28.3.09

Skąd się w pupie biorą bąki?




To pytanie padło już dawno, dawno temu. Chyba chwilę po opublikowaniu na naszym blogu wpisu o bekaniu. Jakoś nie śmiałem jednak umieszczać tej odpowiedzi co by nie wyszło, że my w domu tylko o obrzydliwościach rozmawiamy. Ale chyba przyszedł czas, by i tę zagadkę rozwiązać. Na moją decyzję wpływ miała uwaga, jaką Kacper przyniósł niedawno ze szkoły. W jego dzienniczku wyczytałem, że podczas lekcji „zachowywał się jak w toalecie”. A przyciskany przez nas, rodziców - nieco wystraszonych tym, co nasz synek mógł wyprawiać w szkole - przyznał, że „puścił głośnego bąka”. No tak, znów kłaniają się dobre maniery, które tak trudno wtłoczyć dziecku. Karę Kacper dostał srogą. Ale nie zaszkodzi, by wykorzystać tę okazję do nauki i wyjaśnić wreszcie, skąd się bąki biorą.
Nim przejdę jednak do sedna, wyjaśnię jeszcze, co wspólnego z tematem postu ma filmik, który zamieściłem na górze. Ano nic. Po prostu postanowiłem, by umilał czytanie tej notatki. Lubię słuchać Loreeny KcKennitt, a tym większą mi to przyjemność sprawia, gdy ktoś utworzył wideoklip do jej piosenki z fragmentów filmów mojego ukochanego reżysera: Hayao Miyazakiego.
Słuchając i oglądając, zejdźmy więc w głąb ludzkiego jelita, gdzie żyją gigantyczne ilości bakterii. Przyjaznych bakterii – zaznaczam wyraźnie. Nasz układ pokarmowy nie radzi sobie bowiem z trawieniem wszystkich pokarmów. To, czego nie rozłoży na części pierwsze, przekazuje do obróbki bakteriom. Z tych resztek trochę energii wydobywają mikroby dla siebie. Jednocześnie przerabiają te związki na inne, prostsze, które nasz organizm już sam potrafi strawić. Dzięki temu zyskujemy i my, i mikroby. Niestety, podczas tej pożytecznej reakcji bakterie wydzielają gaz. Najczęściej jest to zupełnie nieszkodliwy i pozbawiony jakiekolwiek zapachu dwutlenek węgla. Nie ma wyboru – musi się on jakoś wydostać z naszych jelit. Najprostsza droga wiedzie przez odbyt. I tak właśnie powstają bąki.
Ale są też w jelitach inne bakterie, które, choć też przyjazne, produkują nieco bardziej zauważalne gazy. Najczęściej jest to wodór i metan – również bezwonne, ale, niestety, łatwopalne. To dlatego, jeśli zbierze się ich dużo, zwykły bąk można podpalić. Ale najgorsze są bakterie siarkowe. Bo te produkują gazy o wyjątkowo brzydkim zapachu – niektóre przypominają woń zgniłego jajka, a inne - zgniłej kapusty. Doświadczyć tego nikomu nie życzę. Choć, niestety, życzenie to należy do kategorii niemożliwych do spełnienia.
W nauce o gazach jelitowych – jak się zwie oficjalnie to wszystko, co wychodzi z nas podczas puszczania bąków lub bekania – jest jeszcze jeden problem. Otóż ich ilość zwiększa to, co zdrowe, czyli warzywa i owoce. A najbardziej kapusta, groch, fasola, bób i soja. Tych pokarmów jeszcze można uniknąć. Ale bez reszty owoców i warzyw żyć się nie da. To zaś oznacza, że i bąków całkowicie nigdy się nie pozbędziemy. Przyznam teraz, że te rozważania już wcześniej natchnęły mnie do napisania artykułu „Konieczne do życia obrzydliwości", który kilka tygodni temu opublikował „Przekrój”. Kto chce wiedzieć więcej, niech tam zerknie.
A teraz najwyższy czas, by ponownie posłuchać Loreeny McKennit. Prawda, że ładna piosenka?

Brak komentarzy: