22.3.09

Dlaczego one lecą tak razem?



Nawet w Warszawie widać wiosnę. Choć wciąż chłodno i buro, to jednak oznaki mojej ulubionej pory roku już się pojawiają. A gdy pojechaliśmy poza Warszawę, co i rusz na nie natrafialiśmy: a to czajka zakwiliła na łąkach, a to ropucha wlazła nam pod nogi, a to zadzwoniły skowronki … Tylko na naszym Ursynowie nie uświadczy się tych zwierząt. Ale gdy kilka dni temu szliśmy do przedszkola, tuż nad naszymi głowami przeleciał, głośno gęgając, klucz gęsi. Zatrzymaliśmy by się na nie popatrzeć. „Tatusiu – zapytała Ida – a dlaczego one lecą tak razem? I dlaczego tak wcześnie? Przecież jeszcze zimno, nie będą miały, co jeść.”
Ida miała sporo racji. Wędrówki ptaków to zresztą fascynujący temat. W kwietniowym numerze „Focusa” ukaże się mój artykuł, w którym opisuję, jak dramatycznie zmienia się budowa ptaków na czas lotu. Droga długa i daleka, więc najpierw muszą się najeść. Kilka tygodni przed wylotem rośnie więc im jelito i żołądek. Szybko tyją - tak, że tłuszcz stanowi połowę całej masy zwierzęcia. Krew gęstnieje, żeby mogła sprawniej przenosić tlen z płuc do reszty ciała. Ale tuż przed wyruszeniem w drogę znów następuje przebudowa. Ponieważ w czasie wędrówki ptaki nie będą mogły jeść, jelito drastycznie się kurczy. A ptaki, które lecą zużywają tak dużo energii, że tracą cały zapasowy tłuszcz. Chudną im wszystkie organy. Gdy dotrą na miejsce, mają tak mały żołądek i jelita, że przez pierwszy dzień, dwa w ogóle nie potrafią jeść. Podczas wędrówki muszą się też zmagać z brakiem snu. Potrafią spać lecąc, ale na przemian usypia to jedna, to druga połowa mózgu – czego człowiek zupełnie nie potrafi. My jak śpimy, to całkiem. A ptaki mogą „na pół”. Brakuje im też nierzadko wody, mają kłopoty albo z przegrzewaniem się albo z wychłodzeniem. Wpadają w burze, w szpony drapieżników i pod lufy myśliwych. Trochę o tym opowiada film, którego zwiastun umieściłem na samej górze tej notatki (po polsku nosi zupełnie bezsensowny tytuł „Makrokosmos”, we francuskim oryginale brzmiało to „Le Peuple Migrateur”, czyli „Lud wędrujący”).
W czasie tej wykańczającej wędrówki ptakom trochę pomaga wspólny lot. I tu zbliżam się do odpowiedzi na pierwsze pytanie Idusi. Gdy ptak leci tuż za innym ptakiem, lekko w bok od niego, to siła, jaką musi pokonać, by przebić się przez powietrze, jest nieco mniejsza. Zużywa więc trochę mniej energii i mniej się męczy. A gdy się leci tysiące kilometrów ma to ogromne znaczenie. Właśnie dlatego ptaki takie jak gęsi latają w formie zwanej kluczem. Najciężej ma oczywiście pierwszy ptak w szyku. I dlatego co pewien czas następuje zmiana. Zmęczony przewodnik stada odsuwa się na tył, a jego miejsce zajmuje inny, trochę bardziej wypoczęty osobnik.
Śpieszą się zaś bardzo. Ida ma rację, że teraz, w marcu, wciąż jest zimno i jedzenia dla ptaków niewiele. Niedługo jednak wybuchnie wiosną całą swoją pełnią. Pojawią się owady i rośliny. Ptakom zależy, by jak najszybciej zająć jak najlepsze miejsce na lęgowiskach. Co prawda na początku muszą się jeszcze zmagać ze złą pogodą, ale potem dużo zyskują. Gdy nadejdzie czas wychowania piskląt, gdy jedzenia trzeba najwięcej, akurat będzie najlepszy czas na jego poszukiwanie. Gdyby ptaki dotarły na miejsce później, to owszem, nie marzyłyby i nie łaziły głodne. Ale po pierwsze najlepsze miejsca na gniazdo mogłyby być już zajęte. Po drugie takie wygodnickie ptaki później złożyłyby jaja, później wylęgłyby się pisklęta, które miałyby mniej czasu na wyrośnięcie i najedzenie się. Naprawdę, lepiej się pośpieszyć.
I gdy dzisiaj kończyłem pisać ten post, na naszym wybetonowanym podwórku pojawili się kolejni skrzydlaci podróżnicy. To dość pospolite kaczki krzyżówki. Wiele z nich zimuje w miastach, ale są i takie, które nadal wędrują na zimowiska i z powrotem. Jedna parka zatrzymała się przy podjeździe na garaże. Ida z Kacprem po cichutku podeszli i zrobili najpierw zdjęcie samicy. Potem obie kaczki zerwały się i wylądowały w oczku wodnym na podwórku. Dzieci zdążyły wtedy zrobić samcowi. Obie fotografie zamieszczam poniżej.
I z niecierpliwością czekam, że może zobaczymy coś jeszcze ciekawszego. Wiosna daje nadzieję!



2 komentarze:

konstatanty pisze...

niestety nie pamiętam, jaki to ptak wprawił ostatnio w osłupienie ornitologów. był zbyt mały, żeby mógł, a jednak mógł. wg nadajnika, który mu podarowano, okazało się, ze przeleciał nieprawdopodobny dystans. rekordowy. sądzą, że w czasie lotu zmienia się zupełnie metabolizm i fizjologia takich ptaków.

Wojciech Mikołuszko pisze...

To był szlamik rdzawy (zwany też szlamnikiem). Zapewne czytal Pan artykuł Sławka Zagórskiego z "Gazety Wyborczej":
http://wyborcza.pl/1,75476,6192498,Urodzony__by_latac.html
Pochwalę się, że razem ze Sławkiem byliśmy na tym samym wykładzie prof. Meissnera, który relacjonował te badania. Oryginał pracy można znaleźć tutaj:
http://rspb.royalsocietypublishing.org/content/276/1656/447.abstract?sid=b4d86e23-d341-4d18-b8e8-3ad6e010dc0f
Polecam!