31.8.09

Skąd w górach tyle kamieni?

Tak jak obiecałem, znów wracam do wspomnień z Beskidu Niskiego. Spędziliśmy tam w sumie tydzień. Dwa dni – jak mawia Kacper – „luksusowaliśmy się”. Pozostałe – wędrowaliśmy po górach. Dzieci radziły sobie doskonale. Wystarczył jednak byle potoczek, a musieliśmy się zatrzymać. Pracowicie układały w nim przeróżne tamy albo rzucały w wodę kamienie krzycząc „Uwaga, będzie chlapało!”. Nawet jeśli potok był, wedle słów Idy, „tyci mini”, materiału starczało w nim na dowolnej długości zabawy. Gdy szliśmy dalej, nieco zmęczeni, co jakiś czas ktoś z nas się potykał. A Kacper komentował to, mówiąc „W książkach to ludzie zawsze potykają się o korzenie drzew, a my tylko o kamienie i kamienie”. Gdy wchodziliśmy na szczyt, dzieci siadały i bawiły się „w robienie piasku”, co polegało głównie na tłuczeniu, łupaniu i szorowaniu o siebie kamieni (zdjęcie obok). Część z nich oczywiście musieliśmy potem zapakować do plecaka i znosić na dół. „Tato – zapytały dzieci, gdy wreszcie porządnie się zmęczyły – ale skąd w górach tyle kamieni?”.
W zasadzie kawałki twardych skał można znaleźć niemal wszędzie. Tyle że na nizinach większość kamieni leży głęboko pod warstwą piachu lub gleby. W rzekach Mazowsza i Podlasia dominuje muł czy piasek. W górach zaś wprost przeciwnie – wszędzie na wierzchu walają się kamienie. Dlaczego?
Po pierwsze twarde skaliste podłoże zostało tam wyniesione znacznie wyżej. Przyczyna leży w tym, że Ziemia nie jest spokojnym miejscem. Jej górna warstwa dzieli się na ogromne płyty, które bez ustanku przemieszczają się po naszym globie. Ten proces, który jest zbyt wolny, by nasze oczy mogły go dostrzec, ma kolosalne znacznie. W jednych miejscach bowiem płyty się rozchodzą. Między nimi powstaje szczelina, którą obficie wylewa się gorąca i niebezpieczna lawa. W drugich miejscach płyty nacierają na siebie z gigantyczną siłą. Te ich zapasy prowadzą do marszczenia się i fałdowania kontynentów. A właśnie zmarszczki i fałdy my nazywamy górami. Przykładowo pasmo Karpat, do których należy również Beskid Niski, powstało, gdy Afryka (płyta afrykańska) natarła na Europę (płytę eurazjatycką).
Gdy skały się uniosą, mocniej zaczynają na nie działać wszelkie naturalne siły niszczące. Wieją tam silniejsze wiatry przecież, a temperatury są bardziej skrajne niż na nizinach. Przede wszystkim jednak pada więcej deszczu, który potem spływa dużo szybciej niż na bardziej płaskim terenie. Rozpędzona woda w potokach ma większą siłę i porywa ze sobą wszystkie ziarenka piasku, gleby i mniejsze kamienie. Ciągnąc je w dół, obija o siebie, szlifuje kanty i zaokrągla do postaci zwanej otoczakiem. Jeśli coś zostawi na miejscu, w górach, to musi to być naprawdę porządny kamień. Na nizinie rzeki płyną wolniej, przez co ich siła jest mniejsza. Piasek i muł, który został przez nie zabrany z gór, opada teraz z łatwością na dno lub tworzy wysepki.
Moje wyjaśnienie nie do końca przekonało dzieci. Potoki, które mijaliśmy podczas wędrówek, zwykle były wąskie i płytkie. O wszystko można je było podejrzewać, tylko nie o siłę niszczącą i wymiatająca wszelkie ziarnka piasku czy żwiru z gór.
W ostatnią noc przed naszym wyjazdem rozpadał się jednak ogromny deszcz. Lało przez wiele godzin. Gdy nad ranem spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę, nie mogliśmy rozpoznać znajomych potoków. Jeszcze poprzedniego dnia płytkie i spokojne zamieniły się w rwące i głębokie. Woda, która wcześniej chwaliła się czystością, stała się żółta lub brunatna. To przez masę piachu i gleby, który porwała z gór i znosiła na niziny. Jedyne, co im się opierało to kamienie. Bo trzeba być naprawdę twardym, by przetrwać w górach. Tak jak nasi znajomi z Ropek.



Nasza rodzina na kamienistym beskidzkim szlaku

Brak komentarzy: