27.4.10

Czy kijanki wiedzą, kto jest ich mamą?

Właściwie to wszyscy mieli już mokre nogi. Poza mną. Ja brodziłem w wodzie ubrany w wysokie kalosze. Dzieci ich nie miały. Ale i tak nie rezygnowały z prób obserwacji tego, co się działo. A działo się dużo, oj dużo. Wiosna przecież wybuchła w całej krasie. Na jej zew z odrętwienia zimowego wybudziły się wszelkie płazy: żaby, ropuchy i traszki. Zdążały do stawów, kałuż i rozlewisk, by zacząć gody i złożyć jaja. Wiele z nich już tam zresztą dotarło. A my właziliśmy do kolejnych zbiorników, by podglądać ich obyczaje. Tak wreszcie udało nam się zobaczyć niebieskie samce żaby moczarowej. Błękitny kolor przybierają one zwykle tylko na kilka dni. I co roku jakoś nasze wyprawy w teren mijały się z ich godami. Tym razem w przydrożnym rozlewisku kumkało sporo modrych samczyków. A jeden z nich, ku naszemu rozbawieniu, pomylił się i uściskiem miłosnym obejmował nie samicę swego gatunku, lecz wielką ropuchę. W innym miejscu oglądaliśmy kolorowe samce traszek zwyczajnych – jedne z moich ulubionych zwierząt, bo w czasie godów wyglądają na piękne podwodne „smoki”. Zresztą, samiczki, choć mniej barwne, też mają swój urok. W wielu miejscach w wodzie aż roiło się już od skrzeku – czyli płazich jaj. Żaby składają je w postaci kłębów, ropuchy – sznurów, a traszki przyczepiają pojedynczo do podwodnych roślin. W wielu jajach już kręciły się podrośnięte kijanki, a czasem już i wykluły się, choć jeszcze nie pływały aktywnie w wodzie, lecz tkwiły nieruchomo przyczepione do pustych osłonek jajowych.
- Tato, a co one jedzą? – zapytał Kacper, przyglądając się kijankom.
Nie byłem pewien, więc o pomoc poprosiłem Anię Zaborowską ze Stacji Terenowej Wydziału Biologii UW w Urwitałcie, która właśnie prowadzi badania płazów. – Kijanki traszek są drapieżne. Polują na drobne bezkręgowce oraz na inne kijanki – usłyszałem. – Natomiast kijanki żab jedzą niemal wszystko. Na początek pożerają osłonki własnych jaja. Potem żywią się glonami, roślinami, a jeśli trafi im się jakieś drobne zwierzę, to też chętnie na nie zapolują.
Uzbrojeni w tę wiedzę wybraliśmy się jeszcze raz w teren. Tym razem Idę coś męczyło.
- Tatusiu – zapytała – a czy kijanki wiedzą, kto jest ich mamą?
Nie, niestety nie wiedzą. Żaba, ropucha czy traszka składa jaja i pozostawia je własnemu losowi. W ogóle się nimi nie interesuje. Gdy wyklują się z nich kijanki, nigdy nie dowiedzą się, czyimi są dziećmi. Ba, ich rodzice też nie wiedzą, które spośród tysięcy larw, uwijających się w wodzie, to ich potomstwo. Może się wręcz zdarzyć, że je zjedzą. W końcu są drapieżnikami, które polują na wszystko, co się porusza i nie jest zbyt duże.
Zresztą, jak pisze Konrad Lorenz w świetnej książce „Tak zwane zło”, brak umiejętności rozpoznawania swoich krewnych jest dość powszechny w świecie zwierząt. Ławice ryb, grupy szpaków czy chmary szarańczy to przykłady stada anonimowego. Zwierzęta takie razem czują się lepiej, ale nikt tam nikogo konkretnego nie rozpoznaje. Czasem nawet w sytuacjach, gdy my widzimy bliskość, tak naprawdę jej nie ma. Dobitnym przykładem są bociany białe. Wielu ludzi podziwia ich rytuały powitalne, sądząc, że są oznaką zakochania i bliskości małżeńskiej. Tymczasem, jak twierdzi Lorenz, bociany rozpoznają wyłącznie gniazdo, czyli miejsce wspólnego pożycia rodzinnego, a nie siebie nawzajem. Jeśli spotkają się z dala od niego, na przykład na łące, to już nie wiedzą, czy mają do czynienia z członkami własnej rodziny czy obcymi ptakami. Podobne zachowania słynny zoolog obserwował też choćby u jaszczurek. Bo zdolność do tworzenia więzi między konkretnymi osobnikami jest zaawansowaną cechą. Gdy się ona pojawia, zwierzęta muszą się nauczyć rozpoznawać. Tak pingwiny wiedzą, kto jest ich młodym, a młode wie, kto jest ich rodzicem. Podobnie rozpoznają się gęsi oraz liczne gatunki małp. Być może to właśnie społeczność oparta na więzi i rozróżnianiu konkretnych osób, doprowadziła do rozwoju tak wielkiego mózgu jak nasz.
No ale kijanki jakoś sobie radzą i bez tego.


Brak komentarzy: