14.11.09

Dlaczego jak mówimy, to nie możemy oddychać?

Ida i Kacper potrafią naprawdę dużo i długo mówić. Czasem aż ogarnia mnie zmęczenie. Całe szczęście, że od czasu do czasu muszą przerwać, by nabrać powietrza w płuca. I to właśnie zaintrygowało Idę. „A właściwie dlaczego nie możemy oddychać, jak mówimy?” zapytała mnie. „A naprawdę nie możemy?” odparłem. I zaraz zaczęliśmy próbować. Rzeczywiście, normalnie mówimy wyłącznie podczas wydychania powietrza z płuc. Gdy próbowaliśmy mówić wciągając powietrze, szło nam bardzo kiepsko. Ćwiczyliśmy wielokrotnie, nawet po drodze do szkoły. Nasze próby musiały dziwić innych uczniów i rodziców spieszących na lekcje. Po pewnym czasie doszliśmy już do pewnej wprawy, ale nadal było to trudne i bardzo, bardzo męczące.
Dlaczego? Otóż mowa polega na wprawianiu w ruch powietrza dzięki strunom głosowym, ruchom krtani, języka i zębów. Udaje się to lepiej podczas wydechu, gdyż wymaga wówczas od nas mniej energii. Wypuszczanie powietrza z płuc łatwiej też kontrolować z prostego powodu – nie boimy się, że się udusimy. Możemy więc wydychać powoli, odpowiednio kierując powietrze tak, by tworzyły się potrzebne nam głoski. Gdy zaś wciągamy powietrze w płucach jest pusto, nieświadomie więc chcemy jak najszybciej wtłoczyć do nich nową dostawę tlenu i zapobiec uduszeniu się. Gdy się uprzemy, z pewnością uda nam się więc coś powiedzieć na wdechu. Będzie to jednak mówienie bardzo szybkie i w efekcie byle jakie. Dlatego i po polsku, i w większości innych języków świata, mówi się wyłącznie na wydechu. By zrobić wdech, trzeba na chwilę przestać mówić.

Istnieją jednak języki, w których używa się dźwięków wydawanych także na wdechu! Najsłynniejsze czy też najdziwniejsze z nich można usłyszeć na południu Afryki, wśród plemion Khoisan. Mówiąc, stosuje się w nich rozmaite mlaski, które tworzą się podczas wciągania powietrza z jamy ustnej do płuc. Dla użytkowników języków europejskich jest to bardzo trudne do powtórzenia. Widać to (i słychać) na filmiku, który załączam na górze tej notatki (oraz w drugim nagraniu, do którego link podaję tutaj).
Z kolei niektóre grupy Indian z Kanady i Alaski oraz mieszkańcy Kaukazu stosują tzw. głoski glottalizowane. Wiem, wiem, że brzmi to bardziej tajemniczo niż abrakadabra. Ale cóż, nie ma na to innej nazwy. Takie głoski tworzone są poprzez ruch zamkniętej krtani, która działa jak tłok pompy i albo, podnosząc się, wypycha powietrze na zewnątrz, albo je wciąga.
W każdym razie mlaski wzbudziły wielkie zainteresowanie Idy. Zapytała mnie nawet, czy mogłaby się nauczyć takiego „mlaskanego języka”. W sumie nie mam nic przeciwko. Ale gdzie tu znaleźć nauczyciela?

PS Odpowiedź na pytanie Idy udało mi się uzyskać dzięki pomocy Małgosi Załogi, dziennikarki medycznej oraz dr hab. Doroty Brzozowskiej, lingwistki z Uniwersytetu Opolskiego, którą znam dzięki temu, że parę lat temu przeprowadziłem z nią dwa wywiady dla „Gazety Wyborczej” (tutaj link do pierwszego, a tutaj do drugiego).

2 komentarze:

Konstatanty pisze...

faktycznie, niezwykłe...

BAJECZNA FABRYKA pisze...

dzieci potrafią zadziwiać
nieskończoną ilość razy
i za t je kochamy (-: