22.1.09

Jak się tworzy kurz?


O mój Boże, czego tam nie było! Dzieci zostały właśnie zmuszone do porządków swoich pokojach. Wielkich porządków. Tak wielkich, że nie obeszło się bez przesuwania łóżek. I wtedy wyszło na jaw, jak dawno nikt tam nie sprzątał. Znalazła się dzięki temu ulubiona zabawka-jaszczurka Idy, jakieś drobne pieniążki (nie wiadomo czyje), kawałki przeróżnych figurek Kacpra oraz kilka kredek. Ale to i tak nic w porównaniu ze stosami kurzu, który wszystko to pokrywał. Było go tyle i leżał tam na tyle długo, że pozbijał się w kłęby pospolicie zwane „kotami”. Dzieci były zdumione ich ilością. Powiedziałbym wręcz, że zafascynowane. Zamiast sprzątać kurz, intensywnie się mu przyglądały. Bo, doprawdy, jak się nad tym głębiej zastanowić, to samo jego istnienie jest tajemnicą. Obecność zabawek czy kredek za łóżkiem można przecież szybko wytłumaczyć. Ale całej tej reszty nikt z nas tu nie przynosił. Pytanie, które krążyło w głowach całej naszej rodziny, na głos wypowiedział w końcu Kacper „No, ale jak się tworzy ten kurz?”.
Zacząć trzeba od wyjaśnienia, czym w ogóle jest kurz. To taka mieszanina, z którą żaden czarodziejski eliksir nie może się równać. Wszystkie jej elementy są drobnymi cząstkami stałych substancji. Najwięcej tam ziarenek gleby (czyli ziemi). Sporo w nim pyłku roślin oraz zarodników grzybów. Ważną część kurzu tworzą też stare komórki naszego naskórka. Wciąż on się bowiem odnawia od spodu, a zewnętrzne warstwy złuszczają się, czyli odpadają z naszego ciała. W kurzu można też znaleźć nasze włosy, sierść zwierząt, drobne fragmenty papieru, nitki z ubrań i kawałki całej reszty materiałów, jakie znajdują się w domach. Wśród tego tałatajstwa bytują drobne zwierzątka – pajęczaki zwane roztoczami, które, żywiąc się martwą materią, mają tu prawdziwą ucztę. I to stworzonko, w wersji pluszowej, można zobaczyć na zdjęciu powyżej (a oryginał kupić tutaj).
Kilka lat temu badania kurzu w warszawskich domach prowadził zespół prof. Andrzeja Tatura z Centrum Badań Ekologicznych PAN. Naukowcy odkryli na przykład, że w łazienkach, gdzie źle działała wentylacja, zarodników grzybów było blisko tysiąc razy więcej niż w pomieszczeniach ze sprawną wentylacją. A cały stołeczny kurz okazał się silnie zanieczyszczony toksycznymi substancjami (konkretnie: metalami ciężkimi oraz węglowodorami aromatycznymi).
Wszystkie te cząstki bardzo łatwo unoszą się w powietrzu. Głównie z tej racji, że na tak drobne twory działają inne siły niż na nas. Dla takich maleństw powietrze jest gęste jak dla człowieka jakiś syrop. Opada się w tym powoli, a nawet niewielkie zawirowania mogą znów porwać cząstki do góry. Powietrze jest więc przepełnione kawałkami kurzu. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo dbali o porządek, to i tak drobne cząstki znajdą się w naszym mieszkaniu i będą powoli osiadać na półki, szafki czy podłogę.
Co wcale nie oznacza, że sprzątanie nic nie daje! Daje, daje. Przekonaliśmy się, gdy wreszcie pozbyliśmy się kłębów kurzu z dziecięcych pokoi. I postaramy się nigdy więcej nie uchować takich wielkich „kotów”. Na pożegnanie trochę kurzu włożyliśmy też pod mikroskop. To, co zobaczyliśmy, załączamy poniżej. Wyszło trochę nieostro, ale może to i dobrze? Nikt nie będzie zaglądał w nasze brudy!


1 komentarz:

Mariusz pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.