12.3.10

Po co oku jest źrenica?



- O nie, nie chcę, bo mi pani będzie w oko dmuchać! – sprzeciwił się Kacper.
Pamiętał z poprzedniej wizyty, że to było dość nieprzyjemne. Bo w ciągu pół roku Kacper po raz trzeci trafił do okulisty. Wszystko przez to, że coś dziwnego dojrzano na dnie jego oka. Na szczęście wreszcie dotarliśmy do przychodni, w której zamierzano przeprowadzić ostateczne badania. Miały one jednoznacznie rozstrzygnąć, czy coś złego dzieje się z Kacpra okiem, czy też po prostu taką ma urodę, która w niczym mu nie szkodzi.
I jak zwykle zaczęło się od wpuszczenia kropelek do oczu. Potem miało być badanie ostrości wzroku oraz ciśnienia w oku. A w tym drugim przypadku komputer lekko dmucha w gałkę oczną. Kacper tego okropnie nie lubił.
Póki co usiedliśmy w poczekalni. Pod wpływem kropelek źrenice Kacpra powoli się rozszerzały. Im były większe, tym bardziej światło go raziło. W końcu musiał założyć ciemne okulary. I wtedy właśnie zapytał:
- Tato, ale po co oku jest źrenica?

Otóż właśnie po to, by wpuścić do środka światło. Komórki światłoczułe znajdują się bowiem dokładnie po drugiej stronie oka. A to one wzbudzają się pod wpływem światła i przesyłają sygnał do mózgu, który tworzy obraz tego, co widzimy. Promienie świetlne muszą więc do nich jakoś dotrzeć. I to w takim stanie i w takiej ilości, by obraz, który się wytworzy, był jak najlepszy. Ich wędrówka do wnętrza zaczyna się dzięki źrenicy. Otacza ją zbudowana z mięśni tęczówka. Gdy znajdujemy się w miejscu, gdzie jest pełno światła, zmniejsza ona źrenicę. Dzięki temu do wnętrza oka nie wpada zbyt dużo światła. Gdy z kolei przejdziemy do przyciemnionego pomieszczenia, mięśnie tęczówki rozszerzają źrenicę. Teraz wpada przez nią więcej światła, które mocniej pobudza komórki światłoczułe. Dzięki temu widzimy dobrze zarówno w pełnym, jak i ograniczonym świetle. Można też sztucznie zmusić tęczówkę do rozszerzenia źrenicy. To pozwala potem lekarzom okulistom na zajrzenie do środka oka.
Wracając jednak do promieni świetlnych, które przedostały się przez źrenicę do wnętrza oka. Na swej drodze napotykają teraz soczewkę. Jej zadaniem jest skupienie promieni na warstwie komórek światłoczułych zwanej siatkówką. Soczewka zmienia kształt w zależności od tego, czy patrzymy na obiekty położone daleko, czy blisko. W ten sposób umożliwia nam ostre widzenie rzeczy, na których akurat skupiamy wzrok.
I wreszcie odpowiednio uregulowane promienie świetlne docierają do siatkówki. Znajdują się na niej dwa rodzaje komórek światłoczułych. Najwięcej, bo aż 125 mln, jest tam komórek pręcikowych. Działają one w słabym świetle, odbierając ruch i kształt obiektu, ale nie rozróżniając jego kolorów. Bardziej więc przydają się w półmroku.
Druga grupa komórek światłoczułych nosi nazwę czopków. Mamy ich ledwie 6,5 mln, ale są one dla nas niezwykle ważne. To one bowiem pozwalają na widzenie kolorów. Reagują też na silniejsze światło, przez co umożliwiają dostrzeżenie nawet drobnych szczegółów obrazu. Czopki leżą głównie pośrodku siatkówki, a najwięcej jest ich na niewielkim jej obszarze zwanym plamką żółtą. To na niej okuliści dostrzegali u Kacpra jakieś dziwne zmiany. Żeby się dowiedzieć, co tam tak naprawdę się dzieje, trzeba było wykonać dokładne zdjęcie tej struktury. I po to znaleźliśmy się w kolejnym gabinecie okulistycznym. Kacper w końcu zgodził się na zmierzenie ciśnienia w oku. Następnie udaliśmy się na oglądanie plamki żółtej. Pan doktor długo ją fotografował. Potem pokazał nam na ekranie komputera jej przekroje w różnych miejscach i na koniec skomentował:
- Moim zdaniem plamka żółta jest w porządku. Żadnych zmian chorobotwórczych nie widzę. Po prostu ma trochę nietypowy kształt.
Gdy Kacper to usłyszał, głośno zakrzyknął:
- Hura! Jestem zdrowy! Jestem zdrowy! Jestem zdrowy!


Brak komentarzy: