- O, nie! Nie może ci jakiś pan kazać zamknąć bloga! Nie zgadzam się! – Kacper zdenerwował się nie na żarty.
Też było mi żal. Kilka dni temu dotarliśmy do USA, gdzie spotkałem się z moim obecnym szefem i jeszcze raz przeprowadziłem z nim poważną rozmowę. Co prawda nie kazał mi zamknąć bloga, ale bardzo to zalecał. Jego argumenty były przekonywujące. Przyznałem mu rację. To będzie więc ostatni już wpis na blogu „A dlaczego?”.
„Mój obecny szef” to Philip Hilts - dyrektor programu stypendiów dla dziennikarzy naukowych na jednej z najlepszych uczelni wyższych w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nosi ona angielską nazwę Massachusetts Institute of Technology - w skrócie MIT - i znajduje się w miasteczku Cambridge tuż obok dużego miasta Bostonu. Od 27 lat co roku MIT funduje stypendia dla 12 dziennikarzy naukowych. Zazwyczaj przyjmują sześć osób z USA i sześć z innych krajów. Szczęśliwcy, którzy zostaną wybrani spośród wielu nadesłanych podań, mają prawo do uczestnictwa w dowolnych zajęciach na MIT oraz na znajdującym się tuż obok Uniwersytecie Harvarda. Bardzo chciałem uzyskać takie stypendium. Składałem kiedyś podanie, ale zostało odrzucone. W tym roku spróbowałem po raz kolejny. Tym razem powiodło mi się. Moje podanie spodobało się, dobrze wypadłem też w rozmowie kwalifikacyjnej i tym samym zostałem stypendystą MIT. Hura!!!
Dlatego 10 sierpnia całą czwórką – ja, moja żona oraz Ida i Kacper - wylądowaliśmy w Bostonie. Znaleźliśmy wcześniej mieszkanie do wynajęcia w Cambridge i takim to sposobem od kilku dni jesteśmy w USA. Jeszcze zbyt wiele nie zdążyliśmy tutaj zwiedzić. Wybraliśmy się jedynie do tutejszego oceanarium. Bardzo się tam Idzie i Kacprowi podobało. Wielką frajdę sprawiła im też położona niedaleko fontanna, w której szalały amerykańskie dzieciaki. Widać to na zdjęciu, które zamieściłem na górze.
Tak naprawdę jednak większość czasu spędzamy póki co na załatwianiu rozmaitych formalności. Oj, dużo tego jest. Dzieci czasem marudzą, ale i tak dzielnie wytrzymują wszelkie wizyty w bankach, urzędach i sklepach. A musimy się śpieszyć, bo zajęcia na MIT i Harvardzie zaczynają się z początkiem września. Dodatkowo będę też miał wykłady organizowane specjalnie dla nas - dziennikarzy-stypendystów. A także zajęcia, na których będą nas uczyć przygotowywać nagrania dźwiękowe, krótkie filmy i sam-już-nie-wiem-co-jeszcze. Tak, dni będę miał zapełnione po brzegi. I właśnie dlatego warunkiem otrzymywania stypendium jest powstrzymywanie się od pracy zawodowej przez cały rok akademicki. Phil Hilts zaleca też, by rezygnować z prowadzenia blogów. Szczególnie zaś takich, jak mój, które wymagają pracowitego poszukiwania informacji i zbierania materiałów.
- Chcąc dalej prowadzić blog, musiałbyś rezygnować z części zajęć – tłumaczył mi. – A nam zależy, byś właśnie tego nie robił.
Tak, Phil ma rację. Ale i tak mi smutno. Podporządkowuję się więc jego prośbie, choć z wielkim, wielkim żalem. I powtarzam sobie, że za rok, jak już wrócę z USA, założę jeszcze lepszą stronę internetową. Będę więcej umiał, więcej wiedział, lepiej znał się na nowych technologiach…
Kacper, nie martw się! Jeszcze mu pokażemy!


