13.12.08

Czy to tak trudno być fotografem przyrody?



Kolega moich dzieci kiedyś mi oznajmił "Ja to zostanę fotografem. To łatwa praca. Ot, będę pstrykał i zarabiał". Ale Ida i Kacper doskonale wiedzieli, że to bzdura. Znają dobrze Paola Volponiego, Włocha, który od dawna fotografuje naszą przyrodę. Parę lat temu, gdy jeszcze na stałe mieszkał w swym rodzinnym kraju, a w Polsce tylko bywał, niejednokrotnie nocował u nas i przy okazji rozmawiał z dziećmi. Z tego czasu utkwiła im w głowie opowieść, jak to dla sfotografowania jednej sowy spędził ponad 30 godzin, czyli dwa dni i jedną noc, na drzewie. A i to nie był do końca zadowolony z efektu. Ida i Kacper rozumieją więc, że nie jest to "ot, pstrykanie", lecz ciężka praca. I czasem niewdzięczna, bo model nie chce się ani słuchać ani ustawiać tak, by zdjęcie wyszło ostre, dynamiczne i pełne kolorów.
Jakieś 3 lata temu Paolo Volponi przeprowadził się wraz z rodziną do Warszawy. Kilka dni temu odwiedziliśmy go. Przy okazji dostaliśmy w prezencie album „Konik polski. Skarb polskiej przyrody” (przyznam się od razu, że trochę pomagałem redagować tekst w tej książce). Do niego dołączony jest film Paola „Dzika dusza koników polskich”. Obejrzeliśmy też wstępną wersję jeszcze jednego filmu o konikach polskich. „Ja to najbardziej zapamiętałem, jak wilki biegały przy stadzie” relacjonował Kacper, poproszony o opowieść o swych wrażeniach. „A ja jak się rodził mały” dodała Idusia. Bo i prawda, to były jedne z najmocniejszych scen w filmach. Mnie też się one mocno wryły w pamięć. Również spośród zdjęć w albumie najbardziej lubię te, które niosą ze sobą silne emocje. Na przykład rozpędzone koniki biegnące przez wodę. Albo walka ogierów o przywództwo w stadzie. Czy wreszcie źrebaki bawiące się wśród traw i słońca.
By zrobić te zdjęcia Paolo potrzebował dobrych kilku lat. Bo koniki polskie, wbrew banalnej nazwie, nie są zwykłymi końmi, które można „ot, pstryknąć”. Ich wygląd i charakter nie bez przypadku przypominają dzikie tarpany. Te konie wyginęły całkowicie jakieś 150-200 lat temu. Ale przed wymarciem ludzie skrzyżowali je z ich domowymi kuzynami. A potem, gdy zreflektowali się co też nabroili, postanowili odtworzyć prawdziwe tarpany. Oczywiście, nigdy całkowicie się to nie udało. Ale odpowiednio dobierając zwierzęta, naukowcy wyhodowali rasę konia, która bardzo zbliżyła się do wymarłego ideału. Jej wzrost, ubarwienie, nawet zachowanie przypominało tarpany. Dla sprawdzenia, ile w nich dzikości, wypuszczono je na wolność. A właściwie: prawie wolność, bo tereny ich rezerwatów były ogrodzone, a one same regularnie sprawdzane przez ludzi. Ale i tak musiały sobie radzić zimą, i latem. Tworzyć tabuny, dostosowywać cykl rozrodu do pór roku, odrobaczać się i czyścić swoje kopyta. Udało im się. A jak na dzikie zwierzęta przystało, nie dają się tak łatwo fotografować czy filmować. Od swych wielbicieli wymagają cierpliwości i czasu, bardzo długiego czasu. Jeśli jednak uda się je podejść i utrwalić ich obraz, efekty budzą szacunek. Tak jak w przypadku zdjęć i filmów Paola.
Odkąd Ida i Kacper dostali aparaty, jeszcze bardziej docenili pracę fotografów przyrody. Poprosiłem ich na przykład, by dla potrzeb naszego bloga zrobili zdjęcia srokom, kawkom i gawronom. Sami się zdumieli, jak to trudno podejść z aparatem do zwykłych miejskich ptaków. A co dopiero mówić o sowach czy zdziczałych koniach!



Film i zdjęcia: Paolo Volponi

Brak komentarzy: