14.12.09

Czy nasiona oddychają?

Oj, mam za swoje. Na parapetach w pokojach dzieci wykwitła już cała oranżeria. Któregoś dnia Ida i Kacper namówili mamę, by kupiła im ziaren fasoli. Postanowili, że posadzą je i będą hodować. Bardzo mi się spodobał ten pomysł. Wkrótce jednak z kuchni zniknęła doniczka, kubek, słoik, parę rozmaitych pokrywek, spodków i talerzyków. Do niektórych z tych naczyń dzieci wsypały ziemi. Pozostałe pokryły wilgotną gazą. A wszędzie powkładały nasionka fasoli. – To kiedy one wykiełkują? – spytały. – No, to potrwa kilka dni, a może i dłużej – tłumaczyłem cierpliwie. – To już minęło? – Ida spytała po godzinie. – Mówiłem, że kilka dni – wyjaśniałem już nieco mniej cierpliwie. – To znaczy kiedy? – pytała dalej Ida. Moja cierpliwość była na wykończeniu. Tym większym, że Kacper miał inny problem. – A co się stanie z tymi nasionami? – martwił się, wskazując na fasolki, które odłożył na zapas. Bał się, że przemarzną na parapecie. Dlatego je przykrył. Ale zaraz potem zdenerwował się, że bez dostępu do powietrza się uduszą. – Tato, a czy nasiona w ogóle oddychają? – zapytał.
To może najpierw wyjaśnię, co to w ogóle takiego te „nasiona”. Cykl życiowy roślin jest trochę bardziej skomplikowany niż ludzi. Ale też wytwarzają one komórki męskie i komórki żeńskie. Męskie znajdują się wewnątrz ziaren pyłku, który wysypuje się z licznych pręcików otaczających wnętrze dojrzałego kwiatu. Komórka żeńska tkwi wewnątrz słupka – struktury obecnej najczęściej pośrodku kwiatu. Gdy komórka męska z ziarna pyłku połączy się z komórką żeńską ze słupka, zaczyna rozwijać się zarodek. Ale - przeciwnie niż u zwierząt – jego rozwój w pewnym momencie się zatrzymuje. Tkanki, które go otaczają przekształcają się w łupiny i materiały zapasowe. Tak powstaje nasienie. Na zewnątrz może się także wytworzyć miąższ i skórka owocu. Z owocem, czy bez nasionko staje się rodzajem przechowalni dla znajdującej się wewnątrz malutkiej roślinki. Dzięki temu może ona przetrwać dłuższy czas i zostać przeniesiona przez wiatr, wodę lub zwierzęta w nowe miejsce. Roślinom jest to potrzebne, gdyż przeciwnie do zwierząt, nie mogą się same poruszać i kolonizować kolejnych obszarów. Rolę ryzykownych podróżników przejmują nasiona. Zarodek, który tkwi wewnątrz nich, cały czas żyje. A skoro tak, to i zużywa zapasy pokarmowe oraz oddycha. Odbywa się to jednak niezwykle powoli, wyjątkowo wręcz ślamazarnie. Dlatego nasiona mogą trwać w takim stanie długimi latami. Dopiero, gdy wokół nich zapanują dobre warunki: ciepło i wilgoć, zarodki przyśpieszają tempo życia. Oddychają coraz częściej, zużywają zapasy i zaczynają kiełkować. Wypuszczają łodyżkę, korzonek i pierwsze liście. Gdy się zazielenią, roślinka zaczyna sama produkować pożywienie ze światła, wody, dwutlenku węgla i związków mineralnych. Produktem odpadowym tej reakcji jest tlen, który nam i nasionkom służy do oddychania. I także samym zielonym roślinom. Bo one również nigdy nie rezygnują z oddychania. Tyle że w sumie więcej produkują tlenu niż go zużywają. Na szczęście dla nas.
– To znaczy, że nasiona oddychają tak: uuu – Kacper wciągnął powietrze i wstrzymał oddech. Po dłużej chwili zrobił wydech: - Uuuuu.
- Nawet wolniej – powiedziałem. – O, o wiele wolniej.
Kacprowi ulżyło. Przykrył swoje fasolki i przestał się martwić, że się uduszą. Na tak powolne oddychanie starczy im przecież powietrza.
A po kilku dniach nasionka w doniczkach, słoikach i na spodkach wykiełkowały. Dzieci tak się ucieszyły, że zabrały się do realizacji kolejnych pomysłów. Ida posadziła kukurydzę. Wykiełkowała. Kacper włożył ziemniak do słoika. Też puścił korzenie. Ale najbardziej wariacki pomysł miały po powrocie znad Morza Czerwonego w Egipcie, gdzie spędziliśmy ostatni tydzień listopada. Przywieźliśmy stamtąd zaschniętą i zwiniętą gałązkę róży jerychońskiej. W domu włożyliśmy ją do wody, pod wpływem której martwa roślina rozłożyła swoje pędy i wysypała nasionka. Dzieci pracowicie je zebrały i położyły na wilgotnej gąbce, którą z kolei przykryły plastikową przykrywką. W tak utworzonej szklarence nasionka czekały. Nie chciałem ich martwić, ale nie przypuszczałem, by róża jerychońska zechciała wykiełkować grudniową porą na ciemnym parapecie w Warszawie.
- Tato, tato, róża jerychońska wykiełkowała! Wykiełkowała!!! – któregoś dnia przybiegły do mnie dzieci. Ida i Kacper, gdy się czymś przejmują, nie potrafią ustać. Muszą albo biegać albo przynajmniej podskakiwać. Tym razem podskakiwały. Rzeczywiście, egipskie nasionka wypuściły delikatne, zielone łodyżki. Ida pracowicie przełożyła je ze szklarenki do doniczki. Czekamy, czy dalej urosną. Nie chcę dzieci martwić, ale nie przypuszczam, by róża jerychońska zechciała urosnąć grudniową porą na ciemnym parapecie w Warszawie…
Hm, chyba już to mówiłem.


Hodowla Kacpra: fasolka w doniczce i ziemniak w słoiku. Na zdjęciu na górze - fasolki Idusi w kubku.

Kukurydza posadzona przez Idusię.


Nasionka róży jerychońskiej w szklarence. Jedno z nich już kiełkuje.

3 komentarze:

Swiat wedlug Animków pisze...

To jest super blog. Tylko Autor za rzadko robi wpisy!:) Prosimy więcej!
Tata i syn:)

Wojciech Mikołuszko pisze...

Dziękuję za miłe słowa. Więcej wpisów niestety nie mogę obiecać :(
Przygotowanie jednego zabiera mi trochę czasu, jeśli chcę być rzetelny. Dlatego zwykle staram się aktualizować blog raz na tydzień.

Swiat według Animków pisze...

Tym większe słowa uznania. Rzetelnośc u dziennikarzy to ostatnio coraz rzadziej widywana cecha. Tak trzymac...