2.11.09

Jak liście odpadają z drzew?

Z jesiennymi liśćmi ostatnio mieliśmy sporo roboty. I nie mówię o sobotniej wycieczce do lasu, podczas której z przyjemnością w nich brodziliśmy. To ciekawe zresztą, jak wielu ludzi uwielbia „szurać” w stosach opadłych jesiennych liści. Najwięcej roboty z nimi mieliśmy jednak tydzień wcześniej. Kacper dostał bowiem zadanie domowe, które polegało na wyczyszczeniu z miąższu jesiennych liści klonu tak, by została jedynie siateczka ich nerwów.
Przepis na tę pracę był w podręczniku. I pierwsze etapy nie były aż tak trudne. Najpierw zebraliśmy trochę opadłych liści klonu. Potem pół godziny gotowaliśmy je w roztworze sody (łyżka proszku na litr wody). Następnie przepłukaliśmy je, położyliśmy na papierowym ręczniku i odsączyliśmy z wody. I teraz zaczął się najbardziej męczący etap. Szczoteczkami do zębów dzieci delikatnie zdrapywały miąższ z liści. Tyle że gdy tylko za mocniej przycisnęły szczoteczkę, liść rwał się na kawałki. Gdy przyciskały za słabo, miąższ nie schodził. Pierwsze efekty pracy nadawały się więc do wyrzucenia. Na szczęście ugotowaliśmy tyle liści, że przy kolejnych egzemplarzach dzieciom udało się załapać właściwy rytm. I gdy tak ciężko pracowały, zaczęły dopytywać się mnie, jak to właściwie dzieje się, że liście odpadają jesienią z drzew.
Zima to dla drzew bardzo trudny czas. Długie noce i brak światła utrudniają produkcję pokarmu w liściach. Niska temperatura może doprowadzić do zamarzania w nich wody, co poniszczyłoby komórki. Ale przede wszystkim drzewa boją się… suszy. Tak, nie pomyliłem się. W czasie mrozów korzenie mają poważne kłopoty z pobieraniem wody z gleby. Drzewo musi więc bardzo oszczędzać ten cenny płyn. A najwięcej ucieka go właśnie przez liście (a konkretnie przez drobne otworki zwane szparkami na ich powierzchni). Jeśli się ich pozbędzie jesienią, to zimą nie grozi śmierć z przesuszenia. Do wyjątków należą drzewa, których liście są odpowiednio chronione przed ucieczką wody. To oczywiście sosny, świerki czy jodły. Ich liście, zwane igłami, mają małą powierzchnię, pokryte są grubą warstwą ochronną i zawierają mniej otworków. Dlatego choć rośliny iglaste nie pozbywają się listowia na zimę, to nie cierpią zimą z przesuszenia.
Pozostałe drzewa, zwane liściastymi, nie mają wyboru. Jak nie chcą umrzeć z pragnienia, muszą pozbyć się liści. Zanim to się stanie, roślina zabiera z liścia to, co tam najcenniejsze: substancje odżywcze. Zielony barwnik, który latem pozwalał na wykorzystanie energii słonecznej, rozkłada się. Bez jego pomocy zaś promienie słoneczne mogą przeszkadzać w procesie ratowania zapasów na zimę. By chronić je przed zniszczeniem, roślina wytwarza czerwone barwniki. Dlatego właśnie jesienne liście mają tak intensywne czerwone kolory. Tak przynajmniej uważa część badaczy, bo bardzo interesująca dyskusja nad funkcją jesiennych barw jeszcze się nie zakończyła. Ale wszystkich hipotez nie będę tu relacjonował. Ciekawych odsyłam do fachowych publikacji (np. w „Trends in Ecology and Evolution”).
W każdym razie, gdy już drzewo zabierze z liścia, co najcenniejsze, chce się go pozbyć. Akcję zaczyna u nasady ogonka liściowego, gdzie znajduje się warstwa nieco mniejszych komórek. Połączone one są ze sobą rodzajem roślinnego „kleju”. Jesienią drzewo rozpuszcza klej w tym miejscu. Komórki w tym momencie nie mają się jak siebie trzymać i łatwością oddzielają się od siebie. Wystarczy wówczas lekki podmuch wiatru, a ogonek liściowy w tym właśnie miejscu rozłamuje się. Łatwo to sprawdzić podczas jesiennej wycieczki do lasu. Tak właśnie zrobiliśmy w ostatnią sobotę. Podchodziliśmy do drzew, na których liście przybrały już brązową, żółtą lub czerwoną barwę, po czym delikatnie naciskaliśmy na nie. Ogonek liściowy często pękał natychmiast, a liść zostawał w naszym ręku.
A, jeszcze pochwalę moje dzieci! Udało im się tak ładnie wyczyścić klonowe liście z miąższu, że Kacper dostał szóstkę! Na dowód na górze załączam zdjęcie efektu ich ciężkiej pracy.

Brak komentarzy: