25.5.10

Czym parzy pokrzywa?

- Co ty wyprawiasz Kacper?! – krzyknąłem, gdy zobaczyłem, że mój syn klęczy na trawniku, wyrywa rośliny i owija sobie nimi ręce.
- Zrywam pokrzywę – wyjaśnił, nie przerywając swojej pracy. – Michał już zerwał.
Rzeczywiście, jego kolega Michał stał obok i trzymał w ręku pokrzywę, którą machał na wszystkie strony. Wyglądało na to, jakby niedługo miała się zacząć bitwa. Na pokrzywy, rzecz jasna. Dlatego właśnie Kacper też chciał zerwać broń. I nadal się trudził. Owijał ręce trawą, żeby potem móc ją chwycić, nie dając się poparzyć. Tylko że osłonki na dłonie wciąż mu się rozsypywały. Postanowiłem mu pomóc. Przyjrzałem się uważniej pokrzywie.
- E, ona nie powinna zbyt mocno parzyć – powiedziałem i zerwałem pokrzywę gołymi rękami. – Trzymaj! – podałem ją Kacprowi. Trochę się przestraszył, ale wziął do ręki. I rzeczywiście, nie poczuł żadnego bólu.
- Tato – zawołał, zdziwiony – a czym tak normalnie parzy pokrzywa?

Najkrócej można powiedzieć, że włoskami parzącymi. Każdy włosek jest pojedynczą komórką, rozszerzoną u dołu i zwężony u góry. W jej środku znajduje się mieszanina kilku toksycznych związków chemicznych. Na samym zaś końcu tkwi mała kulka czy też główka. Ma ona tę właściwość, że gdy tylko jej się dotknie, to się odłamuje. Koniec włoska przybiera wówczas kształt ostrego szpica, niemal igły, która wbija się w ciało intruza. Jednocześnie koktajl toksycznych substancji wylewa się przez utworzony na górze otwór. To właśnie te toksyny wywołują pieczenie, zaczerwienienie i miejscowy stan zapalny. Objawia się to w postaci małego pryszcza, który wykwita w miejscu, gdzie wbił się włosek.
Włoski parzące pokrywają wszystkie liście i łodygę pokrzywy (zdjęcie na dole). Te rośliny jednak, które rosną w cieniu lub w innych gorszych warunkach, wytwarzają mniej włosków parzących, często też słabszych. Ich dotknięcie nie jest aż tak nieprzyjemne jak zdrowych i silnych pokrzyw (zdjęcie na górze). Tak właśnie było z rośliną, którą zrywał Kacper. Kiedy już miał ją w ręku, wyglądał na uszczęśliwionego. Bo teraz już mógł stanąć do walki z Michałem. Po chwili obaj okładali się pokrzywami.
Na szczęście, żaden nie został mocno poparzony.


A zdjęcia znów z Wikimedia Commons

4 komentarze:

Mama_Adama pisze...

Ostatnio mój 2 -leni syn przewrócił się twarzą w kierunku pokrzyw, w ostatniej chwili rozłożył ręce i nie upadł na twarz. Bez płaczu się nie obyło a dłonie miał spuchnięte przez ok. godzinę. Wtedy przypomniało mi się, że kiedyś słyszałam, że takie oparzenia są podobno zdrowe. Czy to prawda? ten sok ma jakieś właściwości lecznicze?

Wojciech Mikołuszko pisze...

Tak, też to słyszałem, ale jeszcze nie udało mi się tego potwierdzić we wiarygodnym źródle. Pamiętam z dzieciństwa, że mój dziadek w czasie ataków reumatyzmu siekł się pokrzywą. Ale czy to naprawdę pomaga? Muszę to sprawdzić.
Z serdecznymi pozdrowieniami dla 2-letniego Adama :)

Mama_Adama pisze...

A właśnie, właśnie..reumatyzm! Tez to słyszałam! W pokrzywy wpadł Pietrek. 7 -letni Adam go ratował :-)Jestem wszak Mama (nie tylko) ADAMA :-), pozdrawiam!

InkwizytorX pisze...

Co To ca bzdury? Pokrzywa-owszem-ma włoski z taką głowk,a , ale przy dotknięciu nie zamienia się w igłę. Gruczoły pokrzywy produkują Kwas Mrówkowy, ktory znajduje się na włoskach parzących. I to on drażni, a nie jakieś "toksyczne substancje"