31.5.09

Dlaczego nie da się dojść do tęczy?



Akurat byłem na hawajskiej wyspie Kaua’i. Dzieci w tym czasie wybrały się, wraz z mamą, na działkę do ich dziadka. Po drodze, gdy jechali autobusem, zaczął padać deszcz. A ponieważ jednocześnie świeciło słońce, przed ich oczami rozkwitła piękna tęcza. Ida podobno spała. Kacper zaś filozoficznie zapytał Ireny „Dlaczego nie da się dojść do tęczy?”.
Na odpowiedź musiał jednak poczekać do mojego powrotu. Wreszcie udało mi się zgłębić tę zagadkę. Dużo mi pomogła książka Richarda Dawkinsa „Rozplatanie tęczy”. Zacząć wypada chyba od tego, że światło słoneczne, które odbieramy jako białe, to chaotyczna mieszanka rozmaitych barw. Rozdzielić je można za pomocą tak zwanych pryzmatów. To są odpowiednio ukształtowane przezroczyste kawałki szkła, plastiku lub innej substancji. Mają one większą gęstość niż powietrze. Białe światło, które do nich wpada, spowalnia swą prędkość, przez co zmienia kąt, pod którym biegnie. Przy czym każda jego składowa część, czyli każda barwa, trochę inaczej zmienia kąt. W ten sposób białe światło rozdziela się na kolorowe widmo.
Krople deszczu też są małymi pryzmacikami. Ponieważ jednak są okrągłe, mają jeszcze dodatkową cechę. Otóż światło, które wpadnie do ich środka i rozdzieli się na różnokolorowe promienie, natrafia po chwili na tylną ściankę kuli, która działa jak lustro. Odbija barwne światło i kieruje je z powrotem na zewnątrz. Wychodząc z kropli deszczu promienie znów załamują się i wychodzą na zewnątrz jeszcze bardziej rozdzielone. Jeśli teraz my stoimy na ich drodze, patrząc w stronę deszczu, tyłem do słońca, to do naszych oczu trafia część tych kolorowych promieni. Z kropli, które znajdują się najwyżej, widzimy więc tylko czerwień. Z tych pośrodku dociera do nas zieleń. A z tych jeszcze niżej – niebieski. Pomiędzy nimi znajdują się pozostałe kolory tęczy. Cały barwny łuk ma postać półkoli, wewnątrz których tkwimy my. Zawsze pośrodku. Bo do naszych oczu docierają tylko promienie odbite z kropli położonych w określonej odległości. Ktoś obok nas widzi światło z nieco innych kropel deszczu. Też więc znajduje się wewnątrz swoich różnokolorowych łuków. Tak naprawdę więc każdy z nas widzi więc własną, prywatną tęczę. Gdy zaś ktoś postanowi przybliżyć się do tęczy i przesunie się w jej kierunku, to przestanie widzieć poprzedni łuk kolorów, a zobaczy nowy. Choćby nie wiem jak długo wędrował, zawsze więc będzie widział tęczę w tej samej odległości. Zawsze inną, choć wyglądającą identycznie. I dlatego właśnie nie da się dojść do tęczy.
A gdyby ktoś uznał moje wyjaśnienia za zbyt trudne, polecam filmik, który umieszczam na dole. Rysunek zawsze ułatwia zrozumienie zawiłych zagadnień. Na górze zaś wkleiłem piosenkę Ziggy Marleya o tęczy. Ku uciesze.



Brak komentarzy: