23.10.09

Czy ważki mogą nas pogryźć?




„Panie Wojtku, panie Wojtku, one mnie pogryzą!” – krzyczał Michał, kolega Kacpra. Kilka tygodni temu, gdy jeszcze była ładna pogoda, wybraliśmy się na wycieczkę w Lasy Chojnowskie pod Warszawą. Zabraliśmy ze sobą także Michała, który razem z moim synem chodzi do klasy. Ciepło słońca wywabiło owady. Ida i Kacper, przyzwyczajeni do widoku wszelkich „robali”, natychmiast pobiegli nad rzeczkę Czarną, by sprawdzić, co ciekawego można tam zobaczyć. Michał na początku ruszył za nimi, ale gdy wokół niego zaczęły krążyć duże, czerwone ważki, nagle zaczął krzyczeć, machać rękami i biegać dookoła. „Przecież to tylko ważki” – powiedziałem, chcąc go uspokoić. „Ważki? Ważki mnie pogryzie?!” – wołał dalej Michał.
Prawda, że ważka to jeden z najgroźniejszych drapieżników. Tyle że wyłącznie w świecie owadów. Świetnie lata, trochę tak jak helikopter. Pruje powietrze w pogoni za ofiarami, gwałtownie zmieniając kierunek i szybkość. Gdy wreszcie dopędzi jakąś muchę czy motyla, łapią go w locie nogami i mocno przytrzymując, zaczyna konsumpcję. Niektóre gatunki pożerają ofiarę jeszcze w locie. Inne przysiadają na liściach, by zdobycz rozszarpać najpierw na kawałki. Pomagają im w tym masywne narządy gębowe typu gryzącego. Na górze zamieściłem filmik, który pokazuje, jak wygląda takie polowanie ważki na inne owady.
Mimo tak doskonałego wyposażenia w niebezpieczną broń, ważki ludziom krzywdy zrobić nie mogą. Podobnie zresztą jak zdecydowana większość owadów i pajęczaków, które wzbudzają tak wielki lęk. Po prostu nie potrafią przegryźć naszej skóry. Ponieważ ludzie ostatnio bardzo oddalili się od przyrody, nie znają owadów i nie wiedzą, które mogą być groźne, a które nie. W Polsce żyje naprawdę niewiele takich, które mogą nam zaszkodzić. To są te, które mają oręż przygotowany do obrony gniazda przed wielkimi zwierzętami czy ludźmi. Krajowe mrówki na przykład mogą nas opryskać kwasem. Nie jest to przyjemne uczucie, ale też prawdę mówiąc nie aż tak strasznie bolesne. No, chyba, że rzuci się na nas hurtem mnóstwo mrówek. To się zdarza wyłącznie jednak wtedy, gdy im naprawdę zaszkodzimy, na przykład siadając na mrowisku. Użądlić nas z kolei mogą pszczoły, trzmiele, osy i szerszenie. Pszczoły mają żądła z haczykami. Jak je wcisną w nasze ciało, to już go wyciągnąć nie mogą. Wyrywa im się wówczas kawałek ciała i napastnicy giną. Taki atak to dla niej zatem naprawdę prawdziwa ostateczność. Haczyków nie mają za to żądła trzmieli, os i szerszeni. Te owady też jednak atakują nie dla przyjemności i nie celem pożarcia nas, lecz w obronie swojej lub swego gniazda. Najgorzej, że możemy im zaszkodzić przypadkiem, jak choćby wówczas, gdy przydusimy je niechcący nogą lub ręką. Na szczęście, jeśli użądlą nas pojedyncze trzmiele czy osy, to jeszcze nie jest tak bardzo niebezpieczne. Najgorzej, gdy na atak zdecyduje się szerszeń. Wtedy robi się naprawdę groźnie. Znam ludzi, którzy po użądleniach dwóch takich owadów dostali gorączki i zachorowali. Jeśli więc szerszenie – a też trzmiele, osy czy pszczoły – naprawdę się na nas rozzłoszczą i chcą zaatakować, to pierwsza zasada brzmi: żadnych gwałtownych ruchów. Należy się spokojnie zachowywać i powoli, acz zdecydowanie wycofywać z miejsca zagrożenia.
Nawet więc gdyby ważki mogły użądlić człowieka, to bieganie i machanie rękami tylko by nam zaszkodziło. Na szczęście nie mogą. Kiedy Michał się uspokoił, Kacper postanowił zrobić mu numer. Wiedział, że larwy ważek żyją w wodzie. Są równie żarłoczne i drapieżne, co dorosłe postacie, tyle że polują na małe rybki, kijanki i przeróżne drobne wodne bezkręgowce. Na dole filmik o tym, jak taka larwa – w przedziwnym splocie okoliczności - upolowała dorosłą postać. Mój syn po cichu złapał larwę ważki do słoika i gdy Michał podszedł do niego, podstawił mu pod oczy wołając „Zaraz ją na ciebie wyleję!”. „A, ratunku!” – krzyknął kolega Kacpra. Złapał się mego syna i o mało nie zrzucił go do rzeczki. Zachwiał się przy tym i sam wpadł do pobliskiej kałuży. Na szczęście zamoczył tylko jeden but.
Tak, strach przed przyrodą bywa bardziej niebezpieczny niż sama przyroda.



4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Reaguję tak samo, jak Michał.
Jeszcze nie wymyśliłam sposobu na unicestwienie mojego strachu, jeśli tak się stanie - dam znać ;).
Pozdrawiam, Anna.

Chruścik pisze...

Ważki mogą pogryźć... ale nie będzie bolało! Gdyby dużą ważkę - taką jak żagnica - złapać w dłoń i ściskać, to pewnie swoimi żuwaczkami będzie się starała ugryźć. Ale nasza skóra jest zbyt gruba, aby ten mały owad mógł zrobić nam krzywdę:). Nie mówiąc już o takich malutkich łątkach dzieweczkach.
A tak trochę poważniej - boimy się nieznanego. Mieszczuchy boją się i kury :). Żyjąc coraz bardziej z daleka od przyrody, staje się ona coraz bardziej obca i egzotyczna. Poznawanie, obserwowanie to najlepsza metoda na pozbycie się strachu niepotrzebnego. Ważki na ludzi nie polują:). Najpier w z daleka i na obrazkach, potem coraz bliżej i bliżej. Strach zniknie a pojawi się zauroczenie pięknem.

Wojciech Mikołuszko pisze...

Dziękuję za uściślenie! Generalnie jednak, jak widzę, zgadzamy się we wnioskach. Żeby przyrodę polubić, trzeba ją poznawać, obserwować, chodzić na spacery poza miasto. Bo, owszem, przyroda bywa niebezpieczna. Ale inaczej niż to ludzie sobie wyobrażają.

Anonimowy pisze...

hmm.. szczerze mówiąc wydaje mi się jednak że największe gatunki ważek mogą dosyć boleśnie ugryźć. Podobnie jak np. pasikonik zielony albo łatczyn. Największe ważki są prawie tej samej "wagi"co wymienione powyżej więc i siłę żuwaczek mogą mieć podobną. Zresztą kiedyś jak jeszcze miałem w domu trochą modliszek (oczywiście nie były ro religiosy) moja dziewczyna (dzisiaj żona:) dawała im czasami spijać krople wody z dłoni. do czasy kiedy jedna z nich nie rąbnęła jej dosyć mocno w palec. A nie był to największy gatunek jaki wtedy posiadaliśmy.
Pozdrawaiam, kuba