21.11.09

Dlaczego balon przykleja się do sufitu, a włosy do balonu?

Balonów ci u nas dostatek! Wręcz nadmiar. Wszystko przez urodziny Idy, które obchodziliśmy niedawno. Moja córka wybrała się do sklepu razem z mamą. Wróciły obładowane wszystkim, co niezbędne na przyjęciu urodzinowym. I jeszcze paroma rzeczami całkowicie zbędnymi, jak na przykład 225 słomek do napojów. „Aj, rzeczywiście 225? Przecież my wzięłyśmy tylko jedno pudełko… – usprawiedliwiały się. Ech…
No ale wróćmy do rzeczy niezbędnych. Wśród nich były trzy opakowania balonów. Nie, tym razem nie po 225 sztuk w każdym, a jedynie po 10. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie napisy. Po rozpakowaniu balonów odkryliśmy, że na każdym widnieje zdanie: „Wszystkiego najlepszego z okazji drugich urodzin”. Drugich! Tymczasem Ida skończyła lat siedem. Gdy zobaczyła, co jest napisane na balonach najpierw się rozpłakała. Potem próbowała flamastrem zmienić dwójkę na siódemkę. A gdy to się nie udało, wpadła w rozpacz.
Zlitowałem się w końcu nad Idusią i kupiłem nowe – tym razem bez żadnych napisów. Ale w naszym domu pozostało 30 nikomu niepotrzebnych balonów. Walają się po mieszkaniu do dziś dnia. I to one stały się przyczyną zadziwiających wydarzeń.
„Tato, tato, balon przykleił się do sufitu!” – przybiegły dzieci do mnie. „Ta, jasne…” – powiedziałem, nie przerywając pracy przy komputerze. Wydało mi się to niemożliwe. Balony w domu pompujemy tradycyjnym sposobem, czyli je po prostu nadmuchujemy. Wypełnia je więc zwykłe powietrze, przez co po prostu nie mogą się one unosić w górę. To udaje się jedynie tym balonom, które napełni się gazem lżejszym od otaczającego je powietrza. Może to być hel, wodór albo ostatecznie ciepłe powietrze. A taka sztuka nie mogła się dzieciom udać.„Tato, naprawdę! Chodź tutaj, chodź” – powtarzały dzieciaki. Sprawa zaczęła wyglądać na poważną. Czyżby dzieci wysmarowały czymś balon? Już kiedyś Kacprowi zdarzyło się ponakładać kleju na klamki, bo pokłócił się z babcią i nastawił na nią pułapkę. Niestety, naprawdę w nią wpadła… Ale nie wnikajmy w szczegóły. W każdym razie pobiegłem do przedpokoju. A balon rzeczywiście wyglądał jakby przykleił się do sufitu. Ale, prawdę mówiąc, ulżyło mi. Nie było na nim żadnego kleju, smoły, farby czy jakiegokolwiek innego wynalazku, który zostawiłby plamy na suficie i dzieciach. „A dlaczego on się tam przykleił?!” – pytały podekscytowane dzieci.
„Z powodu sił elektrostatycznych"– odparłem. „Lekkoatletycznych?” - zdumiał się Kacper. „Lekko estetycznych?” zdziwiła się Ida. „E-LEK-TRO-STA-TYCZ-NYCH” - powtórzyłem. „Chodzi o elektryczność. – tłumaczyłem dalej. – Coś jak prąd. Tylko że prąd to elektryczność, która się porusza, płynie. A tu jest nieruchoma, czyli właśnie statyczna”.
W obu przypadkach chodzi o elektrony. Tak drobne cząstki, że nie da się ich zobaczyć pod żadnym mikroskopem. Mają one ujemny ładunek elektryczny. Prąd to właśnie ich przepływ. W przypadku zjawisk elektrostatycznych, elektrony przeskakują z jednego materiału na drugi i tak już zostają. To ciało, który pozbywa się elektronów, zyskuje ładunek dodatni. To zaś, do którego przybywają, staje się naładowane ujemnie. Oba ciała zaczynają się wówczas przyciągać. Przyciągają też skrawki papieru, włosy, ubrania. W ogóle jakby chętnie się przyczepiają do różnych materiałów. Nawet do sufitu. Tak właśnie jak uczynił nasz balon.
Odczepiłem go i pokazałem dzieciom, jak go naelektryzować. Wystarczy bowiem potrzeć go ubraniem lub ściereczką. Na dowód tak przygotowany balon umieściłem nad głową Idusi. Natychmiast część jej włosów uniosła się i poszybowała w stronę balonu, co widać na zdjęciu na górze. Potem znów go próbowaliśmy przyczepić do sufitu. Po paru próbach udało się to nam. I jeszcze dodaliśmy mu kolegę. Na dowód załączam fotografię poniżej.
Dzieci były przeszczęśliwe. Wkrótce potem biegały po domu krzycząc na przemian „Mamy siły lekkoatletyczne”, „lekko estetyczne” i „lekko ascetyczne”. Słowo „elektrostatyczne” jakoś nie utkwiło w ich pamięci. Widać, że moje wysiłki edukacyjne nie zawsze przynoszą efekty. Ech…


3 komentarze:

Mama_Adama pisze...

:-) U mnie w domu po każdej imprezie jest mnóstwo balonów. Potykamy się o nie przez kilkanaście dni..Żałuję, ze nasze nie wznoszą się w powietrze.

Konstatanty pisze...

A ja właśnie się dowiedziałem, że takich zwykłych balonów nie da się napompować helem. Dla helu one są dziurawe :)
Teraz już wiem, czemu te helowe wyglądają inaczej niż zwykłe.

Wojciech Mikołuszko pisze...

Do "Mamy_Adama": nasze same też się nie wznoszą. Żeby przykleiły się do sufitu trzeba je potrzeć ubraniem albo szmatką tak by się naelektryzowaly, a potem delikatnie umieścić pod sufitem. Czasem sie tu udaje (ale nie zawsze!).
Do Konstatantego: dziękuję! Tego nie wiedziałem.