20.4.09

Po co obrączkuje się ptaki?

Ależ mieliśmy niesamowitą rodzinną przygodę! Aż nie wiem od czego by tu zacząć. Może od mojego dziecięcego marzenia. Otóż moją pasją w dzieciństwie było podglądanie ptaków. Biegałem za nimi z lornetką i starałem się zgadnąć, co to za gatunek. Gdy miałem chyba 14 lat postanowiłem zapoznać się z ptakami bliżej i wziąć udział w akcji ich obrączkowania. Wysłałem więc list do Stacji Ornitologicznej w Górkach Wschodnich koło Gdańska z prośbą, by mi pozwolono przyjechać. Niestety, odpowiedź dostałem odmowną. Byłem podobno za młody.
A jesienią zeszłego roku, gdy świętowałem 20 rocznicę wysłania listu do Górek Wschodnich, wziąłem udział w warsztatach dla dziennikarzy naukowych na Mierzei Wiślanej zorganizowanych przez naszą koleżankę, Marzennę Nowakowską. Podczas zajęć poznałem dr Jarosława Nowakowskiego, prywatnie jej męża, a zawodowo ornitologa oraz obecnego szefa Akcji Bałtyckiej. I to od niego dowiedziałem się, że poszukują oni woluntariuszy do obrączkowania ptaków. Zgłosiłem się i pojechałem na akcję wiosną, w kwietniu, już nie jako młodzieniec, lecz mężczyzna w najlepszych latach. Zabrałem też ze sobą dzieci, które zamieszkały w gospodarstwie agroturystycznym we wsi Kopań w pobliżu bazy akcji. Codziennie przychodziły do mnie do obozu, regularnie wędrowały na obchody siatek, oglądały ptaki, wypuszczały je na wolność i – jak to one – zadawały mnóstwo pytań. Doprawdy, wszystkich zapamiętać nie sposób. W każdym razie ptaki je zafascynowały. Nauczyły się nawet rozpoznawać rudzika, szczygła, sikorę modrą, bogatkę oraz drozda śpiewaka. Jak na pierwszy raz naprawdę nieźle. Przyjemnie było na nie patrzeć. To prawda, że na trzeci dzień trochę się znudziły i pobiegły nad morze. Tyle że w niedzielę, po powrocie do Warszawy, aż się popłakały i prosiły, byśmy jeszcze raz wybrali się na obrączkowanie.
No dobra, czas odpowiedzieć na choć jedno z tych dziesiątek pytań, jakie padły podczas wyjazdu. Jak choćby po co się w ogóle te ptaki obrączkuje? Przede wszystkim po to, by poznać trasy ich wędrówek. Zasada jest prosta: każdy osobnik, który złapie się w sieć, dostaje obrączkę z unikalnym numerem. Jeśli potem złapie się go po raz drugi, ptaszek zostanie zidentyfikowany, co pozwoli na określenie skąd i dokąd przeleciał. Poznanie tras wędrówek jest oczywiście samo w sobie bardzo ciekawe. Pozwala też na lepszą ochronę ptaków. Wiele z nich ginie podczas wędrówek. Bywa też, że latem mieszkają w dobrze chronionym rezerwacie, a zimę spędzają w zupełnie nieprzyjaznym miejscu. Żeby taki gatunek przetrwał, trzeba o niego dbać i na letnisku, i na zimowisku, i jeszcze na trasie lotu. A tego bez obrączek raczej się nie uda poznać.
Są i inne korzyści z obrączkowania, szczególnie podczas takich akcji jak Akcja Bałtycka. Niemal każdego ptaszka mierzy się bowiem, waży, sprawdza ilość tłuszczu i długość piórek. W ten sposób naukowcy uzyskują mnóstwo danych. One zaś pozwalają lepiej zrozumieć na przykład, jak małym ptakom udaje się pokonywać tak wielkie odległości. Dane z kilkudziesięciu lat pokazują również, że liczebność niektórych gatunków zmienia się regularnie. Co kilka lat jest ich więcej, a potem znów mniej. Dzięki temu wiadomo, czy zmniejszanie się liczebności danego gatunku oznacza jego zagrożenie wymarciem, czy jest tylko naturalną i regularną zmianą. To pozwala na ocenę, czy należy podjąć akcję ochrony, czy też lepiej pieniądze przeznaczyć na coś innego. A kto chce wiedzieć więcej, niech przeczyta wywiad z prof. Przemysławem Bussem, założycielem i do niedawna szefem Akcji Bałtyckiej który kilka lat temu przeprowadziła Marzenna Nowakowska. Kto ma ochotę wyjmować ptaki z siatek, niech zgłosi swój udział i nie czeka, jak ja, lat 20. Tutaj są namiary na organizatorów Akcji. A na zachętę oraz wspomnienie wielkiej przygody załączam parę zdjęć. Na górze był rudzik zaplątany w siatkę. Resztę wyjaśniam w podpisach pod zdjęciami.

Akcja: wyjmujemy rudzika z siatki.

Po przyniesieniu ptaszka do obozu jest on obrączkowany i mierzony przez licencjonowanego obrączkarza (tu Grzegorz Zaniewicz z Uniwersytetu Gdańskiego). Woluntariusz (w tym wypadku ja) zapisuje pomiary w odpowiednim zeszycie.

Zbliżenie na mierzenie. W głównej roli drozd śpiewak.

Po zmierzeniu Kacper wypuszcza na wolność szczygla. Proszę zauważyć, jak fachowo go trzyma!

A Ida wypuszcza czyżyka. Prawidłowego chwytu uczy ją Eliza Głowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Banda rozpieszczonych dzieciaków i snobów! Przygodę? To nigdy nie mieliście ptaka w ręce? Co to za przygoda, możecie ze wyjść na plac miejski i łapać gołębie miejskie i żadna z tego przygoda i przeżycie. Jakby wam nie powiedzieli, że to rudzik, pewnie byście stwierdzili, że to "wróbel". I jeszcze raz to napiszę: Banda rozpieszczonych dzieciaków i snobów!

Anonimowy pisze...

Szanown(a)y Pani(e),

anonim uzasadniony jest jedynie wówczas, gdy piszący go rzeczywiście jest nikim..
Pański komentarz dowodzi, że treść artykułu nie została przez Pana zrozumiana w najmniejszym stopniu.

Z wyrazami szacunku,
Janina Stern