20.4.10

O co pytają czytelnicy? Cz. 3.


Nazbierało się trochę pytań od czytelników i sympatyków naszego bloga. Bardzo im wszystkim dziękuję za zainteresowanie. Nadszedł czas, by wreszcie na nie odpowiedzieć. A przy lekturze polecam słuchanie jednego z odcinków świetnej audycji p. Kasi Stoparczyk „Dzieci wiedzą lepiej”. Ja odpowiadam na pytania dzieci, a pani Kasia słucha ich odpowiedzi :)

Dlaczego człowiek się uzależnia?
Pytanie, które przysłał 14-letni Paweł, jest dziś bardzo ważne. Ludzie nagminnie wpadają ostatnio w przeróżne uzależnienia: od alkoholu, papierosów, narkotyków, komputera, gier, hazardu, czekolady i tak dalej, i tak dalej. Mnożyć można by długo. Wie to moja żona, mama Idy i Kacpra, która pracuje jako terapeuta osób uzależnionych. Pracy dla niej nie brakuje. Oj nie. A wszystko przez nasz mózg, który nie do końca dobrze radzi sobie w nowoczesnych czasach dostatku i obfitości. Przystosował się przecież do radzenia sobie w całkiem innych warunkach: gdy nasi przodkowie biegali po afrykańskiej sawannie, poszukując pożywienia i chroniąc się przed drapieżnikami. Wyewoluował wówczas mechanizm bacznego zwracania uwagi na rzeczy ważne dla przetrwania: zarówno bardzo nieprzyjemne (jak lew), jak i bardzo przyjemne (jak słodkie owoce). Dzięki temu praludzie uciekali szybko przed niebezpieczeństwem, i równie szybko zdobywali smaczne pożywienie. W tym drugim przypadku w mózgu wydzielały się substancje, które dawały poczucie przyjemności, wręcz rozkoszy. Tak samo działają one dziś. Tyle że w zamierzchłych czasach słodkości były czymś bardzo rzadkim. Dziś są powszechnie dostępne. Nadal dają nam poczucie rozkoszy, tyle że z czasem, gdy się objemy, przyjemność nieco blednie. Przyzwyczajamy się. By rozkosz wróciła, potrzebujemy trochę więcej słodkości. A potem jeszcze więcej. W końcu słodkiego jemy tyle, że przeciwnie niż naszym przodkom, zaczyna nam ono szkodzić. Wiemy o tym, ale nadal pochłaniamy czekoladę. I to się właśnie nazywa uzależnieniem. Podobnie mogą działać inne naturalne potrzeby: grania (rywalizacji), walczenia, picia alkoholu, plotkowania i tak dalej. Ludzie wynaleźli też sztuczne sposoby pobudzania przyjemności w mózgu. Są to właśnie narkotyki czy papierosy. Rozkosz, którą nam dają, jest jeszcze silniejsza, a przez to łatwiej w nią wpadamy. Potem niszczy ona nasze życie. Wiemy o tym, ale trudno się od tego uwolnić. Na szczęście w mózgach istnieje też mechanizm, który pozwala na racjonalne przemyślenie strat, jakie przynosi nam uzależnienie. Dzięki niemu zawsze mamy szansę, by się uwolnić. Jest to jednak bardzo, bardzo trudne. To też wie moja żona.
Więcej o mechanizmach uzależnienia w artykułach tygodników
„The Time” oraz „New Scientist”.

Dlaczego, gdy rana się goi odczuwamy swędzenie?
To pytanie od anonimowego czytelnika. A odpowiedź pomogła mi znaleźć Ania Jakubiuk-Tomaszuk, lekarz-genetyk z
Poradni „Genetics” w Białymstoku. Otóż gojeniem rany zajmują się zarówno płytki krwi jak i białe krwinki. Te pierwsze zasklepiają „dziurę” w ciele, by krew dalej nie wypływała. Te drugie zaś walczą z wszelkimi zarazkami, które próbują się przedostać przez ranę do wnętrza organizmu. I to właśnie białe krwinki wytwarzają substancje, które pobudzają zakończenia nerwów w skórze wokół rany. A to my odczuwamy jako swędzenie. – Podkreślę, że jeżeli rana swędzi, to znaczy, że doszło do zakażenia i rozwoju miejscowej reakcji zapalnej – uściśla Ania Jakubiuk-Tomaszuk.

Ile waży światło?
To niezwykle trudne pytanie zadał 10-letni Staś Cieślik, kolega Kacpra. Chciał mnie zagiąć, ale dzięki
Tomkowi Rożkowi mu się to nie udało! Światło jest zbudowane z cząstek zwanych fotonami. Nie mają one żadnej masy. Gdyby je zatrzymać i „położyć” na wadze, to nie pokazałaby ona nic. Fotony – a zatem i światło – są zbudowane wyłącznie z energii. Tyle że, jak wykazał wielki fizyk Albert Einstein, energię można zamienić w materię. Znając energię konkretnej wiązki światła, można by więc przeliczyć, jakiej masie ona odpowiada. W ten sposób da się powiedzieć, ile ważyłoby światło, gdyby jego energię zamienić na materię. Gdyby więc Staś wyjaśnił, o jakie światło mu dokładnie chodzi, ktoś mógłby się pokusić o takiego obliczenia. Ale obawiam się, że dla mnie byłoby to zbyt trudne.


Dlaczego powietrze pływa?
Pytanie zadała mi 9-letnia Marta Laskowska, koleżanka Kacpra z klasy. Razem z mamą czyściła komputer, używając sprężonego powietrza zamkniętego w metalowym pojemniku. Gdy się naciśnie przycisk, powietrze uchodzi i wydmuchuje wszelkie brudy z klawiatury czy ekranu komputera. Ale gdy się potrząśnie pojemnikiem, w środku coś chlupocze – tak jakby w nim powietrze pływało. Dlaczego? Może najpierw wyjaśnię, że gaz od cieczy różni się stopniem upakowania budujących je cząsteczek. W gazie są one dość luźno ułożone i śmigają swobodnie po świecie. W cieczy cząsteczki są wolniejsze i gęściej ułożone. Gaz przechodzi w ciecz podczas obniżania temperatury. Wówczas cząsteczki spowalniają swoje ruchy, dzięki czemu mogą się do siebie zbliżyć i gęściej upakować. Ten sam proces można wywołać przez sztuczne upchnięcie dużej ilości gazu w małym pojemniku. Nazywa się to sprężaniem. Im więcej cząsteczek gazu wciśniemy, tym gęstszy się on staje. W pewnym momencie cząsteczki są tak ściśle upakowane jak w cieczy. Właściwie są wówczas cieczą. Tak właśnie stało się z powietrzem sprężonym w pojemniku do czyszczenia komputerów. I dlatego mogło ono pływać.

Po co są łaskotki?
Pytanie nadeszło od 5-letniej Jagienki Samojlik, córki
Tomka Samojlika, autora książek o żubrze Pompiku. Sprawa pochodzenia łaskotek, podobnie jak i w ogóle śmiechu, wygląda bardzo zagadkowo. Hipotez jest wiele, ale wciąż nie wiadomo, która z nich leży najbliżej prawdy. Pozwolę więc sobie postawić na jedną, bo z jej autorem, rosyjskim fizykiem Igorem Susłowem, rozmawiałem swego czasu w Moskwie, a potem opisałem ją w artykule w „Przekroju”. Otóż zdaniem Susłowa śmiech, jaki w nas wywołują łaskotki, to efekt błędu mózgu. Łaskotanie to przecież szybkie i nieprzewidywalne zmiany miejsca, w które ktoś nas dotyka – szczególnie na tych częściach ciała, gdzie znajduje się dużo zakończeń nerwów. Mózg przewiduje, że skoro ktoś nas dotknął tutaj, to powinien za chwilę, konsekwentnie, dotknąć niedaleko. Ale tak się nie dzieje. Dotykani jesteśmy w zupełnie nieprzewidzianym miejscu. Mózg musi zmienić swoje plany, a energii, którą przygotował do reakcji na przewidziany dotyk, pozbywa się na drodze drgań ciała i śmiechu. Tak samo, zdaniem Susłowa, działa na nas dowcip. Jego zakończenie musi być całkowicie niezgodne z przewidywaniami. Mózg przygotowuje się do reakcji, ale ponieważ zostaje zaskoczony, pozbywa się energii na drodze śmiechu. Czy rosyjski fizyk ma rację – nie wiadomo. Zagadka łaskotek i śmiechu czeka na swego odkrywcę!



2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dziękuje bardzo za rozwiązanie zagadki gojącej się rany. Ciekawość została zaspokojona. Pozdrawiam serdecznie :)

Anonimowy pisze...

Wg. mnie fragment odnośnie gojącej się rany, i tego, jakoby objaw ten świadczyć miał o zakażeniu rany jest nieprawdą. Objawami zakażenia się rany nie jest swędzenie, ale objawy stanu zapalnego, takie jak: "dolor (ból), calor (ucieplenie), tumor (obrzęk), rubor (zaczerwienienie), functio laesio (upośledzenie funkcji). Nie chciałabym, aby do mnie do gabinetu zgłaszali się pacjencji, ponieważ ich rana się zakaziła, bo swędzi. A już w ogóle, w dobie dzisiejszej "wiedzy czerpanej z internetu" wymagali z tego powodu przepisania antybiotyku.
Pozdrawiam