5.2.10

O co pytają czytelnicy? Cz. 2




Starym już obyczajem nasamprzód muszę przeprosić czytelników, że tak długo czekali na odpowiedzi na swoje pytania. I – tak jak przy poprzednim wpisie - usprawiedliwiam się tym, że pierwszeństwo daję dzieciom. Z tego też względu zacznę od pytania, które zadała córeczka naszej wiernej czytelniczki Pikinini. Dodam, że sama prowadzi interesujący blog, którego lekturę serdecznie polecam.

Dlaczego woda w jeziorze nie wsiąka w ziemię?
„Ostatnio moja 6-letnia Zosia zapytała, dlaczego woda w jeziorze nie wsiąka w ziemię, skoro woda z kałuż tak?” – napisała Pikinini. O pomoc poprosiłem prof. Stanisława Czachorowskiego z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Otóż woda w jeziorze – jak mi wyjaśnił naukowiec - nie wsiąka w ziemię, bo pod nią znajduje się nieprzepuszczalna warstwa zbudowana z gliny i iłów. W kałużach woda też często nie wsiąka w ziemię, lecz po prostu wyparowuje. Najlepiej to widać na gliniastych drogach, w których koleiny zapełniają się wodą po deszczu. Jeśli są ocienione i słońce ich nie ogrzewa, mogą utrzymywać się tygodniami. Czasem na tyle długo, że żaby zdążą w nich złożyć skrzek, z którego wylęgają się kijanki i po miesiącach przeobrażają w dorosłe osobniki. „Oczywiście – dodaje prof. Czachorowski - dno nie jest ‘granicą’ jeziora, bo łączy się ono z wodami podziemnymi. Stąd w jeziorach na dnie np. wybijają źródła”.

Czy można zobaczyć dźwięk?
Tu znów pytanie od kolejnego wiernego czytelnika, Konstatantego. I jak zwykle bardzo trudne. Bo – pisze Konstatanty – nie interesują go „fale stojące generowane w różny sposób i ich niezwykłe wzory. Przyszło mi do głowy, ze gdyby wziąć jakąś super kamerę i zarejestrować dobrze oświetlone zadymione pomieszczenie w chwili, gdy włączamy generator dźwięku, to przecież dźwięk, jako zagęszczenia ośrodka, dałby efekt zagęszczenia dymu. Byłoby widać taką falę czy nie?”
Spytałem Tomka Rożka, doktora fizyki, który kilka lat temu przerzucił się na dziennikarstwo i stworzył m. in. Śląską Kawiarnię Naukową. Otóż Tomek twierdzi, że to jest niemożliwe. Dodaje, że można zobaczyć efekty fal dźwiękowych na powierzchniach np. posypanych piaskiem. Układa się on wtedy w charakterystyczne wzory, odmienne dla fal o różnej częstotliwości. Ale, jak rozumiem, to właśnie nie interesuje Konstatantego. Pozostaje mi wiec odpowiedzieć: nie, nie można.

Dlaczego śnieg jest biały?
Dwie osoby chciały to wiedzieć. Pierwsza wpisała się anonimowo pod notką „Dlaczego płatki śniegu wyglądają jak gwiazdki?”. Bo tuż pod nim jest anonimowy komentarz z tym pytaniem. Drugą osobą jest moja znajoma Ania Karasińska.
Zacznijmy od podstaw. Po pierwsze to, co nasz mózg odbiera jako światło białe, jest tak naprawdę mieszaniną wszystkich fal świetlnych, czyli wszystkich kolorów. Po drugie płatek śniegu jest kryształkiem lodu. Po trzecie wreszcie lód wydaje się przezroczysty. Dlaczego więc śnieg, który jest mieszaniną małych kryształków lodu i powietrza, które dostaje się między nimi, nie jest również przezroczysty? Otóż dlatego, że lód tak naprawdę nie jest idealnie przezroczysty. Część światła się od niego odbija. To dlatego nawet na idealnie płaskiej tafli lodu możemy dostrzec swoje odbicie albo też zobaczyć odbijające się od niego promienie słoneczne. Ta zaś część światła, która przechodzi przez lód, też nie robi tego idealnie. Zawsze się trochę zakrzywia. I teraz wyobraźmy sobie bezładną mieszaninę małych kryształków lodu, czyli śnieg. Oczywiście, malutki kawałek obejrzany osobno będzie wyglądać jak przezroczysty. W rzeczywistości jednak trochę zakrzywia i trochę odbija światło. Część promieni odbije się więc od niego, a część przejdzie, trafi na kolejny płatek, znów się nieco zakrzywi, potem znów trafi na kolejny płatek, których na ziemi leżą ogromne miliony. W końcu tak się zakrzywi, że się odbije z powrotem. I w końcu śnieg odbije większość promieni światła, które będą tworzyć bezładną mieszaninę wszystkich kolorów. Czyli biel.

A ponieważ dziś mamy dobry humor, to załączam na górze dowcipny filmik BBC. Czyli odkrycie kolonii pingwinów, które potrafią latać. Cudo! I w dodatku na białym śniegu.

Więcej...

28.1.10

Jak szybko rosną drożdże?

Wchodząc do domu, wyczułem niepokojąco intensywny zapach alkoholu. Doprowadził mnie on do pokoju Kacpra. Nieco przestraszony zajrzałem do środka. Na parapecie stała miska. To z niej buchały alkoholowe opary. I wtedy dopiero zrozumiałem, co się stało. Prawdę mówiąc, nieco mi ulżyło. Choć w życiu nie spodziewałem się, że to się tak zakończy.
Początkiem całej sprawy była pizza, którą razem robiliśmy. Dostaliśmy nowy przepis. Prosty na szczęście. Ale do ciasta trzeba było dodać drożdże, potem je odstawić w ciepłe miejsce i poczekać aż urośnie. I to właśnie zafascynowało dzieci. – Co to w ogóle są drożdże? Jak szybko rosną? Co robią, że dzięki nim rośnie ciasto? – pytały.

Po kolei, po kolei! Po pierwsze, drożdże są grzybami. Ale jednokomórkowymi. Nigdy nie tworzą pięknych owocników, które tak chętnie ludzie zbierają w lesie. Zawsze mają postać pojedynczych komórek. Tak drobnych, że widocznych dopiero pod mikroskopem (na górze zdjęcie). Nowy organizm najczęściej powstaje poprzez pączkowanie. Na jednej komórce drożdży tworzy się wówczas małe wypuklenie, które stopniowo się powiększa. Gdy wreszcie osiągnie dostateczną wielkość, oddziela się i rozpoczyna samodzielny żywot. W dobrych warunkach drożdże mogą się tak rozmnażać co 20 minut.
Ale to wcale nie ich szybki wzrost odpowiada za spulchnianie ciasta. Wręcz odwrotnie, drożdże, które się prędko rozmnażają, nie sprawdzają się w tej roli. Najlepiej działają te, które rosną powoli i mają dużo cukru. Wtedy skupiają się na jedzeniu, a nie rozmnażaniu. A ich podstawowym pokarmem są właśnie cukry. To z nich wydobywają niezbędną do życia energię. Co prawda my, ludzie, również. Tyle że u nas dzieje się to dzięki połączeniu cząsteczki cukru z tlenem. W ostatecznym rachunku zostaje z niego dwutlenek węgla oraz woda. Natomiast drożdże wydobywają energię w procesie fermentacji. W efekcie powstaje dużo dwutlenku węgla oraz alkoholu. I to właśnie dwutlenek węgla prowadzi do spulchnienia ciasta. Im intensywniej drożdże się zajadają, tym więcej tworzą bąbelków gazu. Grzęzną one potem w gęstej masie, przez co podnoszą ją i powiększają jej objętość. Gdyby nie dwutlenek węgla, ciasto byłoby gęste i płaskie. A coś takiego zwie się zakalcem.
Moja opowieść o drożdżach bardzo zafascynowała Kacpra. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście te grzyby rosną w tak szybkim tempie. Przygotował więc prawdziwy eksperyment. W ciepłej wodzie rozpuścił kawałek kostki drożdży. Do tego dodał kilka łyżek cukru – żeby grzyby miały co jeść. Całość zamieszał i postawił na parapecie, tuż nad kaloryferem, bo drożdże nie rozmnażają się i nie fermentują w niskiej temperaturze. Tak spreparowany eksperyment obserwował kilka dni. W misce wkrótce rzeczywiście pojawiły się liczne bąbelki gazu. A potem po mieszkaniu zaczął się rozchodzić zapach alkoholu. Bo zapomniałem Kacprowi dodać, że w wyniku fermentacji drożdże – oprócz dwutlenku węgla – wytwarzają też sporo alkoholu. Dlatego są używane nie tylko do pieczenia ciast, ale również do produkcji piwa, wina i wódki. I właśnie ten proces niechcący uruchomił mój syn na swoim parapecie.
- Kacper, normalnie zrobiłeś bimber! – oznajmiłem mu.
- A co to jest bimber? – zdziwił się.
- To taka wódka wytwarzana w domu – wyjaśniłem.
- Naprawdę? Naprawdę zrobiłem bimber? Ojej! – wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego.
Na szczęście chwilę potem wylał całość miski to toalety. Uff…

Więcej o drożdżach na stronach „Yeast Treatise”, Yeast Production oraz Wikipedii. Zdjęcie komórek drożdży zamieszczone na górze wpisu pochodzi z Wikimedia Commons.


Więcej...

22.1.10

Dlaczego klej klei?

- A dlaczego powiedziałeś, że ja więcej pytam o człowieka? – zaciekawiła się Ida.
– Bo tak uważam – odparłem.
Ida nie wydawała się przekonana. Niedawno byliśmy gośćmi TVN Warszawa. Trochę to było zaskoczeniem dla nas. Co prawda już kiedyś opowiadałem o naszym blogu w radiu TOK FM oraz w „Pytaniu na śniadanie” w TVP 2. Zawsze jednak zapraszano mnie samego. Tym razem poproszono, bym przyszedł do studia razem z Idą i Kacprem. Uznałem, że tę decyzję dzieci powinny podjąć same. Kacper powiedział „Jak ci bardzo zależy tato, to pójdę to tej telewizji”. Zależało mi. Ida wahała się dłużej, ale po dwóch dniach doszła do wniosku, że ma ochotę zobaczyć, jak wyglądają kamery. I dlatego wybraliśmy się do studia całą trójką. Na początku obydwoje byli bardzo onieśmieleni. O naszym blogu opowiadałem więc przede wszystkim sam. Potem Kacper trochę się rozkręcił. Ida nadal milczała. Ale i tak była bardzo kochana! Tutaj link do strony, na której można obejrzeć kilkuminutową audycję „Rytm miasta” z naszym udziałem.
Po powrocie dzieci komentowały to, co mówiłem w telewizji. Idę dziwił mój pogląd jakoby ona pytała głównie o człowieka, a Kacper o przyrodę. Poszła do swojego pokoju, gdzie zajęła się rysowanie i klejeniem. Po pewnym czasie opuściła go i podeszła do mnie. – A dlaczego klej klei? – spytała. – I to nie jest pytanie o człowieka, prawda?

Prawda, Idusiu kochana, prawda. To jest pytanie o fizykę i chemię. Bo choć klejów jest mnóstwo na świecie, to wszystkie muszą mieć dwie właściwości: przyczepność i spójność. Przyczepność polega na skłonności do przylegania do innych substancji. To dzięki niej klej trudno oderwać od sklejonego materiału. Ale bez sił spójności sklejone rzeczy nie trzymałyby się razem. Ta właściwość polega na skłonności cząsteczek kleju do trzymania się razem. Dlatego właśnie trudno je od siebie oderwać.
By te dwie siły miały pełne możliwości działania, klej na początku musi mieć płynną konsystencję. Rozsmarowuje się po powierzchni materiału, zapełniając wszelkie pory. Dzięki temu przyczepia się mocniej. Na przeszkodzie mogą mu stać różne brudy. Wtedy klej przyczepia się nie do materiału, lecz do cząstki pyłu czy kurzy i wszystko się potem rozpada. Dlatego właśnie przed sklejaniem trzeba wyczyścić powierzchnie.
Potem klej musi stwardnieć, bo to zwiększa jego siłę spójności. Twardnienie kleju szkolnego, jakim dzieci najczęściej się posługują, polega po prostu na odparowaniu wody z niego. Dlatego dobrze skleja on papier, przez który łatwo ucieka para wodna, a gorzej radzi sobie z metalami czy szkłem. Gdy więc chcemy skleić materiały nieprzepuszczalne dla wody, należy wykorzystać kleje, które twardnieją w inny sposób. Gdy stykają się one z powietrzem, zaczynają w nich zachodzić bardziej skomplikowane reakcje chemiczne, takie jak na przykład łączenie się cząsteczek w dłuższe łańcuchy.
Najtrudniejszym pytaniem pozostaje to, dlaczego właściwie klej przyczepia się do innych substancji. Albo na czym polega jego przyczepność. I tu, o dziwo, nie ma jednej odpowiedzi. Prawdopodobnie bierze w tym udział kilka różnych sił – a to, która jest najważniejsze zależy od rodzaju kleju i materiału klejonego. Ale to już wyższy stopień wtajemniczenia. Kto chce go zdobyć, niech zajrzy do książki Jana Rurańskiego „Dlaczego woda jest mokra?”, prezentacji polskich licealistów, laureatów konkursu „Fizyka da się lubić” oraz strony StraightDope.
A tak na koniec dodam, że nadal uważam, iż Ida częściej pyta o człowieka.

Więcej...

13.1.10

Skąd się biorą zmarszczki?


Ida ze swoją mamą oglądały się w lustrze. – O Boże! – zawołała Irena. – Mam kolejną zmarszczkę! – a w jej głosie słychać było co najmniej przestrach. Na wszelki wypadek nie komentowałem. Ida jednak dobrze zapamiętała, że mama tak się przejęła nowymi zmarszczkami. Bardzo ją ta reakcja zaciekawiła. Gdy więc wkrótce potem siedliśmy do śniadania, nie omieszkała zapytać: - A skąd właściwie biorą się zmarszczki?
Otóż nasza skóra składa się z trzech warstw. Najbardziej na zewnątrz znajduje się cienki naskórek. Stanowi on barierę przed środowiskiem i jest wodoodporny. Tuż pod nim rozciąga się skóra właściwa. Jest najgrubszą warstwą skóry. W niej znajdują się naczynia krwionośne oraz receptory dotyku, temperatury czy bólu. Ale najwięcej jest tam elementów, które tworzą rusztowanie skóry, nadając jej sprężystość, elastyczność i wytrzymałość. Najgłębiej położona jest warstwa podskórna, która zawiera głównie komórki tłuszczowe. Gdy jest się młodym i zdrowym te trzy warstwy trzymają się dobrze, dzięki czemu skóra jest gładka, elastyczna, sprężysta i wytrzymała. Z wiekiem niestety trochę się to psuje. Komórki naskórka stają się cieńsze i wolniej się mnożą. Grubość tej warstwy zmniejsza się. Ale najgorzej dzieje się w skórze właściwej. Niszczeją bowiem włókna, które tworzą jej rusztowanie. Z ich braku skóra zaczyna się marszczyć i obwisać. A ponieważ jednocześnie zmniejszają się komórki tłuszczowe w warstwie poniżej, nie mogą zapełnić ubytków w skórze właściwej. I dlatego właśnie, chcąc nie chcąc, z wiekiem skóra się marszczy [tu więcej informacji].
Ten naturalny proces może zostać przyśpieszony. Najbardziej sprzyja mu nadmierne opalanie. Podkreślam: nadmierne, bo nie można z opalania całkowicie zrezygnować. Pod wpływem słońca przecież tworzy się w naszym organizmie niezbędna dla zdrowia witamina D.
Bardzo rzadko rodzą się też dzieci z tak zwanym zespołem Williamsa. Brakuje im kilku genów, przez co ciężko chorują. Jednym z objawów tego zespołu jest pojawienie się zmarszczek i siwienia włosów już w dzieciństwie. I tak z rozpędu opowiedziałem o tym Kacprowi i Idzie. Mój syn po chwili doszedł do zadziwiającego wniosku: - Wiesz, tato, ja na to choruję.
- Dlaczego?
- Bo mnie tak drapie w gardle.
A potem dostałem burę od żony, że za dużo dziwnych rzeczy opowiadam dzieciom. Postaram się poprawić. I tylko jeszcze dołączam na górze fragmenty filmu „Ruchomy zamek Hauru”. Jego bohaterka w wieku 18 lat została przemieniona przez czarownicę w pomarszczoną staruszkę. Na szczęście zachowała młodzieńczy umysł. Oby to nam się udało, gdy już pokryją nas zmarszczki!

Więcej...

5.1.10

Dlaczego płatki śniegu wyglądają jak gwiazdki?

Taką właśnie zimę lubię. Mróz nie tęgi, ale wystarczająco duży, by ściąć wodę w lód i poprószyć śniegiem po świecie. Święta i Nowy Rok spędziliśmy na Podlasiu. Narew wylała, potem zamarzła i piękne lodowisko ciągnęło się kilometrami przez całą dolinę. Ech, fajnie było tak wędrować, brodząc w śniegu. Podczas jednej z wypraw Kacper zaczął opowiadać: - A wiesz co tato? Dzisiaj widziałem jak na plecy jednemu panu spadł śnieg i on wyglądał jak gwiazdki, o zobacz, jakie duże – pokazał.
- E, tam, takie duże nie mogły być – byłem pełen niedowierzania.
- A właśnie że były! Naprawdę!– mój syn nie ustępował. – I miały kształt gwiazdek. Ciekawe, dlaczego płatki śniegu tak wyglądają?

Otóż, gdy woda zamienia się w lód, to jej cząsteczki łączą się ze sobą szóstkami, tworząc sześciokąt. Ta figura nie jest oczywiście widoczna gołym okiem. Ale jeśli obok siebie układają się kolejne szóstki cząsteczek, to powstaje bryła, którą już da się zobaczyć. Tak właśnie dzieje się w chmurach. Tam – jak już tu na blogu kiedyś pisałem – dociera para wodna, czyli woda w stanie gazowym, która może się skraplać do postaci ciekłej. Ale zimą najczęściej od razu zamienia się w stan stały, czyli lód. Kryształki tworzą się wokół różnych drobinek pyłu. To wokół nich stopniowo narasta lód. Przybiera on wówczas kształt blaszek, płytek, słupków, igiełek, ale najczęściej właśnie gwiazdek. To, jaką formę przyjmie kryształek, zależy od ilości pary wodnej w powietrzu i od temperatury. Gwiazdki powstają, gdy jest wilgotno, ale temperatura spada tylko nieznacznie poniżej zera stopni Celsjusza. Lód, który tworzy się w takich warunkach z pary wodnej, przyczepia się do sześciu ramion. Wydłużają się one, rozgałęziają i obrastają w ornamenty. „Każda gwiazdka krystalizuje indywidualnie, jest więc poddawana ciągle zmieniającym się czynnikom temperatury, ciśnienia, ruchu powietrza i zawartości pary wodnej. A są one różne w różnych częściach nawet tej samej chmury” – pisze Jacek Jania w książce „Zrozumieć lodowce”. To dlatego poszczególne gwiazdki tak bardzo różnią się od siebie, że praktycznie nie sposób znaleźć dwóch takich samych. Gdy osiągną już na tyle dużą wielkość i masę, że nie są w stanie utrzymać się w chmurze, spadają w postaci śniegu.
Również płatki śniegu innych kształtów często zachowują postać sześcioboczną lub sześcioramienną. W książce Jacka Jani wyczytałem, że tę formę można też dostrzec w taflach lodu. Jak się spróbuje je rozbić, to podobno powstają sześcioramienne rysy (czasem trójramienne). Sprawdziliśmy. Właściwie niechcący. Po prostu koleżanka Idy i Kacpra, Ewelina, która towarzyszyła nam w wędrówce, w pewnym momencie wywaliła się jak długa. Chrupnęło – na szczęście to lód pękł, a nie jej kości. A rysy ułożyły się elegancko we wzór sześcioramienny. Zupełnie jak śniegowe gwiazdki.
Potem lód pękł pode mną. Tym razem jednak powstała tylko jedna rysa. Za to bardzo długa. Dalej już nie eksperymentowaliśmy. Żałuję bardzo, bo nie możemy powtórzyć tych doświadczeń. Wróciliśmy już do Warszawy.
A na górze zdjęcie różnych płatków śniegu z Wikipedii.

Więcej...

30.12.09

Co wytwarza krew w człowieku?



- O taka głęboka rana! – Kacper pokazał palcami przynajmniej centymetr grubości. – Do kości doszło! Żyła na pewno przecięta, krew tryska! – płakał i krzyczał.
A ja nie wiedziałem, czy go głaskać po głowie, czy raczej tłumaczyć mu, że nieco przesadza. Owszem, miał ranę na palcu. I to prawda, że krew poleciała. „Tryskaniem” tego jednak nazwać raczej się nie dało. Kość też nie została naruszona, a żyła nie przecięta. Choć zapewne skaleczenie musiało boleć. Wciąż przecież trzymał przecież na framudze, gdy mocno trzasnął drzwiami. Zostać tak silnie uderzonym w palce na pewno nie jest przyjemne. A gdy boli, wyobraźnia pracuje. To dzięki niej rana pogłębiła się i powiększyła. Na szczęście mimo to udało się ją szybko zakleić zwykłym plasterkiem.
A gdy syn mój już leżał w łóżku i uspokoił się, naszła go chęć poznawania świata. – Tato – powiedział cicho – a co wytwarza krew w człowieku? Czy to naprawdę jest kość?
To może od początku. Krew składa się z części płynnej i zawieszonych w niej komórek. Generalnie dzieli się je na trzy rodzaje: krwinki czerwone, krwinki białe i płytki krwi. Czerwonych jest najwięcej. Ich główne zadanie polega zabieraniu tlenu z płuc i przenoszeniu go do wszystkich pozostałych komórek ciała. Dzięki temu mogą one oddychać. Ponieważ w procesie oddychania powstaje dwutlenek węgla, czerwone krwinki zabierają go z powrotem i odnoszą do płuc. A my go potem wydychamy.
Białe krwinki z kolei tworzą naszą armię obronną. Walczą z zarazkami, które chcą opanować ciało. Białych krwinek jest w sumie o wiele mniej niż czerwonych, ale za to są dużo bardziej różnorodne. Każda ich grupa wyspecjalizowała się w innej metodzie walki z intruzami.
Rolą trzeciej grupy komórek – płytek krwi – jest zasklepianie ran. Docierają wszędzie tam, gdzie żyła lub tętnica zostaną uszkodzone. Od razu zabierają się za łatanie dziury, dzięki czemu krew przestaje wypływać z organizmu.
Trzy grupy krwinek różnią się mocno wyglądem i funkcją. A jednak wszystkie powstają w tym samym miejscu: w szpiku, który wypełnia wnętrze kości. Przy czym nie w każdym szpiku, lecz tylko w czerwonym. To w nim znajdują się wyjątkowo komórki, które w zależności od potrzeb potrafią przekształcić się zarówno w białą krwinkę, czerwoną jak i płytkę krwi.
U dzieci czerwony szpik wypełnia większość kości. U dorosłych duża jego część zamienia się w szpik żółty, który już nie zajmuje się produkcją komórek krwi. Czerwony pozostaje między innymi w kręgosłupie, żebrach, mostku i niektórych częściach kości ramion oraz nóg.
Oczywiście, jak to w przyrodzie bywa, w szczegółach sprawa powstawania krwi jest bardziej skomplikowana. Niektóre białe krwinki na przykład powstają poza kośćmi. Te zaś, które wytworzyły się ze szpiku, muszą przedostać się do innych narządów, by dojrzeć. A jeszcze mamy w krwi część płynną – osocze – wraz z rozpuszczonymi w niej substancjami. One dostają się do żył i tętnic z jeszcze innych organów.
Ale o szczegółach tego procesu już nie będę opowiadał. Generalnie można przyjąć, że Kacper miał rację. To kość wytwarza krew. Brawo, synu!


Więcej...

21.12.09

Z czego zrobione są paznokcie?

- Ależ długie! – jęknąłem, spojrzawszy na paznokcie Kacpra. Jak udało mu się takie hodować? Zaraz, zaraz… Przyjrzałem się im się uważniej. Na paznokciach dostrzegłem małe białe plamki. Zaniepokoiło to mnie. – Ojej, chyba jesz za mało witamin? – zawołałem. To zapewne była prawda, bo Kacper nie jest wielkim miłośnikiem owoców i warzyw. Jeśli już się da namówić, to najwyżej na jabłko lub ogórka. A wszelkie marchewki, szpinaki czy sałaty – które ja uwielbiam – mój syn ewentualnie, na specjalne życzenie, łaskawie zje w niewielkich ilościach. Najchętniej jednak je wówczas połyka, zamykając przy tym oczy…. Ech!
No ale wracając do paznokci. Nieco się wystraszyłem tymi małymi białymi plamkami. Nie dowierzając całkowicie mojej pamięci, zacząłem szukać bardziej pewnej informacji. I owszem, okazało się, mogą one być oznaką niedoborów w diecie – najczęściej cynku. Plamy są jednak wówczas dużo większe, a w dodatku towarzyszą im o wiele poważniejsze objawy: wypadanie włosów czy osłabienie układu odpornościowego. Podobne zmiany na paznokciach pojawiają się także podczas rozmaitych chorób czy w wyniku alergii. Także wtedy traktuje się je tylko jako jeden z symptomów i to wcale nie najważniejszy. Takie małe białe plamki, jakie ma Kacper czy inne dzieci, najczęściej są po prostu wynikiem drobnych urazów. Podkreślam: drobnych. Czyli bardziej od uderzenia palcem o ścianę niż od walnięcia w rękę młotkiem.
W miejscu, gdzie tworzy się paznokieć, ukrytym przed naszym wzrokiem, jego struktura ulega wtedy zaburzeniu lub też do wnętrza dostaje się drobny pęcherzyk powietrza. Zanim ta zmiana wyjdzie na zewnątrz, mija nawet kilka tygodni. Każdy do tego czasu zdąży zapomnieć, co się stało. Można wręcz powiedzieć, że małe białe plamki na paznokciach są odpowiednikiem niewielkich siniaków na ciele.
- No dobrze – odpowiedział Kacper, gdy mu to wszystko starałem się wyjaśnić. – Ale w takim razie z czego zrobione są paznokcie?
Ha! Rzeczywiście, to ważne. Otóż paznokcie to wytwór naskórka, czyli cienkiej warstwy, która pokrywa większość naszego ciała. Część jego komórek przeładowuje się bardzo twardą substancją – keratyną. Obumierają wtedy i mocno się zbijają. Gdy taka struktura jest już gotowa, wychodzi na zewnątrz tworząc twardą płaską warstwę czyli właśnie paznokieć. Ponieważ jest on przezroczysty (jeśli nie liczyć małych białych plamek) prześwituje przez niego skóra i naczynia krwionośne. Dlatego wydaje nam się, jakby paznokcie miały różowy kolor.
W podobny sposób do paznokci – z keratyny tworzonej przez naskórek – powstają u ludzi włosy, a u zwierząt sierść, pazury oraz kopyta. Wszystkie te struktury są martwe i rosną cały czas. W dzikiej przyrodzie w naturalny sposób ścierają się jednocześnie z drugiego krańca. My zaś musimy je sobie sami obcinać. I właśnie dlatego zaraz po tej rozmowie dałem Kacprowi nożyczki. Niech skróci te swoje długie pazury!


A dla zainteresowanych podaję linki do stron z informacją o paznokciach i małych białych plamkach: Wikipedia (z tej strony pochodzi też zdjęcie paznokcia zamieszczone na górze), WiseGeek, The Straight Dope, LoveToKnow oraz About.com. Sporo dowiedziałem się też z książki „Biologia Villego” (ale więcej, o dziwo, ze starszego wydania niż z nowszego).

Więcej...

14.12.09

Czy nasiona oddychają?

Oj, mam za swoje. Na parapetach w pokojach dzieci wykwitła już cała oranżeria. Któregoś dnia Ida i Kacper namówili mamę, by kupiła im ziaren fasoli. Postanowili, że posadzą je i będą hodować. Bardzo mi się spodobał ten pomysł. Wkrótce jednak z kuchni zniknęła doniczka, kubek, słoik, parę rozmaitych pokrywek, spodków i talerzyków. Do niektórych z tych naczyń dzieci wsypały ziemi. Pozostałe pokryły wilgotną gazą. A wszędzie powkładały nasionka fasoli. – To kiedy one wykiełkują? – spytały. – No, to potrwa kilka dni, a może i dłużej – tłumaczyłem cierpliwie. – To już minęło? – Ida spytała po godzinie. – Mówiłem, że kilka dni – wyjaśniałem już nieco mniej cierpliwie. – To znaczy kiedy? – pytała dalej Ida. Moja cierpliwość była na wykończeniu. Tym większym, że Kacper miał inny problem. – A co się stanie z tymi nasionami? – martwił się, wskazując na fasolki, które odłożył na zapas. Bał się, że przemarzną na parapecie. Dlatego je przykrył. Ale zaraz potem zdenerwował się, że bez dostępu do powietrza się uduszą. – Tato, a czy nasiona w ogóle oddychają? – zapytał.
To może najpierw wyjaśnię, co to w ogóle takiego te „nasiona”. Cykl życiowy roślin jest trochę bardziej skomplikowany niż ludzi. Ale też wytwarzają one komórki męskie i komórki żeńskie. Męskie znajdują się wewnątrz ziaren pyłku, który wysypuje się z licznych pręcików otaczających wnętrze dojrzałego kwiatu. Komórka żeńska tkwi wewnątrz słupka – struktury obecnej najczęściej pośrodku kwiatu. Gdy komórka męska z ziarna pyłku połączy się z komórką żeńską ze słupka, zaczyna rozwijać się zarodek. Ale - przeciwnie niż u zwierząt – jego rozwój w pewnym momencie się zatrzymuje. Tkanki, które go otaczają przekształcają się w łupiny i materiały zapasowe. Tak powstaje nasienie. Na zewnątrz może się także wytworzyć miąższ i skórka owocu. Z owocem, czy bez nasionko staje się rodzajem przechowalni dla znajdującej się wewnątrz malutkiej roślinki. Dzięki temu może ona przetrwać dłuższy czas i zostać przeniesiona przez wiatr, wodę lub zwierzęta w nowe miejsce. Roślinom jest to potrzebne, gdyż przeciwnie do zwierząt, nie mogą się same poruszać i kolonizować kolejnych obszarów. Rolę ryzykownych podróżników przejmują nasiona. Zarodek, który tkwi wewnątrz nich, cały czas żyje. A skoro tak, to i zużywa zapasy pokarmowe oraz oddycha. Odbywa się to jednak niezwykle powoli, wyjątkowo wręcz ślamazarnie. Dlatego nasiona mogą trwać w takim stanie długimi latami. Dopiero, gdy wokół nich zapanują dobre warunki: ciepło i wilgoć, zarodki przyśpieszają tempo życia. Oddychają coraz częściej, zużywają zapasy i zaczynają kiełkować. Wypuszczają łodyżkę, korzonek i pierwsze liście. Gdy się zazielenią, roślinka zaczyna sama produkować pożywienie ze światła, wody, dwutlenku węgla i związków mineralnych. Produktem odpadowym tej reakcji jest tlen, który nam i nasionkom służy do oddychania. I także samym zielonym roślinom. Bo one również nigdy nie rezygnują z oddychania. Tyle że w sumie więcej produkują tlenu niż go zużywają. Na szczęście dla nas.
– To znaczy, że nasiona oddychają tak: uuu – Kacper wciągnął powietrze i wstrzymał oddech. Po dłużej chwili zrobił wydech: - Uuuuu.
- Nawet wolniej – powiedziałem. – O, o wiele wolniej.
Kacprowi ulżyło. Przykrył swoje fasolki i przestał się martwić, że się uduszą. Na tak powolne oddychanie starczy im przecież powietrza.
A po kilku dniach nasionka w doniczkach, słoikach i na spodkach wykiełkowały. Dzieci tak się ucieszyły, że zabrały się do realizacji kolejnych pomysłów. Ida posadziła kukurydzę. Wykiełkowała. Kacper włożył ziemniak do słoika. Też puścił korzenie. Ale najbardziej wariacki pomysł miały po powrocie znad Morza Czerwonego w Egipcie, gdzie spędziliśmy ostatni tydzień listopada. Przywieźliśmy stamtąd zaschniętą i zwiniętą gałązkę róży jerychońskiej. W domu włożyliśmy ją do wody, pod wpływem której martwa roślina rozłożyła swoje pędy i wysypała nasionka. Dzieci pracowicie je zebrały i położyły na wilgotnej gąbce, którą z kolei przykryły plastikową przykrywką. W tak utworzonej szklarence nasionka czekały. Nie chciałem ich martwić, ale nie przypuszczałem, by róża jerychońska zechciała wykiełkować grudniową porą na ciemnym parapecie w Warszawie.
- Tato, tato, róża jerychońska wykiełkowała! Wykiełkowała!!! – któregoś dnia przybiegły do mnie dzieci. Ida i Kacper, gdy się czymś przejmują, nie potrafią ustać. Muszą albo biegać albo przynajmniej podskakiwać. Tym razem podskakiwały. Rzeczywiście, egipskie nasionka wypuściły delikatne, zielone łodyżki. Ida pracowicie przełożyła je ze szklarenki do doniczki. Czekamy, czy dalej urosną. Nie chcę dzieci martwić, ale nie przypuszczam, by róża jerychońska zechciała urosnąć grudniową porą na ciemnym parapecie w Warszawie…
Hm, chyba już to mówiłem.


Hodowla Kacpra: fasolka w doniczce i ziemniak w słoiku. Na zdjęciu na górze - fasolki Idusi w kubku.

Kukurydza posadzona przez Idusię.


Nasionka róży jerychońskiej w szklarence. Jedno z nich już kiełkuje.

Więcej...