3.1.09

Co komu z martwego drzewa w lesie?

No, drzewo nie było tak zupełnie martwe. Ale niewątpliwie osłabione i obumierające. Spotkaliśmy je parę tygodni temu (jeszcze przed świętami), na szlaku nad rzeczką Czarną, podczas jednej z naszych wycieczek przyrodniczych „do Żabieńca” (więcej o tym miejscu pisałem w notatce o bobrach). Właściwie to nie dało się uniknąć spotkania z nim. Zagrodziło nam drogę, przygniecione do ziemi przez wichurę, chorobę lub co tam jeszcze można sobie wymyślić. W pierwszej chwili potraktowaliśmy je po prostu jako doskonałą rozrywkę, bezpieczne ćwiczenie umiejętności we wspinaczce. Ale już po chwili naszą uwagę przykuły różne organizmy, które opanowały leżące pnie. Ileż ich tu było!
Najpierw skupiliśmy się na czarnych galaretowatych kulkach, które stadkami obsiadły drzewo. Moim zdaniem były to tajemnicze śluzowce – dalecy krewniacy grzybów o bardzo dziwacznych obyczajach. Większość życia pędzą jako jednokomórkowe stworzenia, które żywią się martwą materią. Co pewien czas opanowuje je jednak nieodparta potrzeba jedności. Łączą się ze sobą, zlewają w galaretową masę, która wspólnymi siłami porusza się, a potem tworzy struktury umożliwiające rozsiewanie zarodników.
Obok śluzowców dostrzegliśmy porosty. Kolejne stworzenia, co to wyglądają pospolicie, niemal nudno, ale z bliska zdumiewają swoimi właściwościami. Bo to tak naprawdę nie jeden organizm, lecz dwa, zespolone ze sobą, glon i grzyb. Glon produkuje pożywienie, korzystając ze światła, powietrza i wody. Grzyb go chroni i zapewnia miejsce do życia. Dzięki współpracy są w stanie opanowywać nawet najbardziej niegościnne siedliska takie jak gołe skały czy kora drzew. „Te glony i grzyby w porostach są jak przyjaciele, którzy sobie pomagają” – skomentował moje wyjaśnienia Kacper. Bardzo mi się spodobało to jego zdanie. Choć po prawdzie zdarza się, że relacje glon-grzyb nie są tak koleżeńskie. Czasem grzyb zmusza glon do pracy na swą korzyść. Przyjaźń się wówczas kończy, a zaczyna – niewolnictwo.
I wreszcie w naszym oglądzie pnia doszliśmy do grzybów. Rosło ich na drzewie co najmniej kilka gatunków. Wyglądały na jakieś pasożyty, typu huby, choć nie potrafiłem ściśle określić gatunków. Nie to zresztą w tym momencie było dla mnie najciekawsze. Mnie i moje dzieci zaintrygowało to bogactwo życia na osłabionym drzewie. I ten proces będzie dalej postępował. Coraz bardziej martwe drzewo będzie przyciągać coraz więcej gatunków grzybów, śluzowców, porostów, roślin, owadów, pajęczaków, wijów i co tam kto sobie jeszcze wymyśli. Kilka lat temu międzynarodowa organizacja ochrony przyrody WWF Polska wydała książkę „Drugie życie drzewa”. Jej autorzy, przede wszystkim naukowcy związani z Puszczą Białowieską, udowadniają w niej, jak ważne dla lasów jest martwe drewno. Do niedawna traktowane jak śmieć, dziś wywindowało się w hierarchii leśnej. I to z wielu powodów. Jeden z najważniejszych dostrzegliśmy nawet my, amatorzy, podczas wędrówki nad rzeczką Czarną - martwe drewno jako środowisko życia rozmaitych gatunków. Naukowcy doliczyli się ich paru tysięcy. Wiele z nich to bardzo rzadkie zwierzęta, zagrożone wymarciem. Owady, wije czy pajęczaki stanowią pokarm dla ptaków. Niektóre budują gniazda w uschłych pniach. W wykrotach i między gałęziami leżącego drzewa mogą chronić się ssaki czy płazy. Samo drewno zatrzymuje wodę, dzięki czemu las się nie przesusza. Duża jego ilość zapobiega też niszczeniu gleby i ściółki.
A ja bym dodał jeszcze jedną jego funkcję: doskonale się nadaje na ćwiczenie wspinaczki i skoków z niedużej wysokości. Kacper i Ida mogą potwierdzić!








Brak komentarzy: