12.8.09

Dlaczego rosiczki jedzą owady?

A wcale że nie z tego samego powodu, co zwierzęta! Wcale a wcale. Ale po kolei. Wybraliśmy się z dziećmi na wycieczkę do rezerwatu „Gorbacz” na Podlasiu. Gdy byłem dzieckiem, znajdowało się tam małe, ale bardzo urocze jeziorko. Dziś niestety zostały z niego marne resztki w postaci płytkiego bajora. Na szczęście wokół nadal rozciąga się intrygujące torfowisko. I właśnie ono stało się celem naszej wyprawy. Zatrzymaliśmy samochód przed zardzewiałą tablicą, przeszliśmy ścieżką przez las i dotarliśmy na bagno. I zaraz na brzegu krzyknąłem „Są!”. Rosiczki. Niepozorne, ale jakżeż drapieżne roślinki. Było ich mnóstwo. Na wilgotnym mchu rozkładały swoje lepkie listki czekając na ofiary. Na paru z nich dostrzegliśmy przyklejone, martwe już muszki. Na jednym trafił się nawet większy owad. Dzieci zawzięcie je fotografowały. „Dobrze – powiedziałem – zamieścimy wasze zdjęcia na naszym blogu”. „Tato – odparła Ida – to napisz tam, dlaczego rosiczki jedzą owady”. „Dobrze, dobrze, napiszę”.
Tradycyjne wyjaśnienie znałem. Torfowisko – czyli środowisko, gdzie żyją rosiczki – jest bardzo ubogie w związki odżywcze. Ich brak roślinka rekompensuje więc sobie polowaniem na owady. W tym celu na liściach wytwarza czerwone włoski, które wydzielają piękne słodkie kropelki przypominające rosę (stąd nazwa roślinki). Kolor, kształt i zapach tych struktur przyciąga owady. Gdy usiądą na liściach rosiczki – by się napić lub najeść – zaczyna się dramat. W tych kropelkach znajduje się bowiem lepki śluz, który nie pozwala muszce czy mrówce na oderwanie się. Włoski, podrażnione ruchem ofiary, zaczynają zaginać się w jej stronę, coraz bardziej ją przygniatając. Jednocześnie wydzielają rozmaite związki chemiczne, które powoli rozpuszczają ciało owada. Krok po kroku zamienia się on w płynną masę, która zostaje wchłonięta przez roślinkę. Gdy to, co wartościowe, zostaje strawione, liść otwiera się i wystawia na deszcz czy wiatr resztki po uczcie.
To jednak jeszcze nie odpowiada na pytanie Idy. Rosiczka wygląda jakby stała na granicy dwóch światów: roślin i zwierząt. Ale te dwie grupy czerpią energię do życia z zupełnie innych źródeł. Zwierzęta zdobywają ją zjadając inne organizmy. Mogą pochłaniać trawę, polować na muchy albo renifery. Ale zawsze coś muszą zjeść. Rośliny tymczasem same sobie produkują pożywienie w procesie zwanym fotosyntezą. Potrzebują przede wszystkim trzech składników: światła, wody oraz obecnego w powietrzu gazu dwutlenku węgla. W mniejszych ilościach wykorzystują inne związki, przede wszystkim azot i fosfor. Te zwykle znajdują w glebie – im jest ona żyźniejsza, tym ich więcej. Dlatego właśnie rolnicy nawożą pola. Czy zatem rosiczki wykorzystują energię z owadów tak jak zwierzęta, czy też czerpią z nich tylko azot, fosfor i inne związki mineralne? Napisałem w tej sprawie list do amerykańskiego naukowca, prof. Aarona Ellisona, który jest autorem paru bardzo poważnych prac o drapieżnych roślinach. „Drogi Wojciechu – odpowiedział – dotychczas nie ma żadnego dowodu na to, by drapieżne rośliny zdobywały energię z ofiar. Tylko azot, fosfor i inne makro- i mikroelementy. Energię zyskują z fotosyntezy, tak jak inne rośliny”.
Dowód, że prof. Ellison ma rację, ma postać bardzo ciekawego eksperymentu naukowego. Fińscy uczeni, którzy go przeprowadzili, hodowali część rosiczek na podłożu ubogim w związki odżywcze , a część – na żyznej glebie. Te roślinki, które rosły w lepszych warunkach, wytwarzały o połowę mniej lepkiego śluzu! Skoro bowiem miały pod dostatkiem azotu i fosforu, to nie potrzebowały już łapać owadów. Po prostu nie opłacało im się wytwarzać kosztownych pułapek. Tymczasem zwierzęta, którym dostarczy się dużo azotu i fosforu, nadal muszą jeść inne organizmy. Rosiczki, mimo swoich drapieżnych obyczajów, są więc 100-procentowymi roślinkami.
Ale ich nietypowe zachowania i tak zafascynowały Idę oraz Kacpra. I myślę, że inne dzieci też byłyby zachwycone obserwacją rosiczek. O ile zdążą je zobaczyć. Jeśli rezerwat „Gorbacz” będzie dalej wysychał w takim tempie, to w końcu zniknie także i torfowisko, na którym rosną te roślinki. Naprawdę, szkoda byłoby je utracić.





Brak komentarzy: