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Przepis na tę pracę był w podręczniku. I pierwsze etapy nie były aż tak trudne. Najpierw zebraliśmy trochę opadłych liści klonu. Potem pół godziny gotowaliśmy je w roztworze sody (łyżka proszku na litr wody). Następnie przepłukaliśmy je, położyliśmy na papierowym ręczniku i odsączyliśmy z wody. I teraz zaczął się najbardziej męczący etap. Szczoteczkami do zębów dzieci delikatnie zdrapywały miąższ z liści. Tyle że gdy tylko za mocniej przycisnęły szczoteczkę, liść rwał się na kawałki. Gdy przyciskały za słabo, miąższ nie schodził. Pierwsze efekty pracy nadawały się więc do wyrzucenia. Na szczęście ugotowaliśmy tyle liści, że przy kolejnych egzemplarzach dzieciom udało się załapać właściwy rytm. I gdy tak ciężko pracowały, zaczęły dopytywać się mnie, jak to właściwie dzieje się, że liście odpadają jesienią z drzew.&lt;br /&gt;Zima to dla drzew bardzo trudny czas. Długie noce i brak światła utrudniają produkcję pokarmu w liściach. Niska temperatura może doprowadzić do zamarzania w nich wody, co poniszczyłoby komórki. Ale przede wszystkim drzewa boją się… suszy. Tak, nie pomyliłem się. W czasie mrozów korzenie mają poważne kłopoty z pobieraniem wody z gleby. Drzewo musi więc bardzo oszczędzać ten cenny płyn. A najwięcej ucieka go właśnie przez liście (a konkretnie przez drobne otworki zwane szparkami na ich powierzchni). Jeśli się ich pozbędzie jesienią, to zimą nie grozi śmierć z przesuszenia. Do wyjątków należą drzewa, których liście są odpowiednio chronione przed ucieczką wody. To oczywiście sosny, świerki czy jodły. Ich liście, zwane igłami, mają małą powierzchnię, pokryte są grubą warstwą ochronną i zawierają mniej otworków. Dlatego choć rośliny iglaste nie pozbywają się listowia na zimę, to nie cierpią zimą z przesuszenia.&lt;br /&gt;Pozostałe drzewa, zwane liściastymi, nie mają wyboru. Jak nie chcą umrzeć z pragnienia, muszą pozbyć się liści. Zanim to się stanie, roślina zabiera z liścia to, co tam najcenniejsze: substancje odżywcze. Zielony barwnik, który latem pozwalał na wykorzystanie energii słonecznej, rozkłada się. Bez jego pomocy zaś promienie słoneczne mogą przeszkadzać w procesie ratowania zapasów na zimę. By chronić je przed zniszczeniem, roślina wytwarza czerwone barwniki. Dlatego właśnie jesienne liście mają tak intensywne czerwone kolory. Tak przynajmniej uważa część badaczy, bo bardzo interesująca dyskusja nad funkcją jesiennych barw jeszcze się nie zakończyła. Ale wszystkich hipotez nie będę tu relacjonował. Ciekawych odsyłam do fachowych publikacji (np. w &lt;a href="http://www.sciencedirect.com/science?_ob=ArticleURL&amp;amp;_udi=B6VJ1-4VGCGM0-3&amp;amp;_user=10&amp;amp;_coverDate=03%2F31%2F2009&amp;amp;_alid=1073604328&amp;amp;_rdoc=3&amp;amp;_fmt=high&amp;amp;_orig=search&amp;amp;_cdi=6081&amp;amp;_sort=r&amp;amp;_docanchor=&amp;amp;view=c&amp;amp;_ct=32&amp;amp;_acct=C000050221&amp;amp;_version=1&amp;amp;_urlVersion=0&amp;amp;_userid=10&amp;amp;md5=fb6d4d318c581e413802f3563ab41be9" target="_blank"&gt;„Trends in Ecology and Evolution”&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;W każdym razie, gdy już drzewo zabierze z liścia, co najcenniejsze, chce się go pozbyć. Akcję zaczyna u nasady ogonka liściowego, gdzie znajduje się warstwa nieco mniejszych komórek. Połączone one są ze sobą rodzajem roślinnego „kleju”. Jesienią drzewo rozpuszcza klej w tym miejscu. Komórki w tym momencie nie mają się jak siebie trzymać i łatwością oddzielają się od siebie. Wystarczy wówczas lekki podmuch wiatru, a ogonek liściowy w tym właśnie miejscu rozłamuje się. Łatwo to sprawdzić podczas jesiennej wycieczki do lasu. Tak właśnie zrobiliśmy w ostatnią sobotę. Podchodziliśmy do drzew, na których liście przybrały już brązową, żółtą lub czerwoną barwę, po czym delikatnie naciskaliśmy na nie. Ogonek liściowy często pękał natychmiast, a liść zostawał w naszym ręku.&lt;br /&gt;A, jeszcze pochwalę moje dzieci! Udało im się tak ładnie wyczyścić klonowe liście z miąższu, że Kacper dostał szóstkę! Na dowód na górze załączam zdjęcie efektu ich ciężkiej pracy. &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3252993709689173124?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3252993709689173124/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3252993709689173124' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3252993709689173124'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3252993709689173124'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/11/jak-liscie-odpadaja-z-drzew-z.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Su6ZIxDjCHI/AAAAAAAAAmo/tdV1GmJM5HE/s72-c/DSC00730.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7141634543819367152</id><published>2009-10-23T13:32:00.003+02:00</published><updated>2010-04-19T09:39:05.447+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/10/czy-wazki-moga-nas-pogryzc-panie-wojtku.html"&gt;Czy ważki mogą nas pogryźć?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KJm3MYcthDY&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KJm3MYcthDY&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;„Panie Wojtku, panie Wojtku, one mnie pogryzą!” – krzyczał Michał, kolega Kacpra. Kilka tygodni temu, gdy jeszcze była ładna pogoda, wybraliśmy się na wycieczkę w Lasy Chojnowskie pod Warszawą. Zabraliśmy ze sobą także Michała, który razem z moim synem chodzi do klasy. Ciepło słońca wywabiło owady. Ida i Kacper, przyzwyczajeni do widoku wszelkich „robali”, natychmiast pobiegli nad rzeczkę Czarną, by sprawdzić, co ciekawego można tam zobaczyć. Michał na początku ruszył za nimi, ale gdy wokół niego zaczęły krążyć duże, czerwone ważki, nagle zaczął krzyczeć, machać rękami i biegać dookoła. „Przecież to tylko ważki” – powiedziałem, chcąc go uspokoić. „Ważki? Ważki mnie pogryzie?!” – wołał dalej Michał.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Prawda, że ważka to jeden z najgroźniejszych drapieżników. Tyle że wyłącznie w świecie owadów. Świetnie lata, trochę tak jak helikopter. Pruje powietrze w pogoni za ofiarami, gwałtownie zmieniając kierunek i szybkość. Gdy wreszcie dopędzi jakąś muchę czy motyla, łapią go w locie nogami i mocno przytrzymując, zaczyna konsumpcję. Niektóre gatunki pożerają ofiarę jeszcze w locie. Inne przysiadają na liściach, by zdobycz rozszarpać najpierw na kawałki. Pomagają im w tym masywne narządy gębowe typu gryzącego. Na górze zamieściłem filmik, który pokazuje, jak wygląda takie polowanie ważki na inne owady.&lt;br /&gt;Mimo tak doskonałego wyposażenia w niebezpieczną broń, ważki ludziom krzywdy zrobić nie mogą. Podobnie zresztą jak zdecydowana większość owadów i pajęczaków, które wzbudzają tak wielki lęk. Po prostu nie potrafią przegryźć naszej skóry. Ponieważ ludzie ostatnio bardzo oddalili się od przyrody, nie znają owadów i nie wiedzą, które mogą być groźne, a które nie. W Polsce żyje naprawdę niewiele takich, które mogą nam zaszkodzić. To są te, które mają oręż przygotowany do obrony gniazda przed wielkimi zwierzętami czy ludźmi. Krajowe mrówki na przykład mogą nas opryskać kwasem. Nie jest to przyjemne uczucie, ale też prawdę mówiąc nie aż tak strasznie bolesne. No, chyba, że rzuci się na nas hurtem mnóstwo mrówek. To się zdarza wyłącznie jednak wtedy, gdy im naprawdę zaszkodzimy, na przykład siadając na mrowisku. Użądlić nas z kolei mogą pszczoły, trzmiele, osy i szerszenie. Pszczoły mają żądła z haczykami. Jak je wcisną w nasze ciało, to już go wyciągnąć nie mogą. Wyrywa im się wówczas kawałek ciała i napastnicy giną. Taki atak to dla niej zatem naprawdę prawdziwa ostateczność. Haczyków nie mają za to żądła trzmieli, os i szerszeni. Te owady też jednak atakują nie dla przyjemności i nie celem pożarcia nas, lecz w obronie swojej lub swego gniazda. Najgorzej, że możemy im zaszkodzić przypadkiem, jak choćby wówczas, gdy przydusimy je niechcący nogą lub ręką. Na szczęście, jeśli użądlą nas pojedyncze trzmiele czy osy, to jeszcze nie jest tak bardzo niebezpieczne. Najgorzej, gdy na atak zdecyduje się szerszeń. Wtedy robi się naprawdę groźnie. Znam ludzi, którzy po użądleniach dwóch takich owadów dostali gorączki i zachorowali. Jeśli więc szerszenie – a też trzmiele, osy czy pszczoły – naprawdę się na nas rozzłoszczą i chcą zaatakować, to pierwsza zasada brzmi: żadnych gwałtownych ruchów. Należy się spokojnie zachowywać i powoli, acz zdecydowanie wycofywać z miejsca zagrożenia.&lt;br /&gt;Nawet więc gdyby ważki mogły użądlić człowieka, to bieganie i machanie rękami tylko by nam zaszkodziło. Na szczęście nie mogą. Kiedy Michał się uspokoił, Kacper postanowił zrobić mu numer. Wiedział, że larwy ważek żyją w wodzie. Są równie żarłoczne i drapieżne, co dorosłe postacie, tyle że polują na małe rybki, kijanki i przeróżne drobne wodne bezkręgowce. Na dole filmik o tym, jak taka larwa – w przedziwnym splocie okoliczności - upolowała dorosłą postać. Mój syn po cichu złapał larwę ważki do słoika i gdy Michał podszedł do niego, podstawił mu pod oczy wołając „Zaraz ją na ciebie wyleję!”. „A, ratunku!” – krzyknął kolega Kacpra. Złapał się mego syna i o mało nie zrzucił go do rzeczki. Zachwiał się przy tym i sam wpadł do pobliskiej kałuży. Na szczęście zamoczył tylko jeden but.&lt;br /&gt;Tak, strach przed przyrodą bywa bardziej niebezpieczny niż sama przyroda.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cJxM3Y90Uwk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cJxM3Y90Uwk&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7141634543819367152?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7141634543819367152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7141634543819367152' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7141634543819367152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7141634543819367152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/10/czy-wazki-moga-nas-pogryzc-panie-wojtku.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2751959646281840988</id><published>2009-10-17T10:53:00.006+02:00</published><updated>2010-04-19T09:40:32.072+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/10/co-jedza-mrowki-alez-czas-przyszed.html"&gt;Co jedzą mrówki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Dhi-SYxNPFw&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Dhi-SYxNPFw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ależ czas przyszedł! Najpierw lał deszcz, potem spadł śnieg, zrobiło się zimno, a my trochę się pochorowaliśmy i dawno nie byliśmy na wycieczce przyrodniczej. W sumie to dobry moment, by jeszcze raz powspominać nasze wakacje w Beskidzie Niskim. Jak już &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/po-co-jest-wszystko-wreszcie-mielismy.html" target="_blank"&gt;tu pisałem&lt;/a&gt;, chodziliśmy wówczas razem po górach i mnóstwo ze sobą rozmawialiśmy. Padło tyle pytań, że starczyłoby na zapełnianie tego blogu przez wiele miesięcy. Schodząc raz z gór na przykład, naszą uwagę przyciągnął sznur mrówek, który przecinał szlak. Pochyliliśmy się nad nimi, wykorzystując je trochę jako pretekst do odpoczynku. A mi przyszło do głowy, by wylać kilka kropel soku jabłkowego na kamień, który one akurat przekraczały. Potem jeszcze pokruszyłem herbatniki i rozsypałem je na ścieżce mrówek. Dzieci zaraz zaczęły mnie naśladować, twórczo oczywiście. A mrówki tak się rozochociły, takie hece wyprawiały, że na ich obserwacji spędziliśmy kolejne pół godziny.&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Bo tak: kilka z nich zatrzymało się nad brzegiem „jabłkowego jeziorka”. Najpierw opukały ten dziwny twór czułkami, sprawdziły smak, wreszcie zatrzymały się w bezruchu i zaczęły pić. Stopniowo krąg owadów powiększał się. A jeziorko powoli, ale konsekwentnie się zmniejszało. Te mrówki, które opiły się słodką cieczą, wracały do kolumn i dalej maszerowały w stronę mrowiska. Po drodze miały do pokonania stromą skarpę, która przecinała szlak. I tak zresztą miały łatwiej niż te owady, które zajęły się okruchami ciastek. Zupełnie się nie spodziewaliśmy, że popularne herbatniki &lt;em&gt;petit beurre&lt;/em&gt; (czyli „małe maślane”) zrobią taką furorę wśród mrówek. Gdy tylko opukały i posmakowały ciastek, natychmiast zabrały się za ich transport. Przy najmniejszych okruchach szło im dość sprawnie. Niosły je albo w pojedynkę, albo po dwie. Trudniej miały, gdy zabierały się za cięższe kawałki. Samodzielność wówczas nie popłacała i mrówki musiały zbierać się większą grupę. Owady nie skrzykiwały się jednak, nie namawiały, lecz po prostu najpierw do kawałka ciastka przyczepiała się jedna mrówka, potem druga, trzecia, czwarta aż do momentu, gdy się znalazło ich tyle, by razem przesunąć okruch w stronę mrowiska. Cała ta wielka akcja małych owadów doprowadziła nas do pytania, czym tak naprawdę żywią się mrówki? Przecież nie ciastkami!&lt;br /&gt;Dla porządku wyjaśnię, że obserwowaliśmy &lt;a href="http://bpn.com.pl/index.php?option=com_docman&amp;amp;task=doc_download&amp;amp;gid=28&amp;amp;Itemid=" target="_blank"&gt;rude mrówki leśne&lt;/a&gt;.To ogólna nazwa na kilka pospolitych i podobnych do siebie gatunków, które budują wielkie mrowiska w lasach i mają rudo-czarne barwy. Korzystają z dość zróżnicowanego pokarmu. Przede wszystkim lubią słodkości – dlatego dobrały się do ciastek i soku jabłkowego. W naturalnych warunkach takich rarytasów raczej nie znajdują w lesie. Cukrów dostarczają im inne owady - mszyce oraz czerwie, które pasożytują na roślinach. Te małe zwierzątka wysysają soki z liści czy łodyg. A ponieważ w roślinach zwykle jest mało białko, a mnóstwo cukru, mszyce oraz czerwie nadmiar słodkości wydalają w postaci kropelek zwanych spadzią. I to właśnie tę ciecz tak chętnie zlizują mrówki. Te słodkości uwielbiają tak mocno, że ich producentów strzegą jak pasterze owiec. Walczą z każdym intruzem, który chce pożreć mszyce. Na górze zamieszczam fragment filmiku z moim ulubionym prezenterem, &lt;a href="http://www.davidattenborough.co.uk/" target="_blank"&gt;Davidem Attenborough&lt;/a&gt;, na którym widać właśnie jak mrówki bronią swoich mszyc przed biedronką.&lt;br /&gt;Ale, tak jak i ich zwierzęta hodowlane, mrówki potrzebują także białka. Chętnie zatem dobierają się do martwych lub żywych zwierząt, które znajdą w pobliżu gniazda. Nie są przy tym wybredne i po prostu łapią to, czego jest najwięcej. Gdy zatem las przeżywa inwazję gąsienic, rude mrówki pracowicie znoszą je do mrowiska, dzielą na kawałki i zjadają. Jeśli zaś w pobliżu mrowiska podrzucić im martwą mysz czy kreta, będą dokładnie oczyszczać ich kości z mięsa. Niedawno rozmawiałem z &lt;a href="http://www.nencki.gov.pl/pl/struktura/neurofizjologia/lab_03.html" target="_blank"&gt;prof. Ewą J. Godzińską&lt;/a&gt; z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego w Warszawie, która od wielu lat bada zwyczaje mrówek. Powiedziała mi, że z najnowszych badań wynika, jakoby dla robotnic w zasadzie wystarczało żywienie się spadzią. Mięsko, które tak skrzętnie znoszą do mrowiska, służy głównie do karmienia larw oraz królowej.&lt;br /&gt;Ale tego już nie sprawdzaliśmy. Rude mrówki leśne, które obserwowaliśmy w Beskidzie Niskim, zajmowały się wyłącznie herbatnikami i sokiem. Smacznego! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2751959646281840988?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2751959646281840988/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2751959646281840988' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2751959646281840988'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2751959646281840988'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/10/co-jedza-mrowki-alez-czas-przyszed.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3803998970158282015</id><published>2009-10-08T23:03:00.004+02:00</published><updated>2010-04-19T09:18:20.076+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/10/jak-dziaa-szczepionka-nie-nie-okamaem.html"&gt;Jak działa szczepionka?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Te-rDGG4azc&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Te-rDGG4azc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Nie, nie okłamałem Kacpra! Nigdy tego nie robię. Ale gdy podpisywałem zgodę, by w szkole podano mu szczepionkę, nie powiedziałem całej prawdy. „Zanieś to oświadczenie pani pielęgniarce” oznajmiłem mu tylko. „A co to jest?” zapytał mój dociekliwy syn. „A takie tam… – kręciłem. – Idź już zresztą, bo znowu spóźnisz się do szkoły. No, szybko!”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Bałem się mu powiedzieć całą prawdę, bo dobrze pamiętałem zeszły rok, gdy w szkole podano mu pierwszą dawkę szczepionki przeciw &lt;a href="http://www.echirurgia.pl/watroba/wirusowe_zapalenie_watroby_typu_a.htm" target="_blank"&gt;wirusowemu zapaleniu wątroby typu A&lt;/a&gt;. Tę chorobę zwie się też żółtaczką pokarmową. Wywołuje ją wirus, który przedostaje się do organizmu najczęściej wraz z jedzeniem – szczególnie brudnym lub niedogotowanym. Objawy bywają nieprzyjemne: nudności, wymioty, ból brzucha, mięśni, swędzenie skóry, czasem uszkodzenie narządów wewnętrznych. Uznałem więc, że warto Kacpra przed takimi przygodami zabezpieczyć. Mój syn jednak bardzo się wtedy przestraszył strzykawki. Na jej widok rozpłakał się. W końcu usiadłem razem z nim w gabinecie pielęgniarskim i przytrzymywałem go w czasie zabiegu. Sądziłem więc, że w tym roku, gdy Kacper jest już w drugiej klasie i czeka go druga dawka tej samej szczepionki, sytuacja się powtórzy. Tyle że ja nie będę mógł być przy nim w czasie zastrzyku.&lt;br /&gt;Ale gdy odebrałem Kacpra ze szkoły, okazało się jak bardzo się pomyliłem. „Miałem szczepionkę!” – krzyknął radośnie mój syn. „O zobacz, tu mam ślad” – odsłonił ramię. Ale widniała tam nie czerwona kropka, jak zwykle po zastrzyku, ale kreska. „Wygląda jakby pielęgniarce obsunęła się strzykawka” – powiedziałem z niepokojem. „Chyba tak – odparł Kacper. – Ale i tak w ogóle nie płakałem. A teraz już nie będę chorował na żółtaczkę! Nie będę chorował!” – cieszył się. Takiej reakcji w życiu się nie spodziewałem. Po prostu zaniemówiłem. „Tato – dodał po chwili Kacper – a jak działa szczepionka?”&lt;br /&gt;Nasze ciało ma specjalny system obrony, który atakuje zarazki. Jeśli jednak w organizmie pojawią się chorobotwórcze bakterie czy wirusy, organizm nie zawsze zwalcza je od razu. Zarazki mają więc trochę czasu, by się rozmnożyć, wywołać nieprzyjemne obawy czy nawet uszkodzić niektóre narządy. I to właśnie odczuwamy jako chorobę. Choć armie organizmu działają z pewnym opóźnieniem, to na wojnę idą z potężną bronią: przeciwciałami. Ich zadaniem jest precyzyjne rozpoznanie wroga i oznakowanie go. To dopiero pozwala komórkom-zabójcom na dotarcie do niebezpiecznych intruzów i ich całkowite zniszczenie.&lt;br /&gt;Przeciwciała krążą w naszym ciele od urodzenia. Mamy ich mnóstwo rodzajów, ale zwykle każdy typ nie jest zbyt liczny. Gdy jednak natrafi na swego nieprzyjaciela, to organizm zaczyna produkować jak najwięcej kopii tego konkretnego przeciwciała. Dzięki temu coraz więcej zarazków zostaje oznakowanych, a potem zabitych przez komórki obronne. W końcu dochodzi do całkowitej eliminacji przeciwnika.&lt;br /&gt;Po takiej akcji przeciwciała wyspecjalizowane w rozpoznawaniu tej określonej bakterii czy wirusa pozostają jednak w naszym organizmie. Również komórki, które je wytwarzają, są w stanie podwyższonej gotowości. Jeśli zarazek zaatakuje ponownie, zostanie rozpoznany błyskawicznie i zniszczony jeszcze zanim zdoła nabroić. Często nawet nie zauważymy wówczas, że zagroziło nam niebezpieczeństwo.&lt;br /&gt;Ten naturalny proces wykorzystują właśnie twórcy szczepionek. W zastrzyku znajdują się bowiem osłabione lub martwe zarazki albo też ich wybrane kawałki. Nie potrafią one wywołać choroby, ale wzbudzają czujność organizmu. Ciało wytwarza liczne przeciwciała, które rozpoznają te właśnie bakterie lub wirusy. Ci strażnicy będą potem przez długie lata krążyć we krwi przygotowani do namierzenia konkretnych wrogów. I jeśli natrafią na żywe zarazki, które ruszyły do ataku, przyczepiają się do nich i umożliwią szybkie zniszczenie.&lt;br /&gt;Dzięki temu nie musimy przechodzić choroby, by zyskać na nią odporność. Takiej jak wirusowe zapalenie wątroby typu A, o którym opowiada na załączonym filmiku zarazek. Warto więc się szczepić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Dziękuję Piotrkowi Kossobudzkiemu za pomoc w wyjaśnianiu zagadek działania układu odpornościowego.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3803998970158282015?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3803998970158282015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3803998970158282015' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3803998970158282015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3803998970158282015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/10/jak-dziaa-szczepionka-nie-nie-okamaem.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-8504057665678646010</id><published>2009-09-29T23:56:00.005+02:00</published><updated>2010-04-19T09:27:06.711+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='astronomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='drzewa'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/o-co-pytaja-czytelnicy-na-poczatek.html"&gt;O co pytają czytelnicy?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2aFGNGEcDOk&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2aFGNGEcDOk&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Na początek przepraszam wszystkich, którzy przysłali do mnie swoje pytania i tak długo czekali na wyjaśnienie. Cóż, wciąż pierwszeństwo daję dzieciom. No i znalezienie poprawnej odpowiedzi zajmuje mi niemało czasu. Tym bardziej, że Wasze pytania bywają naprawdę trudne. Niemniej wreszcie trochę zaległości udało mi się nadrobić. Zapraszam do lektury!&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego drzewa pękają po uderzeniu pioruna w czasie burzy?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Pewne dziecko zapytało mnie: dlaczego drzewa pękają po uderzeniu pioruna w czasie burzy?” – napisał do mnie czytelnik Radek Nowak już dawno temu. Tak dawno, że wstyd się przyznać. O pomoc poprosiłem dr Ryszarda Szczygła z &lt;a href="http://www.ibles.pl/struktura/dyrekcja" target="_blank"&gt;Instytutu Badawczego Leśnictwa&lt;/a&gt;. „Piorun posiada bardzo dużą energię cieplną” – wyjaśnił mi na początek. Jeśli więc uderzy w drzewo, doprowadza do wrzenia wody, która znajduje się w roślinie. Powstająca wówczas para ma większą objętość niż płynna woda i z ogromną siłą napiera od wewnątrz na pień drzewa. W krótkiej chwili pęka ono z wielkim hukiem.&lt;br /&gt;Mechanizm jest więc dość podobny jak przy trzaskaniu drzewa w ogniu, co już &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/02/co-trzaska-w-ogniu-ogien-dziwnie.html" target="_blank"&gt;tu kiedyś&lt;/a&gt;, również z pomocą dra Szczygła, wyjaśniałem. Tyle że piorun ma dużą większą energię niż płomień ogniska, więc i siła wybuchu jest znacznie większa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak wiadomość może dotrzeć z Ziemi do innej galaktyki?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tym razem pytanie pochodzi od Konstatantego, który nieraz zagląda na nasz blog. Jego komentarze zawsze chętnie czytamy. Tym bardziej więc cieszę się, że rozwiązałem zagadkę, którą przesłał. „Ostatnio oglądałem program o tym, jak wysyłamy w kosmos wiadomość dla obcej cywilizacji – pisał Konstatanty. - Wiadomość wysłano w postaci sygnału radiowego w kierunku jakiejś przeraźliwie odległej galaktyki. I tu mam kłopot, przespałem pewnie jakiś wykład: w jaki sposób taka wiadomość może w ogóle dotrzeć? czyżby mknęła prosto jak kapsuła? nie rozpraszała się jak to zwykle czynią fale?”. Tym razem wsparł moje poszukiwania &lt;a href="http://www.cft.edu.pl/~lech/" target="_blank"&gt;prof. Lech Mankiewicz&lt;/a&gt; z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, któremu właśnie nasze &lt;a href="http://www.naukowi.pl/" target="_blank"&gt;Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych Naukowi.pl&lt;/a&gt; przyznało nagrodę &lt;a href="http://www.naukowi.pl/node/264" target="_blank"&gt;„Odkrywcy roku 2009”. &lt;/a&gt;„Pana czytelnik ma dobre intuicje” – napisał mi astrofizyk w liście. Zacznijmy od tego, że gdyby wiadomość wysłano w postaci jednorodnej fali, to jej siła bardzo szybko by zmalała. To tak jak po włączeniu zwykłej żarówki – jej blask słabnie wraz z odległością tak szybko, że z większego dystansu w ogóle jej nie widać. Wiadomość więc trzeba by wysłać jako wiązkę skoncentrowaną. A zatem nie światło zwykłej żarówki, ale snop światła skierowany w konkretną stronę. Takie promieniowanie doniosłoby wiadomość dużo dalej. O ile nie natrafiłoby w kosmosie na jakieś utrudnienia. Bo – jak powiedział prof. Mankiewicz - „próżnia próżnią, ale w przestrzeni jest materia międzygalaktyczna, pył” i to na tych przeszkodach wiązka mogłaby się rozproszyć. „Efekt jest jednak tym mniejszy, im większa jest energia cząstek w wiązce, a bardzo wysoko energetyczne promieniowanie jest przenikliwe:. W sumie wysyłając wiązkę, uda się zapewne tak dobrać parametry, żeby dotarła w dobrym stanie do odbiorcy. Pod warunkiem, że nie jest zbyt daleko”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego owady latają wokół lampy?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To pytanie zadała mi Agnieszka Szymczak, z wykształcenia archeolog, obecnie dziennikarka naukowa. A rozwiązania zagadki udzielił &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Zbigniew_Czachorowski" target="_blank"&gt;prof. Stanisław Czachorowski&lt;/a&gt;. Otóż w najkrótszym ujęciu chodzi o to, że owady traktują lampę tak samo jak Księżyc. Stworzenia te ewoluowały w czasach, gdy nie było sztucznego światła nocą. Podczas lotów po ciemku mogły się więc kierować głównie blaskiem naturalnego satelity Ziemi. Przystosowały się do tego i nocą nauczyły się obierać stały kąt lotu względem najjaśniejszego ciała na niebie. „Księżyc jest daleko, więc owad może przelecieć dziesiątki kilometrów a punkt orientacyjny będzie w tym samym miejscu ‘na niebie’” – pisze prof. Czachorowski. Jeśli więc zwierzę będzie lecieć pod stałym kątem do niego, bez kłopotu dotrze tam, gdzie zamierzało. Gorzej, gdy tak samo nocy lotnik potraktuje lampę czy świeczkę. „Jeśli będzie starał się utrzymać stały kąt lotu względem źródła światła, to kierunek lotu będzie spiralny, wokół źródła światła, aż do dotknięcia (w przypadku świecy spłonie w ogniu)” – twierdzi entomolog.&lt;br /&gt;I tak w skrócie można wyjaśnić tę tajemnicę.&lt;br /&gt;„No dobrze – odpowiedziała na to Agnieszka – ale u mojej mamy owady krążą wokół lampy nawet, gdy jest wyłączona. Dlaczego?”. Moim zdaniem to już nie w porządku! Na takie pytania się nie zgadzam, Agnieszko!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego sierp Księżyca widać także za dnia?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;O wyjaśnienie tego zjawiska poprosił mnie mój druh serdeczny, Marcin Zalewski (a właściwie &lt;a href="http://www.cbe-pan.pl/_prive/profile/mzalewski/wyksztalcenie.htm" target="_blank"&gt;dr Marcin Zalewski z Centrum Badań Ekologicznych PAN&lt;/a&gt;). Zacząć trzeba od wyjaśnienia, dlaczego w ogóle księżyc zmienia kształt. Otóż dlatego, że obraca się wokół Ziemi w cyklu 28 dni. Gdy znajdzie się po przeciwnej stronie naszej planety niż Słońce, cała jego tarcza widoczna z Ziemi jest oświetlona i widzimy wówczas pełnię. Gdy zaś przesunie się na dokładnie tę samą stronę, co Słońce, gwiazda będzie oświetlała tę jego część, której nie widać z Ziemi. Tarcza, na którą my patrzymy, będzie ciemna. Mówimy wówczas, że Księżyc jest w nowiu. W każdej z pośrednich faz tarcza naszego satelity będzie częściowo oświetlona i tak właśnie ją będziemy widzieć. Szczegóły przedstawia filmik, który zamieściłem na górze tego wpisu.&lt;br /&gt;I teraz przechodząc do ścisłej odpowiedzi na pytanie Marcina. Otóż, gdy Księżyc jest w pełni, znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie nieba niż Słońce. Kiedy Słońce wschodzi, Księżyc znajduje się na zachodzie. Gdy Słońce zachodzi, Księżyc wschodzi. A największą wysokość na niebie osiąga około północy. Gdy natomiast Księżyc jest w nowiu, to z naszego punktu widzenia na niebie znajduje się blisko Słońca. Razem z nim wschodzi i razem z nim zachodzi. W pośrednich fazach znajduje się oczywiście w pośredniej odległości od Słońca i w takim właśnie dystansie „podąża” za nim na niebie (z naszego punktu widzenia). Częściowo będzie więc widoczny za dnia, a częściowo w nocy. W pierwszej kwadrze (czyli po nowiu) Księżyc wschodzi, gdy Słońce wyznacza południe, a zachodzi o północy. W ostatniej kwadrze (czyli po pełni) Księżyc wschodzi o północy, a zachodzi w południe. Jeśli mimo wszystko nie brzmi to do końca zrozumiale, to proszę zajrzeć na &lt;a href="http://www.pd.astro.it/education/PlanetV/planetarium/L11_00S.html" target="_blank"&gt;tę stronę&lt;/a&gt;. Można tam obejrzeć rysunki, które moim zdaniem wyjaśniają wszystko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-8504057665678646010?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/8504057665678646010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=8504057665678646010' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/8504057665678646010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/8504057665678646010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/o-co-pytaja-czytelnicy-na-poczatek.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7866278476337084222</id><published>2009-09-22T23:13:00.003+02:00</published><updated>2009-09-22T23:20:51.426+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/dlaczego-czowiekowi-musi-pupa-wystawac.html"&gt;Dlaczego człowiekowi musi pupa wystawać?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HOLVemkQajw&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HOLVemkQajw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;„Skąd ci takie pytanie w ogóle przyszło do głowy?” - zagaiłem Idusię. „Bo patrzyłam na Kacpra, patrzyłam na siebie i zobaczyłam, że nam pupy wystają. To chciałam wiedzieć dlaczego” – odparła moja córka, zupełnie niezrażona moim zdziwieniem. Ale cóż, do odważnych świat należy. Postanowiłem więc znaleźć odpowiedź nawet na tak trudne pytanie.&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;W pierwszej chwili pomyślałem, że to z powodu mięśni w pośladkach, które muszą wspierać nogi podczas poruszania. Ponieważ jednak nie byłem pewien, czy moja hipoteza jest słuszna, zwróciłem się o pomoc do niezastąpionej Małgosi Załogi. Już &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/co-by-sie-stao-gdyby-poama-sie-miesien.html" target="_blank"&gt;tu kiedyś cytowałem &lt;/a&gt;tę zasłużoną dziennikarkę medyczną i chirurga, obecnie redaktorkę &lt;a href="http://www.national-geographic.pl/" target="_blank"&gt;„National Geographic Polska”&lt;/a&gt;. „Hipoteza w sumie nie taka głupia” – podsumowała Małgosia. Zaraz jednak dodała, że główny powód „wystawania pupy” leży zupełnie gdzie indziej, bo w ewolucyjnej przeszłości człowieka. Otóż nasza dwunożna postawa to wynalazek sprzed raptem kilka milionów lat. Jak na ewolucję, to naprawdę nie aż tak wiele. Nasi prapraprzodkowie poruszali się na czterech kończynach i do tego przystosowany był plan budowy całego ciała. Nogi znajdowały się wówczas pod spodem tułowia, nieco przesunięte w przód od pupy. Tak po prostu było najwygodniej i najbardziej stabilnie. Gdy jednak postanowili przenieść ciężar ciała na dwie nogi, by przednią parę zamienić w chwytne ręce, tylne kończyny siłą rzeczy nie znalazły się wprost pod pionową osią ciała, lecz nieco z przodu. Pupa w takim układzie w naturalny sposób nieco wystawała z tyłu. Ale utrzymanie tak nowoczesnej postawy ciała wymagało wiele trudu. Przecież nie dość, że przodkowie mieli kłopoty z równowagą, to jednocześnie ciężar ciała, niegdyś rozłożony na czterech kończynach, teraz oparł się na tylko dwóch. „Mięśnie pośladkowe musiały bardzo zmężnieć, żeby utrzymać nogi w nienaturalnej postawie pionowej – wyjaśnia Małgosia .- Dlatego są dość przerośnięte jak na zbliżone do nas gabarytami zwierzątka. Nasi czworonożni kuzyni - małpy - mięśnie pośladków mają słabawe”.&lt;br /&gt;I znów okazało się, że bez pojęcia o ewolucji nie da się zrozumieć biologii. Również człowieka.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7866278476337084222?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7866278476337084222/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7866278476337084222' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7866278476337084222'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7866278476337084222'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/dlaczego-czowiekowi-musi-pupa-wystawac.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-705251590537577531</id><published>2009-09-14T11:15:00.006+02:00</published><updated>2009-09-15T13:39:20.747+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owady'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/jak-chrusciki-buduja-swoje-domki-tato.html"&gt;Jak chruściki budują swoje domki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 182px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381249475362459042" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sq4J4wK8jaI/AAAAAAAAAmI/qrgIu_4U9hA/s200/Caddisfly-larva.jpg" /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;„Tato, tato, zobacz co znalazłem!” – Kacper przybiegł z pełną garścią czegoś brązowego. „To domki chruścików” – wołał dalej – „Napiszmy o nich na naszym blogu!”. Tak, chruściki to jedne z naszych ulubionych zwierząt. Są bardzo pospolite, łatwe do obserwacji, niezwykle ciekawe, a przy tym dziwnie mało znane. Widujemy je choćby podczas weekendowych wypraw nad rzeczkę Zieloną obok Warszawy. Ale tak naprawdę można je zobaczyć chyba we wszystkich wodach słodkich w Polsce. Trzeba się tylko trochę przypatrzeć dnu rzeki, jeziora czy stawu. A po chwili widzi się, jak łażą po nim jakieś patyczki, pozlepiane ziarnka piasku, drobne muszelki czy fragmenty roślin. To są właśnie domki, wewnątrz których tkwi larwa chruścika. Gdy dojrzeje, przepoczwarzy się i wyjdzie z wody w postaci w dorosłego, latającego owada.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;W rzeczce Zielonej częste są wahania wód. Zdarza się więc, że larwy chruścików nagle znajdą się powyżej poziomu rzeki. Giną, a my potem znajdujemy całe garście pustych już domków. Ponieważ nie przydadzą się kolejnym pokoleniom, można je sobie zabrać. Tak też kiedyś zrobiliśmy, a Kacper, który je gdzieś zachomikował w swoim pokoju, właśnie je odnalazł i przyniósł mi pokazać. „Dobrze, napiszemy o chruścikach” – odpowiedziałem na jego prośbę – „Ale co konkretnie?”. „No, jak budują swoje domki”.&lt;br /&gt;Budowa domku zaczyna się od uprzędzenia sieci. Dopiero w nią larwa chruścika wpasowuje „cegiełki”. To, jakiego rodzaju budulec wybierze na swój domek zależy i od jej genów, i od tego, znajdzie wokół siebie. &lt;a href="http://www.uwm.edu.pl/czachor/cv/" target="_blank"&gt;Prof. Stanisław Czachorowski&lt;/a&gt; na &lt;a href="http://www.uwm.edu.pl/czachor/Trichoptera.htm#_Typy_domków_i" target="_blank"&gt;swojej stronie internetowej&lt;/a&gt; pisze: „Gatunki żyjące w strumykach lub na brzegach wielkich jezior używają do budowy swych domków elementów cięższych, takich jak piasek, żwir, kawałki skorupek ślimaków. Natomiast gatunki żyjące przy powierzchni drobnych zbiorników wód stojących używają do tego celu cząstek roślin. Niektóre tną kawałki roślin na czterokątne kawałki, a następnie niezwykle starannie dopasowują je”. Są chruściki, które budują tak duże domki, że nie potrafią ich przenosić. Zwykle są one wówczas na tyle obszerne, że larwa może się w środku obrócić. Inne klecą wąskie domki, razem z którymi potrafią się przemieszczać. Podczas wędrówek przytrzymują sobie mieszkanie za pomocą wyrostka na odwłoku oraz haczykowatych odnóży. Na zewnątrz wystawiają tylko głowę i przednią część ciała wraz z pierwszymi odnóżami, ale gdy zagraża niebezpieczeństwo, nawet i cała larwa może się w środku schować. Wreszcie są i takie chruściki, które poprzestają na budowie sieci. Nie wpasowują w nią żadnych cegiełek. Wewnątrz nich mogą się swobodnie poruszać. A sieć służy im – tak jak i pająkom – do łowienia drobnych zwierzątek, którymi larwa się żywi. Niektóre chruściki domkowe też polują, innym jednak wystarczają rośliny lub drobne cząstki jedzenia znajdowane na dnie.&lt;br /&gt;Typów ich mieszkań jest wielka rozmaitość. Tym bardziej, że opisano już ponad 10 tysięcy dziś żyjących gatunków chruścików, a szacuje się, że kolejne 40 tysięcy czeka na odkrycie i nazwanie. W Polsce znanych jest 260 gatunków.&lt;br /&gt;W każdym razie ich obserwacja to prawdziwa frajda. I dla dzieci, i dla dorosłych. Ja tam zawsze lubię wpatrywać się w te „ruszające się patyczki i grudki piaski”.&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze dodam, że przy pisaniu tego tekstu korzystałem także z książki „Zwierzęta bezkręgowe naszych wód” &lt;a href="http://www.pth.home.pl/portal/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=31&amp;amp;Itemid=40" target="_blank"&gt;prof. Anny Stańczykowskiej&lt;/a&gt;. A zdjęcie larwy w domku pochodzi z &lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Caddisfly-larva.jpg" target="_blank"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-705251590537577531?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/705251590537577531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=705251590537577531' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/705251590537577531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/705251590537577531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/jak-chrusciki-buduja-swoje-domki-tato.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sq4J4wK8jaI/AAAAAAAAAmI/qrgIu_4U9hA/s72-c/Caddisfly-larva.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-9147360066840878289</id><published>2009-09-06T08:44:00.006+02:00</published><updated>2009-09-06T08:58:34.416+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meteorologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chmury'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/dlaczego-chmury-sa-od-spodu-paskie.html"&gt;Dlaczego chmury są od spodu płaskie?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/zl9nxd9TRec&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zl9nxd9TRec&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Wreszcie znalazłem odpowiedź! A szukałem jej już dość długo. Pytanie „Dlaczego chmury są od spodu płaskie?” Kacper zadał chyba ze dwa miesiące temu. Taka myśl nasunęła mu się, gdy spoglądał na niebo. „A są płaskie?” zdziwiłem się, bo sam nigdy tego nie zauważyłem. Szybko jednak musiałem przyznać mu rację. Potem całą rodziną co kilka dni patrzyliśmy w górę i sprawdzaliśmy, jak tym razem wyglądają chmury od spodu. Wręcz nabraliśmy odruchu spoglądania wzwyż i oceniania tego, co widzimy na niebie. I dość często chmury były od spodu płaskie. Tylko dlaczego?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu, za radą Tomka Kniołka, zadzwoniłem do &lt;a href="http://www.wgsr.uw.edu.pl/staff/kolszewski/" target="_blank"&gt;dr Krzysztofa Olszewskiego&lt;/a&gt; z Zakładu Meteorologii Uniwersytetu Warszawskiego. „Ależ to dziecko jest bystrym obserwatorem! – pochwalił mego syna, gdy tylko usłyszał dręczące mnie pytanie. – Zwykle przecież dzieci rysują chmury ‘kudłate’ od góry i od dołu”. Tymczasem w wielu przypadkach jest właśnie tak, jak to zauważył Kacper. A wyjaśnienie trzeba zacząć od tego, co już tu kiedyś pisałem w notatce &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/skad-sie-bierze-deszcz-alez-lao-nasz.html" target="_blank"&gt;„Skąd się bierze deszcz?”&lt;/a&gt;. Otóż gdy słońce przygrzeje, woda z rzek, jezior, mórz czy kałuż przechodzi w postać gazową. Nosi wówczas nazwę pary wodnej i jest lżejsza od ciekłej wody. Wraz z rozgrzanym powietrzem wędruje do góry. Im wyżej się znajdzie, tym niższa temperatura je otacza. Aż dociera na wysokość, na której jest tak zimno, że para wodna wraca do postaci ciekłej. Przybiera postać bardzo drobnych kropelek, które utrzymują się zawieszone w powietrzu formując chmurę. Wysokość, na której para wodna się skrapla, jest przy tym w danych warunkach bardzo ściśle określona. Wystarczy, by kropelka z chmury spadła o jeden centymetr, a z powrotem zamienia się w parę wodną. Jeśli potem ponownie uniesie się, przechodzi w ciekłą wodę. Kropelki chmury mogą więc utrzymywać się powyżej tego poziomu, a nie mogą poniżej. Dlatego właśnie większość chmur ma płaską podstawę, nad którą rozbudowuje się do postaci kłębów i przeróżnych dziwacznych kształtów.&lt;br /&gt;Na dowód poniżej załączam amatorskie zdjęcie, jakie zrobił Kacper. I jak się cieszę, że udało mi się rozwiązać kolejną zagadkę nauki!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SqNaVcmlPXI/AAAAAAAAAmA/KT4Lco58dYI/s1600-h/100_1897.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378241704512273778" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SqNaVcmlPXI/AAAAAAAAAmA/KT4Lco58dYI/s200/100_1897.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-9147360066840878289?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/9147360066840878289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=9147360066840878289' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/9147360066840878289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/9147360066840878289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/09/dlaczego-chmury-sa-od-spodu-paskie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SqNaVcmlPXI/AAAAAAAAAmA/KT4Lco58dYI/s72-c/100_1897.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1729048349358560082</id><published>2009-08-31T08:25:00.008+02:00</published><updated>2010-04-19T09:40:18.315+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='geologia'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/skad-w-gorach-tyle-kamieni-tak-jak.html"&gt;Skąd w górach tyle kamieni?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SpttJMPTHGI/AAAAAAAAAl4/kyN94xkwMLg/s1600-h/100_2111.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376010584868461666" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SpttJMPTHGI/AAAAAAAAAl4/kyN94xkwMLg/s200/100_2111.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/po-co-jest-wszystko-wreszcie-mielismy.html" target="_blank"&gt;Tak jak obiecałem&lt;/a&gt;, znów wracam do wspomnień z Beskidu Niskiego. Spędziliśmy tam w sumie tydzień. Dwa dni – jak mawia Kacper – „luksusowaliśmy się”. Pozostałe – wędrowaliśmy po górach. Dzieci radziły sobie doskonale. Wystarczył jednak byle potoczek, a musieliśmy się zatrzymać. Pracowicie układały w nim przeróżne tamy albo rzucały w wodę kamienie krzycząc „Uwaga, będzie chlapało!”. Nawet jeśli potok był, wedle słów Idy, „tyci mini”, materiału starczało w nim na dowolnej długości zabawy. Gdy szliśmy dalej, nieco zmęczeni, co jakiś czas ktoś z nas się potykał. A Kacper komentował to, mówiąc „W książkach to ludzie zawsze potykają się o korzenie drzew, a my tylko o kamienie i kamienie”. Gdy wchodziliśmy na szczyt, dzieci siadały i bawiły się „w robienie piasku”, co polegało głównie na tłuczeniu, łupaniu i szorowaniu o siebie kamieni (zdjęcie obok). Część z nich oczywiście musieliśmy potem zapakować do plecaka i znosić na dół. „Tato – zapytały dzieci, gdy wreszcie porządnie się zmęczyły – ale skąd w górach tyle kamieni?”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie kawałki twardych skał można znaleźć niemal wszędzie. Tyle że na nizinach większość kamieni leży głęboko pod warstwą piachu lub gleby. W rzekach Mazowsza i Podlasia dominuje muł czy piasek. W górach zaś wprost przeciwnie – wszędzie na wierzchu walają się kamienie. Dlaczego?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Po pierwsze twarde skaliste podłoże zostało tam wyniesione znacznie wyżej. Przyczyna leży w tym, że Ziemia nie jest spokojnym miejscem. Jej górna warstwa dzieli się na &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Plyty_tektoniczne.svg&amp;amp;filetimestamp=20081102072107" target="_blank"&gt;ogromne płyty&lt;/a&gt;, które bez ustanku przemieszczają się po naszym globie. Ten proces, który jest zbyt wolny, by nasze oczy mogły go dostrzec, ma kolosalne znacznie. W jednych miejscach bowiem płyty się rozchodzą. Między nimi powstaje szczelina, którą obficie wylewa się gorąca i niebezpieczna lawa. W drugich miejscach płyty nacierają na siebie z gigantyczną siłą. Te ich zapasy prowadzą do marszczenia się i fałdowania kontynentów. A właśnie zmarszczki i fałdy my nazywamy górami. Przykładowo pasmo Karpat, do których należy również Beskid Niski, powstało, gdy Afryka (płyta afrykańska) natarła na Europę (płytę eurazjatycką).&lt;br /&gt;Gdy skały się uniosą, mocniej zaczynają na nie działać wszelkie naturalne siły niszczące. Wieją tam silniejsze wiatry przecież, a temperatury są bardziej skrajne niż na nizinach. Przede wszystkim jednak pada więcej deszczu, który potem spływa dużo szybciej niż na bardziej płaskim terenie. Rozpędzona woda w potokach ma większą siłę i porywa ze sobą wszystkie ziarenka piasku, gleby i mniejsze kamienie. Ciągnąc je w dół, obija o siebie, szlifuje kanty i zaokrągla do postaci zwanej otoczakiem. Jeśli coś zostawi na miejscu, w górach, to musi to być naprawdę porządny kamień. Na nizinie rzeki płyną wolniej, przez co ich siła jest mniejsza. Piasek i muł, który został przez nie zabrany z gór, opada teraz z łatwością na dno lub tworzy wysepki.&lt;br /&gt;Moje wyjaśnienie nie do końca przekonało dzieci. Potoki, które mijaliśmy podczas wędrówek, zwykle były wąskie i płytkie. O wszystko można je było podejrzewać, tylko nie o siłę niszczącą i wymiatająca wszelkie ziarnka piasku czy żwiru z gór.&lt;br /&gt;W ostatnią noc przed naszym wyjazdem rozpadał się jednak ogromny deszcz. Lało przez wiele godzin. Gdy nad ranem spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę, nie mogliśmy rozpoznać znajomych potoków. Jeszcze poprzedniego dnia płytkie i spokojne zamieniły się w rwące i głębokie. Woda, która wcześniej chwaliła się czystością, stała się żółta lub brunatna. To przez masę piachu i gleby, który porwała z gór i znosiła na niziny. Jedyne, co im się opierało to kamienie. Bo trzeba być naprawdę twardym, by przetrwać w górach. Tak jak nasi znajomi z Ropek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Spts_b8QoMI/AAAAAAAAAlw/XX7Ix4srtsU/s1600-h/100_2087.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 240px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5376010417284882626" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Spts_b8QoMI/AAAAAAAAAlw/XX7Ix4srtsU/s320/100_2087.JPG" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;Nasza rodzina na kamienistym beskidzkim szlaku&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1729048349358560082?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1729048349358560082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1729048349358560082' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1729048349358560082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1729048349358560082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/skad-w-gorach-tyle-kamieni-tak-jak.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SpttJMPTHGI/AAAAAAAAAl4/kyN94xkwMLg/s72-c/100_2111.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-6175516419334052984</id><published>2009-08-24T00:21:00.009+02:00</published><updated>2010-04-19T09:40:01.812+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/po-co-jest-wszystko-wreszcie-mielismy.html"&gt;Po co jest wszystko?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SpHBD2GvX3I/AAAAAAAAAlo/O4CiJgRZl0Q/s1600-h/100_1961.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; DISPLAY: block; HEIGHT: 240px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373288102237265778" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SpHBD2GvX3I/AAAAAAAAAlo/O4CiJgRZl0Q/s320/100_1961.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Wreszcie mieliśmy czas, by sobie porozmawiać. Ostatni tydzień spędziliśmy w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Beskid_Niski" target="_blank"&gt;Beskidzie Niskim&lt;/a&gt;, w uroczej wsi &lt;a href="http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/miejscowosci&amp;amp;ID=110" target="_blank"&gt;Ropki&lt;/a&gt;. Całą rodziną chodziliśmy na wędrówki po górskich szlakach. W czasie, gdy ja ledwo łapałem oddech, pnąc się wzwyż, moje dzieci, zawsze pełne wigoru, zadawały mi takie mnóstwo pytań, że starczyłoby ich na zapełnianie tego blogu przez cały następny rok. Będę więc nieraz tutaj wracał do naszej wyprawy. Ale zacznijmy od tego, co najtrudniejsze, a może i najważniejsze.&lt;br /&gt;Zdarzyło się to wieczorem. Siedzieliśmy sobie w przy stole, kiedy Kacprowi zebrało się na filozofowanie. Nagle na mnie posypał się grad pytań: „Po co w ogóle istnieje życie? Po co jest wszystko? Czy życie ma sens?”. Aż mi się w głowie zakręciło.&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#666666;"&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;I chętnie bym na to wszystko odpowiedział naukowo. Tyle że to niemożliwe. Nauki przyrodnicze zajmują się bowiem wyłącznie poszukiwaniem przyczyn. Badają, skąd wzięło się życie. Jak powstały zwierzęta i rośliny. Jakie prawa rządzą przyrodą. Nauka może więc powiedzieć, że wszystko jest, bo sobie radzi na Ziemi. Bo potrafiło tak się rozwinąć, by przetrwać. Bo ewoluowało, wytwarzało nowe struktury, mechanizmy, zachowania. Ba, by dalej istnieć, wciąż musi się zmieniać, dostosowywać, rywalizować, walczyć o byt. Inaczej przepadnie jak miliony mniej udanych wybryków przyrody.&lt;br /&gt;Tyle nauka. Szukanie celu życia, istnienia, wszystkiego, nie leży w jej możliwościach. Tego się nie da zbadać eksperymentalnie. I o tym też rozmawialiśmy z Kacprem. Ale do jakich wniosków doszliśmy – nie napiszę. W końcu ten blog jest o nauce i przyrodzie. A ta w Ropkach pokazała się nam od swej najpiękniejszej strony. Co wspominamy, oglądając zdjęcia. Jedno z nich, z Kacprem w roli głównej, na górze.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-6175516419334052984?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/6175516419334052984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=6175516419334052984' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/6175516419334052984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/6175516419334052984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/po-co-jest-wszystko-wreszcie-mielismy.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SpHBD2GvX3I/AAAAAAAAAlo/O4CiJgRZl0Q/s72-c/100_1961.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5639264770529857074</id><published>2009-08-12T21:30:00.008+02:00</published><updated>2010-04-19T09:29:52.107+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rośliny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/dlaczego-rosiczki-jedza-owady-wcale-ze.html"&gt;Dlaczego rosiczki jedzą owady?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYns9qq0I/AAAAAAAAAlQ/UeilPC79VbU/s1600-h/Rosiczka1.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 166px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5369162251119536962" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYns9qq0I/AAAAAAAAAlQ/UeilPC79VbU/s200/Rosiczka1.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;A wcale że nie z tego samego powodu, co zwierzęta! Wcale a wcale. Ale po kolei. Wybraliśmy się z dziećmi na wycieczkę do rezerwatu &lt;a href="http://www.michalowo.ug.gov.pl/rezerwatgorbacz.html" target="_blank"&gt;„Gorbacz”&lt;/a&gt; na Podlasiu. Gdy byłem dzieckiem, znajdowało się tam małe, ale bardzo urocze jeziorko. Dziś niestety zostały z niego marne resztki w postaci płytkiego bajora. Na szczęście wokół nadal rozciąga się intrygujące torfowisko. I właśnie ono stało się celem naszej wyprawy. Zatrzymaliśmy samochód przed zardzewiałą tablicą, przeszliśmy ścieżką przez las i dotarliśmy na bagno. I zaraz na brzegu krzyknąłem „Są!”. &lt;a href="http://www.salamandra.sylaba.pl/magazyn/b09a08.html" target="_blank"&gt;Rosiczki&lt;/a&gt;. Niepozorne, ale jakżeż drapieżne roślinki. Było ich mnóstwo. Na wilgotnym mchu rozkładały swoje lepkie listki czekając na ofiary. Na paru z nich dostrzegliśmy przyklejone, martwe już muszki. Na jednym trafił się nawet większy owad. Dzieci zawzięcie je fotografowały. „Dobrze – powiedziałem – zamieścimy wasze zdjęcia na naszym blogu”. „Tato – odparła Ida – to napisz tam, dlaczego rosiczki jedzą owady”. „Dobrze, dobrze, napiszę”.&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjne wyjaśnienie znałem. Torfowisko – czyli środowisko, gdzie żyją rosiczki – jest bardzo ubogie w związki odżywcze. Ich brak roślinka rekompensuje więc sobie polowaniem na owady. W tym celu na liściach wytwarza czerwone włoski, które wydzielają piękne słodkie kropelki przypominające rosę (stąd nazwa roślinki). Kolor, kształt i zapach tych struktur przyciąga owady. Gdy usiądą na liściach rosiczki – by się napić lub najeść – zaczyna się dramat. W tych kropelkach znajduje się bowiem lepki śluz, który nie pozwala muszce czy mrówce na oderwanie się. Włoski, podrażnione ruchem ofiary, zaczynają zaginać się w jej stronę, coraz bardziej ją przygniatając. Jednocześnie wydzielają rozmaite związki chemiczne, które powoli rozpuszczają ciało owada. Krok po kroku zamienia się on w płynną masę, która zostaje wchłonięta przez roślinkę. Gdy to, co wartościowe, zostaje strawione, liść otwiera się i wystawia na deszcz czy wiatr resztki po uczcie.&lt;br /&gt;To jednak jeszcze nie odpowiada na pytanie Idy. Rosiczka wygląda jakby stała na granicy dwóch światów: roślin i zwierząt. Ale te dwie grupy czerpią energię do życia z zupełnie innych źródeł. Zwierzęta zdobywają ją zjadając inne organizmy. Mogą pochłaniać trawę, polować na muchy albo renifery. Ale zawsze coś muszą zjeść. Rośliny tymczasem same sobie produkują pożywienie w procesie zwanym fotosyntezą. Potrzebują przede wszystkim trzech składników: światła, wody oraz obecnego w powietrzu gazu dwutlenku węgla. W mniejszych ilościach wykorzystują inne związki, przede wszystkim azot i fosfor. Te zwykle znajdują w glebie – im jest ona żyźniejsza, tym ich więcej. Dlatego właśnie rolnicy nawożą pola. Czy zatem rosiczki wykorzystują energię z owadów tak jak zwierzęta, czy też czerpią z nich tylko azot, fosfor i inne związki mineralne? Napisałem w tej sprawie list do amerykańskiego naukowca, &lt;a href="http://harvardforest.fas.harvard.edu/profiles/ellison.html" target="_blank"&gt;prof. Aarona Ellisona&lt;/a&gt;, który jest autorem paru bardzo poważnych prac o drapieżnych roślinach. „Drogi Wojciechu – odpowiedział – dotychczas nie ma żadnego dowodu na to, by drapieżne rośliny zdobywały energię z ofiar. Tylko azot, fosfor i inne makro- i mikroelementy. Energię zyskują z fotosyntezy, tak jak inne rośliny”.&lt;br /&gt;Dowód, że prof. Ellison ma rację, ma postać bardzo ciekawego &lt;a href="http://www3.interscience.wiley.com/cgi-bin/fulltext/118833928/HTMLSTART" target="_blank"&gt;eksperymentu naukowego&lt;/a&gt;. Fińscy uczeni, którzy go przeprowadzili, hodowali część rosiczek na podłożu ubogim w związki odżywcze , a część – na żyznej glebie. Te roślinki, które rosły w lepszych warunkach, wytwarzały o połowę mniej lepkiego śluzu! Skoro bowiem miały pod dostatkiem azotu i fosforu, to nie potrzebowały już łapać owadów. Po prostu nie opłacało im się wytwarzać kosztownych pułapek. Tymczasem zwierzęta, którym dostarczy się dużo azotu i fosforu, nadal muszą jeść inne organizmy. Rosiczki, mimo swoich drapieżnych obyczajów, są więc 100-procentowymi roślinkami.&lt;br /&gt;Ale ich nietypowe zachowania i tak zafascynowały Idę oraz Kacpra. I myślę, że inne dzieci też byłyby zachwycone obserwacją rosiczek. O ile zdążą je zobaczyć. Jeśli rezerwat „Gorbacz” będzie dalej wysychał w takim tempie, to w końcu zniknie także i torfowisko, na którym rosną te roślinki. Naprawdę, szkoda byłoby je utracić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYtHwyx4I/AAAAAAAAAlY/4e36rgZBGXk/s1600-h/Rosiczka2.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5369162344212645762" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYtHwyx4I/AAAAAAAAAlY/4e36rgZBGXk/s200/Rosiczka2.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYwM_oEHI/AAAAAAAAAlg/qxzxkiPaJS0/s1600-h/Rosiczka3.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 158px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5369162397156642930" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYwM_oEHI/AAAAAAAAAlg/qxzxkiPaJS0/s200/Rosiczka3.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5639264770529857074?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5639264770529857074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5639264770529857074' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5639264770529857074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5639264770529857074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/dlaczego-rosiczki-jedza-owady-wcale-ze.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SoMYns9qq0I/AAAAAAAAAlQ/UeilPC79VbU/s72-c/Rosiczka1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4761925740771807537</id><published>2009-08-05T21:17:00.006+02:00</published><updated>2010-04-19T09:27:30.249+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/dlaczego-tygrzyki-sa-w-paski-troche.html"&gt;Dlaczego tygrzyki są w paski?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SnnayQyg1CI/AAAAAAAAAkw/P7c6H-7hfvA/s1600-h/Tygrzyk_paskowany.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366560988023804962" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SnnayQyg1CI/AAAAAAAAAkw/P7c6H-7hfvA/s200/Tygrzyk_paskowany.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Trochę rzadziej widuję teraz dzieci. Są u dziadków na Podlasiu, a ja pracuję głównie w Warszawie. Gdy tylko mogę zabieram jednak komputer i materiały do artykułów ze sobą i jadę do nich. Kiedy ostatnio się widzieliśmy, wyciągnąłem je na wycieczkę przyrodniczą. Planowaliśmy dotrzeć do lasu, ale zatrzymaliśmy się na chwilę na łące tuż za wsią. I tam już zostaliśmy. Wśród trawy roiło się od koników polnych, a gdy przysiedliśmy na chwilę, dostrzegliśmy też mnóstwo kolistych sieci – głównie autorstwa uroczych &lt;a href="http://www.terrarium.com.pl/zobacz/argiope-bruennichi-tygrzyk-paskowany-1578.html" target="_blank"&gt;tygrzyków paskowanych&lt;/a&gt;, które siedziały na środku pajęczyn, cierpliwie czekając na ofiary.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt; Te pająki bardzo przyciągają wzrok swymi czarno-żółto-białymi paskami. Byliśmy też świadkami, jak spłoszony przez nas konik polny wpadł prosto w sieć tygrzyka. Pająk bardzo szybko go zaatakował, owinął przędzą i zatopił w nim swe szczękoczułki. A kilkanaście minut później jeden z tych drapieżników sam stał się ofiarą. Dostrzegliśmy, jak jakaś błonkówka, przypuszczalnie &lt;a href="http://www.nuzban.scholaris.pl/zwierz/s/swedopaj.htm" target="_blank"&gt;swędosz pajęczarz&lt;/a&gt; targała nieruchomego tygrzyka. Prawdopodobnie celnym ukłuciem sparaliżowała go i niosła do gniazda, by na nim złożyć swe jajo. Larwa, która się potem wykluje, będzie miała spory zapas wciąż świeżego mięsa. Tygrzyk był dla błonkówki jednak wyjątkowo ciężki. Wlokła go po trawie i ziemi, a w końcu zostawiła, odlatywała i przylatywała do niego. Po dłuższej obserwacji jej zdezorientowanych ruchów, zostawiliśmy ją w spokoju.&lt;br /&gt;Po powrocie do domu, wciąż pod wrażeniem dramatów, jakie rozgrywały się na pobliskiej łące, Ida zapytała: ale dlaczego tygrzyki są w paski?&lt;br /&gt;Możliwe są dwa wyjaśnienia. I niestety są one sprzeczne. &lt;a href="http://search.japantimes.co.jp/cgi-bin/fe20071212at.html" target="_blank"&gt;Niektórzy&lt;/a&gt; twierdzą, że kolorowe ubarwienie, podobnie jak u osy, pełni rolę ostrzegawczą. Tak jakby pająk mówił: „Zostaw mnie, bo jestem niebezpieczny”. Ale nie do końca to ma sens. Przecież większość czasu tygrzyk spędza czatując na środku pajęczyny. Jeśli kolorowe ubarwienie ma ostrzegać, to będzie też odstraszać ofiary. A może też przyciągać uwagę błonkówek, które specjalizują się w polowaniach na pająki. Bardziej przekonywujące jest dla mnie drugie wyjaśnienie. Jego &lt;a href="http://www.cirrusimage.com/spider_argiope_aurantia.htm" target="_blank"&gt;zwolennicy&lt;/a&gt; piszą, iż – zgodnie z nazwą pająka – jego paski tak jak u tygrysa pełnią funkcję ochronną. Dzielą bowiem zarys jego ciała na części, utrudniając rozpoznanie całości. Wiem, że w pierwszej chwili brzmi to trochę dziwacznie, a może i głupio. Ale to naprawdę działa! Christopher McGowan w bardzo ciekawej książce &lt;a href="http://www.przyrodnicze.pl/cat164-id1867-drapiezca-i-ofiara.aspx" target="_blank"&gt;„Drapieżca i ofiara”&lt;/a&gt; nazywa takie ubarwienie „rysunkiem rozłamującym”. Ma ono tę właściwość, że „z bliska nie można się pomylić, z oddali skutecznie maskuje”. Ponieważ zwykle patrzymy z niewielkiej odległości, mamy wrażenie, że rysunek na ciele przyciąga uwagę. Tymczasem wystarczy trochę się odsunąć, a zwierzę niknie na tle trawy czy drzew. Taką metodę stosuje się też niekiedy przy maskowaniu dachów przed wrogimi samolotami. Zwykle używane zielono-brązowe plamy nie maskują zarysu obiektu. Lepiej rozdzielić jego kształt kilkoma nieoczekiwanymi elementami, najlepiej takimi, które występują gdzieś w tle. To samo dotyczy zwierząt: gazeli tomi, bongo, zebra, rozmaitych motyli, tropikalnych ryb czy żab. McGowan pisze: „Aby rysunek rozłamujący był skuteczny, ogólny kolor zwierzęcia musi zlewać się z tłem, a znaki rozdzielające muszą być użyte oszczędnie i maksymalnie kontrastować z resztą ciała”. U tygrzyka z tłem, rozmaitymi źdźbłami traw, mogą zlewać się żółte i białe paski, a czarne pełnia rolę znaków rozdzielających. A przynajmniej tak mi się wydaje.&lt;br /&gt;Swoją drogą zresztą tygrzyki to kolejny dowód, jak bardzo przyroda jest w ustawicznym ruchu. Gdy sam byłem dzieckiem, właściwie nigdy nie widziałem tych pająków. Uważano je wówczas za rzadkość, spotykaną raczej na południu Polski. Teraz zaś na niektórych łąkach bywają pospolitsze od krzyżaków. Można oczywiście przypuszczać, że ten wzrost ich liczebności to efekt ocieplenia klimatu. Ale pewności nie ma. Tak czy owak tygrzyki są ładne. Widać to na górnym zdjęciu, które wziąłem z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tygrzyk_paskowany" target="_blank"&gt;Wikipedii&lt;/a&gt;. A wszystkich czytelników – i dużych, i małych – zachęcam do samodzielnej obserwacji pająków na łące. To naprawdę wielka frajda!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4761925740771807537?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4761925740771807537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4761925740771807537' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4761925740771807537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4761925740771807537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/08/dlaczego-tygrzyki-sa-w-paski-troche.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SnnayQyg1CI/AAAAAAAAAkw/P7c6H-7hfvA/s72-c/Tygrzyk_paskowany.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4646466666947798484</id><published>2009-07-29T23:07:00.008+02:00</published><updated>2010-04-19T09:23:30.689+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wychowywanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/czy-gry-komputerowe-sa-niezdrowe-w.html"&gt;Czy granie na komputerze jest zdrowe?&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/WEAwNy78KJE&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/WEAwNy78KJE&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;W końcu i nas to dopadło. Dzieci, a zwłaszcza Kacper, wciąż proszą, by mogły pograć na komputerze. Gdy im pozwolę, wciągają się, trudno je potem oderwać, ciągle mówią „za chwilę, jeszcze tylko przejdę ten poziom”. Myślę sobie „Dobrze, chwila to chwila”. Ale chwila okazuje się dziwnie długa. W końcu złoszczę się i bezlitośnie wyłączam komputer. Dzieciom robi się przykro, czasem płaczą, bo przecież „jeszcze byśmy coś-tam pokonali i już przeszlibyśmy na wyższy poziom, a tak trzeba będzie od nowa”. Dużo dobrej woli i umiejętności dogadywania się wymaga ode mnie i od dzieci sprawienie, by grę zakończyć spokojnie, bez płaczu i w rozsądnym czasie. Początkowo, przyznam, sam zachęcałem dzieci do korzystania z komputera, bo chciałem, by nauczyły się jego obsługi. A teraz? Teraz sam się zastanawiam, jak odpowiedzieć na pytanie, które zadają mi dzieci: czy granie na komputerze rzeczywiście jest niezdrowe?&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Gdy zacząłem szukać porządnych, opartych na danych naukowych, informacji najpierw natrafiłem na pochwały gier. Otóż, jak się okazuje, gry doskonale rozwijają umiejętność zajmowania się kilkoma zadaniami jednocześnie. Dzieci, które regularnie grają na komputerze, potrafią w krótkim czasie dostrzec o połowę więcej szczegółów na obrazie niż ich pozostali rówieśnicy. Umieją też szybciej przetworzyć informacje i śledzić kilka obiektów naraz. Łatwiej im przychodzi przełączanie się między czynnościami. Lepiej rozwija się u nich inteligencja wizualna. Z amerykańskich badań wynika, że dzieci, które w USA miały większy dostęp do komputera od kolegów, w szkole otrzymywały lepsze stopnie z matematyki, języka angielskiego i nauk ścisłych. Ponadto sam fakt, że dzieci uczą się korzystania z komputera jest wartością, która przyda się w dorosłym życiu. Trudno dziś przecież o zawód, gdzie dałoby się obejść bez tej maszyny. Im więc szybciej dzieci nauczą się ją obsługiwać, tym lepiej.&lt;br /&gt;Niestety, granie ma też swoją ciemną stronę. Przede wszystkim dziecko, które przesiaduje długo przed komputerem, może mieć problemy zdrowotne. Ciągłe i monotonne ruchy tych samych mięśni – jak choćby przy klikaniu myszką lub korzystaniu z konsoli – zaburzają pracę nadwyrężonych mięśni oraz stawów. Pojawia się ból kciuka, nadgarstka, łokcia, szyi czy pleców. Siedzący tryb życia i brak ruchu całego ciała sprzyja z kolei otyłości, która prostą drogą prowadzi do chorób układu krwionośnego czy nawet cukrzycy. Wpatrywanie się ustawicznie w ten sam ekran (podobnie zresztą jak w telewizor czy książkę) to dobry początek do rozwoju krótkowzroczności. Dzieci, które długo grają, mniej śpią, co z kolei prowadzi do problemów z koncentracją. U tych zaś, które chorują na epilepsję, szybko migoczący ekran podczas gry może wywołać atak padaczki. A wreszcie, co rodziców najbardziej irytuje, wyobraźnia dziecka odrywa się od rzeczywistości i zapełnia postaciami z gier. O nich opowiada, ich losami się przejmuje, do nich chce wracać. Naturalne zainteresowanie światem realnym zostaje przytłumione. I, muszę przyznać, to mnie najbardziej boli. Żal mi się robi, gdy moje dzieci, zawsze tak chętne to zadawania setek pytań, z dnia na dzień stają się coraz mniej ciekawe odpowiedzi. W końcu po to właśnie założyłem ten blog. I ja, i dzieci mieliśmy z tego niezłą frajdę. Co dalej?&lt;br /&gt;Na szczęście właśnie się dowiedziałem, co robić. Razem z Piotrkiem Stanisławskim napisaliśmy &lt;a href="http://www.przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,5193.html" target="_blank"&gt;artykuł „Dzieciństwo z komputerem”&lt;/a&gt;, który dzisiaj ukazał się w „Przekroju”. Staraliśmy się tam zmieścić wszelkie plusy i minusy korzystania przez dziecko z komputera. Rozmawialiśmy też ze specjalistami. Choć czasem opinie ich były rozbieżne, to wszyscy się zgadzali, że nie należy sadzać przed komputerem dzieci młodszych niż 4-5 letnie. Radzili też się przyglądać, czy aby nie pojawiają się oznaki uzależnienia. Wtedy należy wprowadzić większe obostrzenia w korzystaniu z gier. Generalnie zaś zalecali, by pokazywać dziecku, że rzeczywistość, przyroda, ludzie i książki też są ciekawi, a może i ciekawsi od świata gier. Żeby się to jednak udało, należy samemu tym się interesować. Ale ja przecież właśnie to robię!!!&lt;br /&gt;Aha, na górze filmik o ulubionej grze Kacpra. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4646466666947798484?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4646466666947798484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4646466666947798484' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4646466666947798484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4646466666947798484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/czy-gry-komputerowe-sa-niezdrowe-w.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1450578034179666840</id><published>2009-07-21T22:25:00.010+02:00</published><updated>2009-07-21T22:55:26.457+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;p align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/po-co-sa-komary-i-myszy-az-wszystko.html"&gt;Po co są komary i myszy?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:Arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wFfO7f8Vr9c&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wFfO7f8Vr9c&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Aż wszystko swędzi! Po deszczach przyszły bowiem upały, a to sprzyja komarom. Wyroiły się, że ho, ho. Akurat Ida i Kacper razem z mamą pojechali na działkę do dziadków nad Pilicę. Ponieważ w tym czasie miałem dużo pracy, odwiedzałem ich tylko od czasu do czasu (dobrze, dobrze, wybrałem się też na krótki wypad na nurkowanie w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zakrz%C3%B3wek_(Krak%C3%B3w)" target="_blank"&gt;krakowskim Zakrzówku&lt;/a&gt;). Ale to wystarczyło, by zobaczyć te chmary komarów, które je dopadły. Wieczorem zawiesiliśmy w oknie siatkę, a za dnia wciąż spryskiwaliśmy się środkami przeciw owadom. Trochę to pomagało. Choć i tak liczba bąbli, jakie wykwitały co dzień na plecach, rękach, nogach i twarzach dzieci, budziła mój niekłamany podziw. Ostatniego dnia, gdy zabierałem dzieci do Warszawy, ich kuzynka, Noemi, która wyglądała jak po ospie wietrznej spytała mnie: „Po co są te komary?”. A to z kolei przypomniało mi pytanie, które dawno temu zadała mi Ida „Po co są myszy?”. No właśnie: po co?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Z jednej strony można powiedzieć, że „po nic”. Zwierzęta i rośliny nie istnieją „po coś”, ale z jakieś przyczyny. Po prostu wyewoluowały i dobrze radzą sobie w walce o byt. Istnieją, bo są świetnie przystosowane do środowiska. Umieją zdobyć pokarm, uciec przed wrogami, mieć potomstwo i przekazać swoje geny kolejnym pokoleniom. I to jest wystarczające uzasadnienie ich istnienia. A to, że my ich nie lubimy, to już tylko nasz problem.&lt;br /&gt;Ale jest i druga odpowiedź na to pytanie. Która zresztą nie przeczy poprzedniemu wyjaśnieniu. Otóż przyroda od setek milionów lat ewoluuje razem. Zwierzęta, rośliny i mikroorganizmy walczą ze sobą, współpracują, oszukują, zjadają się albo pomagają sobie. Dzięki temu tworzą niezwykle skomplikowaną sieć zależności. Weźmy komary. Dorosłe samce żywią się nektarem, który spijają z kwiatów. Przy okazji mogą przenosić pyłek z jednej roślinki na drugą. Samice są bardziej krwiożercze – jak dobrze wiemy, ssą krew ze ssaków, w tym ludzi. Czasem mogą też przenosić zarazki (akurat w Polsce to się rzadko zdarza, więc, proszę się nie martwić!). Dorosłe owady – i samce, i samice – to doskonały i obfity pokarm dla mnóstwa zwierzą: pająków czy ptaków. A to ledwie część sieci zależności, w jakich tkwią komary. Bo samice, które napiły się dość krwi, składają do 200 jaj. W wodzie wylęgają się z nich larwy. One żywią się mikroorganizmami. Im więc bardziej stęchła woda, pełna gnijącego mułu, w którym mnożą się bakterie, tym lepiej dla larw komarów. One same z kolei to ulubiony pokarm wielu gatunków ryb. Proszę kiedyś wrzucić porcję komarzych larw do akwarium, a łatwo się przekonać, jak łapczywie ryby rzucają się na nie. I, proszę, gdybyśmy tak zlikwidowali komary, cała ta sieć zależności by się rozpadła! Ryby, ptaki i pająki głodowałyby. Kłopoty by miały też kwiaty oraz niektóre zarazki. A cieszyłyby się bakterie gnilne. Skutki zniknięcia komarów mogłyby być katastrofalne!&lt;br /&gt;To samo dotyczy myszy. Można ich nie lubić, nie przeczę, ale jakże istotną rolę pełnią w przyrodzie! To ulubiony pokarm łasic, sów, myszołowów, bocianów, żmij, jeży… Ech, aż trudno wymienić wszystkich amatorów mysiego mięsa. Wyniszczenie tych gryzoni całkowicie by zaburzyło układy w przyrodzie. Przyznam się tu, że istnienie tej sieci zależności zawsze mnie fascynowało. Dzięki uprzejmości redaktorów &lt;a href="http://www.focus.pl/magazyn/" target="_blank"&gt;miesięcznika „Focus”&lt;/a&gt; mam tam stałą rubrykę, w której mogę opisywać te układy. Nosi ona nazwę, oczywiście, „W sieci natury” (&lt;a href="http://www.focus.pl/przyroda/zobacz/publikacje/kiedy-kota-nie-ma/" target="_blank"&gt;tutaj link &lt;/a&gt;do pierwszego artykułu z tej serii). Opowiadam w niej, jakim zaskakującym przemianom podlega przyroda, gdy człowiek zaburza te skomplikowane układy. Ba, zdarza się, że ludzie czynią, chcąc pomóc Matce Naturze! By manipulować przyrodą, trzeba dysponować naprawdę dużą wiedzą.&lt;br /&gt;Choć, oczywiście, chmary komarów i myszy zawsze będą nas one irytować. Bronić się więc mamy pełne prawo. Ale powinniśmy je szanować i nie dopuścić do ich wyniszczenia w przyrodzie. Zresztą, jeśli nas nie gryzą, to można w nich dostrzec naprawdę ładne zwierzęta. Na dowód załączam dwa filmiki o cyklu życiowym komarów. Miłego podziwiania!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/sjV0JpIAH78&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sjV0JpIAH78&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1450578034179666840?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1450578034179666840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1450578034179666840' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1450578034179666840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1450578034179666840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/po-co-sa-komary-i-myszy-az-wszystko.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-248155809423681494</id><published>2009-07-12T22:17:00.008+02:00</published><updated>2009-07-13T20:10:08.251+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='meteorologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='atmosfera'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chmury'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:180%;"  &gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/skad-sie-bierze-deszcz-alez-lao-nasz.html"&gt;Skąd się bierze deszcz?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DXiNhBB3noQ&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/DXiNhBB3noQ&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="265" width="320"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:130%;"  &gt;Ależ lało! Nasz rodzinny wyjazd do Estonii, do &lt;a href="http://www.toomaloukaturism.ee/index.php?page=31" target="_blank"&gt;gospodarstwa&lt;/a&gt; na wyspie &lt;a href="http://www.saaremaa.ee/index.php?option=com_content&amp;amp;view=article&amp;amp;id=498&amp;amp;lang=en&amp;amp;Itemid=257" target="_blank"&gt;Saaremaa&lt;/a&gt;, upłynął pod znakiem deszczu. Dzisiaj wróciliśmy właśnie, pełni wrażeń i zmęczenia. Z powodu deszczu musieliśmy nieco zmienić nasze pierwotne plany wycieczek. Więcej niż zamierzali&lt;/span&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:130%;"  &gt;ś&lt;/span&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:130%;"  &gt;my spędziliśmy pod dachem, zwiedzając zabytki i mocząc się w krytym basenie. Choć i tak sporo czasu byliśmy na świeżym powietrzu. Udało nam się nawet razem z dziećmi pokonać pieszy szlak, który łączył kilka pobliskich wysepek, zmuszając turystów do wędrowania po pas w morskiej wodzie (dla dzieci było po pachy!).&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:130%;"  &gt;&lt;br /&gt;Tyle wody przypomniało nam zeszłoroczne wakacje w górach, które też spędziliśmy w deszczu. I to wtedy właśnie padło pytanie, skąd się on w ogóle bierze na tym naszym świecie.&lt;br /&gt;Zacząć trzeba od parowania. Gdy bowiem słońce przygrzeje, woda w stanie ciekłym – czyli ta, która znajduje się w oceanach, morzach, jeziorach, rzekach, nawet w glebie – częściowo zamienia się w stan gazowy, czyli parę wodną. Ta zaś unosi się razem z całym nagrzanym powietrzem. Im cieplejsze powietrze, tym wyżej zwykle dotrze. Im wyżej jednak, tym niższe panuje ciśnienie i niższa temperatura. Powietrze więc stopniowo ochładza się, w pewnym momencie tak mocno, że para wodna staje się gotowa do ponownej zamiany w wodę ciekłą. By ten proces się zaczął, potrzebny jest jednak jakiś bodziec. Najczęściej stają się nim mikroskopijne kryształki soli lub lodu, drobinki pyłów wulkanicznych i pustynnych, a ostatnio zanieczyszczenia przemysłowe. Te wszystkie maleństwa, wokół których zaczyna się skraplać para wodna, naukowo noszą nazwę jąder kondensacji. Dzięki nim tworzą się bardzo malutkie kropelki wody. Jeśli temperatura jest bardzo niska, bardzo szybko one zamarzają, zamieniając się w kryształki lodu. I kropelki wody, i kryształki lodu, pochłaniają i rozpraszają promieniowanie słoneczne. Dlatego ich zgrupowania można dostrzec nawet z powierzchni Ziemi. Nazywają się - naturalnie - chmurami.&lt;br /&gt;Kropelki wody, fruwając nad naszymi głowami, zderzają się ze sobą. W ten sposób łączą się, formując coraz większe i większe kropele. Ich objętość może wzrastać w ten sposób nawet milion razy! Gdy już są tak wielkie, nie dają rady utrzymywać się w powietrzu. Spadają wówczas na ziemię w postaci – tak jest! – deszczu. Również kryształki lodu z chmur, gdy urosną, lecą z powrotem na dół. Jeśli tam jest dość niska temperatura, spadnie śnieg. Jeśli wysoka – śnieżynki roztopią się i będziemy mieli zwykły deszcz. Bywa, że gdy powietrze jest suche, deszcz w ogóle nie dociera do ziemi. Po prostu wyparowuje i wraca w górę w postaci pary wodnej.&lt;br /&gt;No, takiego zdarzenia nie mieliśmy w Estonii. Jak deszcz padał, to z całą pewnością docierał do ziemi. Poczuliśmy to na własnej skórze.&lt;br /&gt;A dla ciekawskich dwa dobre źródła wiadomości: strona &lt;a href="http://www.soest.hawaii.edu/GG/ASK/rain.html" target="_blank"&gt;„Ask an Earth Scientist”&lt;/a&gt; oraz książka &lt;a href="http://geomorf.wnoz.us.edu.pl/jania.htm" target="_blank"&gt;Jacka Jani &lt;/a&gt;„Zrozumieć lodowce”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SlpLueaxIUI/AAAAAAAAAkQ/S6gmQCKheCI/s1600-h/100_1690.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357677968522027330" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SlpLueaxIUI/AAAAAAAAAkQ/S6gmQCKheCI/s200/100_1690.JPG" /&gt; &lt;/a&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-size:85%;" &gt;A to ja z dziećmi podczas deszczowej wycieczki na półwysep Sorve.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-248155809423681494?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/248155809423681494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=248155809423681494' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/248155809423681494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/248155809423681494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/07/skad-sie-bierze-deszcz-alez-lao-nasz.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SlpLueaxIUI/AAAAAAAAAkQ/S6gmQCKheCI/s72-c/100_1690.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4814653777669342263</id><published>2009-06-30T23:55:00.008+02:00</published><updated>2010-04-19T09:27:48.224+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='psychologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-nie-pamietamy-wszystkiego-jak.html"&gt;Dlaczego nie pamiętamy wszystkiego, jak byliśmy mali?&lt;/a&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SkqJ8peuVDI/AAAAAAAAAkI/1u3M8COr9jo/s1600-h/Ania_i_Wojtek.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 130px; FLOAT: left; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5353242782103131186" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SkqJ8peuVDI/AAAAAAAAAkI/1u3M8COr9jo/s200/Ania_i_Wojtek.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Proszę, mój blog przynosi niespodziewane korzyści. Dzięki niemu dostałem bardzo miły list od Anny Jakubiuk-Tomaszuk: „Na wstępie pragnę się przypomnieć – przeczytałem w pierwszym zdaniu. – Jestem Twoją koleżanką z przedszkola”. I tu się zawstydziłem, bo nie mogłem sobie Ani przypomnieć. Ale czytajmy dalej: „Wiem, że to było dawno, dawno temu, prawie 30 lat i już tego okresu nie pamiętamy”. Uff, to nie tylko ja mam kłopoty z pamięcią… „Gratuluję bloga, trafiłeś z pomysłem. Powiem, szczerze, że mnie też nurtuje kilka pytań. Na początek, myślę, proste: ‘Dlaczego nie pamiętamy wszystkiego, jak byliśmy mali?’. Pytanie to wzięło się stąd, że moje dzieci, Magdalena i Łukasz, co wieczór przed zaśnięciem nad wszystkie mądre książki wolą usłyszeć, jak to było kiedy byłam mała. Przez te wszystkie lata wydawało mi się, że wszystko pamiętam. Okazuje się, że nie wszystko…”&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Nic w tym, prawdę mówiąc, dziwnego. Zacznę od definicji. Generalnie psycholodzy wyróżniają kilka rodzajów pamięci, które ma każdy z nas. Ta, która odpowiada za przechowywanie zdarzeń z naszego życia osobistego, nazywana jest pamięcią autobiograficzną. Potrafi ona płatać nam mnóstwo figli. A czasem wręcz obrzydliwie oszukuje. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Pierwszy trik pamięci autobiograficznej jest dość prosty: nigdy nie pamiętamy wszystkich zdarzeń z własnego życia. Jest to nam po prostu niepotrzebne. Lepiej pamiętać tylko to, co ważne. A całej reszty pozbyć się, by nie zajmowała nam miejsca w mózgu i czasu w życiu. Problem polega na tym, że to, co pamięć uznaje za ważne wcale nie musi takim być. „Wspomnienie jest jak pies, który kładzie się gdzie zechce” – pisze &lt;a href="http://www.douwedraaisma.nl/english/index_en.html" target="_blank"&gt;Douwe Draaisma &lt;/a&gt;w świetnej &lt;a href="http://www.piw.pl/sklep/product_info.php?cPath=41&amp;amp;products_id=271" target="_blank"&gt;książce&lt;/a&gt;, która służy mi jako przewodnik po meandrach pamięci autobiograficznej. „To tak jakby ktoś polecił robić notatki z własnego życia nieposłusznemu sekretarzowi, który pilnuje swoich własnych interesów i dokładnie zapisuje to, o czym człowiek chętnie by zapomniał, a w najbardziej godnych uwagi chwilach udaje, że pilnie notuje, lecz po kryjomu dawno już zakręcił kałamarz”. Parę zależności można jednak znaleźć. Lepiej utrwalają się nam wspomnienia, które wiążą się z jakimiś emocjami. Zwykle im bardziej intensywne przeżycie, tym mocniej wryje się nam w pamięć. Tym bardziej, że potem je wiele razy powtarzamy – i innym, i sobie. Skoro coś „przewijamy sobie” w głowie, albo wciąż opowiadamy innym, znaczy się, że jest ważne. I to właśnie nam się utrwala. Ale tu pojawia się problem. Po pewnym czasie bowiem lepiej pamiętamy własne opowiadanie niż rzeczywiste zdarzenie. A że historie, które snujemy, zmieniają się, wspomnienie też ulega zmianie. Zwykle przy tym nie mamy tego świadomości. Wciąż widzimy jakby to działo się naprawdę. Tymczasem potem fakty mogą temu przeczyć.&lt;br /&gt;Ba, bywa, że nasza pamięć utrwala cudze opowieści! Douwe Draaisma przytacza wspomnienia psychologa, który doskonale pamiętał wypadek, jaki zdarzył się jego niani. Gdy był dzieckiem, usiłował go porwać nieznany mężczyzna, a opiekunka dzielnie stanęła w jego obronie. Tak dzielnie, że została okrutnie podrapana. Mały chłopiec po latach miał w głowie obraz tego zdarzenia. Tyle że potem niania przysłała list z przeprosinami, w którym napisała, że całe zdarzenie zmyśliła!&lt;br /&gt;Deformowanie wspomnień może zachodzić z jeszcze innego powodu. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Carol_Tavris" target="_blank"&gt;Carol Tavris&lt;/a&gt;, w książce &lt;a href="http://www.smakslowa.pl/ksiazka,2,5/" target="_blank"&gt;„Błądzą wszyscy (ale nie ja)” &lt;/a&gt;pisze, że ludzie nieświadomie kształtują pamięć tak, by lepiej pasowała do ich obrazu samego siebie. Jeśli ktoś chce, by uznawano go za wolnego ducha, tak przeinaczy swoją pamięć, że wszystkie zdarzenia będą to potwierdzać. A on sam będzie w to wierzył. Jeśli ktoś z kolei zamierza podkreślać, jak bardzo w życiu się zmienił, jego pamięć będzie mu podsuwać obrazy jego jako złego człowieka sprzed przełomu, a dobrego – po przełomie. Tavris pisze o mężczyźnie, który podczas psychoterapii przypomniał sobie swój pobyt w obozie koncentracyjnym. Miał tam przebywać jako żydowskie dziecko. Gdy spisywał wspomnienia, płakał nad nimi. Opublikował je potem jako książkę, która zyskała bardzo przychylne recenzje i nagrody. Potem okazało się, że jej autor nie był Żydem, wojnę spędził w Szwajcarii i nigdy nie pojawił się w obozie koncentracyjnym. Przy czym on naprawdę wierzył w swoje wspomnienia! Błędy pamięci ratowały jego poczucie własnej wartości. Dzięki nim stał się kimś ważnym. Bez nich byłby nikim. A tego nikt nie lubi.&lt;br /&gt;W dodatku pamięć niesprawiedliwie traktuje poszczególne etapu życia. Najlepiej przechowuje zdarzenia, które miały miejsce między 15 a 25 rokiem życia. Zarówno to, co zdarzyło się potem, jak i to, co zdarzyło się przedtem, utrwala się słabiej. Najgorzej zaś pamiętamy czas do 3.-4. roku życia. Wspomnienia z tego okresu, jeśli w ogóle są, mają postać „błysków w ciemności”. Powszechnie o tym okresie mówi się więc, że objęty jest amnezją dziecięcą. Przy czym dotyczy ona właśnie pamięci autobiograficznej - prawie nie pamiętamy zdarzeń z własnego życia, a przecież pamiętamy, czego się wówczas nauczyliśmy (choćby języka, jakim mówimy). Wyjaśnień zaproponowano mnóstwo. Niektórzy twierdzą, że mózg jest wówczas zbyt słabo rozwinięty. Inni, że do przechowania pamięci potrzebny jest umiejętność mówienia. Najwięcej zwolenników ma jednak hipoteza, zgodnie z którą pamięć autobiograficzna działa tylko wtedy, gdy mamy świadomość samych siebie. A u małych dzieci jeszcze się ona nie wytworzyła. Zazwyczaj na przykład nie mówią o sobie „ja zrobiłem”, tylko „Piotruś zrobił”, albo „Kasia zrobiła”. A jak nie ma „ja”, nie ma i osobistych wspomnień. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Ale Ania moim zdaniem ma dobrą pamięć autobiograficzną. Na dowód przesłała mi nasze wspólne zdjęcie z przedszkola. Ten pan z tyłu chyba udaje świętego Mikołaja. Ale my, jako dzieci, ładnie wyglądamy, prawda?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4814653777669342263?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4814653777669342263/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4814653777669342263' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4814653777669342263'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4814653777669342263'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-nie-pamietamy-wszystkiego-jak.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SkqJ8peuVDI/AAAAAAAAAkI/1u3M8COr9jo/s72-c/Ania_i_Wojtek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5595886794964301584</id><published>2009-06-22T19:54:00.007+02:00</published><updated>2010-04-19T09:25:28.526+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='woda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-chrupki-w-mleku-sie-do-siebie.html"&gt;Dlaczego chrupki w mleku się do siebie przyciągają?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sj_FlxuVUuI/AAAAAAAAAjo/0iQn4irc-8k/s1600-h/100_1676.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350212135132943074" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sj_FlxuVUuI/AAAAAAAAAjo/0iQn4irc-8k/s200/100_1676.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Prawda, może to i nie jest najzdrowsze śniadanie. Na pewno jednak jedno z najszybszych do przygotowania. Podgrzać mleko, wsypać chrupki (czyli płatki śniadaniowe) i gotowe. A dzieci jakie zadowolone! Tak przynajmniej zwykle bywało. Ostatnio bowiem zaczęły coś marudzić nad miską z chrupkami. Patrzyłem zdziwiony, jak wodzą łyżką w mleku, stukają nią w ścianki i wciąż się czemuś przyglądają. – Tato, zobacz – Kacper wreszcie wyjaśnił tajemnicę – te chrupki się do siebie przyciągają. Jak są suche, to nie. Dopiero jak je wrzucam do mleka. Może mają magnesiki w środku?&lt;br /&gt;- Mam nadzieję, że nie – odparłem.&lt;br /&gt;- A, i jeszcze przyciągają się do łyżki. I do ścianek miski – tłumaczył dalej mój syn. Wziąłem od niego łyżkę i też zacząłem powoli wodzić nią po misce. – Rzeczywiście – potwierdziłem jego obserwacje.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Sprawa wyglądała na tajemniczą. Nie byłem nawet pewien, czy wyjaśnienia szukać w chemii, czy w fizyce. Udało mi się to w końcu dzięki pomocy aż trzech osób. I bardzo im za to tutaj dziękuję. To niesamowite, jakie czasem otrzymuję wsparcie, przy tworzeniu mojego bloga.&lt;br /&gt;Najpierw więc zadzwoniłem do &lt;a href="http://www.adventurepictures.eu/o_nas.html" target="_blank"&gt;Marcina Jamkowskiego&lt;/a&gt;, który już kiedyś pomógł mi wyjaśnić sekret ognia. – Ale nie chodzi o chrupki, które kompletnie rozmiękły i zaczęły się sklejać? – upewniał się. Nie, nie o takie. Wystarczy wsypać do mleka świeże, jeszcze zupełnie suche, a od razu się przyciągają. – W takim razie – odparł Marcin – to kwestia fizyki. Moim zdaniem to efekt napięcia powierzchniowego.&lt;br /&gt;Już wyjaśniam, o co chodzi. Cząsteczki wody, która stanowi główną część mleka, bardzo lubią być blisko siebie. Jak tylko mogą, trzymają się razem. Na te, które pływają w środku mleka (lub wody), działają wszystkie inne cząsteczki dookoła nich. Te zaś, które znalazły się na powierzchni, od góry nie mają koleżanek. Są więc jakby wciągane do środka. Tworzą wówczas rodzaj elastycznej, napiętej błonki. Dlatego liczne obiekty, jak choćby chrupki, mogą się utrzymać na powierzchni wody czy mleka. To zjawisko udało mi się zrozumieć dzięki &lt;a href="http://archiwum.wiz.pl/2001/01074600.asp" target="_blank"&gt;artykułowi prof. Jana Gaja&lt;/a&gt; z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Przeszukując Internet, odkryłem też, że pan profesor ma swoją bardzo ciekawą &lt;a href="http://ifd.fuw.edu.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=category§ionid=14&amp;amp;id=35&amp;amp;Itemid=383" target="_blank"&gt;stronę&lt;/a&gt;, na której odpowiada na pytania z fizyki. Polecam. Zdecydowałem się więc poprosić go o rozwiązanie mojego problemu. Bałem się jedynie, że pomyśli, jakobym sobie z niego żartował. Na szczęście nie dość, że potraktował mnie poważnie, to bardzo się ucieszył z kontaktu. Swoją odpowiedź pan profesor zamieścił na swojej stronie internetowej (&lt;a href="http://ifd.fuw.edu.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=420&amp;amp;Itemid=383" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt; konkretnie). Uznałem jednak, że jest to zbyt trudne jak dla dzieci w wieku 6-8 lat. I tu w sukurs przyszła mi &lt;a href="http://www.national-geographic.pl/szukaj/autorow/1/dopasuj-ciag//Paulina%20Szczuci%C5%84ska/" target="_blank"&gt;Paulina Szczucińska&lt;/a&gt;, redaktorka „National Geographic Polska”, która przyznała się, że z wykształcenia jest fizykiem. Razem z nią wyjaśnienia prof. Gaja przełożyliśmy na prostszy język.&lt;br /&gt;Po pierwsze to nie chrupki się przyciągają do siebie, ale woda je ciągnie ku sobie. Siły, które tak działają, powstają dzięki istnieniu napięcia powierzchniowego. Dzięki niemu woda zawsze ciągnie leżące na niej obiekty (na przykład chrupki) w tę stronę, gdzie jej powierzchnia jest bardziej płaska. Wokół pojedynczego płatka jest ona lekko uniesiona i bardziej zaokrąglona. Ale ponieważ tak jest z każdej strony, chrupek pozostaje w miejscu. Jeśli dosuniemy do niego drugi płatek, nachylone powierzchnie wody między nimi połączą się, tworząc wspólną powierzchnię – bardziej płaską (czyli mniej zaokrągloną) i wyżej położoną niż woda w miseczce. A zatem z tej strony siła ciągnąca chrupek zwiększy się. Jeden płatek będzie więc przez wodę popychany w stronę drugiego, a drugi w stronę pierwszego. To samo zjawisko można zaobserwować przy brzegu miski czy przy łyżce. Przy wszystkich tych obiektach woda nachyla się i lekko unosi. Jeśli dopłynie do nich płatek, który tak samo działa na wodę, powierzchnie połączą się, układ sił się zmieni, a mniej zaokrąglona i wyżej położona ciecz będzie ciągnęła go w stronę innego obiektu. Z tych samych powodów patyczki czy „brudy” w jeziorze „przyczepiają” się do wystających kamieni, gałęzi czy liści roślin.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sj_Fp0jPQpI/AAAAAAAAAjw/jOzOkH_kAFc/s1600-h/100_1678.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350212204611191442" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sj_Fp0jPQpI/AAAAAAAAAjw/jOzOkH_kAFc/s200/100_1678.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5595886794964301584?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5595886794964301584/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5595886794964301584' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5595886794964301584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5595886794964301584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-chrupki-w-mleku-sie-do-siebie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sj_FlxuVUuI/AAAAAAAAAjo/0iQn4irc-8k/s72-c/100_1676.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3779991822816239438</id><published>2009-06-15T07:44:00.007+02:00</published><updated>2010-04-19T09:35:12.450+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dom'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-wszystko-stygnie-nie-mogem-sie.html"&gt;Dlaczego wszystko stygnie?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 161px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5347426376888801490" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SjXf9TkC2NI/AAAAAAAAAjA/H8FZhbT9spg/s200/SantaCruz-Spegazzini-CaidaAnimation.gif" /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Nie mogłem się tego dnia doprosić, by Ida wreszcie wyszła z wanny. „Zaraz!” krzyczała za każdym razem, gdy ją ponaglałem. W końcu nie wytrzymałem. Wparowałem do łazienki wołając, że jak nie wyjdzie za minutę, to czeka ją kara.&lt;br /&gt;- Dobra, dobra – odpowiedziała równie jak ja poirytowana Ida – tylko jeszcze naleję ciepłej wody do kubeczka. Bo widzisz wczoraj też nalałam ciepłej, a dziś jest już zimna. Ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;– Bo wystygła – odparłem, wciąż zły. – Wszystko stygnie!&lt;br /&gt;Dosłyszał to Kacper. I natychmiast gdzieś z głębi swojego pokoju wykrzyczał pytanie: – Ale dlaczego wszystko stygnie?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie uznałem, że sprawa jednak wymaga porządnego wyjaśnienia. Bo naturalnie każdy z nas wie, że ciepła woda, gorące mleko i wszystko inne, co się nagrzało, stygnie. To jest tak oczywiste, że się nawet nad tym nie zastanawiamy. I z tego powodu eksperyment, który przeprowadzała Ida, wydaje nam się trochę zabawny. Tylko dlaczego? Dlaczego woda w kubku nie mogła się ogrzać? Albo dlaczego nie utrzymywała stałej temperatury przez całą dobę?&lt;br /&gt;Już pierwsza książka, do której zajrzałem w poszukiwaniu odpowiedzi, przekonała mnie, że te pytania nie są głupie. W „Księdze odkryć” &lt;a href="http://www.ihnpan.waw.pl/zaklady/scisl/boleslaw.orlowski/orlowski.pdf" target="_blank"&gt;Bolesława Orłowskiego&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Przyrowski" target="_blank"&gt;Zbigniewa Przyrowskiego&lt;/a&gt;, pozycji starej i wciąż przydatnej, wyczytałem, że próbę zrozumienia ciepła podjęto dopiero jakieś 300 lat temu. „Przedtem – piszą autorzy – zadowalano się po prostu stwierdzeniem, że coś jest gorące, a coś zimne, że stykając cieplejsze z chłodniejszym można jedno oziębić, a drugie ogrzać, że zetknięte ze sobą dwa ciała niejednakowo ciepłe, a więc o różnych temperaturach, po pewnym czasie będą tak samo ciepłe, a więc osiągną tę samą temperaturę”. Gdy już zaczęto się nad tym zastanawiać, długo trwało nim rozwiązano tę zagadkę. Najpierw przecież trzeba było wymyślić termometr i skalę temperatury. A potem jeszcze zrozumieć naturę materii. Dziś więc przyjmujemy, że temperatura danego ciała zależy od prędkości bezładnych ruchów jego cząsteczek (czyli malutkich cegiełek, z których jest ono zbudowane). Gdy dane ciało jest ogrzewane, wzmaga się intensywność ruchów. Jedna cząsteczka zderza się z drugą i przekazuje jej swoją energię. Tym samym ogrzewa się całe ciało. Jeśli teraz postawimy substancję cieplejszą ( np. kubeczek z gorącą wodą) obok substancji zimniejszej (powietrze w łazience), to cząsteczki z tej pierwszej będą przekazywać swą energię tej drugiej. Ponieważ zaś powietrza w łazience jest dużo więcej niż wody w kubeczku, pochłonie ono jej energię tylko nieznacznie podnosząc swą temperaturę. Gorąca woda zaś ochłodzi się wyraźnie.&lt;br /&gt;Ale to dopiero połowa odpowiedzi. Tak poznaliśmy mechanizm, w jaki ciepło jest przekazywane z jednego ciała do drugiego. Jeszcze musimy wyjaśnić, dlaczego akurat w tym kierunku. Po pierwsze energia, w tym wypadku przybierająca postać ciepła, nie może się brać znikąd, czyli nie może się tworzyć z pustki, lecz musi być przekazywana z jednego ciała do drugiego. I to jest jeszcze proste. Bo po drugie wchodzimy na niebezpieczny teren zwany „drugim prawem termodynamiki”. &lt;a href="http://www.secondlaw.com/two.html" target="_blank"&gt;Tutaj &lt;/a&gt;znalazłem w miarę przystępne jego wyjaśnienie. Generalnie chodzi o to, że energia – na przykład ciepło – zmierza zwykle z postaci skoncentrowanej do rozproszonej. Jeśli tylko może ucieka więc z miejsca gdzie jest jej dużo i rozprasza się po świecie. Jeśli mamy kubeczek z gorącą wodą, gorącą patelnię czy rozgrzane żelazko, to samoistnie ciepło od nich ucieknie. To prawo obowiązuje w całym świecie, w całym wszechświecie. Dlatego wszystko stygnie. Z tego samego powodu góry rozpadają się, lasy płoną, Słońce gaśnie, a my umieramy. I proszę, jak daleko zaprowadził nas kubeczek z gorącą wodą.&lt;br /&gt;I to jeszcze nie koniec. Bo proces rozpraszania się energii można jednak na jakiś czas powstrzymać. A nawet da się tworzyć struktury o skoncentrowanej energii. Z tego powodu na Ziemi w ogóle istnieje życie! Ale tego na razie wyjaśniać nie mam zamiaru. To trudne i w dodatku o to Ida nie pytała. A jak spyta?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Zdjęcie rozpadającego się lodowca wziąłem (jak zwykle) z Wikimedia Commons. &lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:SantaCruz-Spegazzini-CaidaAnimation.gif#filelinks" target="_blank"&gt;Tutaj link&lt;/a&gt; do oryginału.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3779991822816239438?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3779991822816239438/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3779991822816239438' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3779991822816239438'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3779991822816239438'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/dlaczego-wszystko-stygnie-nie-mogem-sie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SjXf9TkC2NI/AAAAAAAAAjA/H8FZhbT9spg/s72-c/SantaCruz-Spegazzini-CaidaAnimation.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2641936700340095641</id><published>2009-06-06T16:28:00.004+02:00</published><updated>2009-06-06T16:54:51.859+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/o-co-pytaja-dorosli-dobra-dobra-czas-na.html"&gt;O co pytają dorośli?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sip9K2yLj1I/AAAAAAAAAiI/o-Dz6tfE3n4/s1600-h/photo.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5344221533286666066" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sip9K2yLj1I/AAAAAAAAAiI/o-Dz6tfE3n4/s200/photo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Dobra, dobra, czas na dorosłych. W końcu trzeba dbać również o ciekawskie dzieci wewnątrz nas. Zawsze jednak odkładałem pytania od dorosłych na później. Pierwszeństwo dawałem dzieciom - i wiekiem, i naturą. Ale dość już dyskryminacji osób po 18.! Tyle że pozwolę sobie opublikować kilka odpowiedzi naraz. Mam nadzieję, że dorośli, którzy przesłali do mnie swoje pytania, nie będą mieli nic przeciwko temu. A zatem, do roboty!&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;Skąd się biorą albinosi?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Moi dobrzy znajomi, &lt;a href="http://www.martamadigan.com/Ameryka/Witaj.html" target="_blank"&gt;Marta &lt;/a&gt;i Jay Madigan, spędzili ostatnio parę dni w południowoafrykańskim Kapsztadzie. Jay, specjalista od zarządzania wodą (&lt;a href="http://www.przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,4720.html" target="_blank"&gt;tutaj &lt;/a&gt;mój wywiad z nim na ten temat) brał tam udział w jakiejś bardzo ważnej konferencji. W czasie przerwy państwo Madigan wybrali się na wycieczkę do parku. „Zupełnie nas z Jayem zamurowało – opowiadała Marta – kiedy zobaczyliśmy baraszkującą po drzewie wiewiórkę-albinoskę. Czy mógłbyś kiedyś napisać, skąd się biorą w przyrodzie takie sprane z pigmentu zwierzaki?”. Otóż biorą się z mutacji, czyli przypadkowych zmian genetycznych. W ich efekcie organizm nie wytwarza barwnika. Mutacje mogą być rozmaite – u ludzi na przykład wyróżniono aż pięć rodzajów albinizmu. W niektórych przypadkach w organizmie wytwarzane jest trochę pigmentu, czasem nic. W tym drugim wypadku nadmiar światła, które dociera do oka, doprowadza do ślepoty. Skóra staje się też podatna na rozwój nowotworów. Dzikie zwierzęta, które zapadną na pełny albinizm, mają małe szanse na przetrwanie. Te, które jednak widzą, mogą sobie radzić w przyrodzie. Choć i tak mają cięższe życie, bo są o wiele łatwiej widoczne dla drapieżnika niż kolorowi kuzyni. A zdjęcie kapsztadzkiej wiewiórki-albinoski można sobie obejrzeć na górze. Więcej zaś informacji o albinizmie znalazłem na stronie &lt;a href="http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=killing-albinos-tanzania-albinism" target="_blank"&gt;„Scientific American”&lt;/a&gt;. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego w nocy jest ciemno?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Napisał do mnie czytelnik, Adam Sławiński z Katowic: „Wszyscy chyba widzieliśmy niezwykle fotografie odległych galaktyk. Ciekawi mnie to, dlaczego, choć są one w centralnej części oślepiająco rozświetlone, to my, jako mieszkańcy obrzeża naszej Drogi Mlecznej, mamy tak ciemno w nocy. Czemu nie oświetla nas tak samo intensywne światło jądra naszej galaktyki?”. Ha, pytanie „Dlaczego w nocy jest ciemno?”, choć oczywiście jeszcze nie poparte wiedzą o budowie galaktyk, zadał w 1823 roku niemiecki astronom Wilhelm Olbers. Zastanowiło go, dlaczego nocą niebo nad nami nie jest całkowicie pokryte gwiazdami. 25 lat temu Jan Rurański w uroczej książeczce &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.biblionetka.pl/ks.asp?id=3811" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;„Dlaczego sól jest słona?”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; tak to wyjaśniał: „Odpowiedź na to pytanie dała dopiero współczesna nauka, a dokładniej teoria względności Alberta Einsteina. Okazało się, że Wszechświat nie jest nieskończenie wielki, że ciągle się rozrasta, że światło, wbrew naszym ziemskim doświadczeniom, nie rozchodzi się po liniach prostych, lecz zakrzywia się pod wpływem sił grawitacji i w efekcie promienie tylko niewielu gwiazd docierają na powierzchnię Ziemi”. Rok temu dr Stanisław Bajtlik opublikował na temat &lt;/span&gt;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,5493204,Bajtlik__Dlaczego_w_nocy_jest_ciemno_.html?as=2&amp;amp;ias=2&amp;amp;startsz=x" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;artykuł w „Gazecie Wyborczej”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;. Ale podaje tam nieco inne wyjaśnienie niż Rurański. Pisze tam, że najważniejsze jest to, że Kosmos ma skończony wiek. Wciąż się rozszerza, a światło, choć bardzo szybkie, też ma określoną prędkość. Nie z każdego zakątka Wszechświata zdążyło więc do nas dotrzeć. Dlatego właśnie między punkcikami gwiazd widzimy ciemne plamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Skąd się biorą dziuple?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tym razem pytanie zadał mi &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.ziemianiczyja.pl/" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Mariusz Herma&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;, recenzent muzyczny &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.przekroj.pl/" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;„Przekroju”&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;. Ciekawe zresztą, dlaczego akurat to go zaintrygowało. Czasem mam wrażenie, że myśli dorosłych chadzają po bardziej krętych ścieżkach niż dzieci. Ale skupmy się na faktach, czyli dziuplach. Część z nich wykuwają ptaki – dzięcioły, kowaliki oraz sikory czarnogłówki. Pozostałe dziuple najczęściej powstają w wyniku gnicia i próchnienia. Może się na przykład zdarzyć, że wiatr ułamie konar, tworzy się „rana”, przez którą do drzewa dostają się grzyby czy inne zarazki. Drewno gnije, próchnieje, a przy okazji powstaje dziupla. Gdy drzewo jest stare i obumiera, dziupli tworzy się dużo więcej. Próchnieje przecież i od środka, i od zewnątrz. Dlatego właśnie w dziuple obfitują wiekowe lasy, w których nie brak starych i martwych drzew. Na przykład w rezerwacie ścisłym Puszczy Białowieskiej jest ich tak dużo, że nie wszystkie zostają zasiedlone przez ptaki. W lasach gospodarczych, gdzie starych drzew niewiele, sikorom czy muchołówkom brakuje mieszkań. Wtedy trzeba wywieszać budki lęgowe.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Po co krowom księgi?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Odwiedził nas ostatnio Bartek Zarzycki, znajomy z lat dawnych i jednocześnie nasz agent ubezpieczeniowy. Przyznał się, że czasem zagląda na blog „A dlaczego?”. „Wojtek – zagaił – a po co krowom księgi?”. Pytanie miało być podchwytliwe. Na szczęście szybko zorientowałem się, o co chodzi. Krowy, podobnie jak i inne przeżuwacze, mają bowiem żołądek złożony z czterech części, zwanych żwacz, czepiec, księgi i trawieniec. Wszystko przez to, że pokarm roślinny jest bardzo trudno strawny. Po połknięciu trafia więc najpierw do żwacza i czepca. „Tu – jak czytamy w ‘Zoologii’ pod red. Kazimierza Dobrowolskiego – zalega przez pewien czas i ulega częściowemu strawieniu przez bakterie, a te z kolei przez pierwotniaki. Następnie powraca do pyska, gdzie [roślinność] zostaje powtórnie przeżuta, po czym specjalną rynienką kieruje się do ksiąg, a stąd do trawieńca, gdzie ostatecznie zostaje strawiona. W ten sposób roślinożerne przeżuwacze wykorzystują błonnik, normalnie nie trawiony przez enzymy trawienne kręgowców oraz zapewniają sobie w diecie białko zwierzęce w postaci pierwotniaków”. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Drodzy dorośli, czy to odpowiada na Wasze pytania?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-family:arial;color:#666666;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2641936700340095641?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2641936700340095641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2641936700340095641' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2641936700340095641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2641936700340095641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/06/o-co-pytaja-dorosli-dobra-dobra-czas-na.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sip9K2yLj1I/AAAAAAAAAiI/o-Dz6tfE3n4/s72-c/photo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4267224831909537552</id><published>2009-05-31T22:32:00.004+02:00</published><updated>2009-05-31T22:45:33.228+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='optyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fale elektromagnetyczne'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-nie-da-sie-dojsc-do-teczy.html"&gt;Dlaczego nie da się dojść do tęczy?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Ixcaita_fyc&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Ixcaita_fyc&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Akurat byłem na hawajskiej wyspie Kaua’i. Dzieci w tym czasie wybrały się, wraz z mamą, na działkę do ich dziadka. Po drodze, gdy jechali autobusem, zaczął padać deszcz. A ponieważ jednocześnie świeciło słońce, przed ich oczami rozkwitła piękna tęcza. Ida podobno spała. Kacper zaś filozoficznie zapytał Ireny „Dlaczego nie da się dojść do tęczy?”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Na odpowiedź musiał jednak poczekać do mojego powrotu. Wreszcie udało mi się zgłębić tę zagadkę. Dużo mi pomogła książka Richarda Dawkinsa &lt;a href="http://merlin.pl/Rozplatanie-teczy_Richard-Dawkins/browse/product/1,541428.html;jsessionid=CE7A58B06C4B089887F3F4BAA72F303A.LB1?gclid=CPz3uoe255oCFUYA4wod2VL1Bw"target="_blank"/&gt;„Rozplatanie tęczy”&lt;/a&gt;. Zacząć wypada chyba od tego, że światło słoneczne, które odbieramy jako białe, to chaotyczna mieszanka rozmaitych barw. Rozdzielić je można za pomocą tak zwanych pryzmatów. To są odpowiednio ukształtowane przezroczyste kawałki szkła, plastiku lub innej substancji. Mają one większą gęstość niż powietrze. Białe światło, które do nich wpada, spowalnia swą prędkość, przez co zmienia kąt, pod którym biegnie. Przy czym każda jego składowa część, czyli każda barwa, trochę inaczej zmienia kąt. W ten sposób białe światło rozdziela się na kolorowe widmo.&lt;br /&gt;Krople deszczu też są małymi pryzmacikami. Ponieważ jednak są okrągłe, mają jeszcze dodatkową cechę. Otóż światło, które wpadnie do ich środka i rozdzieli się na różnokolorowe promienie, natrafia po chwili na tylną ściankę kuli, która działa jak lustro. Odbija barwne światło i kieruje je z powrotem na zewnątrz. Wychodząc z kropli deszczu promienie znów załamują się i wychodzą na zewnątrz jeszcze bardziej rozdzielone. Jeśli teraz my stoimy na ich drodze, patrząc w stronę deszczu, tyłem do słońca, to do naszych oczu trafia część tych kolorowych promieni. Z kropli, które znajdują się najwyżej, widzimy więc tylko czerwień. Z tych pośrodku dociera do nas zieleń. A z tych jeszcze niżej – niebieski. Pomiędzy nimi znajdują się pozostałe kolory tęczy. Cały barwny łuk ma postać półkoli, wewnątrz których tkwimy my. Zawsze pośrodku. Bo do naszych oczu docierają tylko promienie odbite z kropli położonych w określonej odległości. Ktoś obok nas widzi światło z nieco innych kropel deszczu. Też więc znajduje się wewnątrz swoich różnokolorowych łuków. Tak naprawdę więc każdy z nas widzi więc własną, prywatną tęczę. Gdy zaś ktoś postanowi przybliżyć się do tęczy i przesunie się w jej kierunku, to przestanie widzieć poprzedni łuk kolorów, a zobaczy nowy. Choćby nie wiem jak długo wędrował, zawsze więc będzie widział tęczę w tej samej odległości. Zawsze inną, choć wyglądającą identycznie. I dlatego właśnie nie da się dojść do tęczy.&lt;br /&gt;A gdyby ktoś uznał moje wyjaśnienia za zbyt trudne, polecam filmik, który umieszczam na dole. Rysunek zawsze ułatwia zrozumienie zawiłych zagadnień. Na górze zaś wkleiłem piosenkę Ziggy Marleya o tęczy. Ku uciesze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rQukmSPctks&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/rQukmSPctks&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4267224831909537552?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4267224831909537552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4267224831909537552' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4267224831909537552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4267224831909537552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-nie-da-sie-dojsc-do-teczy.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7222446456694412371</id><published>2009-05-24T09:13:00.012+02:00</published><updated>2010-04-19T09:21:35.203+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/czy-na-hawajach-jest-fajnie-doprawdy.html"&gt;Czy na Hawajach jest fajnie?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339285344781568274" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shjzu3oniRI/AAAAAAAAAhg/h4PMY5hblac/s200/Panorama.JPG" /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Doprawdy, miałem wyjątkowe szczęście. Cóż, nawet mi, jak widać, może się to przytrafić. Otóż amerykański &lt;a href="http://ntbg.org/about" target="_blank"&gt;Narodowy Tropikalny Ogród Botaniczny&lt;/a&gt; uhonorował mnie tygodniowym stypendium dla dziennikarzy specjalizujących się w ochronie środowiska. Właśnie ten post piszę siedząc w domku należącym do ogrodu botanicznego. A znajduje się on – proszę mi wierzyć to nie żart – na hawajskiej wyspie &lt;a href="http://maps.google.pl/maps?hl=pl&amp;amp;q=Kauai&amp;amp;lr=&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;split=0&amp;amp;gl=pl&amp;amp;ei=ne0YSpanLJ2EtAPWmumSDw&amp;amp;ll=22.103454,-159.525604&amp;amp;spn=0.678163,1.230469&amp;amp;z=10" target="_blank"&gt;Kaua’i&lt;/a&gt;!&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Razem ze mną na stypendium przebywa pięcioro dziennikarzy z USA oraz autorka popularnonaukowych książek dla dzieci z Kanady. Codziennie mamy zajęcia – wykłady i terenowe wycieczki. Naprawdę, bardzo to ciekawe. Tęsknię jednak za rodziną. Na szczęście mamy Internet i możemy wymieniać się mailami. Kacper, gdy pisze do mnie, bardzo się stara, żeby jego listy wyglądały ładnie. Podkreśla literki i koloruje je na czerwono, niebiesko lub zielono. Napisał mi, że jego krab właśnie zrzucił pancerz. I chciał jeszcze wiedzieć, „czy jest fajnie” na Hawajach. A odpowiedź na to pytanie nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Tak, tak, wiem, że ten archipelag zwykle uważa się za symbol raju. Ciepły klimat, słońce, piękne plaże, mnóstwo kwiatów, kolorów. To prawda. Dla ludzi więc, którzy tu przyjeżdżają na wakacje, na Hawajach jest fajnie, nawet bardzo fajnie. Ale dla zwierząt i roślin, które zamieszkiwały te tropikalne wyspy od setek tysięcy lat, dawno przestało być tu fajnie. Już na pierwszym wykładzie usłyszałem wręcz, że z ich punktu widzenia trudno wyobrazić sobie gorsze miejsce do życia. Głównie z powodu setek obcych gatunków roślin i zwierząt, które człowiek tutaj sprowadził. Kompletnie odmieniło to tutejszą przyrodę. Pierwotnie na Hawajach na przykład nie było w ogóle ssaków. Pierwsi ludzie, którzy tu przybyli, niechcący sprowadzili szczury. Ale prawdziwa inwazja ssaków zaczęła się, gdy archipelag odkryli Europejczycy. Teraz po lasach włóczą się choćby zdziczałe świnie i kozy. Rozorują glebę i niszczą korzenie roślin, które zupełnie nie są przystosowane do radzenia sobie z takimi stworzeniami. Człowiek sprowadził też – chcący i niechcący – mnóstwo nowych gatunków drzew, traw i ziół. Pracownicy ogrodu botanicznego pokazywali nam lasy, w których pierwotne rośliny w zasadzie zostały całkowicie wyparte przez nowe. Właściwie większą część wyspy porasta obecnie gęsty nowy drzewostan, w którym trudno uświadczyć pierwotne gatunki. To tak jakby nagle nasze lasy sosnowe i dębowe znikły, a na ich miejsce wyrosły palmy czy cedry. I wystarcza czasem ledwie 20, 30 lat. Nasze drzewa w przypadku inwazji obcych mogłyby jeszcze gdzieś uciec – choćby do Rosji, Szwecji czy Niemiec. Tutaj, na niewielkich wyspach, rośliny nie mają takich możliwości. Są skazane na wymarcie. Pracownicy Narodowego Tropikalnego Ogrodu Botanicznego potrafią policzyć ostatnie egzemplarze rdzennych gatunków. Pokazywali nam ich zdjęcia, mówiąc: „tego mamy 5 okazów”, „tego 20”, „ten został już tylko jeden”. Tutejsi naukowcy w dużej mierze skupiają się więc na ratowaniu rdzennych hawajskich roślin. W jednych miejscach krok za krokiem niszczą wszystkich gatunki inwazyjne. W innych - wspinają się na strome klify, by odnaleźć ostatnie okazy rodzimych roślin. Ostrożnie przenoszą potem ich nasiona lub siewki do szkółki, gdzie je rozmnażają, często z użyciem najnowszych technik laboratoryjnych. Gdy uda im się ta sztuka, część roślinek sadzą w ogrodzie botanicznym, część w rezerwatach. Wkładają w to gigantyczną pracę. Naprawdę, podziwiam ich. I choć zabrzmi to nieco śmiesznie, to choćby ze względu na tych naukowców ja na Hawajach czuję się "fajnie". Uwielbiam poznawać ludzi z pasją, z ideami, z szeroką wiedzą i horyzontami. A takich tu właśnie spotkałem. Ich mottem życiowym stało się hawajskie przysłowie „Malama’Aina”, czyli "troszcz się o ziemię", a ziemia zatroszczy się o ciebie. Warto byśmy i my je przyswoili. Malama’Aina!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shj0E20Lq_I/AAAAAAAAAiA/UOvL-NaNJ20/s1600-h/wszyscy.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339285722518760434" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shj0E20Lq_I/AAAAAAAAAiA/UOvL-NaNJ20/s200/wszyscy.JPG" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;To nasza grupa. Od lewej stoją: dr Gaugau Tavana (dyrektor działu edukacji w ogrodzie botanicznym) Gretchen Cuda, Debra Weiner, Molly Webster, ja, Daniel Stone, Heidi Chang. Klęczą: Nicole (pracownica ogrodu) oraz Shar Levine.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shj0Ab4-RaI/AAAAAAAAAh4/ISRsAt8Oa0A/s1600-h/Praca.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 150px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339285646571619746" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shj0Ab4-RaI/AAAAAAAAAh4/ISRsAt8Oa0A/s200/Praca.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt; Tutaj pracowicie wyrabiam materiał z kory tak jak to robili rdzenni Hawajczycy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shjz2GJWuTI/AAAAAAAAAho/m30mSOjSMY0/s1600-h/Kokos.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339285468936059186" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shjz2GJWuTI/AAAAAAAAAho/m30mSOjSMY0/s200/Kokos.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;Wraz z Danielem Stonem oczyszczamy orzech kokosowy. Udało nam się! Nawet go potem rozbiliśmy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shjz7VnCSNI/AAAAAAAAAhw/Tc31GSZCXzs/s1600-h/Las_dziewiczy.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339285558986426578" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shjz7VnCSNI/AAAAAAAAAhw/Tc31GSZCXzs/s200/Las_dziewiczy.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;A to jeden z nielicznych dziewiczych lasów na Kauai. Prawie nie ma tu roślin &lt;span style="color:#666666;"&gt;inwazyjnych&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7222446456694412371?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7222446456694412371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7222446456694412371' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7222446456694412371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7222446456694412371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/czy-na-hawajach-jest-fajnie-doprawdy.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Shjzu3oniRI/AAAAAAAAAhg/h4PMY5hblac/s72-c/Panorama.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-4645215471924310025</id><published>2009-05-16T07:30:00.008+02:00</published><updated>2010-04-19T09:36:35.539+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fale elektromagnetyczne'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-fale-radiowe-to-fale-to-chyba.html"&gt;Dlaczego fale radiowe to fale?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dnmJ4tsPe2s&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dnmJ4tsPe2s&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;To chyba jedno z najtrudniejszych pytań, na jakie się natknąłem! A wszystko, jak się domyślam, przez naszą wizytę w radiu. Któregoś dnia bowiem zadzwoniła &lt;a href="http://www.tok.fm/TOKFM/1,88846,2565308.html" target="_blank"&gt;Ola Głogowska&lt;/a&gt; z TOK FM, by zaprosić mnie do udziału w programie prowadzonym przez &lt;a href="http://www.tok.fm/TOKFM/1,88846,4336375.html" target="_blank"&gt;Grzegorza Chlastę&lt;/a&gt;. Niestety, musiałem odmówić. Tego dnia akurat mojej żony nie było w domu i samotnie pilnowałem Idy i Kacpra. – Proszę przyjechać z dziećmi – nie ustępowała Ola Głogowska. – Zajmiemy się nimi.&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Uwierzyłem. I rzeczywiście, jak tylko wszedłem do studia, pani Ola wzięła pod opiekę Idę i Kacpra i oprowadziła ich po kolejnych pomieszczeniach. Moje dzieci, przyzwyczajone do ciekawości, rozpytywały o kolejne guziki na stolikach radiowców. Zacząłem im nawet zazdrościć, bo zobaczyły więcej niż ja. No ale zaraz zaczęła się audycja i, jak to mi się zdarza, gdy rozmawiam z Grzesiem Chlastą, bardzo się rozgadałem (&lt;a href="http://bi.gazeta.pl/im/5/6478/m6478245.mp3" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt; jest link do jednej z naszych rozmów). Dzieci, jak twierdziła potem pani Ola, zachowywały się bardzo grzecznie. W drodze do domu opowiedziały mi trochę, czego się dowiedziały. Bardzo mi to zaimponowało. W rewanżu wytłumaczyłem im, że radio działa dzięki przesyłowi fal. Całą naszą rozmowę w studiu zakodowano w określonej strukturze fal radiowych, które potem nadajnik rozesłał na całe miasto. Jeśli ktoś chciał posłuchać, włączał odbiornik, nastawiał radio na takie właśnie fale, a ono z powrotem zamieniało je w głos.&lt;br /&gt;Jakiś czas później Ida jednak poprosiła o uściślenie tych informacji. – Dlaczego fale radiowe to są fale? – zapytała. Początkowo oniemiałem. Potem się zaplątałem. W końcu o pomoc poprosiłem Irenę Cieślińską (dziennikarkę naukową i absolwentkę Wydziału Fizyki). Przestudiowałem też odpowiednie rozdziały z książki Franka Ashalla „Przełomowe odkrycia” i „Księga odkryć” Bolesława Orłowskiego i Zbigniewa Przyrowskiego. Dzięki temu mam wrażenie, że co nieco zrozumiałem.&lt;br /&gt;To, jak wygląda zwykła fala możemy zrozumieć patrząc na wzbudzony sznurek lub wodę. Oba te elementy nie zaczynają się wówczas poruszać do przodu, a jedynie w górę i dół. Do przodu zaś przesuwają się „górki i dołki”, które na nich się tworzą. Można powiedzieć, że przesuwa się energia, a nie materia. No, ale fale radiowe nie są zwykłymi falami. Zalicza się je do grupy zwanej uczenie falami elektromagnetycznymi. Należy też do nich światło, mikrofale (te z mikrofalówki) czy fale rentgenowskie (te, którymi nas prześwietlają lekarze, gdy chcą obejrzeć nasze kości). One też przenoszą energię i mają postać „górek oraz dołków”, które przesuwają się do przodu. Pytanie jednak, na czym się przesuwają? Co w ich przypadku zastępuje sznurek lub wodę, w której przemieszczają się „zwykłe” fale? Ha, problem ten, jak się dowiedziałem, spędzał sen z powiek uczonym przez dziesiątki lat. W pewnym momencie doszli do wniosku, że cały świat musi być wypełniony tajemniczą substancją, która przenosi fale radiowe (i inne fale elektromagnetyczne, nawet światło). Nazwali ją eterem. Wyliczyli nawet, że musi to być ciało stałe, bardzo lekkie, bardzo sztywne i obecne wszędzie, nawet w próżni. A w chwili gdy przez eter przechodzą fale, powinien on sprężyście drgać. Pomysł był w sumie wspaniały, sensowny, logiczny tyle że… nieprawdziwy. A udowodniły to dobrze zaplanowane eksperymenty. Wynikło z nich jasno, że eter nie istniał. Ani trochę.&lt;br /&gt;Pytanie, jak przenoszą się fale radiowe, i to nawet przez próżnię, pozostawało więc bez odpowiedzi. Trzeba było czekać aż na Alberta Einsteina, najsłynniejszego fizyka XX wieku, by rozwiązać tę zagadkę. To on udowodnił, że próżnia nie jest absolutnie pusta. Nie wypełnia jej co prawda żadna materia, żaden nowy eter, ale cały Wszechświat przenika energia w postaci pól elektrycznych i magnetycznych. A ponieważ energia, według teorii Einsteina, jest formą materii, to na polach elektrycznych i magnetycznych mogą się tworzyć owe „górki i dołki”, które przemieszczają się od nadajnika do odbiornika.&lt;br /&gt;Tak, wiem, że brzmi to nieco tajemniczo. Szczerze mówiąc, sam żałuję, że teoria eteru okazała się nieprawdą. O ileż świat byłby logiczniejszy, bardziej zrozumiały i w dodatku łatwiejszy do wytłumaczenia dziecku! Moim zdaniem podobnie myślą radiowcy. Dlatego do dziś o swoich działaniach mówią „na falach eteru”, a nie „na zaburzeniach pól elektrycznych i magnetycznych”. Zupełnie im się nie dziwię.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-4645215471924310025?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/4645215471924310025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=4645215471924310025' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4645215471924310025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/4645215471924310025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-fale-radiowe-to-fale-to-chyba.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-607958009197969827</id><published>2009-05-08T22:41:00.012+02:00</published><updated>2010-04-19T09:32:59.278+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fizjologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-starym-ludziom-siwieja-wosy.html"&gt;Dlaczego starym ludziom siwieją włosy?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SgSce9ZviDI/AAAAAAAAAhY/sHcJfMsenX8/s1600-h/ida.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 226px; FLOAT: left; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5333559914406053938" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SgSce9ZviDI/AAAAAAAAAhY/sHcJfMsenX8/s320/ida.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- Tato, ale na tym rysunku to nie jesteś ty. Ty nie nosisz przecież takich butów! – oznajmiła mi Ida. Poprosiłem ją, by narysowała jakąś osobę o siwych włosach. Gdy zobaczyłem efekt, nieco się przestraszyłem, że to ja tak właśnie wyglądam w oczach mego dziecka. Bo niby skąd pojawiło się pytanie, które stało się początkiem naszej rozmowy? Czemuż to nagle Idę zaciekawiło, dlaczego starym ludziom siwieją włosy?&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;A zresztą, czy to ważne? Zamiast rozmyślać nad upływem czasu, lepiej skupić się na nauce. Bo odpowiedź na trudne pytanie tym razem przyszła wyjątkowo łatwo. Znalazłem ją już na pierwszych stronach książki &lt;a href="http://merlin.pl/Dlaczego-pingwinom-nie-zamarzaja-stopy_Mick-O-prime-Hare/browse/product/1,665703.html" target="_blank"&gt;„Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy?”&lt;/a&gt;, która właśnie ukazała się w polskim tłumaczeniu. Przeczytałem tam, że siwy (albo biały) to pierwotny kolor naszych włosów. U podstawy mieszka włosa znajdują się komórki, które produkują odpowiedni barwnik. I to on zmienia pierwotny kolor na taki, jaki widzimy na naszej głowie w młodości. Ale im człowiek jest starszy, tym więcej komórek barwnikowych obumiera. Włosy stopniowo więc przyjmują swoją naturalną siwą barwę. Zwykle zajmuje to od 10 do 20 lat.&lt;br /&gt;Odpowiedzi, jakiej, zadowolony z siebie, udzielałem, przysłuchiwało się obydwoje moich dzieci. I żadne z nich nie było w pełni nią usatysfakcjonowane. – W takim razie – odezwały się jedno przez drugie – po co nam te barwniki we włosach? Nie moglibyśmy być od razu siwi?&lt;br /&gt;Ha, tego książka „Dlaczego pingwinom nie zamarzają stopy?” nie wyjaśnia. Jak ktoś wie, będę wdzięczny za pomoc. A żeby jakoś zgrabnie zakończyć rozmowę z moimi dziećmi, poprosiłem Idę, by narysowała też osobę z włosami, które jeszcze nie osiwiały. Efekt poniżej. I to też nie jest jej mama. Argument okazał się dokładnie taki sam, jak w przypadku rysunku siwego mężczyzny: – No przecież mama nie nosi takich butów! – powiedziała zniecierpliwiona Ida. Na wszelki wypadek dodam, że moja żona jest blondynką.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SgSbpO61hVI/AAAAAAAAAhQ/FKjO7UQZ6hA/s1600-h/ida2.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 223px; DISPLAY: block; HEIGHT: 320px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5333558991395325266" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SgSbpO61hVI/AAAAAAAAAhQ/FKjO7UQZ6hA/s320/ida2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-607958009197969827?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/607958009197969827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=607958009197969827' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/607958009197969827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/607958009197969827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/05/dlaczego-starym-ludziom-siwieja-wosy.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SgSce9ZviDI/AAAAAAAAAhY/sHcJfMsenX8/s72-c/ida.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7194937088209925529</id><published>2009-04-26T13:52:00.009+02:00</published><updated>2009-04-28T22:14:33.152+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/co-to-sa-siniaki-uff-uratowa-mnie.html"&gt;Co to są siniaki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;/center&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;object height="265" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/aOca3WhQ0yM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/aOca3WhQ0yM&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;center&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Uff, uratował mnie kolega. Zwlekałem z odpowiedzią na to pytanie, bo ileż razy można się przyznawać do niewiedzy! Na szczęście Piotrek Kossobudzki, świetny dziennikarz naukowy o wykształceniu biologiczno-medycznym, opublikował niedawno w „Przekroju” &lt;a href="http://www.przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,4563.html" target="_blank"&gt;tekst&lt;/a&gt;, który wyjaśnia wszelkie moje wątpliwości. Będę z niego czerpał garściami, co mi, mam nadzieję, wybaczy.&lt;br /&gt;A pytanie, o paradoksie, wcale nie wzięło się stąd, że moje dzieci są tak posiniaczone. Owszem, są. Zawsze zdumiewało mnie, jak udaje im się wyprodukować aż tyle siniaków na ciele (na wszelki wypadek wyjaśnię, że to nie ja jestem ich przyczyną i proszę nie dzwonić na &lt;a href="http://www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280" target="_blank"&gt;Niebieską Linię&lt;/a&gt;). Pytanie nie padło jednak, gdy oglądaliśmy niebieskie plamy na ich nogach i rękach, lecz gdy czytaliśmy sympatyczną książeczkę Asy Lind &lt;a href="http://www.zakamarki.pl/show_object.php?id=105&amp;amp;req[36]=106&amp;amp;lang=pl" target="_blank"&gt;„Piaskowy wilk”&lt;/a&gt;. Jej bohaterka, Karusia, chwaliła się, że miała „tęczowe nogi”. Jednego siniaka „nabiła sobie, zeskakując z rozpędzonej huśtawki”. Drugiego, „zielonego, gdy ścigała się na rowerze z kotem sąsiadów”. A ten trzeci, „tyci, tyci fioletowy” nabiła „latając latającym hamakiem”. Piaskowy Wilk zrozumiał: „Siniaki, to takie medale, za robienie rzeczy niebezpiecznych, prawda?” spytał Karusi. Dziewczynka zgodziła się z nim „No właśnie! – powiedziała. – Takie medale odwagi”.&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Bardzo to się nam podobało. Niemniej, dla Kacpra i Idy takie wyjaśnienie stanowczo nie wystarczało. Chciały wiedzieć, czym naprawdę są siniaki.&lt;br /&gt;Teraz już wiem. Otóż – jak pisze Piotrek – „Siniak powstaje, gdy z uszkodzonych (na przykład uderzeniem) drobnych naczyń krwionośnych krew wylewa się do okolicznych tkanek”. Inaczej mówiąc: rozlewa się pod skórą. Chwilę potem organizm zabiera się za jej uprzątnięcie. Przy okazji związki zawarte w krwi są przekształcane w inne. I właśnie ten proces odpowiada za przemiany kolorystyczne siniaków. Najpierw, zgodnie ze swą nazwą, przybierają barwę siną, czasem z domieszką czerwieni lub błękitu, które razem tworzą elegancki fiolet. Potem siniaki zielenieją a na koniec żółkną. Gdy komórki odpornościowe, które zwabione do podskórnego rozlewu krwi szukają zarazków, rozochocą się, siniak może też zabarwić się na złoto lub brązowo. Po jakichś dwóch tygodniach pobojowisko zostaje uprzątnięte a siniak znika. I tyle.&lt;br /&gt;Dla tych zaś, którzy zapomnieli, skąd biorą się siniaki, załączyłem na górze poglądowe sytuacje. To oczywiście fragmenty filmów z Flipem i Flapem. Moje dzieci, oglądając je, pokładały się ze śmiechu. A dorośli niech sobie przypomną własne dzieciństwo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7194937088209925529?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7194937088209925529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7194937088209925529' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7194937088209925529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7194937088209925529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/co-to-sa-siniaki-uff-uratowa-mnie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-3371161587993507676</id><published>2009-04-20T07:25:00.023+02:00</published><updated>2010-04-19T09:37:29.665+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-size:180%;" &gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/po-co-obraczkuje-sie-ptaki-alez.html"&gt;Po co obrączkuje się ptaki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIKEKwi4I/AAAAAAAAAg4/yIDke3xfmLQ/s1600-h/rudzik+w+siatce.JPG"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 150px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326641428283034498" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIKEKwi4I/AAAAAAAAAg4/yIDke3xfmLQ/s200/rudzik+w+siatce.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:130%;"  &gt;Ależ mieliśmy niesamowitą rodzinną przygodę! Aż nie wiem od czego by tu zacząć. Może od mojego dziecięcego marzenia. Otóż moją pasją w dzieciństwie było podglądanie ptaków. Biegałem za nimi z lornetką i starałem się zgadnąć, co to za gatunek. Gdy miałem chyba 14 lat postanowiłem zapoznać się z ptakami bliżej i wziąć udział w akcji ich obrączkowania. Wysłałem więc list do &lt;a href="http://www.stornit.gda.pl/historia.html" target="_blank"&gt;Stacji Ornitologicznej w Górkach Wschodnich koło Gdańska&lt;/a&gt; z prośbą, by mi pozwolono przyjechać. Niestety, odpowiedź dostałem odmowną. Byłem podobno za młody.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="COLOR: rgb(102,102,102);font-family:arial;font-size:130%;"  &gt;&lt;br /&gt;A jesienią zeszłego roku, gdy świętowałem 20 rocznicę wysłania listu do Górek Wschodnich, wziąłem udział w &lt;a href="http://www.naukowi.pl/node/208" target="_blank"&gt;warsztatach dla dziennikarzy naukowych&lt;/a&gt; na Mierzei Wiślanej zorganizowanych przez naszą koleżankę, Marzennę Nowakowską. Podczas zajęć poznałem dr Jarosława Nowakowskiego, prywatnie jej męża, a zawodowo ornitologa oraz obecnego szefa &lt;a href="http://www.birds.univ.gda.pl/home-pl.html" target="_blank"&gt;Akcji Bałtyckiej&lt;/a&gt;. I to od niego dowiedziałem się, że poszukują oni woluntariuszy do obrączkowania ptaków. Zgłosiłem się i pojechałem na akcję wiosną, w kwietniu, już nie jako młodzieniec, lecz mężczyzna w najlepszych latach. Zabrałem też ze sobą dzieci, które zamieszkały w gospodarstwie agroturystycznym we wsi Kopań w pobliżu bazy akcji. Codziennie przychodziły do mnie do obozu, regularnie wędrowały na obchody siatek, oglądały ptaki, wypuszczały je na wolność i – jak to one – zadawały mnóstwo pytań. Doprawdy, wszystkich zapamiętać nie sposób. W każdym razie ptaki je zafascynowały. Nauczyły się nawet rozpoznawać rudzika, szczygła, sikorę modrą, bogatkę oraz drozda śpiewaka. Jak na pierwszy raz naprawdę nieźle. Przyjemnie było na nie patrzeć. To prawda, że na trzeci dzień trochę się znudziły i pobiegły nad morze. Tyle że w niedzielę, po powrocie do Warszawy, aż się popłakały i prosiły, byśmy jeszcze raz wybrali się na obrączkowanie.&lt;br /&gt;No dobra, czas odpowiedzieć na choć jedno z tych dziesiątek pytań, jakie padły podczas wyjazdu. Jak choćby po co się w ogóle te ptaki obrączkuje? Przede wszystkim po to, by poznać trasy ich wędrówek. Zasada jest prosta: każdy osobnik, który złapie się w sieć, dostaje obrączkę z unikalnym numerem. Jeśli potem złapie się go po raz drugi, ptaszek zostanie zidentyfikowany, co pozwoli na określenie skąd i dokąd przeleciał. Poznanie tras wędrówek jest oczywiście samo w sobie bardzo ciekawe. Pozwala też na lepszą ochronę ptaków. Wiele z nich ginie podczas wędrówek. Bywa też, że latem mieszkają w dobrze chronionym rezerwacie, a zimę spędzają w zupełnie nieprzyjaznym miejscu. Żeby taki gatunek przetrwał, trzeba o niego dbać i na letnisku, i na zimowisku, i jeszcze na trasie lotu. A tego bez obrączek raczej się nie uda poznać.&lt;br /&gt;Są i inne korzyści z obrączkowania, szczególnie podczas takich akcji jak Akcja Bałtycka. Niemal każdego ptaszka mierzy się bowiem, waży, sprawdza ilość tłuszczu i długość piórek. W ten sposób naukowcy uzyskują mnóstwo danych. One zaś pozwalają lepiej zrozumieć na przykład, jak małym ptakom udaje się pokonywać tak wielkie odległości. Dane z kilkudziesięciu lat pokazują również, że liczebność niektórych gatunków zmienia się regularnie. Co kilka lat jest ich więcej, a potem znów mniej. Dzięki temu wiadomo, czy zmniejszanie się liczebności danego gatunku oznacza jego zagrożenie wymarciem, czy jest tylko naturalną i regularną zmianą. To pozwala na ocenę, czy należy podjąć akcję ochrony, czy też lepiej pieniądze przeznaczyć na coś innego. A kto chce wiedzieć więcej, niech przeczyta &lt;a href="http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,72036,355536.html" target="_blank"&gt;wywiad z prof. Przemysławem Bussem&lt;/a&gt;, założycielem i do niedawna szefem Akcji Bałtyckiej który kilka lat temu przeprowadziła Marzenna Nowakowska. Kto ma ochotę wyjmować ptaki z siatek, niech zgłosi swój udział i nie czeka, jak ja, lat 20. &lt;a href="http://www.tbop.org.pl/obozy/podstrony/ab.htm" target="_blank"&gt;Tutaj&lt;/a&gt; są namiary na organizatorów Akcji. A na zachętę oraz wspomnienie wielkiej przygody załączam parę zdjęć. Na górze był rudzik zaplątany w siatkę. Resztę wyjaśniam w podpisach pod zdjęciami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIFCfwxOI/AAAAAAAAAgw/4_L7Ut4uqpM/s1600-h/wyjmowanie.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 150px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326641341934912738" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIFCfwxOI/AAAAAAAAAgw/4_L7Ut4uqpM/s200/wyjmowanie.JPG" /&gt; &lt;/a&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Akcja: wyjmujemy rudzika z siatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIAMOXbEI/AAAAAAAAAgo/0ZZHdKD-MsI/s1600-h/mierzenie.JPG"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326641258646957122" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIAMOXbEI/AAAAAAAAAgo/0ZZHdKD-MsI/s200/mierzenie.JPG" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Po przyniesieniu ptaszka do obozu jest on obrączkowany i mierzony przez licencjonowanego obrączkarza (tu Grzegorz Zaniewicz z Uniwersytetu Gdańskiego). Woluntariusz (w tym wypadku ja) zapisuje pomiary w odpowiednim zeszycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326641164829760898" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewH6uumnYI/AAAAAAAAAgg/Cnd9W6SVQ1w/s200/mierzenie+z+bliska.JPG" /&gt; &lt;/span&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Zbliżenie na mierzenie. W głównej roli drozd śpiewak. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewH1UXxf_I/AAAAAAAAAgY/XLFGTiDNB1c/s1600-h/Kacper.JPG"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326641071855337458" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewH1UXxf_I/AAAAAAAAAgY/XLFGTiDNB1c/s200/Kacper.JPG" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Po zmierzeniu Kacper wypuszcza na wolność szczygla. Proszę zauważyć, jak fachowo go trzyma!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewHv_RIHxI/AAAAAAAAAgQ/6UIyTo45a5c/s1600-h/Ida.JPG"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326640980290969362" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewHv_RIHxI/AAAAAAAAAgQ/6UIyTo45a5c/s200/Ida.JPG" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; A Ida wypuszcza czyżyka. Prawidłowego chwytu uczy ją Eliza Głowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-3371161587993507676?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/3371161587993507676/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=3371161587993507676' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3371161587993507676'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/3371161587993507676'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/po-co-obraczkuje-sie-ptaki-alez.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SewIKEKwi4I/AAAAAAAAAg4/yIDke3xfmLQ/s72-c/rudzik+w+siatce.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-136005450156377454</id><published>2009-04-09T16:36:00.007+02:00</published><updated>2009-04-28T22:13:12.872+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odżywianie się'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/dlaczego-musimy-pic-pocieszam-sie-ze.html"&gt;Dlaczego musimy pić?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322700942635535698" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sd4ITnNtjVI/AAAAAAAAAgI/EP1O60C_4ZQ/s200/Drops_Imapct.jpg" border="0" /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Pocieszam się, że rozmowy przy posiłkach mają swoje zalety. Ba, dość liczne. Zacieśniają więzy rodzinne oraz – na co znalazłem dowody naukowe! – zapobiegają otyłości u dzieci. W ten sposób tłumaczę sobie, skąd tyle pytań pada akurat podczas posiłku. O, jak choćby ostatnio. Tym razem poszło o picie. „No wypij coś!” – nalegała moja żona, gdy Ida już chciała zakończyć obiadek. Nasza córeczka, przekonana, że z mamą i tak nie wygra, zapytała zrezygnowana „Ale dlaczego musimy pić?”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Bo i prawda, woda nie dostarcza nam żadnej energii, witamin, mikroelementów, nic ważnego. Woda jest potrzebna jako woda. I tyle. A przecież tyle jej musimy dziennie pić! Niektórzy piszą, że 1,5, inni, że 2, a nawet 3 litry dziennie. A dlaczego?&lt;br /&gt;Zacznijmy od tego, że w 70 procentach zbudowani jesteśmy z wody. Co to znaczy? Weźmy jako przykład Idusię, która waży około 20 kilogramów. Gdyby ją całkowicie wysuszyć, to by z niej wyparowało 14 kilogramów wody! To, co by pozostało, czyli marne 6 kilo, dałoby jej wagę małego niemowlaka. Te masy wody, które przelewają się w jej organizmie, pozwalają na jego pracę. Większość niezbędnych do życia reakcji chemicznych musi się odbywać właśnie w płynie. W niektórych procesach woda uczestniczy aktywnie. Ale w większości wypadków jest po prostu rozpuszczalnikiem i nośnikiem substancji. Mogą się one w niej rozcieńczać i przepływać z jednego miejsca w drugie. Dzięki niej krew roznosi tlen do wszystkich komórek ciała i zabiera dwutlenek węgla. Tak samo rozprowadzane są substancje odżywcze po całym ciele. I w podobnym stylu organizm zabiera z komórek wszelkie toksyczne odpady i przenosi je do nerek. Tam, po przefiltrowaniu, zamieniają się w mocz, który wydalamy. To było powiedziane po dorosłemu. Dla dzieci wyjaśnię, że chodzi o zwykłe sikanie. Tym sposobem tracimy zresztą mnóstwo wody. Dodatkowo ucieka nam ona podczas pocenia się. Bez pocenia się byśmy się przegrzewali, więc woda nas tu jeszcze chłodzi. Wyparowuje z ciała również podczas oddychania, wraz z wilgotnym powietrzem z płuc, ust czy nosa. Krótko mówiąc: wciąż nam ucieka. I dlatego trzeba ją uzupełniać. Bez picia nie mamy szans na przeżycie. Pozbawieni wody umieramy po około 10 dniach. To trochę szybciej niż bez snu i o wiele, wiele szybciej niż bez jedzenia. Tak ważne jest picie!&lt;br /&gt;Co gorsza, my, ludzie, podobnie jak i inne ssaki, musimy pić więcej niż pozostałe grupy zwierząt. Po pierwsze dlatego, że jesteśmy stałocieplni. Oznacza to, że utrzymujemy stałą, wysoką temperaturę ciała. Zwiększa to parowaniu, czyli ucieczkę wody. Ustawicznie grozi nam też przegrzanie. Musimy więc wydzielać pot, który chłodzi nasze ciała. Drugą dziś żyjąca grupą zwierząt stałocieplnych są ptaki. Ale nawet one nie muszą pić tyle, co my. Przede wszystkim dlatego, że w inny sposób pozbywają się toksycznych odpadów. U ludzi i innych ssaków przybierają one postać chemiczną zwaną mocznikiem. Ten związek musi być zaś rozpuszczony w wodzie. Natomiast ptaki tworzą kwas moczowy, który może przybierać formę kryształków. Do jego wydalenia prawie w ogóle nie trzeba wody. Dzięki temu ptaki mają bardzo małe zapotrzebowanie na picie. Niektórym wystarcza wyłącznie ta woda, którą znajdują w jedzeniu. I, prawdę mówiąc, tego im zazdroszczę. Ileż tańsze byłoby życie bez konieczności picia wody! Na jak dalekie wyprawy można by się wybierać bez butelki w plecaku! Ech, chyba pójdę się czegoś napić.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-136005450156377454?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/136005450156377454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=136005450156377454' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/136005450156377454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/136005450156377454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/dlaczego-musimy-pic-pocieszam-sie-ze.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sd4ITnNtjVI/AAAAAAAAAgI/EP1O60C_4ZQ/s72-c/Drops_Imapct.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-8224893994814528280</id><published>2009-04-05T00:14:00.006+02:00</published><updated>2009-04-05T00:25:29.541+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/dlaczego-psy-nie-lataja-to-chyba-ta.html"&gt;Dlaczego psy nie latają?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sdfcf2B1xxI/AAAAAAAAAgA/CLOjOCU85QU/s1600-h/Pies.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320963924398819090" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 144px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sdfcf2B1xxI/AAAAAAAAAgA/CLOjOCU85QU/s200/Pies.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;To chyba ta wiosna tak wpływa na moje dzieci. Ptaków przybywa - śpiewają, latają, wędrują nad naszymi głowami. Widać to nawet w Warszawie. Stąd pytanie, jakie ostatnio zadała mi Ida: „Tato, a dlaczego psy nie latają? Albo małpy?”. Dobrze, że moja córka myśli. Ale na jej pytanie można odpowiedzieć na kilka sposobów.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Na początek poprosiłem ją, by namalowała latającego psa. Jej rysunek zamieszczam na górze tej notatki. Warto mu się dobrze przyjrzeć. Skrzydła mu Ida wymalowała na plecach – tak jak rysuje się je smokom albo latającym koniom (Pegazom). I to jest pierwszy powód, dla którego żadne z tych stworzeń istnieć nie może. I psy bowiem, i konie, i małpy, i ptaki, i ludzi nawet zalicza się do grupy kręgowców. Wszyscy jej przedstawiciele mają cztery kończyny (dwie tylne i dwie przednie) oraz kręgosłup, czyli ciąg kości, który biegnie tuż pod plecami od czaszki do ogona. Wśród żyjących kręgowców znane są dwie grupy aktywnych lotników: ptaki oraz nietoperze. W czasach dinozaurów aktywnie latały też gady zwane pterozaurami. I wszystkie – podkreślam wszystkie! – wykorzystywały do tego celu odpowiednio przekształcone przednie kończyny. Żaden latający kręgowiec nie miał dodatkowych skrzydeł na plecach.&lt;br /&gt;Dlaczego? Ponieważ proces ewolucji najczęściej przekształca to, co już zastanie. Bardzo rzadko tworzy coś kompletnie od nowa. Przodkowie aktywnie latających kręgowców prawdopodobnie stosowali tak zwany lot ślizgowy. Dzisiaj sporo zwierząt tak właśnie się porusza. Polega to na tym, że przenosząc się z jednego drzewa na drugie chcą wydłużyć swoje skoki. Bardzo w tym pomaga rozszerzanie własnej powierzchni – na przykład przez błony przy skrzydłach (latające wiewiórki, czyli &lt;a href="http://portalwiedzy.onet.pl/36285,,,,polatucha,haslo.html" target="_blank"&gt;polatuchy&lt;/a&gt;), błony między palcami (niektóre &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Rhacophorus_nigropalmatus" target="_blank"&gt;żaby&lt;/a&gt;) czy nawet spłaszczanie ciała (&lt;a href="http://www.flyingsnake.org/" target="_blank"&gt;węże&lt;/a&gt;). Im bardziej zwiększała się powierzchnia ciała, szczególnie zaś przednich kończyn, tym dalej zwierzę skoczy. A lądując, często musi chwilę pomachać. I to było, jak się przypuszcza, prapoczątkiem aktywnego lotu. Ewolucja wykorzystywała więc istniejące już ręce, by powoli, zmiana za zmianą, przekształcić je w skrzydła. Ani psy, ani małpy, ani konie, ani smoki nie mogły więc raczej rozwinąć skrzydeł na plecach.&lt;br /&gt;Ale dlaczego w takim razie ich przednie kończyny nie przekształciły się w skrzydła? Najłatwiej to wytłumaczyć w przypadku psów. Ich przodkowie nie włazili na drzewa i nie skakali z pnia na pień. Ich metodą poruszania się – czy to podczas ucieczki czy polowania – było bieganie. Zwiększanie powierzchni przednich nóg nie tylko nic im nie dawało, ale wręcz szkodziło. Osobniki z takimi mutacjami miałyby więc mniejsze szanse na przekazanie swoich genów potomstwu. Ich szanse w ewolucji byłby zatem dość marne. Dlatego nie wyewoluowały u nich skrzydła.&lt;br /&gt;Trochę bardziej dziwi, że nie powstały latające małpy. W końcu one akurat dość często przeskakiwały z drzewa na drzewo. Im by się opłacało zwiększać długość skoku. Tyle że – zapewne przypadkiem – ich ewolucja poszła zupełnie inną drogą. Nie pojawiły się żadne błony, a za to wydłużyły się ręce i ogony. Małpy raczej rozhuśtywały się na gałęziach, stojąc na nogach, i trzymając się przednimi kończynami (oraz ogonami) wyżej położonych konarów. Niektórzy naukowcy przypuszczają, że tak właśnie pojawiła się dwunożność. Te małpy dałyby – według tych badaczy – początek naszym bezpośrednim przodkom.&lt;br /&gt;I jeszcze na koniec dodam, że nawet ptaki – choć nam to się wydaje dziwne – często rezygnują z fruwania. Aktywny lot jest bowiem bardzo męczący i kosztowny. Trzeba utrzymywać potężne mięśnie i bardzo przy tym pracować. Jeśli więc jest mało drapieżników, to po co się męczyć? I dlatego na wyspach, gdzie często nie docierają stwory o wielkich zębach i pazurach, pojawiło się wiele ptaków bezlotnych: &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dront_dodo" target="_blank"&gt;dronty dodo&lt;/a&gt; na wyspie Mauritius, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kiwi" target="_blank"&gt;kiwi &lt;/a&gt;na Nowej Zelandii czy &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Moa-nalo" target="_blank"&gt;moa-nalo&lt;/a&gt; na Hawajach.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-8224893994814528280?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/8224893994814528280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=8224893994814528280' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/8224893994814528280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/8224893994814528280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/04/dlaczego-psy-nie-lataja-to-chyba-ta.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sdfcf2B1xxI/AAAAAAAAAgA/CLOjOCU85QU/s72-c/Pies.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2948648903260232240</id><published>2009-03-28T19:10:00.009+01:00</published><updated>2009-03-28T20:41:34.892+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odżywianie się'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/skad-sie-w-pupie-biora-baki-to-pytanie.html"&gt;Skąd się w pupie biorą bąki?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;/center&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;object height="265" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/T65ZKtpRy4w&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/T65ZKtpRy4w&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;center&gt;&lt;/center&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;To pytanie padło już dawno, dawno temu. Chyba chwilę po opublikowaniu na naszym blogu &lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2008/12/dlaczego-bekamy-walka-o-dobre-maniery.html" target="_blank"&gt;wpisu o bekaniu&lt;/a&gt;. Jakoś nie śmiałem jednak umieszczać tej odpowiedzi co by nie wyszło, że my w domu tylko o obrzydliwościach rozmawiamy. Ale chyba przyszedł czas, by i tę zagadkę rozwiązać. Na moją decyzję wpływ miała uwaga, jaką Kacper przyniósł niedawno ze szkoły. W jego dzienniczku wyczytałem, że podczas lekcji „zachowywał się jak w toalecie”. A przyciskany przez nas, rodziców - nieco wystraszonych tym, co nasz synek mógł wyprawiać w szkole - przyznał, że „puścił głośnego bąka”. No tak, znów kłaniają się dobre maniery, które tak trudno wtłoczyć dziecku. Karę Kacper dostał srogą. Ale nie zaszkodzi, by wykorzystać tę okazję do nauki i wyjaśnić wreszcie, skąd się bąki biorą.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Nim przejdę jednak do sedna, wyjaśnię jeszcze, co wspólnego z tematem postu ma filmik, który zamieściłem na górze. Ano nic. Po prostu postanowiłem, by umilał czytanie tej notatki. Lubię słuchać &lt;a href="http://www.quinlanroad.com/homepage/index.asp?LangType=1045" target="_blank"&gt;Loreeny KcKennitt&lt;/a&gt;, a tym większą mi to przyjemność sprawia, gdy ktoś utworzył wideoklip do jej piosenki z fragmentów filmów mojego ukochanego reżysera: &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hayao_Miyazaki" target="_blank"&gt;Hayao Miyazakiego&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Słuchając i oglądając, zejdźmy więc w głąb ludzkiego jelita, gdzie żyją gigantyczne ilości bakterii. Przyjaznych bakterii – zaznaczam wyraźnie. Nasz układ pokarmowy nie radzi sobie bowiem z trawieniem wszystkich pokarmów. To, czego nie rozłoży na części pierwsze, przekazuje do obróbki bakteriom. Z tych resztek trochę energii wydobywają mikroby dla siebie. Jednocześnie przerabiają te związki na inne, prostsze, które nasz organizm już sam potrafi strawić. Dzięki temu zyskujemy i my, i mikroby. Niestety, podczas tej pożytecznej reakcji bakterie wydzielają gaz. Najczęściej jest to zupełnie nieszkodliwy i pozbawiony jakiekolwiek zapachu dwutlenek węgla. Nie ma wyboru – musi się on jakoś wydostać z naszych jelit. Najprostsza droga wiedzie przez odbyt. I tak właśnie powstają bąki.&lt;br /&gt;Ale są też w jelitach inne bakterie, które, choć też przyjazne, produkują nieco bardziej zauważalne gazy. Najczęściej jest to wodór i metan – również bezwonne, ale, niestety, łatwopalne. To dlatego, jeśli zbierze się ich dużo, zwykły bąk można podpalić. Ale najgorsze są bakterie siarkowe. Bo te produkują gazy o wyjątkowo brzydkim zapachu – niektóre przypominają woń zgniłego jajka, a inne - zgniłej kapusty. Doświadczyć tego nikomu nie życzę. Choć, niestety, życzenie to należy do kategorii niemożliwych do spełnienia.&lt;br /&gt;W nauce o gazach jelitowych – jak się zwie oficjalnie to wszystko, co wychodzi z nas podczas puszczania bąków lub bekania – jest jeszcze jeden problem. Otóż ich ilość zwiększa to, co zdrowe, czyli warzywa i owoce. A najbardziej kapusta, groch, fasola, bób i soja. Tych pokarmów jeszcze można uniknąć. Ale bez reszty owoców i warzyw żyć się nie da. To zaś oznacza, że i bąków całkowicie nigdy się nie pozbędziemy. Przyznam teraz, że te rozważania już wcześniej natchnęły mnie do napisania artykułu &lt;a href="http://www.przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,4117,0.html" target="_blank"&gt;„Konieczne do życia obrzydliwości"&lt;/a&gt;, który kilka tygodni temu opublikował „Przekrój”. Kto chce wiedzieć więcej, niech tam zerknie.&lt;br /&gt;A teraz najwyższy czas, by ponownie posłuchać Loreeny McKennit. Prawda, że ładna piosenka?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2948648903260232240?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2948648903260232240/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2948648903260232240' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2948648903260232240'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2948648903260232240'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/skad-sie-w-pupie-biora-baki-to-pytanie.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2283571933022506629</id><published>2009-03-22T22:47:00.023+01:00</published><updated>2010-04-19T09:33:56.653+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/dlaczego-one-leca-tak-razem-nawet-w.html"&gt;Dlaczego one lecą tak razem?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/BsPWi4XUXzw&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/BsPWi4XUXzw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;Nawet w Warszawie widać wiosnę. Choć wciąż chłodno i buro, to jednak oznaki mojej ulubionej pory roku już się pojawiają. A gdy pojechaliśmy poza Warszawę, co i rusz na nie natrafialiśmy: a to czajka zakwiliła na łąkach, a to ropucha wlazła nam pod nogi, a to zadzwoniły skowronki … Tylko na naszym Ursynowie nie uświadczy się tych zwierząt. Ale gdy kilka dni temu szliśmy do przedszkola, tuż nad naszymi głowami przeleciał, głośno gęgając, klucz gęsi. Zatrzymaliśmy by się na nie popatrzeć. „Tatusiu – zapytała Ida – a dlaczego one lecą tak razem? I dlaczego tak wcześnie? Przecież jeszcze zimno, nie będą miały, co jeść.”&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Ida miała sporo racji. Wędrówki ptaków to zresztą fascynujący temat. W kwietniowym numerze &lt;a href="http://www.focus.pl/magazyn/wydanie/focus-42009/" target="_blank"&gt;„Focusa”&lt;/a&gt; ukaże się mój artykuł, w którym opisuję, jak dramatycznie zmienia się budowa ptaków na czas lotu. Droga długa i daleka, więc najpierw muszą się najeść. Kilka tygodni przed wylotem rośnie więc im jelito i żołądek. Szybko tyją - tak, że tłuszcz stanowi połowę całej masy zwierzęcia. Krew gęstnieje, żeby mogła sprawniej przenosić tlen z płuc do reszty ciała. Ale tuż przed wyruszeniem w drogę znów następuje przebudowa. Ponieważ w czasie wędrówki ptaki nie będą mogły jeść, jelito drastycznie się kurczy. A ptaki, które lecą zużywają tak dużo energii, że tracą cały zapasowy tłuszcz. Chudną im wszystkie organy. Gdy dotrą na miejsce, mają tak mały żołądek i jelita, że przez pierwszy dzień, dwa w ogóle nie potrafią jeść. Podczas wędrówki muszą się też zmagać z brakiem snu. Potrafią spać lecąc, ale na przemian usypia to jedna, to druga połowa mózgu – czego człowiek zupełnie nie potrafi. My jak śpimy, to całkiem. A ptaki mogą „na pół”. Brakuje im też nierzadko wody, mają kłopoty albo z przegrzewaniem się albo z wychłodzeniem. Wpadają w burze, w szpony drapieżników i pod lufy myśliwych. Trochę o tym opowiada film, którego zwiastun umieściłem na samej górze tej notatki (po polsku nosi zupełnie bezsensowny tytuł &lt;a href="http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=10320" target="_blank"&gt;„Makrokosmos”&lt;/a&gt;, we francuskim oryginale brzmiało to „Le Peuple Migrateur”, czyli „Lud wędrujący”).&lt;br /&gt;W czasie tej wykańczającej wędrówki ptakom trochę pomaga wspólny lot. I tu zbliżam się do odpowiedzi na pierwsze pytanie Idusi. Gdy ptak leci tuż za innym ptakiem, lekko w bok od niego, to siła, jaką musi pokonać, by przebić się przez powietrze, jest nieco mniejsza. Zużywa więc trochę mniej energii i mniej się męczy. A gdy się leci tysiące kilometrów ma to ogromne znaczenie. Właśnie dlatego ptaki takie jak gęsi latają w formie zwanej kluczem. Najciężej ma oczywiście pierwszy ptak w szyku. I dlatego co pewien czas następuje zmiana. Zmęczony przewodnik stada odsuwa się na tył, a jego miejsce zajmuje inny, trochę bardziej wypoczęty osobnik.&lt;br /&gt;Śpieszą się zaś bardzo. Ida ma rację, że teraz, w marcu, wciąż jest zimno i jedzenia dla ptaków niewiele. Niedługo jednak wybuchnie wiosną całą swoją pełnią. Pojawią się owady i rośliny. Ptakom zależy, by jak najszybciej zająć jak najlepsze miejsce na lęgowiskach. Co prawda na początku muszą się jeszcze zmagać ze złą pogodą, ale potem dużo zyskują. Gdy nadejdzie czas wychowania piskląt, gdy jedzenia trzeba najwięcej, akurat będzie najlepszy czas na jego poszukiwanie. Gdyby ptaki dotarły na miejsce później, to owszem, nie marzyłyby i nie łaziły głodne. Ale po pierwsze najlepsze miejsca na gniazdo mogłyby być już zajęte. Po drugie takie wygodnickie ptaki później złożyłyby jaja, później wylęgłyby się pisklęta, które miałyby mniej czasu na wyrośnięcie i najedzenie się. Naprawdę, lepiej się pośpieszyć.&lt;br /&gt;I gdy dzisiaj kończyłem pisać ten post, na naszym wybetonowanym podwórku pojawili się kolejni skrzydlaci podróżnicy. To dość pospolite &lt;a href="http://ptaki.info/abc/ptak.php?id=2" target="_blank"&gt;kaczki krzyżówki&lt;/a&gt;. Wiele z nich zimuje w miastach, ale są i takie, które nadal wędrują na zimowiska i z powrotem. Jedna parka zatrzymała się przy podjeździe na garaże. Ida z Kacprem po cichutku podeszli i zrobili najpierw zdjęcie samicy. Potem obie kaczki zerwały się i wylądowały w oczku wodnym na podwórku. Dzieci zdążyły wtedy zrobić samcowi. Obie fotografie zamieszczam poniżej.&lt;br /&gt;I z niecierpliwością czekam, że może zobaczymy coś jeszcze ciekawszego. Wiosna daje nadzieję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sca7LntB3vI/AAAAAAAAAfw/1NOcoGcb63s/s1600-h/DSC00384.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316142218468253426" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sca7LntB3vI/AAAAAAAAAfw/1NOcoGcb63s/s200/DSC00384.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sca7HnMPeCI/AAAAAAAAAfo/y3hzeHDdfGs/s1600-h/DSC00375.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 142px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5316142149611255842" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sca7HnMPeCI/AAAAAAAAAfo/y3hzeHDdfGs/s200/DSC00375.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-2283571933022506629?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/2283571933022506629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=2283571933022506629' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2283571933022506629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/2283571933022506629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/dlaczego-one-leca-tak-razem-nawet-w.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sca7LntB3vI/AAAAAAAAAfw/1NOcoGcb63s/s72-c/DSC00384.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-5064262258231198152</id><published>2009-03-15T22:50:00.005+01:00</published><updated>2009-03-15T22:55:14.603+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/co-by-sie-stao-gdyby-poama-sie-miesien.html"&gt;Co by się stało, gdyby połamał się mięsień w języku?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sb14VjxYZ0I/AAAAAAAAAfQ/yElpwE5c3zg/s1600-h/DSC00372.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5313535447142000450" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 156px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sb14VjxYZ0I/AAAAAAAAAfQ/yElpwE5c3zg/s200/DSC00372.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;Widziałem, że coś się stało. Kacper jakoś dziwnie jadł. Ale nie mogłem zorientować się, co dokładnie jest nie tak. Na trop naprowadziło mnie dopiero jego pytanie „Tato, a co by się stało, gdyby połamał się mięsień w języku?”.&lt;br /&gt;- A coś cię boli? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.&lt;br /&gt;- No, ugryzłem się w język – wyjaśnił syn.&lt;br /&gt;- Mocno?&lt;br /&gt;- E, tak trochę.&lt;br /&gt;Uff, widziałem, że nie zgrywał bohatera, lecz że naprawdę nie bolało go mocno. Co jednak nie zwalniało mnie z odpowiedzi na jego pytanie. Samego mnie to zresztą zaciekawiło.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"    style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Po poradę udałem się do znajomej dziennikarki medycznej, Małgosi T. Załogi, jeszcze do niedawna pracującej jako chirurg. Kto jak to, ale Maggy powinna mi pomóc. Nie myliłem się.&lt;br /&gt;„Na szczęście to niemożliwe. Mięsień nie może się połamać, gdyż nie ma w sobie nic sztywnego. – odpowiedziała mi. - Już prędzej dałoby się język zawiązać w supełek, choć to też mało prawdopodobne. Istnieje jednak choroba, w której mięśnie przy najmniejszym urazie zamieniają się w kość. Teoretycznie można sobie wyobrazić, że gdyby taka osoba przygryzła sobie język, to on by skostniał i potem można by go połamać. Na szczęście większość ludzkości może językiem wywijać bez obawy”.&lt;br /&gt;Budujące. Ale nie do końca wyjaśniało problem Kacpra. Chyba nie miał na myśli aż tak dosłownego połamania języka. Bo co by się stało, gdy ów mięsień w buzi został przegryziony lub przecięty?&lt;br /&gt;Ale i na to pytanie Maggy znała odpowiedź:&lt;br /&gt;„ Przegryzienie języka jest faktycznie bardzo dużym problemem dla właściciela, gdyż:&lt;br /&gt;• bardzo krwawi (język jest jednym z najlepiej ukrwionych narządów), a nie bardzo jest jak to krwawienie zatamować, bo wszelkie opatrunki natychmiast przemiękają śliną;&lt;br /&gt;• baardzo boli, bo język jest tez jednym z najlepiej unerwionych narządów;&lt;br /&gt;• mówienie i połykanie jest utrudnione z powodu bólu i obrzęku, jaki sie robi na skaleczonym języku (mamy go jakby o wiele więcej w ustach, czasem aż się nie mieści);&lt;br /&gt;• na szczęście stosunkowo szybko sie goi (w ciągu tygodnia);&lt;br /&gt;• jeśli rana jest mała, najlepiej zostawić ją w spokoju i nie jeść; jeśli duża (bywa, że i kawałeczek języka sobie delikwent odgryzie) – można zszyć, żeby zmniejszyć krwawienie i powierzchnię samej rany”&lt;br /&gt;I teraz proszę się nie dziwić, że wśród dziennikarzy naukowych Małgorzata T. Załoga uchodzi za człowieka o nadzwyczajnej wiedzy. Nawet ciekawość Kacpra udało jej się zaspokoić!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-5064262258231198152?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/5064262258231198152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=5064262258231198152' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5064262258231198152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/5064262258231198152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/co-by-sie-stao-gdyby-poama-sie-miesien.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sb14VjxYZ0I/AAAAAAAAAfQ/yElpwE5c3zg/s72-c/DSC00372.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-1008730170814697146</id><published>2009-03-08T21:56:00.004+01:00</published><updated>2010-04-19T09:32:40.105+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='astronomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmos'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pory roku'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/dlaczego-po-zimie-jest-lato-potem-znowu.html"&gt;Dlaczego po zimie jest lato, a potem znowu zima?&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="320" height="265"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DuiQvPLWziQ&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/DuiQvPLWziQ&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;Wreszcie idzie wiosna! Aż czuje się jej zapach. Wdychaliśmy go, gdy ostatnio odprowadzałem Idusię do przedszkola. To zresztą, nie wiedzieć czemu, zawsze jest dobry czas na trudne pytania. Nawet jeśli się spieszymy, a zwykle się spieszymy. Ida zdążyła więc mnie spytać „Ale dlaczego po zimie przyjdzie lato, a potem znowu będzie zima?”.&lt;/span&gt;&lt;span class="fullpost"   style="font-size:130%;color:#666666;"&gt;&lt;br /&gt;Od razu wyjaśnię: moja córka wie, że zaraz po zimie jest wiosna, a nie lato. Miała jedynie na myśli, że rok w rok powtarza się to samo: pora cieplejsza, pora zimniejsza, pora cieplejsza, pora zimniejsza… I tak bez końca przez całej jej życie, moje życie i życie jej babci, a dalej to już jej wyobraźnia nie sięga. Bo dalej to już wszystko się miesza – jakaś wojna, a może nawet smoki? Moim dzieciom zdarza się mnie nawet pytać: „A czy jak byłeś dzieckiem, to były już samochody?”. Były, były. A zresztą, nawet w tych zamierzchłych czasach, gdy nie było samochodów, zima przechodziła w lato, a lato w zimę. Dlaczego?&lt;br /&gt;Żeby to zrozumieć trzeba odlecieć w kosmos i spojrzeć na nasz dom, Ziemię, z dużej odległości. Otóż planeta, na której mieszkamy, jak na uczciwą planetę przystało, obraca się wokół swojej gwiazdy, czyli Słońca. Można to sobie wyobrazić jako jabłko krążące wokół wielkiej lampy. Ale – uwaga! – ogonek tego jabłka nie sterczy tak po prostu do góry, lecz jest porządnie przechylony. A ponieważ jabłko krąży stale w tej samej pozycji, jego ogonek raz sterczy w stronę lampy, a raz w odwrotnym kierunku. Kiedy ogonek sterczy w stronę lampy (Słońca), to górna część jabłka jest lepiej oświetlona niż dolna. Na tej górnej połowie (północnej) grzeje mocniej i mamy lato, a do dolnej (południowej) dochodzi mniej ciepła i panoszy się zima. Gdy jabłko kręci się dalej, ogonek zaczyna sterczeć w przeciwną stronę niż lampa. Górna część jabłka jest wówczas gorzej oświetlona niż dolna. Na górze (północy) panuje wówczas zima, a na dole (południu) przychodzi czas na lato. Gdyby ktoś kiedyś naprostował to jabłko, czyli naszą Ziemię, kompletnie stracilibyśmy pory roku. Bo zawsze obie połówki, górna i dolna, północna i południowa, byłyby tak samo oświetlone i ogrzane. Żadnej zimy ani lata.&lt;br /&gt;Jako pomoc naukową załączam filmik z YouTube (po angielsku niestety). A najlepiej po prostu wziąć to jabłko i zacząć nim obracać wokół lampy. Otrzymamy wówczas Ziemię i Słońce w miniaturce. Można też zrobić jak moja znajoma, która udawała, że jest Słoneczkiem, a w Ziemię zamieniła swoją siostrzenicę, każąc jej kręcić się wokół siebie. Nie wiem, czy taka nauka dała lepsze efekty, ale zabawa podobno przy tym była przednia. My jeszcze nie próbowaliśmy…&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-1008730170814697146?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/1008730170814697146/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=1008730170814697146' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1008730170814697146'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/1008730170814697146'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/dlaczego-po-zimie-jest-lato-potem-znowu.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-7373254352931191745</id><published>2009-03-01T08:46:00.016+01:00</published><updated>2010-04-19T09:38:45.401+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyroda polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'></title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#666666;"&gt;&lt;a href="http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/po-co-zima-jezdzic-do-lasu-o-no-i-po-co.html"&gt;Po co zimą jeździć do lasu?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-EdJSiDI/AAAAAAAAAeY/ybWvXOI52LQ/s1600-h/Alcedo_atthis_3494.jpg"&gt;&lt;img style="MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; FLOAT: left; HEIGHT: 160px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308123357073541170" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-EdJSiDI/AAAAAAAAAeY/ybWvXOI52LQ/s200/Alcedo_atthis_3494.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;font-size:130%;color:#666666;"&gt;- O, no i po co tu przyjechaliśmy?! Nie ma żadnych zwierząt. W ogóle nic nie słychać! – narzekał Kacper. Jakoś niedobrze zaczęła się ta nasza zimowa wycieczka do lasu. Namówiłem na nią dzieci i Irenę, ale gdy dojechaliśmy na miejsce, wszyscy byli już zdenerwowani. Może najmniej Ida. Ona lubi wspólne rodzinne wyprawy, ale nie jest taką wielbicielką dzikich zwierząt jak Kacper. Dla niego zaś cała wycieczka nie miała sensu. I jak miałem go przekonać, że jednak warto rozejrzeć się po lesie?&lt;span class="fullpost"&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze żeby był śnieg! A tu znów się roztopił. Większość ptaków dawno poleciała na zimowiska. Inne zwierzęta śpią lub kryją się gdzieś niewidoczne dla nas. Jak wysiedliśmy z samochodu, to naprawdę nic nie było słychać. Poza szumem wiatrem, który poruszał koronami bezlistnych drzew. Od czasu do czasu dał się też słyszeć turkot pociągu albo warczenie samochodu. Ale dla tych odgłosów nie jechalibyśmy do lasu. To możemy i usłyszeć w Warszawie.&lt;br /&gt;Postanowiłem się jednak nie poddać. Liczyłem, że coś jednak usłyszmy i zobaczymy. – Cicho! – nakazałem dzieciom, niezbyt grzecznie, prawdę mówiąc. Musiałem mieć jednak chwilę, by wsłuchać się w las. Po chwili przez szum wiatru przebiło się cichutkie „pi, pi, pi”. Ucieszyłem się. Pojawiła się szansa, że nasza wycieczka nie będzie tak zmarnowana i nerwowa. Ruszyliśmy w kierunku tych popiskiwań, a one zbliżały się w naszą stronę. Spotkaliśmy się tuż nad brzegiem &lt;a href="http://mapy.google.pl/maps?f=l&amp;amp;source=s_q&amp;amp;hl=pl&amp;amp;geocode=&amp;amp;q=%C5%BBabieniec&amp;amp;sll=52.368471,21.22593&amp;amp;sspn=0.055865,0.153809&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;near=&amp;amp;split=1&amp;amp;ll=52.041616,21.058216&amp;amp;spn=0.028139,0.076904&amp;amp;t=p&amp;amp;z=14" target="_blank"&gt;rzeczki Czarnej&lt;/a&gt;. To było stadko ptaszków, które zimę spędzają w Polsce. Kręciły się po gałęziach, pracowicie wyszukując pożywienia pod wszelką postacią. Uwijały się tam i pospolite &lt;a href="http://ptaki.info/abc/ptak.php?id=30" target="_blank"&gt;sikory bogatki&lt;/a&gt;, i &lt;a href="http://ptaki.info/abc/ptak.php?id=94" target="_blank"&gt;sikory modre&lt;/a&gt;, i niezwykle urocze &lt;a href="http://ptaki.info/abc/ptak.php?id=195" target="_blank"&gt;raniuszki&lt;/a&gt;. Drobne ptaszki często zimą tworzą takie różnorodne stada. Nierzadko do sikorek i raniuszków dołączają się też &lt;a href="http://dzieci.erys.pl/index/?id=a3c65c2974270fd093ee8a9bf8ae7d0b" target="_blank"&gt;pełzacze leśne&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://ptaki.info/abc/ptak.php?id=170" target="_blank"&gt;dzięcioły średnie&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://ptaki.info/abc/ptak.php?id=43" target="_blank"&gt;dzięciołki&lt;/a&gt;. Tak w masie prawdopodobnie lepiej chronią się przed drapieżnikami. Zawsze ktoś dostrzeże z nich dostrzeże niebezpieczeństwo i ostrzeże innych.&lt;br /&gt;Zimowe ptaszki przelatywały nad naszymi głowami, czasem zawisały na gałęziach tuż nad wodą. W ślad za nimi zeszliśmy na brzeg rzeczki. I tu czekała nas największa niespodzianka. Nagle na jakimś patyku wystającym z dna usiadło coś jaskrawie niebieskiego. Chwilę nastroszyło piórka, zakręciło się i – ziuuu! – odleciało. Aż nam zupełnie niezimowy błękit zalśnił w oczach. – Zimorodek! – krzyknąłem w zdziwieniu. To dość nieliczny ptak, który poluje na rybki w wodzie (jego zdjęcie z &lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Alcedo_atthis_3494.jpg" target="_blank"&gt;WikiCommons &lt;/a&gt;załączam na górze). Owszem, często zimuje w kraju, ale że wybrał akurat to miejsce? Rzeczkę nad stawami niedaleko Warszawy? I że pokazał się nam akurat podczas wycieczki, która tak się źle zaczęła? To już było więcej niż mogłem oczekiwać.&lt;br /&gt;- I co? – obróciłem się z triumfem do Kacpra. – „Nie ma żadnych zwierząt?” „Nic nie słychać?” – przedrzeźniałem go. - Zobaczyliśmy sikorki, raniuszki, nawet zimorodka. Warto było przyjechać?&lt;br /&gt;- No warto.. – z ociąganiem się odpowiedział mój syn. –Ale mrówek i pająków nie było…&lt;br /&gt;No cóż. Niestety, miał rację. Dobrze, że niedługo zacznie się już wiosna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-OCtiKyI/AAAAAAAAAeo/joWQjan5lJ8/s1600-h/Parus_caeruleus01.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 150px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308123521776495394" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-OCtiKyI/AAAAAAAAAeo/joWQjan5lJ8/s200/Parus_caeruleus01.jpg" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:85%;color:#666666;"&gt;Sikora modra (modraszka)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;(zdjęcie z &lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Parus_caeruleus01.jpg" target="_blank"&gt;WikiCommons&lt;/a&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-KAVd41I/AAAAAAAAAeg/3CLIZJcLH4I/s1600-h/Aegithalos_caudatus.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; DISPLAY: block; HEIGHT: 130px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308123452419203922" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-KAVd41I/AAAAAAAAAeg/3CLIZJcLH4I/s200/Aegithalos_caudatus.jpg" /&gt; &lt;p align="center"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;Raniuszek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;color:#666666;"&gt;(zdjęcie z &lt;a href="http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aegithalos_caudatus_3_(Marek_Szczepanek).jpg" target="_blank"&gt;WikiCommons&lt;/a&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5752080053421900763-7373254352931191745?l=adlaczego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://adlaczego.blogspot.com/feeds/7373254352931191745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5752080053421900763&amp;postID=7373254352931191745' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7373254352931191745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5752080053421900763/posts/default/7373254352931191745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://adlaczego.blogspot.com/2009/03/po-co-zima-jezdzic-do-lasu-o-no-i-po-co.html' title=''/><author><name>Wojciech Mikołuszko</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='16' src='http://2.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/SRo058pW4oI/AAAAAAAAAEA/QgK9QRYRpCA/S220/mikoprzekroj.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_mKEEzIQ3eak/Sao-EdJSiDI/AAAAAAAAAeY/ybWvXOI52LQ/s72-c/Alcedo_atthis_3494.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5752080053421900763.post-2046628533548049221</id><published>2009-02-22T08:50:0
