6.6.09

O co pytają dorośli?

Dobra, dobra, czas na dorosłych. W końcu trzeba dbać również o ciekawskie dzieci wewnątrz nas. Zawsze jednak odkładałem pytania od dorosłych na później. Pierwszeństwo dawałem dzieciom - i wiekiem, i naturą. Ale dość już dyskryminacji osób po 18.! Tyle że pozwolę sobie opublikować kilka odpowiedzi naraz. Mam nadzieję, że dorośli, którzy przesłali do mnie swoje pytania, nie będą mieli nic przeciwko temu. A zatem, do roboty!

Skąd się biorą albinosi?
Moi dobrzy znajomi, Marta i Jay Madigan, spędzili ostatnio parę dni w południowoafrykańskim Kapsztadzie. Jay, specjalista od zarządzania wodą (tutaj mój wywiad z nim na ten temat) brał tam udział w jakiejś bardzo ważnej konferencji. W czasie przerwy państwo Madigan wybrali się na wycieczkę do parku. „Zupełnie nas z Jayem zamurowało – opowiadała Marta – kiedy zobaczyliśmy baraszkującą po drzewie wiewiórkę-albinoskę. Czy mógłbyś kiedyś napisać, skąd się biorą w przyrodzie takie sprane z pigmentu zwierzaki?”. Otóż biorą się z mutacji, czyli przypadkowych zmian genetycznych. W ich efekcie organizm nie wytwarza barwnika. Mutacje mogą być rozmaite – u ludzi na przykład wyróżniono aż pięć rodzajów albinizmu. W niektórych przypadkach w organizmie wytwarzane jest trochę pigmentu, czasem nic. W tym drugim wypadku nadmiar światła, które dociera do oka, doprowadza do ślepoty. Skóra staje się też podatna na rozwój nowotworów. Dzikie zwierzęta, które zapadną na pełny albinizm, mają małe szanse na przetrwanie. Te, które jednak widzą, mogą sobie radzić w przyrodzie. Choć i tak mają cięższe życie, bo są o wiele łatwiej widoczne dla drapieżnika niż kolorowi kuzyni. A zdjęcie kapsztadzkiej wiewiórki-albinoski można sobie obejrzeć na górze. Więcej zaś informacji o albinizmie znalazłem na stronie „Scientific American”.


Dlaczego w nocy jest ciemno?
Napisał do mnie czytelnik, Adam Sławiński z Katowic: „Wszyscy chyba widzieliśmy niezwykle fotografie odległych galaktyk. Ciekawi mnie to, dlaczego, choć są one w centralnej części oślepiająco rozświetlone, to my, jako mieszkańcy obrzeża naszej Drogi Mlecznej, mamy tak ciemno w nocy. Czemu nie oświetla nas tak samo intensywne światło jądra naszej galaktyki?”. Ha, pytanie „Dlaczego w nocy jest ciemno?”, choć oczywiście jeszcze nie poparte wiedzą o budowie galaktyk, zadał w 1823 roku niemiecki astronom Wilhelm Olbers. Zastanowiło go, dlaczego nocą niebo nad nami nie jest całkowicie pokryte gwiazdami. 25 lat temu Jan Rurański w uroczej książeczce
„Dlaczego sól jest słona?” tak to wyjaśniał: „Odpowiedź na to pytanie dała dopiero współczesna nauka, a dokładniej teoria względności Alberta Einsteina. Okazało się, że Wszechświat nie jest nieskończenie wielki, że ciągle się rozrasta, że światło, wbrew naszym ziemskim doświadczeniom, nie rozchodzi się po liniach prostych, lecz zakrzywia się pod wpływem sił grawitacji i w efekcie promienie tylko niewielu gwiazd docierają na powierzchnię Ziemi”. Rok temu dr Stanisław Bajtlik opublikował na temat artykuł w „Gazecie Wyborczej”. Ale podaje tam nieco inne wyjaśnienie niż Rurański. Pisze tam, że najważniejsze jest to, że Kosmos ma skończony wiek. Wciąż się rozszerza, a światło, choć bardzo szybkie, też ma określoną prędkość. Nie z każdego zakątka Wszechświata zdążyło więc do nas dotrzeć. Dlatego właśnie między punkcikami gwiazd widzimy ciemne plamy.

Skąd się biorą dziuple?
Tym razem pytanie zadał mi
Mariusz Herma, recenzent muzyczny „Przekroju”. Ciekawe zresztą, dlaczego akurat to go zaintrygowało. Czasem mam wrażenie, że myśli dorosłych chadzają po bardziej krętych ścieżkach niż dzieci. Ale skupmy się na faktach, czyli dziuplach. Część z nich wykuwają ptaki – dzięcioły, kowaliki oraz sikory czarnogłówki. Pozostałe dziuple najczęściej powstają w wyniku gnicia i próchnienia. Może się na przykład zdarzyć, że wiatr ułamie konar, tworzy się „rana”, przez którą do drzewa dostają się grzyby czy inne zarazki. Drewno gnije, próchnieje, a przy okazji powstaje dziupla. Gdy drzewo jest stare i obumiera, dziupli tworzy się dużo więcej. Próchnieje przecież i od środka, i od zewnątrz. Dlatego właśnie w dziuple obfitują wiekowe lasy, w których nie brak starych i martwych drzew. Na przykład w rezerwacie ścisłym Puszczy Białowieskiej jest ich tak dużo, że nie wszystkie zostają zasiedlone przez ptaki. W lasach gospodarczych, gdzie starych drzew niewiele, sikorom czy muchołówkom brakuje mieszkań. Wtedy trzeba wywieszać budki lęgowe.

Po co krowom księgi?
Odwiedził nas ostatnio Bartek Zarzycki, znajomy z lat dawnych i jednocześnie nasz agent ubezpieczeniowy. Przyznał się, że czasem zagląda na blog „A dlaczego?”. „Wojtek – zagaił – a po co krowom księgi?”. Pytanie miało być podchwytliwe. Na szczęście szybko zorientowałem się, o co chodzi. Krowy, podobnie jak i inne przeżuwacze, mają bowiem żołądek złożony z czterech części, zwanych żwacz, czepiec, księgi i trawieniec. Wszystko przez to, że pokarm roślinny jest bardzo trudno strawny. Po połknięciu trafia więc najpierw do żwacza i czepca. „Tu – jak czytamy w ‘Zoologii’ pod red. Kazimierza Dobrowolskiego – zalega przez pewien czas i ulega częściowemu strawieniu przez bakterie, a te z kolei przez pierwotniaki. Następnie powraca do pyska, gdzie [roślinność] zostaje powtórnie przeżuta, po czym specjalną rynienką kieruje się do ksiąg, a stąd do trawieńca, gdzie ostatecznie zostaje strawiona. W ten sposób roślinożerne przeżuwacze wykorzystują błonnik, normalnie nie trawiony przez enzymy trawienne kręgowców oraz zapewniają sobie w diecie białko zwierzęce w postaci pierwotniaków”.


Drodzy dorośli, czy to odpowiada na Wasze pytania?





6 komentarzy:

Mariusz Herma pisze...

Dziękuję!

Marta Madigan pisze...

Ja tez bardzo dziekuje! Zawsze sie czegos ciekawego dowiaduje z Twoich postow.

Konstatanty pisze...

no, dobrze, ale o co pytają?
czyżby dorośli nie pytali?
czyżby pytali po cichu?

Wojciech Mikołuszko pisze...

Drogi Konstatanty, trzeba wejsc w caly tekst (albo kikajc na tytul, albo na slowo "wiecej"). Wtedy zobaczy Pan, o co pytaja dorosli. O naprawde ciekawe rzeczy....

Konstatanty pisze...

aha, coś po urlopie nie nadążam...
mój serwis blogowy nie jest tak sprytny :)
ja też mam pytanie
ostatnio oglądałem program o tym, jak wysyłamy w kosmos wiadomość dla obcej cywilizacji.
wiadomość wysłano w postaci sygnału radiowego w kierunku jakiejś przeraźliwie odległej galaktyki.
i tu mam kłopot, przespałem pewnie jakiś wykład. w jaki sposób taka wiadomość może w ogóle dotrzeć? czyżby mknęła prosto jak kapsuła? nie rozpraszała się jak to zwykle czynią fale? (wiem, że w kosmosie jest próżnia i moje porównanie do znikomego czasem zasięgu sieci komórkowej byłoby naiwne, ale...) no właśnie!

Wojciech Mikołuszko pisze...

Dziękuję za pytanie. Akurat wakacje i czasem trudno mi się zebrać, by odpowiedzieć na pytania czytelników. Ale postaram sie znaleźć odpowiedź, choć nie wiem, jak długo to będzie trwało :)