18.11.08

Po co nam gęsia skórka?

Dzisiaj Kacper trochę przychorował. Zrobiło mu się zimno, a na ciele wyskoczyła gęsia skórka. „Tato – zapytał, leżąc – a do czego potrzebna nam jest ta gęsia skórka?”. Ha, ucieszyłem się z tego pytania. Mogłem przy okazji wprowadzić Kacpra w zagadki ewolucji. Bo gęsia skórka w zasadzie do niczego nam nie jest potrzebna. To pamiątka po naszych futrzastych praprzodkach. Reakcja jej tworzenia polega bowiem na kurczeniu się mięśni położonych u podstaw mieszków włosowych. Prowadzi to do wyprostowania się włosa. U zwierząt, które mają gęste futro, warstwa sierści staje się dzięki temu grubsza. Mieści tym samym więcej powietrza, które tworzy warstwę izolującą przed zimnem. Gęsia skórka pomaga więc utrzymać ciepło, gdy na dworze panuje chłód. Ma też znaczenie obronne. Grubsza sierść wywołuje wrażenie, że zwierzę jest większe. Dzięki temu drapieżnik może wystraszyć się i zrezygnować z ataku na „dużą” ofiarę, a konkurent - z rywalizacji o pokarm lub samicę. Tyle że u ludzi żaden z tych mechanizmów nie działa. Włosy mamy zbyt cienkie i zbyt krótkie, by ich podniesienie ochroniło nas przed zimnem lub drapieżnikiem. Gęsia skórka jest więc tylko do pozostałością po czasach jej świetności – nic nam nie szkodzącą, ale też do niczego niepotrzebną. Tak to wytłumaczyłem Kacprowi. I chwilę potem przypadkiem sięgnąłem po „Focusa” z września 2008 roku, który zaburzył nieco moje poglądy. Magazyn przedrukował bowiem artykuł Laury Spinney z „New Scientist” pod tytułem „O pożytkach z niepotrzebnych narządów”. Autorka twierdzi w nim, że gęsia skórka może czasem się nam przydawać. Ponieważ pojawia się w chwilach lęku, gniewu czy rozkoszy, informuje innych ludzi o naszych emocjach. Ba!, podobno nawet potrafi je wzmagać. No ale przed zimnem nie chroni. To nawet Laura Spinney przyznaje.

1 komentarz:

Arwena pisze...

Masz bardzo ciekawy sposób tłumaczenia różnych zjawisk, nierzadko trudnych do wyjaśnienia. Jestem pod wrażeniem! Polecę Twój blog rodzicom z małymi dziećmi, będą zachwyceni :)